Uwaga! Dziecko w samolocie!

27.07.2013
154

Kategorie: Nivea, Oczami Maksa, W podróży | Tagi: podróżowanie z dzieckiem, z dzieckiem samolotem
Madrid

Dziecko…  albo niemowlę w samolocie…albo dwulatek, którego wszędzie pełno… Znacie? Męczarnia dla rodziców i (jeszcze większa?) męczarnia dla współpasażerów.. tak mówią! Mało pomocne stewardessy, obrażeni towarzysze podróże i ryczące dziecko… kto się tego choć raz obawiał, ręka w górę!:)

Wiemy, że samolot to miejsce specyficzne. W odróżnieniu od samochodu czy pociągu nie da się uciec, wysiąść, zmienić miejsca, przedziału, kupić podczas postoju nowej kolorowanki. Co gorsza w przypadku turbulencji, startu, lądowania czy innych nieprzewidzianych okoliczności, sygnalizacja „zapiąć pasy” informuje, że nawet z fotela nie można się ruszyć! Każdy rodzic ruchliwego malucha wie lub domyśla się, że przetłumaczenie: „teraz trzeba siedzieć” nie zawsze działa 😉 Przyznaję się: nas raz proszono o zapięcie pasów przez mikrofon,tak, że słyszał to cały samolot. Dzięki Maks!;)

 

Kolejny minus? W przypadku maluszka do 2 roku życia za każdym lotem modliliśmy się, by samolot nie był pełny i by nasz maluch w wieku 6, 8, 12, 18 miesięcy miał swój własny fotel. Wygodnickie? Spróbujcie najpierw przelecieć 10-11 h do Meksyku w ciasnym samolocie z bobasem na sobie, to pogadamy 😉

 

podróżowanie z dzieckiem, z dzieckiem samolotem

przed pierwszym lotem – niecałe 5 miesięcy, kierunek: Włochy

 

My znów samolotem ruszamy jutro. Maks pewnie po raz 31, ale z nim również jego przyjaciółka w podobnym wieku, która poleci po raz pierwszy. Zatem poniżej krótki przewodnik samolotowy, inspirowany naszą wspólną podróżą. Złote zasady, jak przeżyć lot z dzieckiem – działa lepiej lub gorze, niezależnie czy lecisz 2 h czy 10 h 😉

 

ZASADA NR 1: ZMĘCZ DZIECKO PRZED WYLOTEM

 

Brzmi podle? :> Nie martwcie się, nie każę Maksowi przed odlotem myć podłogi i odkurzać mieszkania… Ale nasza podstawowa zasada brzmi: przed lotem maluch nie śpi, przeciągamy godziny drzemek, zagadujemy, zapewniamy atrakcje, bo nie ma nic gorszego jak drzemka na lotnisku i pobudka po wejściu do samolotu! Czasem uda się wybrać sprytne godziny lotu – w czasie drzemki lub w nocy. Najlepsze rozwiązanie, ale nie zawsze możliwe…

Oczywiście opcja „zmęcz dziecko przed wylotem” nie dotyczy tych najmniejszych podróżników – 2-miesięczny niemowlak niezależnie od sytuacji pewnie i tak prześpi większość / całość lotu.

 

ZASADA NR 2: MALUCHOWI, KTÓRY JUŻ RACZKUJE / CHODZI / BIEGA, DAJ SIĘ WYBAWIĆ PRZED ODLOTEM 

 

Maks od momentu, gdy zaczął być mobilny, nieustannie pokazywał swoją chęć do poznawania świata. Na lotnisku raczkował po podłodze, właził do przegródki pozwalającej sprawdzić wymiary bagażu i ciągle coś kombinował… Najlepiej oczywiście, gdy na terenie lotniska mamy strefę dziecięcą – zwykle da się coś znaleźć! Świetne miejsca widzieliśmy w Tallinie czy w Helsinkach. Na lotnisku Chopina w Warszawie też znajdziemy niewielkie, aczkolwiek wystarczające kąciki dziecięce. Jeśli więc macie choć chwilkę czasu, pozwólcie maluchowi na małe szaleństwo!

 

z dzieckiem samolotem, podróżowanie z dzieckiem

szaleństwo przed nocnym odlotem

 

ZASADA NR 3: NAWET JEŚLI NIKT WAM TEGO NIE ZAPROPONUJE, NA LOTNISKU I W SAMOLOCIE DOMAGAJCIE SIĘ SWOICH PRAW

 

Jesteście z małym dzieckiem? Małym, czyli zwykle w wieku do 2-4 lat w zależności od wyglądu dziecka i uprzejmości obsługi…

Nie zgrywajcie bohaterów, którzy będą stać na końcu kolejki, a Wasze dziecko w między czasie dostanie szału. Podejdźcie grzecznie do okienka i poproście o pierwszeństwo – jeszcze zdążycie się zmęczyć 😉 Raczej nie zdarza się, by ktoś odmówił, a na niektórych lotniskach (np. Frankfurt) dla rodzin z dziećmi mamy osobne bramki, a obsługa chętnie zabawia dziecko, gdy rodzice próbują oswobodzić się z telefonów, pasków i kurtek, powyjmować sprzęt elektroniczny, itd…

 

ZASADA NR 4: PRZY STARCIE I LĄDOWANIU DAJ DZIECKU PICIE / SMOCZKA / GUMĘ DO ŻUCIA 

 

Podróżując z dzieckiem musicie mieć picie pod ręką (zaraz o tym, co można zabrać, a co lepiej nie). Picie przydaje się przy starcie / lądowaniu (chyba, że karmimy piersią). By uniknąć zatkania uszu u dziecka, maluch powinien coś popijać w momentach zmiany ciśnienia (start/lądowanie), ewentualnie żuć gumę lub „dziamgać” smoczka. Maks smoczek ostatnio porzucił (z pomocą rodziców;)), ale zawsze jest z nami butla. Zestresowanym lotem zdradzę w sekrecie, że w większości przypadków start + butelka z mleczkiem/ kakao = słodki sen 😉

Co do opowieści o dzieciach płaczących z powodu bólu uszka przy zmianach ciśnienia: na około 30 lotów, Maks krzyczał tylko raz. Wtedy rzeczywiście przeraźliwie płakał i narzekał na uszki – prawdopodobnie była to końcówka infekcji, bo dla ucha w samolocie kluczowe jest, by dziecko było zdrowe – zwłaszcza bez kataru!

 

ZASADA NR 5: WEŹ PRZEKĄSKI!

 

Często ktoś nas pyta, czy można dla malucha wziąć mleczko, soczek, wodę… Można, tylko bez przesady 😉 Generalnie wszystkie linie lotnicze i zwykłe i tanie zezwalają na przewóz w bagażu podręcznym produktów dla dzieci. W przypadku najmniejszych to mleko, w przypadku większych to również soczek, kakao w kartoniku, woda. Słowa: „To dla dziecka!” zwykle załatwiają sprawę. Jeśli dodatkowo opakowanie jest na pierwszy rzut oka dziecięce, raczej problemów nie będzie.

 

Zdarzyło nam się nawet (a w zasadzie babci Maksa), że przepuścili ją przez bramkę z butelką wody 0,5, dwoma jogurtami i sokiem, uznając, że to wszystko dla malutkiego wówczas (5 miesięcy!) dziecka. Tylko na Colę nie dali się namówić 😉

Czasem tylko na etapie prześwietlania bagażu, obsługa lotniska może poprosić o spróbowanie wody lub mleka. Rzadko, ale zdarza się.

 

Co poza piciem? Wedle uznania! My preferujemy jedzenie angażujące i wygodne – do dziś pamiętam irytujący zapach rybnego słoiczka Gerbera, który zabrałam w 10-godzinną podróż do Meksyku. Maks się ubrudził i przez kolejne godziny czułam „ryby” obok siebie! Teraz raczej mamy suche przekąski (chrupki, ryżowce, herbatniki), mleko i kaszki, najchętniej w kartonikach (np. nowość Nestle) i np. serek Bakuś, który można wycisnąć prosto do buźki. Im Maks starszy korzysta również co nieco z cateringu pokładowego, ale jak wiemy nie zawsze można na niego liczyć. Pod tym względem najmilej zaskoczyła nas Thai Airways przynosząc Maksowi dedykowany posiłek, inny niż wersja dorosła.

 

Na dłuższych dystansach nie ma również problemu, by poprosić stewardessą o gorącą wodę do przygotowania mleka, na krótkich nie próbowałam, bo kartoniki z kaszką mam zawsze:) (te, które kupuję aktualnie można dawać już od 4-6 miesiąca) Ale myślę, że również da radę.. Tylko czy to wygodne?

 

ZASADA NR 6: BĄDŹ GOTOWY NA WSZYSTKO!

 

W samolocie musimy być gotowi, że czasem TRZEBA utrzymać dziecko siedzące w jednym miejscu, co np. dla dwulatka bywa ciężkie. Dlatego bierzemy książeczki (najlepiej nowe), coś do rysowania, coś do zabawy. Korzystamy też chętnie z propozycji linii – zdarzają się kolorowanki, łamigłówki (idealne dla straszaków) czy nawet tabliczki ze znikopisem (dziękujemy Ci Emirates!).

Zwykle towarzyszy nam również iPad – mamy tam całkiem sporo dziecięcych aplikacji, które w razie czego są w stanie utrzymać Maksa w fotelu. Wszelkie smartfony również dają radę!

 

ZASADA NR 7: W  PRZYPADKU DZIECKA DO LAT 2, WALCZ O WOLNE MIEJSCE DLA NIEGO

 

Z całą miłością do mojego synka, 10h lotu z 7- 10 kg grzejnikiem to nie jest dobry pomysł. Jak dla mnie nawet 2h w takiej konfiguracji to nie jest dobry pomysł;)  Zawsze próbujemy się zamienić, dogadać, zająć wolne miejsce. Pasażerowie często się zgadzają.. po co siedzieć koło bobasa rodzącego ryzyko awantur? 😉 Tu również nie zgrywajmy bohaterów!;) My na szczęście ten problem mamy już za sobą: jutro pierwszy lot z pełnoprawnym miejscem dla Maksa! Więc aż do potencjalnego drugiego małego podróżnika, zamartwianie się o miejsce mamy z głowy!

 

z dzieckiem samolotem

ogromna radość, gdy przytrafiło nam się Business Class w Emirates

 

ZASADA NR 8: SPAKUJ SIĘ MĄDRZE!

 

Na lotnisku, a następnie w samolocie kluczowe jest, by było wygodnie. Bagaż główny oddajemy, więc wszystkie niezbędne gadżety muszą być w podręcznym. Warto wziąć coś na zapas, chociaż dla dziecka, jeśli lecimy z przesiadką i boimy się syndromu zgubionej walizki. Mi się to zdarzyło 2 razy, w czasach bez Maksa, ale dokupywanie soczewek, majtek, bluzki od razu po przylocie było nieco irytujące..

