Nim przeniesiemy się do Hiszpanii, warto podsumować francuskie wojaże poznawczo-kulinarne. W ramach podsumowania krótki przewodnik, co warto zjeść w Normandii, Bretanii czy Poitou-Charentes.. czyli północno-francuskie przysmaki:
– dla wszystkich fanów i smakoszy owoców morza ostrygi – koniecznie prosto od rybaka na plastikowym talerzu na maleńkiej wysepce Ile d’Oleron
– homar – np. z truflowymi ziemniakami w Les Flots w La Rochelle
– małże na wiele sposobów– zależnie od preferencji w białym winie, w Pineau, w sosie szafranowym, w sosie Roquefort (uwaga: może przyćmić smak muli), itd.
– sałatkę z gorącym kozim serem (chevre chaud) – zawsze bezpieczne, zawsze mniej lub bardziej smaczne, wszędzie tam, gdzie menu nie budzi zaufania, bądź jest nie do rozszyfrowania z uwagi na nieznajomość języka. Taktyka dla ostrożnych i nie lubiących rozczarowań 🙂 Jak ja!

homar w Entre Terre et Mer w Honfleur
– francuskie wypieki – niewątpliwie na śniadanie warto udać się do miejscowej piekarni i rozkoszować się wszelkiej maści crossaintami, brioche chocolat, pain chocolat amande czy typowo bretońskim ciastem maślanym Kouign Amann
– omlety z szynką i serem– np. w restauracji Le Guethenoc w Josselin

na śniadanie obowiązkowo omlet
– creme brulee – koniecznie w Honfleur! A na największy creme brulee na świecie (talerz zajmował połowę stołu i przypominał raczej talerz zupy niż deser) warto wybrać się na południe, do Nicei.
– suflet czekoladowy – punkt obowiązkowy dla każdego miłośnika czekolady, niezapomniane przeżycie i ten moment, gdy wnętrze rozpływa się po talerzu… po prostu uwielbiam!

creme brulee, również w Honfleur






2 Comments
Grace
Fajne!