Spis treści
- ZACHWYTY KULINARNE
- KANELBULLE
- KARDEMUMMABULLAR
- KOKOSTOPP – ST JAKOBS
- RÄCKMACKA – SZWEDZKA KANAPKA Z KREWETKAMI
- NAMU – KOREAŃSKIE W MALMÖ
- MAŁE WĘDZONE KREWETKI
- POMYSŁ NA WEEKEND: MALMÖ
- WARSZAWA – ZACHWYTY:
- JESIEŃ – JEST PIĘKNIE!
- SATO GOTUJE
- WARSZAWA – NA LUNCH:
- SHUK
- WARSZAWA – NA BRUNCH – Z DZIEĆMI I BEZ
- CASABLANCA – BIAŁY KAMIEŃ
- WARSZAWA – Z DZIEĆMI:
- KUCHNIA OTWARTA
- WARSZAWA NA WIECZÓR:
- SUPPERLARDO
- WARSZAWA NA DRINKA:
- THE ROOTS Cocktail Bar & more
- ROZCZAROWANIA:
- LA VIETNAMITA
- ODKRYCIA – GADŻETY DLA DZIECI:
- Podobne wpisy
Dzień dobry z podsumowaniem ostatniego tygodnia, czyli tradycyjnie dwóch. Wreszcie wyrobiłam się na poniedziałek – tak jak początkowo planowałam 🙂 Wiecie, czego to efekt? Wyjazdu / weekendu bez dzieci! Gdy w niedzielny wieczór siedziałam w samolocie, nikt nie jęczał, nikt nie marudził, a ja mogłam Wam donieść, co i jak 🙂
Zaczynam podróżniczo, potem będzie tradycyjnie warszawsko i lunchowo. Ale moje myśli tym razem dominują odkrycia z podróży 🙂
ZACHWYTY KULINARNE
KANELBULLE

Nie mogło być inaczej 🙂 Wiedziałam, że jadę do Szwecji jeść ich boskie cynamonowe bułeczki – kanelbulle. Gdy tylko wysiedliśmy z pociągu w Malmö, wypatrzyłam piekarnię i od tego się zaczęło! Kanelbulle znajdziecie w Szwecji niemal wszędzie, ale po dziesiątkach zjedzonych teraz, na Olandii i podczas zeszłorocznej podróży kamperami, wiem jedno – najlepsze są te drożdżowe, zawijane na krzyż. O takie!
W Malmö najlepiej zajrzyjcie po nie do St Jakobs. Jedną z tych piekarni znajdziecie w Malmö Saluhall, smakowitej hali z wieloma opcjami na lunch czy przekąską. Drugą ostatniego dnia wypatrzyłam niedaleko wejścia na kolejową Central Station.
KARDEMUMMABULLAR

Brat kanelbulle, tym razem z kardamonem. Bardzo charakterystyczny smak – jeśli nie lubicie kardmonu, może Wam nie podejść, bo smak jest intensywny. Jeśli lubicie, spróbujcie koniecznie! W St Jakobs można też czasem spotkać kardamonowe bułeczki z budyniem i migdałami czy owocami. Raj!
KOKOSTOPP – ST JAKOBS

Gdy pierwszego dnia zobaczyliśmy nieduży stożek tuż obok słodkich bułeczek, wiedziałam, że musimy spróbować. Stożek okazał się kokosanką, z kawałkami belgijskiej czekolady w środku. Największe zaskoczenie i największy zachwyt 🙂 Dwie wieziemy ze sobą 🙂
PS. Jedna z Was na insta napisała mi, że wygląda jak pożółkły ząb smoka 🙂 Może zęby smoków są tak pyszne?
RÄCKMACKA – SZWEDZKA KANAPKA Z KREWETKAMI

Jeszcze mi się nie znudziła. Możecie mówić, co chcecie – że nuda, że kaloryczna, że majonezu za dużo. Ja niezmiennie w Szwecji mam na nią ochotę. Do spróbowania w Malmö Saluhall- restauracja na końcu – dostaniecie tam również zupę rybną i gravad lax z łososia albo jeśli wypuścicie się na daleką przejażdżkę rowerową i dotrzecie do Kajuteriet. Świetna! Niemal z widokiem na most nad Sundem!
NAMU – KOREAŃSKIE W MALMÖ