 

Do bagażu podręcznego pakujemy zatem to, co MUSIMY mieć: przekąski, napoje, gadżety, środki higieniczne, ubranko na zmianę itd. Chociaż nie wszystkie linie mają ograniczenia definiujące, ile toreb to bagaż podręczny, lepiej nie mieć przysłowiowych trzydziestu siateczek, tylko jeden plecak /walizkę. W końcu mamy do niesienia również dziecko 😉 My zabieramy też ze sobą od czasu, gdy Maks skończył 7 miesięcy wózek McLaren techno XT – zajmuje mało miejsca, wygodnie się składa. Zwykle oddajemy go dopiero przy wejściu do samolotu.

 

ZASADA NR 9 i ZASADA NR 10: LUZ I JESZCZE RAZ LUUUUZ! 

 

Grunt to podejść do tematu spokojnie i nie stresować się ani lotem, ani lotem z dzieckiem. Nie chce spać? Niech nie śpi, tylko wygląda / bawi się / chrupie. Chce połazić po samolocie? Pozwól, nic się nie stanie, większość pasażerów jest wyrozumiała, nie mówiąc o obsłudze. Gdy trzeba usiąść i zapiąć pasy, wymyślajcie ciekawe historie, po co? Podróż z maluchem samolotem da się, tylko jak do wszystkiego z pozytywnym nastawienie!:)

A jeśli ktoś po przeczytaniu zapyta, no i  po co to wszystko? To ja już mówię… na przykład po to 🙂

podróżowanie z dzieckiem, z dzieckiem w samolocie

cudowny Paryż i my!

 

PS. Wybaczcie jakość niektórych zdjęć, ale podróż samolotem, bagaże i ogarnianie malucha nie idzie w parze z odpowiednio przygotowaną „sesją” 😉

 

 

  • Oj, jedyna podróż samolotem z dzieckiem, to zeszłoroczny wyjazd do Tunezji.

    Było, delikatnie mówiąc, męcząco. Abstrahując od tego, że rozbrykany Marcin szarpał wszystko, wliczając w to włosy pani siedzącej przed nami, to jeszcze samolot był dwukrotnie opóźniony, a wracając szczelnie wypełniony.
    Nie było mowy o uspokojeniu dziecka, które chyba honorowo postanowiło krzyczeć połowę drogi. Całe szczęście drugą połowę przesypiało!

    A czy warto? No jasne – brykający w basenie dzidziuś, to naprawdę fajna sprawa 🙂

    • Oj tak opóźnienia mogą dać w kość:/ nam przy pierwszej podróży zdarzyło się chyba trzykrotne przesuwanie terminu wylotu (wracaliśmy z Włoch), bo wówczas na lotnisku w Warszawie wylądował samolot bez podwozia i wszystko było wstrzymane.. na szczęście był hotel, itd., ale czekania na lotnisku też sporo..
      Ile Marcin miał jak lecieliście? 🙂 Co do ostatniego, na koniec zawsze jest ta nagródka!;)

      • Marcin miał 11 miesięcy, jak z nami leciał. Niestety wchodził w ten najgorszy, przynajmniej wg mnie, moment do podróżowania – mało rozumie, ale już jest bardzo ruchliwy. Osobiście uważam, że im mniejsze dziecko, tym łatwiejsza podróż. Choć już w wieku 7 miesięcy, Marcin dał nam nieźle popalić, w czasie podróży Polskim Busem nad morze. Ale tamten wyjazd to materiał na osobną książkę 😉

        • Masz rację 11 miesięcy to najgorszy moment 😉 My jesteśmy zdania, że „najgorzej” z podróżami i chodzeniem do knajp, restauracji, co jak widać po blogu, lubimy, jest między właśnie 10, a 18 miesiącem;) Wtedy dziecko najbardziej „jara” możliwość poruszania się i nie usiedzi, a Ty razem z nim ;)… Polski Busem to również wyzwanie, więc się chłopakowi nie dziwię!;)

          • Aska

            Dzieki dziewczyny! Ja planuje podroz z 11 miesiecznym maluchem i po waszych komentarzach czuje sie juz nieco „spokojniejsza”:P

          • Aska, na pewno będzie wszystko super!:)

          • Yev

            Haha też właśnie się zastanawiam nad podróżą z córką, która będzie mieć 10 i pół mca, hmmm 🙂

          • Nie zastanawiać się, tylko podróżować 😉 gdzie??? 🙂

          • amka

            Cześć. Wybieramy się do Tunezji jak mały będzie miał prawie 14 m-cy i trochę przeraża mnie lot. Twoje instrukcje chyba wyryję w pamięci, może będę spokojniejsza. Lot będzie na pewno tanimi liniami więc lepiej wchodzić wcześniej czy na końcu z dzieckiem? Marzę żeby trafiło nam się dodatkowe miejsce 🙂 Jak to jest z tym zakazem wnoszenia płynów – mogę kupić dopiero w strefie czy mogę mieć ze sobą w podręcznym cały czas? Na mojego chyba najbardziej zadziała rada żeby wymęczyć – jest szansa że prędzej czy później padnie.

          • Cześć Amka!! 🙂 do Tunezji nie jest aż tak daleko, więc na pewno dacie radę!:) W tanich liniach zwykle przepuszczają na początek rodziny z dziećmi, a jak nie, to dziecko na ręce i trzeba się tego domagać 😉 zajmujecie sobie miejsce i najlepiej się rozsiadacie wszyscy troje (bo rozumiem, że w trójkę podróżujecie?:)), dziecko już nie jest niemowlaczkiem, więc też sobie siada..i udajecie, że nie widzicie jak ktoś idzie, no chyba, że bezpośrednio poprosi 😉 może się uda!:)

            Co do jedzenia i napojów dla dziecka, możesz mieć niewielkie pojemności zapakowane w bagażu podręcznym. Np. jakiś soczek, ja kupowałam kaszkę, mleczko, kakao w kartoniku. Jak widać, że to produkt fla dziecka, nikt nie robi problemów. Możesz mieć też napój w dziecięcej butelce – wodę, sok, mleko, tylko być może poproszą byś spróbowała przy kontroli bagażowej. Jedzenie możesz spokojnie zabrać dla malucha – jeśli je słoiczki, to słoiczek na pewno akceptują, jeśli nie, coś w pudełeczku zamkniętym jest OK, tylko pamiętaj, że w samolocie nie podgrzeją ani nic;) ale lepiej coś mieć, bo w tanich liniach do kupienia to zwykle świństwa są 😉 jakbyś miała jakieś pytanka, pisz! 🙂 pozdrawiam serdecznie i super urlopu życzę:) N.

          • Amka

            Dzięki za informacje. Lecimy jeszcze z 6-latkiem i znajomymi. Spróbujemy Twojej metody – rozsiądziemy się i może się uda. Kto by chciał przy bachorach siedzieć 🙂
            Jak przyjdzie mi do głowy jakieś pytanie to napiszę.
            Pozdrawiam

          • Good luck!!! 🙂 co do siedzenia przy bachorach, fakt, wielu ucieka, gdzie pieprz rośnie 😉 sama tak robiłam, gdy nie miałam dziecka ;))))) udanego urlopu!!:)

    • mateusz

      a dzidziuś to maskotka jest czy gadżet, że fajnie wygląda jak bryka w basenie, w Tunezji oczywiście?

      • @Mateuszku, nigdzie nie napisałem, że fajnie wygląda. Twój komentarz to spore nadużycie 🙂

  • Marry

    Hmm, sama nie wiem. Dla Was fajnie, macie swoje pasje, ambicje, mały też będzie miał szerszy horyzont i nie będzie ślamazarą, ale jaką frajdą jest dla niego np wieża Eiffla, to tylko przykład. Dla takiego maleństwa 4,5 m-cy czy7,8 nawet to jednak męczarnia. Nie mówiąc już o tym że ucho malca rozwija się do ok. roku. Latając z nim wczesniej narażacie malucha na ryzyko uszkodzenia uszka. Wybrałabym mniej obciążające podróże, czas szybko leci, ani się obejrzymy jak maluch sam zacznie być ciekawy naszego świata.

    • Marry, nasz maluch nigdy nie okazywał, by lot był dla niego męczarnią – tym bardziej gdy miał te 4-8 miesięcy, był raczej stacjonarny i najważniejsza była obecność rodziców, a zwłaszcza mamy i ciepłego mleka;) bardziej wymęczone dzieci widzę czasem choćby w galeriach handlowych;)… Co do ucha, jak najbardziej szanujemy takie opinie, jednak wszystkie nasze podróże konsultujemy z pediatrą i nie robimy nic, co mogłoby Maksowi zaszkodzić.. A co do tej męczarni, myślę, że to bardziej rodzice projektują swoje odczucia na dziecko niż ono samo się męczy.. pozdrawiamy serdecznie!

      • Marry

        Miło jest czytać odpowiedzi na poziomie. Odnośnie trudu podróży, tak może łagodniej odniosłam to bardziej do siebie. Skoro jest męczące dla nas, jest tym bardziej dla dziecka. Jestem również mamą 1,5 rocznej córeczki. Pierwsza lotnicza podróż czeka nas właśnie teraz. Będę miała więcej praktyki niż teorii 🙂 Dziękuję za praktyczne wskazówki i powodzenia w podbojach dla całej trójki. Pozdrawiam!

        • Dziękujemy!:) A Wam życzymy powodzenia podczas lotu i żeby nikt się za bardzo nie zmęczył 😉

    • Zu

      Nigdy żaden pediatra nie powiedział nam, że latając z naszą córeczką narażamy ją na jakiekolwiek ryzyko uszkodzenia ucha. Dzieci lata coraz więcej i obawiam się, że jest to opinia lekarzy starej daty. Latamy z Heleną regularnie odkąd ma 4 miesiące (a teraz ma 2 lata i 2 miesiące). Nigdy nie mieliśmy problemów, ani w samolocie, ani podczas pobytu za granicą. Nasza córka na wyjazdach jest nawet grzeczniejsza niż w domu. Mogę na jej przykładzie śmiało stwierdzić, że podróże kształcą. Może nie będzie pamiętała Akropolu, ale uczy się życia 🙂

      • Zu, też mam wrażenie, że Maks jest grzeczniejszy na wyjeździe niż w domu! pierwszy raz pomyślałam tak, gdy miał 3 tygodnie i skoczyliśmy na weekend do kazmierza 😉 dziecko – anioł!:) też uważam, że podróże kształcą!:) pozdr od maksa dla Helenki, bo chyba są z bardzo podobnej daty 😉 nam 2 lata i 2 miesiące stuknie 1.08 😉

      • Marry

        odnośnie ucha – to opinia bardzo dobrego laryngologa, również latającego.

