Sobota! Trochę jak zbawienie po tygodniu pełnym pracy, spotkań, zapchanej skrzynki mailowej i terminów, z których trzeba się wywiązać. Cały tydzień o niej marzyłeś, cały tydzień na nią czekasz. Może chociaż dzisiaj nie będziesz na najwyższych obrotach w szaleńczym biegu między pracą, a domem, przedszkolem, a spotkaniem z szefem lub klientem. Będziesz chodzić w piżamie do 12.00, zjesz leniwe śniadanie z rodziną i wreszcie będzie czas tylko na przyjemności.. na beztroskie układanie klocków i rysowanie z dzieckiem, na dłuuugie rodzinne wyjście do ulubionej restauracji, na spotkanie z dawno niewidzianymi znajomymi, na dłuuugi spacer.
Ale zaraz! Nagle się okazuje, że w sobotę albo nawet w niedzielę też masz obowiązki! Niby inne, bo nie w pracy, nie za biurkiem, nie przed komputerem, nie te narzucone przez szefa czy przez upierdliwego klienta. Ale znów są! Niby spędzasz czas z dzieckiem i z mężem, ale część Twojego weekendowego czasu i część Ciebie pochłaniają OBOWIĄZKI. Bo przecież MUSICIE zrobić zakupy na cały tydzień. TRZEBA kupić Zosi nowe buty, a Tomkowi ciepłą kurtkę. TRZEBA pojechać do teściowej na obiad – w końcu zapraszała już w zeszłym tygodniu i mówiła, że schabowe zrobi specjalnie dla Krzysia. TRZEBA jechać! I jeszcze sprzątanie! POWINNAŚ wreszcie ogarnąć mieszkanie – zobacz, jaki wszędzie jest bałagan! I posegregować ubrania dzieciaków przed zimą, sprzątnąć w ich pokoju i naprawić hulajnogę. I przydałoby się pojechać do Ikei po jakieś pudła na te wszystkie zabawki! Aa, i odkurzyć TRZEBA – najwyższa pora! A rano POWINNAŚ ugotować rosół albo ogórkową – w końcu cały tydzień dzieciaki jedzą w przedszkolu, czas na domowy obiad. Ale zaraz.. kurczaka nie ma! TRZEBA pojechać jeszcze do sklepu mięsnego i….
I nagle okazuje się, że weekend, a Ty znów toniesz w obowiązkach i nadrabiasz zaległości. A co by było, gdyby tak.. odpuścić, olać, rzucić to wszystko?? Tak na chwilę, na weekend, na dwa dni. Powiedzieć sobie: nie sprzątam, nie gotuję, nie jadę do mamy, ani do teściowej na obiad, nie układam, nie piorę. Nie iść na zakupy, olać, zostawić to wszystko chociaż… do poniedziałku i najlepiej wyjechać! Zamknąć za sobą drzwi, zamknąć bałagan i nie myśleć o nim. Wsiąść do pociągu byle jakiego i cieszyć się chwilą, sobą, czasem we dwoje, czasem z dziećmi. BEZ OBOWIĄZKÓW.

My właśnie tak zrobiliśmy. O 10.30 w sobotę jeszcze wyliczałam w głowie, co mam zrobić i zastanawiałam się, czy zacząć od sprzątania w pokoju Maksa, zapakowania pralki, prasowania czy może od odkurzania i mycia podłogi? A może najpierw ugotować zupę? Przydałoby się jeszcze wreszcie sprzątnąć w szafie w przedpokoju, bo chyba nie przeszłaby testu białej rękawiczki..
A potem Łukasz powiedział: “jedźmy Pendolino do Gdańska na weekend! Odjeżdża o 12.40!” I wiesz co? Przez chwilę przemknęło mi przez głowę to wszystko, co TRZEBA zrobić. To, że się nie wyrobię na pociąg, że powinnam sprzątnąć zanim wyjedziemy, że jak tu się spakować w tym rozgardiaszu? A potem zobaczyłam radość Maksa, że jedzie pendolino, nas spacerujących Długim Targiem lub Monciakiem w Sopocie, poczułam zapach morza, smak ryby i gofrów i powiedziałam „Dobra!”. Pakując nas w ekspresowym tempie, zrobiłam jeszcze większy bałagan! Wzięłam walizkę, torbę i zamknęłam drzwi. Trochę boję się powrotu do tej domowej dżungli :), ale za to weekend mamy wspaniały. Bez obowiązków. ŻADNYCH. Zaraz lecimy na rejs statkiem, na obiad do Gdyni i na spacer do Sopotu!