W Malmö zajadaliśmy szwedzkie, zajadaliśmy wege, zajadaliśmy owoce morza, zajadaliśmy azjatyckie, zajadaliśmy fish & chips, ale z dań wytrawnych najbardziej zapamiętamy Namu. Jak je opisać? Koreański fine dining? Chyba tak będzie najlepiej! Ich bao z boczkiem, kolendrą i sosem hoisin rozwala system. Wołowina “gangam style” zawijana w liście sałaty razem z idealnie ugotowanym ryżem, kimchi , ogórkiem i ostrym sosem jest rewelacyjna, podobnie jak małże świętego Jakuba. Jeśli będziecie w okolicy – koniecznie! Zdjęcie pochodzi ze strony restauracji – niestety światło wieczorem było baaardzo słabe do pokazania Wam pyszności, jakie serwują – więcej zdjęć ich jedzenia znajdziecie TU.
MAŁE WĘDZONE KREWETKI
Kiedyś jedliśmy na Olandii, teraz w Malmö w restauracji specjalizującej w rybach i owocach morza. Są niewielkie, wędzone w skorupkach i smakują świetnie, np. z pikantnym aioli – próbowaliście kiedyś? Jeśli gdzieś spotkacie smoked shrimps, bierzcie w ciemno! Możecie mi zaufać! 🙂
POMYSŁ NA WEEKEND: MALMÖ
O tym napiszę Wam więcej 🙂 Powiem tylko – to były rewelacyjne 4 dni, a Malmö jest świetne na wyjazd we dwoje. Zwiedzaliśmy, jedliśmy, jeździliśmy na rowerach, piliśmy kawę, pogryzaliśmy kanelbulle i znów jeździliśmy na rowerach. Cudowne oderwanie od rzeczywistości!

WARSZAWA – ZACHWYTY:
JESIEŃ – JEST PIĘKNIE!

SATO GOTUJE

Niezmiennie rewelacyjne miejsce, jeśli szukacie kuchni japońskiej w Warszawie. Uwielbiam kameralny charakter tej małej, osiedlowej knajpki i jedzenie, jakie podają.
Zawsze biorę udon ze smażonym tofu i jest świetny! Tym razem wreszcie byliśmy w Sato bez dzieci – mogłam w spokoju rozkoszować się też innymi smakami. Smażona makrela to rewelacyjna przekąska, a specjał dnia – pierożki gyoza- totalnie wygrywają! To na pewno jedne z najlepszych pierożków gyoza, jakie jedliśmy w Warszawie.. mało tego – jedne z najlepszych, jakie jedliśmy również w Japonii!! Skasowałam przypadkiem ich zdjęcie – musicie mi uwierzyć na słowo! Wypatrujcie pierożków na ich profilu na FCB i koniecznie wtedy śmigajcie do SATO! A tak pisaliśmy o SATO dwa lata temu – TU!
WARSZAWA – NA LUNCH:
SHUK

Shuk dostał ode mnie kolejny punkt! Tym razem za świetny lunch – krem z marchewki na mleku kokosowym z chipsami z batatów, wegańskie pide i lemoniada. Wszystko smaczne i pięknie podane. 28 zł za zestaw! Zdecydowanie takich lunchów w Warszawie nam trzeba! Polećcie inne miejsca, które mają mega pyszne lunche w dobrej cenie! Poszukuję ich nieustannie 🙂
WARSZAWA – NA BRUNCH – Z DZIEĆMI I BEZ
CASABLANCA – BIAŁY KAMIEŃ

Rzadko ostatnio chadzamy na brunche, a kiedyś bardzo lubiliśmy! No to w zeszły weekend postanowiliśmy sprawdzić, czy warto do tej tradycji wrócić. Z dziećmi i znajomymi ruszyliśmy do Casablanki (Mokotów, Biały Kamień). Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Mega wybór, różnorodne dania – i te bardziej śniadaniowe i te bardziej obiadowe, grill, desery, animacje dla dzieci. Idealnie! Dorosły – 39 zł, dziecko 20. Więcej o brunchu w Casablance pisałam TU.
WARSZAWA – Z DZIEĆMI:
KUCHNIA OTWARTA