  • latacz

    I gorąca prośba do podróżujących rodziców: zajmujcie miejsca w przedniej części samolotu, tak aby pasażerowie mający alergię na dziecięce wrzaski mogli w miarę spokojnie przetrwać podróż siedząc z tyłu. Dziękujemy! 🙂

    • latacz, mam nadzieję, że Ci wysypka od tych wrzasków nie wyskakuje?? 😉 a tak poważnie ja jestem za tym, by wszyscy byli happy;) a kwestia miejsc to już robota w wielu przypadkach pracowników linii / firm obsługujących linie, które planują ułożenie pasażerów pod kątem „infantów”. Zajmowanie miejsc samowolne zakładam, że głównie w tanich liniach… PS. nie wszystkie dzieci wrzeszczą, a czasem zdarzają się wrzeszczący dorośli 😛 pozdr i życzymy cichych podróży!;)

      • Marian

        Nic mnie tak w podróży nie złości jak dzieci. Jeżeli wsiadam do samolotu, w którym będę musiał spędzić 10 godzin i widzę małe dziecko za plecami to dostaje szału. Krzyki, piski, wrzaski, płacze, kopanie w fotel i inne. Dzieci się na takie podróże nie nadają i zawsze się zastanawiałem co kieruje takimi rodzicami. Teraz już widzę, że się nawet pisze o tym blogi.

        • Drogi Marianie, nie zawsze dziecko równa się krzyki, piski i wrzaski, a czasem i dorosły może być uciążliwy – bo chrapie, bo głośno rozmawia, bo się rozpycha, bo wsiada przepocony do samolotu. Różnie bywa! Wszystko zależy – od dorosłego i od dziecka. Niektóre w samolocie są grzeczne, bawią się, oglądają bajki, śpią. Co kieruje rodzicami? Pasja, hobby, robienie tego, co lubią, przyjemność dla nich i dla dziecka 🙂 A blogi pisze się o różnych rzeczach – my piszemy o podróżach, kuchni i owszem podróżowaniu z dzieckiem, bo na szczęście coraz więcej rodziców mówi NIE zamykaniu się z dzieckiem w 4 ścianach 😉 więcej optymizmu życzę!:)

          • yzma

            wiadomo, że zawsze winni są dorośli, bo przede wszystkim to oni zabierają ze sobą dziecko 😛 fajnie, jak się zdarzają rodzice, którzy dziecko wymęczą przed podróżą albo w czasie podróży zabawiają (chociaż zdarzało się, że dostało grzechotkę i hałas równał się tym piskom i wrzaskom). mam wrażenie, że niektórzy rodzice są przyzwyczajeni do tych wrzasków przez 24h/dobę, i nie pomyślą żeby jakkolwiek zareagować.to jest najbardziej irytujące.
            a nielatanie samolotem nie znaczy zamykania się w 4 ścianach 😉

        • Misako – matka po japońsku

          Rozumiem, że Pana rodzice zamknęli w klatce a sami zamieszkali w dziupli, byle nie drażnić Pana darciem świata?

        • Aga

          Co kieruje??? To ze dziecko nie oznacza zamknięcia w domu i my też mamy prawo do życia! Tolerancji…i własnego dziecka, to uczy wiele!

        • Monika Raciborska

          To proszę sobie wyobrazić jak czuje się rodzic który leci z dzieckiem, musi ogarniać siebie, dziecko które może się zachować różnie i tego nigdy się nie przewidzi, i ewentualnie wzrok i oddech pasażerów takich jak Marian … Na szczęście dziecko rośnie i podróże stają się lżejsze, natomiast niektórzy nigdy nie wychylą się poza czubek własnego nosa – i to jest bardziej przykre, niż kilka h z dzieckiem w samolocie. Poza tym można wynająć samolot prywatnie drogi Marianie ;P

          • ciekawe czy marian kiedyś był sam dzieckiem 😉

          • yzma

            pewnie był, ale nikt go nie ciągał po samolotach.

  • Aleksandra Stykowska

    My z Janem pierwszy raz lecieliśmy jak miał 6 miesięcy… przed podróżą dużo czytaliśmy, zakupiliśmy specjalne słuchawki Peltor Kid (założyliśmy może na 5minut ;))… Jan 6h lotu przespał 🙂 w ogóle samolot go raczej usypia niż pobudza 🙂

    Rada do lotów Ryanair’em (bez rezerwacji miejsc) -nie pchajcie się pierwsi do samolotu, zostańcie na koniec… pierwszych 5 rzędów jest zamkniętych taśmą, jak już większość ludzi się wciśnie -stewardesy zapraszają rodziny z dziećmi do wcześniej „zblokowanych” miejsc -macie wtedy 3 siedzenia dla siebie 😀

    Sprawdzone 2 razy dwoma rodzinami 🙂

    Maks ma ogromne szczęście, że ma takich rodziców!

    • Maks też zwykle usypia (przynajmniej na jakiś czas;)), teraz też przespał większość lotu.. czyli co słuchawki niepotrzebne się okazały? Co do tanich i nietanich, nie ma nic tak miłego jak Cię przesadzają i masz dodatkowe miejsce!:) A za ostatnie zdanie, wielkie gracias!:)

  • Joanna

    świetny artykuł, mądre rady

    • Dzięki!:) „lata” praktyki ;).. oczywiście lata są żartem, ale kilka ogólnych zasad pomocnych na lotnisku i w samolocie udało się wypracować!:)

  • Sandra

    To po cholerę ciągasz na siłę smroda ze sobą?I tak nic nie pamięta, nic nie zrozumie.To wszystko dla głupiego spamowania na portalach społecznych?Mózg widać został na porodówce razem z łożyskiem.

  • Ola

    Cały czas mam obawy czy moja 11 miesięczna córka wytrzyma lot na Teneryfe…po lekturze tekstu troche się uspokoiłam 🙂

    • Hey Ola!! 🙂 na Teneryfę nie jest tak długo 🙂 a potem jak miło!!! :)) czy Twoja córeczka już chodzi? 🙂 nasz jak miał 11 miesiecy sam nie chodził, lubił się za to za ręcę prowadzać 😉 ale generalnie butelka, mleczko, jakaś zabaweczka i było OK 🙂 teraz nasz już wszystkim się chwali, że w piątek „LECIMY SAMOLOTEM!” – to najlepszy znak, że loty nie są dla niego męczarnią 😉

      PS. byłam na Teneryfie jak byłam w ciąży i odpuściłam wizytę w Loro Parque, planując to na pobyt kiedyś z dzieckiem 🙂 myślę, że córka będzie tam zachwycona!:)

      • Ola

        Niestety na tereryfę się nie wybraliśmy w tym roku, za to za 2 dni lecimy do Dublina i znowu powróciłam do Waszego postu! i skorzystam z jego rad! trzymajcie kciuki to jej pierwszy lot i miejmy nadzieję, że tym samym rozpoczniemy naszą przygodę z podróżami, bo jak mała się pojawiła musieliśmy przystopować 🙂 pozdrawiam gorąco!

        • Ola, Dublin super!!:) my uwielbiamy Irlandię! 🙂 ile czasu będziecie? polecamy też okolice, np. Howth albo góry Wicklow – jest przepięknie – zresztą znajdziesz też na blogu 🙂 lot do Dublina krótki, więc na pewno będzie super!! 🙂 za nami ostatnio 2* 6,5 h powrotu z Tajlandii + przesiadka ponad 3 h czekania – Maks tryskał energią, tylko niestety godziny mu się przestawiły i teraz też tryska – chociaż piszę o 5.30 😉 aaaa, w Dublinie polecamy destylarnię whisky Jamesona – dla rodziców co prawda, ale wygląda to tak fajnie, że myślę, że i maluch nie będzie marudził 😉

          • Ola

            Dzięki za rady! Dublin znamy 😉 Lecimy na 4 dni do znajomych w odwiedziny 🙂 Tata Lenki mieszkał długi czas w Dublinie, więc jedziemy odwiedzić „stare śmieci” :P. Zazdrościmy na maxa 😉 tej Tajlandii!

          • A to nie mam się po, co odzywać jak prawie do siebie wracacie!!! 🙂 miłej podróży w takim razie!:) i of kors miłego lotu!!!:) żeby tylko Was tam za bardzo nie wywiało 😉

  • Ania

    Dziękuję za ten post, okazał się bardzo przydatny ( skopiowałam i wydrukowałam po czym przeczytałam 5 razy!!!). Przed wylotem z moją 1,5 roczną córcią byłam zestresowana jak nigdy. Córka nie płakała, nie wrzeszczała, nie kopała i nie denerwowała nikogo :)))). 18 godzin podróży upłynęło w spokoju :)))))

    • Wow, dzięki Ania!!! 🙂 To już na pewno znasz wszystkie nasze rady lepiej niż my sami!!! 🙂 Jak widać nie ma się co stresować, póki się nie sprawdzi w rzeczywistości jak nasze dziecko się sprawuje 😉 PS. gdzie leciałyście tyle godzin??? 🙂 jeden lot czy z przesiadkami??

  • Dzięki za ten post! Lecimy z naszym 9-miesięcznym maluszkiem do Grecji i dzięki Wam jestem spokojniejsza.
    Pozdrawiam 🙂

    • Hey Pozytywna Pozytywka! 🙂 Takie komentarze to jak zawsze miód na moje serce 🙂 cieszę się, że nasze rady mogą się przydać! 🙂 9miesięczniak powinien być dobrym partnerem samolotowym, chyba, że już opanował sztukę chodzenia 😉 i do Grecji niedaleko i kierunek cudowny!! 🙂

      • I wróciliśmy z tej Grecji, a nasz mała po prostu zachwyciła wszystkich. Spała w samolocie grzecznie lub sobie coś opowiadała do książeczki. Zero problemów przy starcie i lądowaniu. I oczywiście zapraszamy do nas gdzie umieściliśmy kilka zdjęć z naszego samolotowania: http://pozytywnapozytywka.wordpress.com/2014/06/14/grecja-podroz-i-plazowanie/

        • super 🙂 no właśnie, nie ma się czego obawiać, bo maluchy zwykle świetnie dają radę 🙂 super dokumentacja z podróży 🙂 upały nie dały Wam się we znaki?

          • Właśnie to jest plus podróżowania w czerwcu/maju. Nie ma upałów strasznych. Dla maluchów taka opcja jest super.

