Lotów z dziećmi mamy za sobą maaaaasę. Już dawno przestaliśmy liczyć. Chyba jakoś wtedy, gdy Maks miał na koncie ponad 100 lotów. Różnych. Bliskich, dalekich, zwykłymi liniami, tanimi liniami, w Europie, w Azji, gdzieś na świecie. Wielokrotnie pisaliśmy, jak sobie radzić z dzieckiem w samolocie, na co zwracać uwagę, co zrobić na lotnisku, co w samolocie, by przeżyć podróż z sukcesem. Od prawie 1,5 roku latamy z dwójką dzieci. Gdy urodziła się Jagódka, Maks miał ponad 5 lat – i był wygodny w obsłudze. Nie przypominam sobie, by od czasu jak skończył 3 czy 4 lata sprawiał problemy w samolocie. Ma też większe możliwości, co w samolocie robić, bo obecnie jest w takim wieku, że może grać na tablecie czy oglądać bajki.

 

Jagoda to inny temat. Najlepiej latało się z nią, gdy miała 3 czy 6 miesięcy – potem było coraz trudniej. Przez pewien czas lekiem na całe zło była pierś, ale w grudniu, przed naszą podróżą do Azji, przestałam karmić Jagódkę piersią. Maks wtedy przerzucał się na butlę i zajadał w samolocie jak wściekły. Jagódka pije z butelki tylko wodę, więc wiadomo, że nie jest to rozrywka na czas lotu 😉

 

I tak, zdarza się, że Jagódka płacze. Że marudzi, że jęczy. Nigdy jednak nie wrzeszczy przez 30 minut czy przez godzinę. Nigdy nie ryczy przez cały lot – na to są sposoby. Czasem jednak i nas zawodzą sprawdzone metody – na przykład, gdy tak jak wczoraj zabieramy ze sobą zmęczone i niewyspane dziecko. Na lotnisko jechaliśmy tuż przed 8.00, a Jagódka zwykle o tej porze wstaje. Teraz musiała wstać wcześniej – a wiadomo: niedospane dziecko to najgorszy kompan. Nie zasnęła przy starcie. Nie chciała czytać książeczek. Na niewiele się zdały przekąski, bo większość jej nie interesowała lub zjadła je w kilka sekund (tubki z owockami zniknęły w oka mgnieniu). Nie pomagało nawet mało dydaktyczne oglądanie filmików z Maksem i Jagódką na telefonie. Widać było rosnący poziom irytacji, marudzenia, a pasażerka przed nami dziwnie często odwracała się w naszą stronę. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak sobie poradzić, gdy dzieciak marudzi, Ty już jesteś cała mokra od prób uspokojenia go, a pasażerowie zaczynają patrzeć skrzywieni?

 

Ja mam jeden kontrowersyjny i awaryjny sposób, który wykorzystałam już z Jagódką kilka razy. Robiłam to zarówno wtedy, gdy jeszcze karmiłam ją piersią, jak i teraz, gdy już nie karmię. To prosty sposób, chociaż nie zawsze zrealizujesz go od razu. Gdy nic nie pomaga, zabierasz dziecko, wstajesz i… idziesz do toalety. Wiem, wiem, wiem. Przecież zawsze mówiłam Wam o karmieniu w miejscu publicznym i robieniu wszystkiego z dziećmi. Nadal tak uważam, ale wiem też, że czasem toaleta może być najlepszym wyjściem! Gdy dziecko nie może się skupić na jedzeniu z piersi. Gdy inni się gapią. Gdy czujesz się niekomfortowo. W toalecie odcinasz malucha od wszystkiego. Odcinasz innych od siebie. Idź. Jeśli karmisz, zabierz butelkę … lub pierś 😉 Zamknij drzwi, usiądź na toalecie i nakarm marudzącego malucha. U nas w 4 na 4 przypadkach Jagódka uspokajała się w toalecie i usypiała na piersi, a ja wynosiłam ją już śpiącą i wracałam na miejsce. Teraz co prawda – nie dałam rady jej uśpić, ale wizyta w toalecie pomogła jej się wyciszyć.

 

Ktoś może się zdziwi – że tak z dzieckiem do toalety??? Ale jak to??? Pamiętajcie, że nie siedzimy tam przez godzinę albo przez cały lot. I traktujemy to jako OSTATECZNOŚĆ. Gdy zawiodą już inne metody 🙂 A o innych metodach poczytacie TU i TU. Dobrze jednak mieć ostatnią deskę ratunku, co? 🙂