Spróbujcie kiedyś. Rzucić wszystko. Odpuścić. Olać. Kupić bilet na pociąg. Wcale nie trzeba jechać daleko, nie trzeba wydawać dużo, by poczuć się trochę jak na wakacjach 🙂








14 Comments
LOVELAJF_by_MARTINA
bardzo dobrze zrobiliście! ja doszłam do podobnych wniosków… na każdym kroku oczekiwania, powinno się zrobić to, trzeba zrobić tamto… i zdecydowałam się na przerwę od tego wszystkiego. Co prawda trochę dłuższą niż weekend bo roczną 🙂 Nie chce spamować ale jak kogoś interesuje to szczegóły tutaj: http://lovelajf.pl/przerwa-w-zyciorysie-gap-year/ Pozdrawiam i udanego weekendu życzę! 🙂
Natalia
Hey :)) extra historia!! uwielbiam takie!!!:))) i to jest przerwa!!! 🙂 Zostawiam sobie Twojego bloga w otwartej zakładce i muszę poczytać 🙂 ja może już nie zrobię sobie sama takiej przerwy, ale uwielbiam takie historie 😉 PS. przy okazji zapytam: myślimy o Azji w zimie, widziałam, że zaczęłaś od wyprawy na Filipiny.. polecasz?? 🙂 czy tak w styczniu – lutym pogoda jest dobra, ciepło, słońce itd :)?
LOVELAJF_by_MARTINA
Wylatuje z Warszawy za ponad tydzień. Po drodze mam przystanki w Budapeszcie i Dubaju wiec na Filipiny dolece w listopadzie. Dam znać co z pogodą i czy polecam 🙂 pozdrawiam! 🙂
Natalia
A to ja durna jestem!! Nie mogłam się doszukać we wpisie daty i myślałam, że to już stary wpis! Teraz widzę, że komentarze są świeże! Przepraszam – byłam w amoku pracy, jak czytałam na szybko!:) Budapeszt – dobry początek!!!:) powodzenia zatem i trzymam kciuki 🙂 będę śledzić te Twoje Filipiny:)
LOVELAJF_by_MARTINA
wielkie dzięki! 🙂 w kontakcie 🙂
Beata
Kocham was! ???
Natalia
<3 🙂 miód na nasze serca!!! 🙂
Anna Byrczek
Coś pięknego – życie własnym życiem, na własnych zasadach. Gratuluję i podziwiam taką postawę. 🙂
Natalia
Hey Ania!:) Dziękujemy!!:) oczywiście nas też czasem ograniczają zasady i obowiązki, ale wtedy kiedy można staramy się z nich wyzwalać 🙂 co więcej: mam wrażenie, że wszyscy możemy to zrobić, jeśli tylko chcemy 🙂 Taka ucieczka to super sprawa na weekend 😉 pomimo, że wczoraj po powrocie sprzątałam po nocy, by jakoś dało się funkcjonować w naszym mieszkaniu 😉 ale co tam, po takim weekendzie miałam zastrzyk energii 😉 polecam!
Maja (JusiaczkiOnTour.pl)
Super! 🙂
Natalia
🙂 to była super wyprawa:) spontany najlepsze!:) pozdrowienia!:)
Ewelina Komosa
WOW super!!! Pokazałam to mojemu szwagrowi, który twierdzi, że nie, bo po co jechać na 2 dni, najlepiej to na dłiużej, na dwa dni się nie opłaca. Oczywiście przeczytał, ale i tak miał swoje mądrości, wiec powiedziałam siostrze,żeby na nic nie patrzyła i bookowała miejsce. Wybrałyśmy razem kierunek Szczecin – to ulubione polskie miasto mojej siostry – powiedziałam jej, żeby wybrała hotel dana ze SPA, bo naczytałam się o tych hotelach , żeby wybrali coś fajnego i postawiła męża, czyli mojego szwagra przed faktem dokonanym i co? I był zachwycony! I planuje teraz sam już wyjazd gdzieś w góry tym razem. Także, żyj chwilo i nie umeiraj nigdy 😀 Pozdrawiam!
Natalia
:))) myślę, że jak ktoś raz się przekona i posmakuje takich nawet krótkich wyjazdów, to będzie chciał na pewno to powtórzyć!!! 🙂