  • Karla

    Popieram w 100%. Z naszym 3-latkiem byliśmy samolotem w Grecji, Paryżu a juz w poniedziałek lecimy do Andaluzji. Przetrwał tez podróż samochodem do Toscanii, która postanowiliśmy podzielić na 2 dni żeby Jego i nas nie zamęczyć (samochód potrzebny był do przywiezienia kartonów pysznego wina do konsumpcji w Polsce:)) grunt to dobre przygotowanie, zaplanowanie i pakowanie. Mówimy stanowcze NIE dla rezygnowania z pasji i marzeń. Dziecko to nasz skarb i chcemy go zarazić naszymi pasjami czy smakami. Na codzień tez gotujemy kuchnie azjatycka, turecka czy włoska:) grunt to nastawienie

    • Ach Andaluzja! Cudownie!!:) Gdzie się wybieracie? Na długo? (odezwała się część mnie kochająca hiszpanię!). Toskania też super, my byliśmy tam samolotem, zresztą właśnie na pierwszej Maksa wyprawie 😉 Co do zarażania dziecka pasjami i upodobaniami jestem totalnie za!:) Najbardziej się cieszę, że nasze lubi podróże.. i kocha sushi!!;) pozdrowienia i super Andaluzji!! Zazdroszczę! :)…
      btw.. mi się z Andaluzją kojarzą np. takie klimaty – http://www.youtube.com/watch?v=BEEQV2Tny9Y – cudowna piosenka 🙂

      • Karła

        Świetny kawałek, chyba sobie jakaś płytkę nagramy z tej okazji;) lecimy do Malagi, wynajmujemy autko i bedziemy zwiedzać:) moze jakieś tipy z atrakcjami dla dzieci?? Nasze nastawienie to hiszpańskie krajobrazy, jedzenie, muzyka i wino – póki nie jestem znowu w ciąży;) nasz synek obsługuje sushi pałeczkami odkąd skończył ok 2,5 roku;)

        • Ja właśnie katuję swoje hiszpańskie zasoby – mam masę na komputerze (Erasmus pół roku, znajomi Hiszpanie ;)). Co do Andaluzji niestety nic nie powiem, byliśmy tam krótko jak Maks miał 3 miesiące 😉 Nastawienie jest super, good plan!!:) ja to nie wiem czy tej muzyki powinnam słuchać, bo zawsze mi wtedy tęskno!!:) u nas podobnie z sushi, ale woli rękami!:) dziś powiedział mi, że w warszawie pójdzie na plac zabaw i na sushi!:) super wyprawy życzymy!!!:)

  • Asia

    Natalko, bardzo dziękuję za ten artykuł. Za tydzień lecimy na Cypr z 14 miesięcznym synkiem i miałam wiele obaw odnośnie lotu, szczególnie jeśli chodzi o podanie kaszki i czy można ją zabrać do samolotu 🙂 Na szczęście lot jest w nocy, więc jest szansa, że mały będzie spał:) pozdrawiam

    • Cześć Asia! 🙂 Cieszę się, że nasz mały samolotowy przewodnik się przydał 🙂 ja ostatnio na wszelki wypadek biorę i coś gotowego do picia (mleko, kakao) i w proszku, bo raz nie pozwolili mi zabrać mleczka w kartoniku… ale mój to już stary chłop (prawie 3 lata), a dla maluszka 14-miesięcy to na pewno pozwolą 🙂 powodzenia podczas lotu i udanego urlopu! 🙂

  • mateusz

    ja mam jedno krótkie pytanie, po jaką cholerę ciągnąć roczne dziecko do Meksyku, Paryża czy gdziekolwiek indziej? Rzeczywiście, brykanie w basenie to to o czym marzy każdy bobas, nie wiem tylko co mu robi to czy będzie to u dziadków w ogrodzie czy w Tunezji…

    • Cieszę się Mateuszku, że Twoi dziadkowie mają w ogrodzie basen, ale moi nie mają. 3 godzinny lot do Tunezji, Grecji czy gdziekolwiek indziej zabiera mniej czasu niż choćby przejazd z Warszawy nad polskie morze.

      Poza tym nie żyjemy dla dzieci. Dzieci też nie żyją dla nas. To się nazywa symbioza i polega między innymi na wzajemnych przysługach i kompromisach. Jeżeli 100% życia poświęci się dziecku, to
      a) ono będzie nie przystosowane do późniejszego życia;
      b) możemy być takimi frustratami jak Ty 🙂

      • Hahaha Piotr!!!:) Piątka!! Nie zdążyłam wczoraj odpisać na ten wpis Mateusza, ale Twój komentarz dokładnie pokrywa się z moim nastawieniem! Niestety też nie mam dziadków z ogrodem 🙁 a co do tego, że od poświęcania się w 100% dzieciom można się nabawić frustracji zgadzam się w 100 %! A jak planuję dzieci dwoje lub troje z kilkuletnim odstępem czasu to chyba powinnam już na 10-12 lat zapomnieć o wyjazdach, co? 😉

        • Mateusz

          roczne dziecko może spędzać w aktywny sposób czas gdziekolwiek a pisanie o tym jak rozkosznie bobas się chlapie w basenie w Tunezji i jak to wspaniale że poleciał na drugi koniec europy z rodzicami jest pretensjonalnie żałosne 😉

          • Przecież pisałem już coś o wzajemnych kompromisach. Nie będę tego kolejny raz tłumaczył.

            Poza tym, nawiązując do Twojego drugiego komentarza, dla dziecka dużo mniejszym przeżyciem jest przelot na drugi koniec Europy, niż tygodniowe rozstanie z rodzicami.

            Cieszę się też, że jesteś wzorowym rodzicem – chwała Ci za to – ale będę już kończył tę dyskusję. Ani Ty nie przekonasz mnie, ani ja Ciebie. Skoro lepsze jest zostawienie dziecka na tydzień z opiekunką, to rób tak, ale ja będę robił zupełnie inaczej.

      • mateusz

        nie wyobrażam sobie ciągnięcia dzieci na drugi koniec europy czy świata… po co? nie jest to wygodne, zdrowe, ekonomiczne czy rozsądne. Dziecko do opiekunki / babć, dziadków i samemu na normalne wakacje. Jestem ostatnim, który miałby 100% życia poświęcać dziecku.

        • Kasia

          To po co masz dzieci jesli wakacje planujesz bez nich? Wytlumacz bo nie rozumiem…

          • Ja też nie rozumiem.. rozumiem krótki wyjazd na 2-3 dni bez dziecka, we dwoje czy ze znajomymi, ale długie wakacje zawsze razem 🙂 takie podejście jest nieco dziwne..

        • kasia

          Wszystko pieknie… a teraz zdradze tajemnice swiata! Dzieci od urodzenia z kazdym dniem sie rozwijaja! Tadam! I gdy maja bodzce zwiazane z podrozami, wyjazdami, gdy rodzice podchodza do takich wyjazdow wlasnie z luzem: pozwalaja raczkowac (nie boja sie bakterii) gdzie popadnie, wykazuja serdeczna postawe w roznych sytuacjach, to taki maluch np.nie choruje w zlobku/przedszkolu gdy zaczyna go majac 1,5 roku. Szybko sie adoptuje do nowych sytuacji – babcina twarz wiecznie widoczna i jej nawet 300 m.ogrodu z basenem, jacuzzy czy co tam ma, w zaden sposob nie wplynie na umiejetnosc adaptacji do nowego. A wlasnie brak takich bodzcow powoduje wiekszy stres dla dziecka.
          Juz nie wspomne o budowanie wiezi rodzic dziecko – dziecko rodzic.
          A dla tych co wola sami na 2 tyg.bez dziecka jechac… niech sie zastanowia z milion razy po co im one… Bo dla nie to …szkoda slow. Przypominam, czlowiek to tez dziecko a nie stwor z kosmosu, ktorego nalezy sie bac.

          • Kasia, nic dodać, nic ująć 🙂 opis o adaptacji i rzadkim chorowaniu dokładnie o naszym Maksie.. a znam też takie, co non stop z babciną twarzą i w 100% potwierdzam Twoje słowa… co do wyjazdów bez dziecka czasem lubimy na 2-4 dni pojechać we dwoje, ale przyznam, że 7 dni na nartach bez dziecka to już dla mnie długo… pomimo, że wcześniej byliśmy 5 tyg w Azji 24 h razem (czego zwykle nawet się nie doświadcza na co dzień;))…chyba na razie nie wyobrażam sobie zostawić go na 2 tygodnie, zwłaszcza, że w podróży zwykle widzę tyle rzeczy, które i jemu mogą się spodobać i sprawić radość. pozdrowienia;)

        • kasia

          Dlatego nawet gdy nas nie stac, mamy chorobe lokomocyjna, warto „targac” malucha ze soba wszedzie i organizowac mini wycieczki. Ja z corcia w wozku zbieralam grzyby w lesie (polecam „terenowy” wozek navington), serio z dzieckiem mozna wszystko.
          I wlasnie dzieci „targane” to te nie awanturujace sie, wesole, pogodne, radosne. Maja o wiele wiecej potrzeb wewnetrzych zaspokojonych niz porzucone, bo rodzice musza odpoczac. Gratuluje budowania relacji.
          My tak samo jak w blogu, wykorzystalismy macierzynski na podroze, pierwsza byla w styczniu w gory czeskie, z 4,5 m dzieckiem. Wychodzilismy z pokoju o 9 wracalismy o 17, caly dzien na powietrzu. Dzieciak chichoczacy i dotleniony. Jedynie co wazne, to logistycznie i niczym macgiver (tak to sie pisze?) trzeba sie przygotowac.
          Wszystko sie da.
          Wystarczy chciec i dostosowac sie do podstawowych potrzeb dziecka.

  • Joanna

    swietny blog!
    Lekko sie czyta i zawartosc pouczajaca 🙂
    My juz za miesiac lecimy z 7 wowczas miesieczna coreczka na Dominikane. Lotu sie nie obawiam, jedynie szukam wskazowek jak mozna ta podroz z baby sobie ulatwic 🙂 i tu je znalazlam…
    Wielkie dzieki 🙂 jako ze mieszkam za granica naszej ojczyzny to z corcia czesto latamy do dziadkow. Zadnego klopotu jak dotad nie bylo 🙂
    Oby wiecej takich otwartych na swiat rodzicow jak Wy 🙂 Do odwaznych swiat nalezy! jak rodzic szczesliwy to i dziecko szczesliwe … My nie wyobrazamy sobie zostawic dziecko u kogos na czas wyjazdu…poprostu nie mam takiej potrzeby bo uwielbiamy naszego Aniolka :)))
    Nam podroze od zawsze dawaly szczescie….a nauczylismy sie tego wlasnie od rodzicow 🙂 i dziekuje im za to!