Dotarliśmy po długiej przerwie. Nadal mają wielki kącik dla dzieci i animacje w niedzielę, nadal w weekend mają tłumy. Jedzenie? OK, ale na kolana nie rzuca. Gdybym miała wybrać tylko z uwagi na kuchnię, raczej nie. Z uwagi na miejsce, w którym można spokojnie spędzić czas ze znajomymi i trójką dzieci, daje radę :)… pomimo, że nasze z kącika prawie nie korzystały. PROTIP: rezerwujcie miejscówkę obok kącika zabaw. TAK pisałam o Kuchni Otwartej, gdy otworzyli się zimą 2016. Kącik nadal taki sam, menu już kilka razy się zmieniało. Aktualne menu znajdziecie TU.
WARSZAWA NA WIECZÓR:
SUPPERLARDO
Nic się nie zmieniło. Obsesyjnie wracamy tu podczas wieczorów bez dzieci, a ze znajomymi. Niezmiennie zachwyca. Więcej pisałam TU, aktualne menu TU. Zdjęć z ostatniej kolacji brak – kto śledził instastory, pewnie widział 🙂
WARSZAWA NA DRINKA:
THE ROOTS Cocktail Bar & more
Ostatnio jedna z Was napisała do mnie – widziałam fajne miejsce na drinki u Was na instastory, ale nie zrobiłam printscreena. No to polecam – The roots przy pl. Teatralnym. Bardzo WARTO! Ja nie jestem za bardzo fanką drinków, a smakuje mi bardzo – zwłaszcza Pornstar Martini – niech Was nie przestraszy nazwa, ma cudowny smak marakui 🙂
ROZCZAROWANIA:
LA VIETNAMITA

Nie wiem, czy rozczarowanie to dobre słowa – ja chyba przeczuwałam, że będzie słabo, więc nie nastawiałam się na zbyt wiele. Dlaczego przeczuwałam? Bo opinie bliższych i dalszych gastro znajomych nie rodziły nadziei. Postanowiliśmy jednak sami spróbować. Na lunch wjechało pho z podsmażaną wołowiną (25 zł), świeże sajgonki z boczkiem i krewetkami (19 zł) oraz naleśnik banh xeo (21 zł).
Wnętrze fajnie urządzone i baaaardzo duże – aż dwa piętra! W porze lunchowej jednak na początku jesteśmy sami, pomimo, że La Vietnamita znajduje się na skrzyżowaniu Nowolipek i Jana Pawła. Pho niby ok, ale mało aromatyczne. Sajgonki na pewno dostają plus za świeżość – widać, że robione były tuż przed podaniem, a nie czekały na gości. Papier ryżowy jest delikatny, nie zeschnięty. Środek OK, chociaż sporo makaronu ryżowego – zrzucam jednak winę na to, że sajgonki są naprawdę grube – może dlatego tyle makaronu? Ostatnia szansa to banh xeo – mamy w głowie ideał – prosto z Vietnamki przy Poznańskiej, pamiętamy też te zjedzone w Wietnamie.
Banh xeo La Vietnamity wypada jednak bardzo blado – i z uwagi na sam naleśnik (mało chrupiący, mało dodatków) i z uwagi na bardzo małą ilość ziół (dla porównania wrzucę Wam jak go podają w Wietnamie). Do dań brakowało nam sosów – niby były, ale raczej dość nijakie – w Vietnamce to sosy robią dodatkową robotę i dodają smaku i tak fajny daniom.
La Vietnamita niestety nie dołącza do naszych miejsc na wietnamskie – zostajemy przy knajpkach, o których pisałam TU. Negatywnie też wypadają ceny – przykład: 15 zł za kawę po wietnamsku z mlekiem skondensowanym to sporo!


Dla porównania patrzcie, ile ziół do banh xeo dostaliśmy w małej knajpce w Sajgonie…

ODKRYCIA – GADŻETY DLA DZIECI:
Dodałam nowy dział 🙂 Pewnie rzadko będę o czymś Wam donosić, bo nie jestem mocna w gadżetach, ale… tym razem mam coś extra 🙂 Śpiworek KIDSPACE!
Świetne rozwiązanie dla dzieciaków, które uwielbiają spać / zasypiać na podłodze jak nasza Jagoda. Albo dla starszych, które na wakacjach nocują w jednym pokoju z koleżanką. Do wyboru różne zwierzaki – panda, królik, miś, kot – u nas królik, czyli tuja. Czyli po jagodowemu – Królik 😉

Jak tam Wasze odkrycia z ostatnich dwóch tygodnia? Odkrycia? Nowości? Rozczarowania? Podzielicie się? 🙂




1 Comments
Wiktoria Zgóra
moje zdecydowanie ulubione miejsce w Warszawie na obiadek albo lunczyk to Zachodni Brzeg… uwielbiam ich hummus!!!