    • Dzięki Joanna!!! 🙂 Strasznie podoba mi się zdanie, że podróże od zawsze dawały Wam szczęście. świetne podsumowanie! 🙂 Na pewno w takim razie jesteście dobrze wprawieni w lataniu! Też nie jestem za zostawianiem dziecka u kogoś i wyjazdem bez niego.. oczywiście lubię pojechać na 2-3 dni we dwoje, zdarzają nam się czasem blogowe press tripy na 3-4 dni czy jakiś weekend ze znajomymi, ale tydzień to chyba byłoby już za długo pomimo, że nasz Maks ma „już” 3 lata, więc wiadomo, że bardziej samodzielny i niezależny niż 7-miesięczny maluszek 🙂 (ostatnio sam tą niezależność mocno podkreśla i już potrafi wyprosić ze swojego pokoju;)).. Dominikana brzmi super! Nie byliśmy, ale na pewno jest bosko!!:) dwa tygodnie planujecie? 🙂

      • Joanna

        Tak 2 tygodnie. Jedyne nad czym sie glowie tojak nasza Emi uchronic od tamtejszego slonka… Mamy namiocik przeciwsloneczny, kostiumy z filtrem oraz pelno kremow. Mam nadzieje ze da rade… Klimat skandynawski jest jednak inny od Karaibskiego 😉
        Ataknawiasem mowiac wczoraj lecialam z Norwegii do Polski sama z corcia i poraz kolejny przespala caly lot 🙂 takze da rade tylko trzeba pamietac o piciu przy starcie i ladowaniu. 2 dni temu pojawil sie pierwszy zabek i troche jest marudna. Oby jakosto poszlo….. 😉 apropo pokoju dla dzieci to tez juz mamy dla naszej pociechy 🙂 tylko jeszcze niemwlecia wiec narazie moge ja odwiedzac o kazdej porze dnia i nocy 😉 hehe

        • Hey Joanna! 🙂 na pewno super wakacje Wasz czekają! 🙂 widziałam zdjęcia naszej znajomej, zresztą też Joanny i też z maluchem z Dominikany, i wygląda to wszystko iście rajsko!:) ze słońcem na pewno też dacie radę! chciałam Ci wrzucić link do naszego tekstu na ten temat, ale widzę, że jesteś świetnie przygotowana! 🙂 super wyprawy Wam życzę 🙂

          • joanna

            Hejka 🙂
            Czas tak szybko leci….
            Wakacje na Dominikanie byly boskie! To raj na ziemi 🙂 plaze jak z najcudniejszych prospektow reklamowych :)) nasza corcia byla wesola i spokojna w ciagu calej podrozy. Wsamolocie bezstresowo przespala wiekszosc podrozy. Widzialam pewna konsternacje i niepewnosc w u sasiadujacych z nami w Condorze podroznymi. Ale juz po kilku godz od startu sami podchodzili i gratulowali wesolego malucha. Dominikanczycy kochaja dzieci wiec nasze i inne w hotelu byly wciaz zaczepiane i zabawiane 😉

            Za to teraz na wielkanoc, gdy Emi skonczy 15 miesiacy lecimy Norwegianem wszyscy razem do Dubaju 😉 ciesze sie na nowe wyzwania!

          • Super 🙂 nic tylko się cieszyć i planować kolejne podróże!! 🙂 co do samolotu, to faktycznie pasażerowie usadzeni koło dziecka zwykle na początku są lekko przestraszeni 😉 też mieliśmy kilka razy sytuację, że ktoś się dziwił, że takie wesołe i spokojne dziecko 🙂 Super, że już macie kolejne podróżnicze plany!!:)
            A jak mała reagowała na zaczepki?? Maks jak był mały to chętnie się bawił, uśmiechał, ale teraz to powiem CI, że np. w Birmie i Indonezji miał już mega dość- wszyscy zaczepiali, dotykali, chcieli robić zdjęcia. Skończyło się, że uciekał krzycząc „NOO!” albo machał rękami, by odgonić intruza albo robił groźne miny 😉 Komedia!;)

          • joanna

            Wiele ciekawych miejsc udalo Wam sie juz odwiedzic 🙂 nic tylko brac przyklad!
            Nasza corka jest na etapie radosnych wyglupow z kazdym chetnym do zabawy 😉
            Moze to fakt, ze juz od 9 miesiaca zycia chodzi codziennie do przedszkola, tak na nia wplynal… Nie wiem. W kazdym razie narazie jest wesolo 😉
            A to, co opisujesz brzmi bardzo zabawnie… Jak tak sobie to wyobrazic 😉

          • U nas też było łatwiej jak był młodszy – dawał się nosić różnym ludziom na rękach itd 🙂 Maks też tak wcześnie zaczął przedszkole / żłobek – na pewno takie dzieci są śmielsze, bardziej odważne w kontaktach 🙂
            Ale jak widać nadmiar miłości w Birmie i Indonezji go wykończył 😉

  • Ani

    witam dlaczegonie zCondorem. Blagam o info bo mywlasniekupilismy bilety na lot zCondorem. Mamy 12 miesiecznedziecko

    • Hey Ani! nas Condor wymęczył dość mocno, mieliśmy wrażenie, że lecisz samolotem tanich linii na długi dystans. Było mało miejsca na nogi, zero wolnych foteli (może to przypadek, ale przez te mało miejsca i dziecko na kolana byłam jak połamana po locie) i marna obsługa.. jakaś taka mało pomocna, pomimo, że byliśmy z 6miesięcznym maluchem.. nie były to żadne kwestie związane z samym lotem, bezpieczeństwem, etc. raczej z komfortem podróży, który w porównaniu do innych linii, którymi lataliśmy na długie dystanse (Air France, Finnair, Emirates, Qatar Airways) był znacznie mniejszy.. ale że tak powiem do przeżycia 🙂 tylko na przyszłość wolę inaczej :)a Wy gdzie z nimi lecicie?

  • Matka

    Super blog! My za niespełna tydzien lecimy z 1,5 roczna córka do USA na zach.wybrzeze. Trochę mam stracha, ze Mała będzie nudzić sie, albo, ze zginie nam bagaż. Swój 1.lot zaliczyła w wieku 3 miesięcy (do Lizbony). To będzie Jej 1.dlugi lot.
    Co do ludzi komentujących w sposób „po co to, męczenie dziecka”- nie rozumiem Was. Dziecko rownież meczy sie całodzienną podróżą samochodem nad morze, czy w góry. Co za różnica? Wasza argumentacja jest bardzo kiepska. Mamy sobie odmówić przyjemności, ze zwiedzania innych krajów i poznawania kultur, ponieważ zostaliśmy rodzicami? Bez sensu.

    • Hey 🙂 Dzięki wielkie 🙂
      Też nie widzę sensu odmawiania sobie z powodu tego, że jesteśmy rodzicami, zwłaszcza, że dziecko też się cieszy z czasu z rodzicami w beztroskich okolicznościach.. Nasz też miał 1,5 roku jak lecieliśmy do Tajlandii i daliśmy radę 🙂 weź dużo rozrywek, chrupki kukurydziane i miej smartfona od biedy z jakąś aplikacją dla dzieci 😉 nas ratował w kryzysie!;) Z bagażem bym się nie martwiła – a gdzie macie przesiadkę? 🙂 pozdrowienia!

  • ewiak

    ufff czytając bloga i niektóre komentarze uspokoiłam się 🙂 za 5 dni czeka mnie pierwszy samotny lot z moją 5 miesięczną córą… stres wielki, bo mała z niej wiercipięta i usiedzieć długo nie potrafi i modlę się, żeby przynajmniej połowę drogi przespała, bo szczerze nie potrzebuję stresu ze strony nierozumiejących współpasażerów… przed zostaniem mamą zawsze starałam się zrozumieć i rodziców i dzieciaczki 🙂

    • Hey Ewiak! przepraszam, że dopiero teraz, ale od zeszłej środy jesteśmy non stop w rozjazdach! Czyli lot już za Wami czy jutro??? Gdzie się wybieracie?? 🙂 powodzenia i spokoju! Będzie dobrze!!! grunt to spokój i dobre podejście 🙂 daj znać jak poszło!!:)

  • Agnieszka

    Hej, Ja jeszcze nie mam dziecka, ale miło się czyta Twojego blog i większość informacji dobrze wiedzieć by się nie stresować na przyszłość 🙂

    • Hey Agnieszka!:) super, bardzo mnie to cieszy, że nie masz dziecka, ale i tak czytasz:) Generalnie jestem zwolennikiem nie stresowania się dzieckiem, bo to chyba najlepsza strategia;))

  • Kamila

    Za parę dni czeka mnie pierwszy lot z dwójką dzieci – rok i 3.5. Mały stres jest ale taktykę na spokój i brak nudy mam ? wasze rady potwierdzają że nie ma co się bać więc liczę że będzie dobrze. Mamy już za sobą długie (np 8h) wycieczki samochodem więc liczę że 2.5h w samolocie nie znudzi ich tak bardzo.
    Dzięki za wpis.
    Pozdrawiam

  • M&Mama

    Czy Mogłabyś polecic jakies miejsce za granicą na wakacje z 9-12 miesięcznym niemowlakiem? Dodam że to będzie nasz pierwszy większy wyjazd. Z góry dziękuję:)

    • Hey 🙂 a w jakim terminie chcecie się wybrać? lato czy jakoś teraz? 🙂 jak jesień / zima / wiosna to dobrym pomysłem będą Wyspy Kanaryjskie. Jak lato, to myślę, że bym szła we wszystkie miłe europejskie destynacje na czele chociażby z Kretą 🙂

  • Arleta

    Witam serdecznie. Za trzy tygodnie lecimy z 16 miesięcznym synkiem do Tajlandii. Byliśmy w Azji sami juz kilkanaście razy i wiem ze to cudowne miejsca dla podróży z dziećmi. Nie zwróciłam wtedy uwagi na jedną teraz bardzo ważna rzecz – dostępność pieluch. Pewnie w Bangkoku można je kupić w każdym markecie,ale jak to wygląda na wyspach? Ma ktoś może doświadczenie w tej sprawie?Z góry dzięki za wpisy. POZDRAWIAM

    • Hey Arleta 🙂 jak pewnie sama pamiętasz w Tajlandii na każdym kroku jest 7 eleven 🙂 a tam zawsze się znajdzie małe opakowanie pieluszek 🙂 na południu byliśmy na Phuket i na Krabi i nigdzie nie było problemów z pieluchami 🙂 myślę, że w innych również turystycznych miejscach, również problemów nie będzie 🙂 pozdrowienia!:) PS. gdzie dokładnie się wybieracie i na jak długo???:) my będziemy w najbliższy weekend przez 1,5 dnia w Bangkoku – już się cieszymy, kochamy Tajlandię!!!:)

      • Maciek

        Jak wyżej… mogę poprosić o jakąś ocenę wyjazdu do Tajlandii z ok 1,5 rocznymi dzieckiem z perspektywy czasu i dzisiejszego doświadczenia? za i przeciw, jak spędzać czas, jet lag, higiena otoczenia, czy można wziąć ze sobą i łóżeczko turystyczne i wózek-parasolkę? Jakie linie polecasz? Do tej pory podróżowaliśmy z plecakami po mało turystycznych rejonach/wyspach, Tajlandii, Malezji i Kambodży i nie możemy już usiedzieć na miejscu . Dzięki za odpowiedź i pozdrawiam.

    • Maciek

      Hej! Mamy obecnie 14 m-c synka i podobnie jak Wy byliśmy już w SEA kilkukrotnie z plecakami, bardzo spontanicznie z lotami wewnętrznymi i noclegami w różnych miejscach, oczywiście bez dziecka. Jakoś nie było kiedy, przez ostatnie 2 lata polecieć gdziekolwiek, nad czym bardzo ubolewamy, ale przed nami znów wymarzony okres na lot w tamte rejony 🙂 Planujemy lot do BKK na przełomie stycznia i lutego – Leon będzie miał wówczas 17 miesięcy, teraz prawie chodzi a odkąd skończył pół roku przesypia całe noce (po 10-12 h plus drzemka w ciągu dnia). Moje pytania są następujące:
      1) jak spędzaliście czas? stacjonarnie-hotelowo? czy tak jak być może by wcześniej w ruchu, po kilka dni w różnych miejscach, na wyspach itd.
      2) jak jet lag i waszego malucha? były problemy z przystosowaniem się do zmiany czasu?
      3) jak w praktyce wyszło poruszanie się waszego dziecka (jeśli już chodziło) sprawy higieny, dotykania/jedzenia tego co nalazło na niezbyt czystym tajskim chodniku?
      4) jakimi liniami lecieliście, ile czasu i jakie macie wnioski z tak długiego lotu z dzieckiem? Pierwszy z brzegu lot na flipo AirChina przez Pekin jest w promocji, ale nie wiem ile warte są te linie… do tej pory lataliśmy katarem albo emiratami bo udawało się na promocji wykupić bilety po 1,5 tyś!
      Z góry dziękuję za odpowiedź Twoją i Autorki bloga 🙂
      Pozdrawiam!

      • Cześć Maciek 🙂 Nasz Maks miał za pierwszy razem w Tajlandii 17-18 miesięcy, więc tak samo 🙂
        1) my zawsze objazdowo, a potem relaks stacjonarny 🙂 za pierwszym razem byliśmy kilka dni w BKK, a potem ruszyliśmy samochodem na północ w stronę Chiang Mai, Chiang Rai, po drodze pozwiedzaliśmy, a potem samolotem znów do BKK i dalej samochodem na południe. I na Krabi już stacjonarnie-hotelowo-plażowo 🙂

        2) zawsze jak lecimy do Azji, jest trochę jet lag i nieprzespane noce na poczatku.. zasypianie ok4-5 rano i wstawanie o 12-13.00. Za pierwszym razem jak byliśmy, staraliśmy się przestawić Maksa, czyli po prostu nie dawaliśmy mu pospać tych 9-12 godzin, tylko obudziliśmy po 6 i zaczęliśmy dzień, w razie co dosypiał w wózku w dzień.. to przyśpieszyło przystosowanie się do zmiany czasu 🙂

        3) co do chodzenia – jak miał 1,5 roku mam wrażenie, że było najłatwiej, bo jeszcze sporo siedział w swoim wózku 🙂 i łatwiej upilnować.. obowiązkowo żele dezynfekujące do rąk i ostrożność:)

        4) my do Azji zawsze Emirates albo Qatar:) więc zwykle po tych 6h przesiadka w Doha / Dubaju.. i potem chyba znów ok. 6 h do BKK – nie było źle 🙂 ostatnio jak lecieliśmy do Azji zdecydowaliśmy się na loty z noclegiem w Dubaju, ale nie mam poczucia, że to konieczne 🙂
        Mam nadzieję, że pomogłam 🙂 jakby co, pytaj 😉

        • Maciek

          Dziękuję za odpowiedź! 🙂
          Długo trwała ta wasza pierwsza podróż do Azji? my ze względu na odległość lataliśmy na około miesiąc na przełomie stycznia/lutego ale trochę obawiam się teraz tak długiego wyjazdu.
          Poza tym, po każdym spacerze przychodzi duży spadek entuzjazmu dotyczący takiej dalekiej podróży z maluchem. Aktualnie spacery po Warszawie wyglądają tak, że co najmniej 3/4 czasu nasz Leon porusza się na własnych nogach ale trzymając się jedną ręką mnie albo wózka, nie chodzi jeszcze całkiem samodzielnie. Jest to dość męczące, bo trzeba patrzeć cały czas na niego, pod nogi i przed siebie, żeby na kogoś nie wpaść, a dodatkowo ciekawość świata, listki, kamyki i wszystko co dookoła bardzo spowalnia nam tempo. Niechętnie siedzi w nosidle, bo chyba ma za mały kontakt z otoczeniem… Jakoś nie widzę spędzenia kilku dni w Bangkoku gdzie poza jazdą metrem czy taksówką spacery będą wyglądały jak teraz w Warszawie 🙁 napisz proszę coś więcej jak wyglądał taki wasz przykładowy dzień w Bangkoku.
          Druga rzecz która mnie zaciekawiła to że poruszaliście się po Tajlandii samochodem.. wynajętym na własną rękę czy transportem lokalnym (busy)? Zastanawiam się jak dotrzeć z lotniska w BKK na przykład na najbliższą wyspę Koh Samed albo Koh Chang biorąc pod uwagę, że nie będziemy ze sobą mieć fotelika samochodowego no i że Leon może nie wytrzymać kilku godzin jazdy non-stop…
          Pozdrawiam i czekam na podpowiedź 🙂

          • Hey 🙂 przepraszam, że dopiero teraz, ale mam tu na głowie nowe, 10-dniowe dziecko, więc nie z wszystkim się wyrabiam 🙂
            U nas w pierwszej podróży do Azji był z nami wózek i Maks sporo w nim jeździł – miał 1,5 roku, chodził od pół roku, więc owszem nieco chodził sam, ale jak chcieliśmy gdzieś być szybciej albo gdzieś nie było zbyt bezpiecznie, by chodził sam to namawialiśmy na wózek…myślę, że w Tajlandii dziecko może być bardziej chętne, by w wózku odpocząć, bo na pewno nieco będzie mu doskwierał upał, a wtedy wózek to i relaks, i cień, i może się napić, odpocząć… więc u nas tak było 🙂 dalsze trasy raczej tuk tuk lub taksówka niż baaardzo długi spacer, choć i takie się zdarzały 🙂 w BKK jest też Sky Train, więc nim można się sprawnie i szybko przemieścić, chociaż bywa bardzo tłoczno…

            co do samochodu – tak wynajęliśmy samochód i jechaliśmy nim całą trasę z Bkk na północ aż do Chiang Rai, wynajęliśmy też dla Maksa fotelik – chociaż nie było to takie proste, bo nie we wszystkich wypożyczalniach mają..ale generalnie jak już jest samochód i fotelik podróżowanie samochodem w Tajlandii bardzo sobie chwaliliśmy:)

  • moon

    Pierwszy lot naszej córeczki Ninki to pol roku i 5h na Madere i lecielismy we trojke a nie z babcią ? i dalismy rade aczkolwiek czasami babcia by sie przydała a rodzice na lezakowanie godzinka ? Planujemy juz kolejne loty, myslimy wlasnie o ZEA ? Pozdrawiamy!

    • Wiadomo, że czasem babcie się przydają ;)) u nas jednak ostatnio policzyliśmy, że Maks ma za sobą ponad 80 lotów, a dziadkowie byli chyba obecni przy 8, a może 10, gdy akurat wybieraliśmy się gdzieś razem.. i zawsze przy tych krótkich (Włochy, Paryż, Belgia), a co z tymi 10 godzin?? ;))) powodzenia z kolejną wyprawą! 🙂
      PS. polecacie Maderę? Ostatnio chodzi mi po głowie!:)

  • Anka

    Dziękuję za świetne rady! We wrześniu lecimy z wówczas pótoraroczną Hanką na Lanzarotte. Wszystkie informacje przeczytałam z wielka uwagą i będę się do nich stosować.
    Mam za sobą niezliczona ilość lotów (bez dziecka) i dopiero teraz rozumiem rodziców, którzy latają z maluchami. Uszy do góry, damy radę !

    • Hey Anka!:) cieszę się, że trafiłaś tutaj i mam nadzieję, że porady się przydadzą!! 🙂 Wyspy Kanaryjskie to bardzo dobre miejsce na wakacje z maluchem – my byliśmy, jak byłam w ciąży!;) faktycznie – od kiedy człowiek ma dziecko, zupełnie inaczej patrzy na rodziców latających z dzieckiem..;) chociaż przyznam, że na ostatnim długim loci Bangkok- Dubai (6 godzin) i mnie, matkę, drażniło popłakujące non stop /marudzące dziecko – nie mogłam zrozumieć, czemu np. nie dadzą mu smoczka / butelki / cycka albo nie pospacerują z nim po samolocie… przyznam, że ja sama wysiadłam bardziej zmęczona przez nie moje dziecko ;))) powodzenia w lotach z córeczką!!!;)

  • Kuchnia Ilony

    Dzisiaj pomyślałam o locie z moim synkiem (pierwszym w jego życiu). Strach w oczach, ale chciałabym w nim zaszczepić pasję podróży, a nie zawsze mogę samochodem. Pierwsze kroki skierowałam na Waszego bloga. Mam baaardzo żywe dziecko i troszkę się boję. Ale mam nadzieję, że się uda. Bardzo przydatne rady. Trzymajcie kciuki. Pozdrawiamy 🙂

    • Hey Ilona!!!:) Nasze też jest bardzo żywe 😉 wulkan energii!!;) będzie dobrze!!! a ile będzie miał synek i gdzie się wybieracie?? 🙂

      • Kuchnia Ilony

        Jego 3 urodzinki i lot do Anglii, Plymouth. Może blisko, ale od czegoś trzeba zacząć. To nie jego pierwsza podróż, ale pierwszy lot <3 Wycieczki samochodem, nawet 20-to godzinne, nigdy nie sprawiły problemu. Dla mnie zawsze najbardziej stresujące są spojrzenia i uwagi innych.

        • Na pewno będzie super!:) a spojrzenia i uwagi innych trzeba mieć, nieładnie mówiąc, gdzieś 😉 a najlepiej odpowiedzieć, by w pięty poszło ;)))

          • Mama Seweryna

            Super ze nie zamykacie się w 4 ścianach i lamiecie stereotypy że jak masz dziecko to już tylko dom-praca-dziecko i tak w kolko. W tym szalenczym pędzie fajnie jest znaleźć trochę czasu na swoje pasje a przy okazji zarazic nimi swoje dziecko. Super blog! Pozdrawiam , mama Seweryna

          • Dziękujemy bardzo za miłe słowa!!! 🙂 zdecydowanie jesteśmy przeciwnikami zamykania się w domu! 🙂 i jak narazie przez ostatnie prawie 5 lat całkiem nam to wychodzi :))
            i myślę, że innym też wyjdzie – grunt to chcieć :))

  • Karola

    Mi w sumie małych dzieci zawsze żal w samolocie ze względu na hałas: już od pewnego czasu latam ze stoperami w uszach :). No i właśnie: czy dzieciom on przeszkadza? Czy próbowaliście kiedyś tych słuchawek wyciszających (widziałam kiedyś na jakimś koncercie jak malec w takich biegał) i jeśli tak / nie, to czy macie jakieś zdanie na temat ich przydatności w samolocie? Sympatyczny blog 🙂

    • Hey Karola 🙂 dzięki za miłe słowo!!! 🙂 my nigdy nie korzystaliśmy, ale mieliśmy kiedyś znajomych, którzy sporo podróżowali i ich maluch chyba miał kiedyś takie słuchawki… Maksowi nigdy szum w samolocie nie przeszkadzał, co więcej – usypiał – zwłaszcza jak był młodszy 😉 a powiem CI, że on nie lubi hałasu (chyba, że sam go robi albo jest w przedszkolu;))…i np. w bardzo gwarnej restauracji nie raz wcale nie chce siedzieć i bardziej mu to przeszkadza niż samolot 😉

  • Moi synowie zaliczyli pierwsze loty jak mieli odpowiednio, 6 tyg, 8.tyg. i 9 miesiecy (taka praca). Najbardziej deprymujące są spojrzenia współpodróżników, to one generują większy stres niż płacz dziecka. Naprawdę rozumiem, że płaczące/marudzące bobo to nie jest szczyt marzeń, ale my tego nie robimy specjalnie. I staramy się! Kiedyś jeden z wspólpasażerów w trakcie wielogodzinnego ofiarował mi shota whiskey (!!!) i z uśmiechem na twarzy stwierdził „Even a superhero like you needs a fuel to keep running”:)

    • Hahaha, dobry współpasażer 🙂 pomocny!!! 🙂 tak, mnie też ludzkie spojrzenia irytują, chociaż odpukać nie mielismy wielu sytuacji z awanturującym się Maksem 😉 zdecydowanie więcej takich sytuacji zaliczam obecnie w sklepach jak próbuje wymusić zakup czegoś, czego ja nie planuję kupić ;))))
      Z drugiej strony denerwują mnie rodzice, którzy nic nie robią, by ten płacz zmniejszyć… Kiedyś lecieliśmy w nocy z Portugalii, koło nas chłopiec jakieś 3 lata… zawodził, marudził, jęczał.. aż widziałam, że ludzie obok zwracali rodzicom nieprzyjemnie uwagę.. ale oni tylko mówili „Krzysiu, spokojnie” itd.. już sama mu chciałam dać chrupki / lizaka / tableta, by odwrócić jego uwagę 😉

      • Takich przykładów można mnożyć, choć najczęściej są rzadkością. W naszym przypadku „wszystkie ręce na pokład”, do tego tablety, komóki. Samolot traktujemy jak enklawę dla pewnych zasad vide nie zjadanie mojej komórki. Obopólny szacunek współpasażerów 🙂 a dzieci w końcu zrozumieją…:)

        • dokładnie tak, zgadzam sie w 100% 🙂

    • Gośka

      U nas pierwszy lot byl gdy córcia miała 10miesięcy. Cel: Kanary, lot 5,5h. Obawialiśmy się, nie powiem. Ale Młoda przespała na mnie ponad 4h lotu (ja miałam dość, ale to i tak było lepsze niż jakby miała wcale nie spać :D), a pozostałą część powietrzną po prostu ciekawska się rozglądała po wszystkim i wszystkich. Za to pani, ktora miala przyjemnosc siedziec obok nas (na oko 35lat) skomentowala dosc glosno, ze ona absolutnie nie jest zadowolona z miejsca! Po czym kiedy juz mielismy wysiadac odwrocila sie i padlo: jakie fantastyczne dziecko panstwo maja! 😀
      Wracajac tez nie bylo problemu, spanie prawie 3h, reszta spkojna. Aktualnie mamy 1,5roczna buntowniczke, za moment lecimy ponownie na Kanary i teraz dopiero sie obawiam jak to bedzie! 😉

      • Hahaha, Pani jak widać była przerażona co się wydarzy;))) Będzie dobrze:) Więcej rozrywek tylko trzeba zabrać dla malucha:)) a gdzie dokładnie na Kanary się tym razem wybieracie? 🙂

  • Marysia

    Czytam na tej stronie kolejny artkuł gdzie pisze się o tym iż podróże z dziećmi są wspaniałe. Zapewne dla rodziców są, ale tylko dla nich. Drodzy rodzice uszanujcie także współpasażerów z którymi lecicie/jedziecie/czy jakkolwiek mają styczność z Waszymi „mądrymi, niekrzyczącymi i zawsze spokojnymi” dziećmi. Niestety doświadczenie w podróżach nakazuje mi napisać iż jest zupełnie inaczej. Winę za zachowanie dzieci w trakcie podróży ponoszą RODZICE. A dzieci które wrzeszczą w niebogłosy, które kopią w fotel przed sobą, które ciągną za włosy osobę siedzącą przed nimi, którym nie zmieniacie pieluchy i śmierdzi kupą przez pół lotu – to rozumiem takie słodziutkie przypadki z których napastowany współpasażaer podróży ma się cieszyć i znosić cierpliwie. To jak lot upłynie drodzy rodzice zależy od Was… od waszego zainteresowania dzieckiem. Bo 90% sytuacji mądrzy rodzice są w stanie zakończyć jesli tylko chcą zauważyć że ich pociecha coś majstruje. Teraz chyba w tym artykule była poruszona kwestia śmierdzącego słoiczka – ale czy tego nie dało rady uniknąć czytając skład słoiczka? Czy przeczytanie składu to taki wysiłek? Naprawdę jest czym się chwalić? Wolę nie myśleć jak musiało być miło tym strasznym współpasażerom którzy czepiają sie biednych rodziców. Przecież o podróży z dzieckiem nie dowiadujecie się Państwo 5 minut przed wylotem…

    • Marysiu, rozczaruję Cię, bo my notorycznie słyszeliśmy, gdy nasz Maks był mały od innych pasażerów słowa zdziwienia: jakie grzeczne dziecko! Teraz ma już prawie 5 lat, więc ma swoje zajęcia.. wiadomo, że raz na kilkanaście lotów może się zdarzyć gorszy dzień, ale wtedy zwykle sobie radzimy…
      A co do słoiczka, pewnie z rybą, to to akurat moje wrażenia indywidualne… wiesz mi na lotach w liniach takich jak Qatar Airways czy emirates może Cię również irytować zapach curry, które wszyscy jedzą..

  • DobryObywatel

    Dla bachorów powinny być przeznaczone osobne dźwiękoszczelne klatki i specjalny luk bagażowy, by je tam wpierdolić na czas podróży lub każda mamusia z małym wrzeszczącym skurwielem powinna dostawać małą butelkę z gazem usypiajacym, niech gnój śpi i nie wkurwia innych. Nie ma nic bardziej irytujacego niz wrzeszczacy, wijący się po podłodze,nie wychowany bachor na pokładzie samolotu. Dziękuję za zrozumienie i pozdrawiam wszystkich rodziców.

    • Pozdrowienia dla Twojej Mamy – musiała mieć wiele cierpliwości 😉

      • DobryObywatel

        ja bylem dobrze wychowany i mialem szacunek do doroslych, nie to co dzisiejsze bezstresowce.

        • Ania

          I co się stało, że przestałeś być dobrze wychowany i straciłeś szacunek dla dorosłych?

          • DobryObywatel

            nie wiem ile z tego zrozumialas co napisalem, ale chyba niewiele. Bylem dobrze wychowywany jako dziecko i mialem szacunek do ludzi doroslych, jak nie kumasz to daj Twojemu facetowi do przeczytania i Ci wytlumaczy o co chodzi, moze zrozumiesz. Dzisiejsze bezstresowe bachorow (bo inaczej nie mozna nazwac niewychowane dziecko) siega zenitu. Nie mozna gnojowi wpierd..ic jak nie rozumie, bo zaraz sady, prokuratury wjezdzaja pomiedzy relacje rodzinne i chca zamykac za lekki wpierdol i naprostowanie gowniarza na dobra sciezke. Ale pewnie tego nie ogarniesz, bo jestes taka nowoczesna przeciez.

          • DobryObywatel

            edit: „bezstresowe wychowanie bachorow” zgubilem wyraz.

          • uki

            Tak tak… z tego co piszesz widać, że jesteś b. dobrze wychowany i rzeczywiście masz szacunek… 🙂

        • ewa

          Dobrze powiedziane „byłem” hahahaha

    • magda

      Bardziej irytujący sa nawaleni, wulgarni dorośli.

    • Iza Kotyła

      człowieku twój komentarz to dno dna

  • Agnieszka Mierzejewska (MIMIDE

    bardzo dziękuję za cenne rady, niedługo wybieramy się w pierwszą podróż 🙂 Mam jeszcze pytanko jak to jest z bagażem, czy dla takiego malca, który będzie siedział najprawdopodobniej u mnie na kolanach też można wziąść bagaż pełnowymiarowy?

    pozdrawiam Agnieszka

    • Hey Agnieszka 🙂 z tego, co wiem dziecku do 2 lat nie przysługuje bagaż, bo nie płaci za bilet, ale myslę, że może się to różnić w zależności od linii lotniczych, więc najlepiej sprawdzić przed lotem w liniach, z którymi lecicie 🙂 Ile będzie miał maluch w pierwszej podróży ?:) pozdrowienia!

      • Agnieszka Mierzejewska (MIMIDE

        10 miesięcy 🙂

        • Super:) udanej podróży zatem!!:) oby maluch był zadowolony i dobrze się sprawował!:)

      • Justine Wollnik

        Hej … to jakimi liniami trzeba latać, żeby mały bobas miał lot za free..? ostatnio robiłam wstępną rezerwację wizz .. i fakt bilet dla małego był za free – ale dodano opłatę jakąś tam .. która de facto wynosiła (różnica 3 PLN) cenę biletu dorosłego.. 🙂

        • hmmm… to dziwne, też ostatnio lecieliśmy wizz i nie sądzę, byśmy tak mieli… dopytam Łukasza, bo to on kupował. Na pewno normalne (nie tanie;)) linie mają te bilety za free – tak mieliśmy w Emirates do Bangkoku i do Dubaju 🙂

          • Justine Wollnik

            to dopytaj proszę … bo ja akurat najczęściej latałam wizz .. zamarzyła mi się Italia… no ale może to się da jakoś obejść tylko ja nie wiem jak 😉

            https://wizzair.com/pl-pl/informacje-i-uslugi/informacje-o-rezerwacji/dzieci-i-niemowleta#/

          • łukasz mówi, że w wizz rzeczywiście były jakieś opłaty lotniskowe dla niemowlaka:/

          • Kinga Grzechulska

            Hej! Potwierdzam, że w Wizzair trzeba dopłacić za dziecko. Myśmy też tak myśleli, że niemowlę jest gratis, ale jednak jest opłata. To 27 euro w jedną stronę, nam przeliczyło za każdy lot po 121 PN.

  • Ritka79

    podróż z dzieckiem to zawsze pewnego rodzaju wyzwanie, trzeba się dobrze przygotować do niej, a wtedy jest ok. 🙂 do tej list dodałabym jeszcze kilka innych rad http://blogkobiet.pl/panie-pilocie-dziecko-w-samolocie/

  • MamaAlexaiKleo

    Witajcie, przeczytałam niemal wszystkie komentarze i zastanawiam się jakich wskazówek możecie mi udzielić. Za 2 tyg lecę do Malagi z 2 maluszków syn 28mies i córka 9 mies. Po pierwsze czy wybrać miejsce przy oknie i środek czy z brzegu i środek? (Córka na kolanach)Wolałabym strategicznie zablokować małego bo i tak nie mam szans z nim łazic po samolocie. Ostatnio leciał jak miał prawie rok, ja byłam w ciąży i musiałam łazic. Nadal ma problem żeby usiedziec spokojnie a tu 4h lotu. Pomyślałam o wszelkich atrakcjach stacjonarnych. Największym problemem zarówno w samolocie jak i przed lotem po odprawie będzie okiełznać go mając na rękach córkę. Zaczyna bowiem stawiać na swoim i czasem nawet najsprytniesze sposoby opanowania go zawodzą. Mam zarówno nosiło jak i wózek spacerówke. Pierwszy raz lecę sama z obojgiem i mam nie lada stres. Liczę na wyrozumiałość wspolpasazerow. Choć jak tu czytam dla niektórych dzieci to zaraza i ZŁO. Mam nadzieję że w samolocie znajdzie się cały rząd wolny przy wyjściu /wejściu. Wszelkie pomysły mile widziane.

    • Hey 🙂 no niestety, czasem zdarzają się osoby, które muszą wypowiedzieć swoje krytyczne zdanie – pewnie ich jako dzieci rodzice nigdzie nie zabierali 😉
      Nie mam żadnych doświadczeń z dwójką, ale chyba wybrałabym miejsce przy oknie i środek – a powiedz czy synek w pieluszce czy już chodzący do toalety? Bo to może być istotne przy wyborze miejsca 🙂 i nawet jeśli nie przepadasz za dawaniem tabletów, bajek, ja bym się w taki na wszelki wypadek wyposażyła, by zająć starszaka.. Na lotnisku ja bym włożyła starszaka do spacerówki, a malucha w nosidło -da się tak? dasz radę wtedy prowadzić spacerówkę? I oczywiście od razu prośba do obsługi czy nie da sie zorganizować wolnego rzędu 😉 trzymam mocno kciuki!

  • Ania

    Dopiszę jeszcze jedno, nie należy dziecka zmęczyć za bardzo. My tak zrobiliśmy z naszym rocznym wtedy synkiem, był to już jego 3 lot więc nie spodziewaliśmy się niczego złego ale zamarzyło nam się żeby przespał całą podróż i nie karmiłam go na lotnisku, mając zamiar nakarmić go dopiero w samolocie. Niestety nadmiar atrakcji na lotnisku, wejście do samolotu, nagłe ograniczenie pasami i głód, który już pewnie odczuwał, sprawiły, że zaczął się dosłownie drzeć i nie na nic nie zwracał uwagi, nie chciał też jeść. Na szczęście uspokoił się po paru minutach, które dla nas ciągnęły się w nieskończoność, jeszcze świadomość, co muszą myśleć współpasażerowie. Zabawianie zresztą w takiej sytuacji nie zadziała, dziecko musi się wyciszyć i uspokoić, wyciszyć musi się też matka, bo dziecko odczuwa jej emocje;)

    • Masz rację 🙂 trzeba zmęczyć, ale nie za bardzo, to prawda… taki maluch na skraju wyczerpania ze zmęczenia to najgorsze, co może być ;)) wiem, że wtedy nic nie pomaga.. u nas się tak też zdarzało jak np. zbyt długo nie szedł spać i potem popadał w fazę (jak już był starszy) „jak nie chcę spać, ja chcę się bawić”, na co kompletnie nie miał siły;)

  • Kasia

    Rozumiem potrzebe podrożowania, nawet jak się ma małe dziecko i zaczyna byc to troszke bardziej kłopotliwe. Jednak proszę, nie obrażajcie sie na tych współpasazerów którzy tego nie lubią. Sami piszecie, ze dla Was jest to również męczące. Zrozumcie też tych którzy nie są zadowoleni z towarzystwa Waszych ukochanych maluchów.

    • Hey Kasia, ale kto tu się obraża?? 🙂 myślę, że obie strony powinny się wykazać odrobiną zrozumienia i wtedy wszystko będzie git 🙂

  • Anka

    Jak bardzo trzeba być ograniczonym umysłowo i emocjonalnie, żeby wypisywać tak podłe rzeczy jak niektórzy tutaj to czynią odnośnie uciążliwych lotów z małymi dziećmi. Jak świat światem stary każdy wie (jeśli nie to uświadamiam), że podróże kształcą. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że dziecko w wieku kilku miesięcy czy kilku lat i tak nie zapamięta naszych wojaży. Ja osobiście pamiętam wyrywki z wakacji, na których miałam 2-3 latka i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym zostawić swoje dziecko np. u dziadków a sama udać się w podróż. Dzieci nawet jeśli niewiele zapamiętają to będą na zdjęciach, a czas spędzony z rodzicami to czas bezcenny. A pasażerom mającym „alergię” na podróżujące dzieci życzę więcej empatii i zrozumienia. Pamiętajmy, że mamy XXI wiek i ludzie na całym świecie latają z małymi dziećmi i nikt nie ma z tym problemu tylko oczywiście wszechwiedzący Polacy. A panu „Dobry Obywatel” współczuję ograniczenia umysłowego.

    • Ja też sobie nie wyobrażam podróży dłuższej bez dziecka.. mogę wyjechać bez niego na kilka dni, w miejsce, gdzie wiem, że bardziej skorzystamy sami, a on by się nudził, ale gdy np. jadę na 2 tygodnie to a) nie chciałabym go na tyle zostawić dziadkom z tęsknoty ;), b) żałowałabym, że nie widzi tego wszystkiego, nie korzysta z uroków np. plażowania czy zwiedzania;)
      Staram się jednak też zrozumieć drugą stronę (jeśli oczywiście wątpliwości wygłasza w sposób kulturalny)… wczoraj byłam świadkiem krzyczącego dziecka w pociągu – było z dwójką rodziców i nie mogłam zrozumieć, czemu np. żadne go nie ponosi (chłopiec ok. 1,5-2 lat), nie zabierze na przechadzkę po pociągu czy coś, tylko tłumaczy by się uspokoił, chociaż to nie pomaga… wtedy trochę rozumiem, że inni się denerwują 😉

  • Nie wiem, czy odważyłabym się wziąć na pokład tak małe dziecko. W obawie przed tym, żeby nie była to zbyt ciężka do zniesienia dla niego podróż. Ale inni dają radę 🙂

    • czasem mam wrażenie, że to rodzice bardziej się męczą niż dzieci 😉

  • Ania

    Mam pytanie ad wózka. Gdzie się go oddaje gdy wchodzie się do samolotu rękawem?

    • Hey Ania, zwykle oddajesz przed samym wejście do samolotu – tam są takie drzwi w rękawie (tuż przy wejściu) i tam zbierają wózki 🙂

      • Ania

        Bosko! Dzięki.

        • Ania

          Albo mam jeszcze jedno pytanie 😛 Mogę? Jak oddam wózek i mam przesiadkę, to dostane go na czas oczekiwania na kolejny lot?

          • Zwykle tak 🙂 zwykle dostaniesz do z powrotem wysiadając z samolotu albo na płycie lotniska albo w rękawie 🙂 chyba 1 czy 2 razy nam się zdarzyło, że wózek był na taśmie i może raz, że go nie dostaliśmy na lotnisku przesiadkowym. Najlepiej zapytać jak będziesz wysiadać z samolotu obsługi czy wózek będzie tu czy gdzieś indziej 🙂

          • Ania

            Świetnie dziękuje.

          • 🙂

  • Joanna

    Super sie czyta Twojego bloga! Od razu dodam sobie go do ulubionych 🙂 mieszkam w Anglii, akurat Jutro lece do Polski na wakacje z 15 miesiecznym dzieckiem. Maz niestety nie dostal urlopu. Stresuje sie troche bo nie wiem jak sama ogarne pakunki I dziecko.
    Dziekuje za przydatne rady!
    Pozdrawiam!

    • i jak poszło??? 🙂 udało się wszystko? 🙂 u nas akurat taka sytuacja, że latamy zawsze razem, ale myślę, że do ogarnięcia – grunt to spokój 🙂

  • Sabka

    nasz pierwszy lot odbyl sie kiedy Kubus mial pol roczku, a do cichutkich spioszkow nie nalezal 😉 wprawdzie tylko z Wroclawia do Gdanska, ale pierwsze koty za ploty 🙂 jak to zwykle bywa, matka sie bardziej zestresowala niz dziecko ;p

    • 🙂 powodzenia w dalszych podróżach 🙂

  • Ola

    Witaj Natalio, dzięki za cenne rady. Chlone je wszystkie bo przed nami długi lot do Meksyku w grudniu. Lecimy z 5 letnią córką i niespełna 2letnim synkiem. Szczerze, zaczynam się poważnie zastanawiać by zrezygnować i polecieć lub pojechać gdzieś bliżej. Synek zmienił się w buntownika i awanturnika, jest głośny, wszędzie go pełno. Gdy miał 8 miesięcy lecielismy do Barcelony. Płakał przy starcie i lądowaniu, niestety nic nie ukoilo płaczu a te kilkanaście minut ciągnęło się w nieskończoność. Niestety przy wysiadaniu z samolotu jeden Pan dosadnie obraził mnie i rodzinę chociaż robiliśmy wszystko by synka uspokoić. Na jakiś czas chcieliśmy dać sobie spokój z podróżowaniem ale ciężko nam usiedziec w miejscu 🙂 pozdrawiamy