O Wi-Taj słyszeliśmy już jakiś czas temu… Najpierw zobaczyłam nowy szyld na placu Konstytucji i od razu doniosłam Łukaszowi, że jakaś nowa knajpa i ciekawe co to? Potem wyczytaliśmy, że tak, że nowe, azjatyckie, a nazwa w dość jasny sposób ma wskazywać, jaką kuchnię Wi-Taj będzie podawać. „Wi” jak wietnamskie i „Taj” jak tajskie. I wtedy, przyznaję szczerze, nasz entuzjazm nieco opadł…

 

Nigdy nie byliśmy fanami tego typu miksów. Zawsze jesteśmy zdania, że albo znasz się na kuchni wietnamskiej albo na tajskie, że albo gotujesz po włosku albo po hiszpańsku. Miksy często się nie sprawdzają i wolimy te miejsca, które są dobre w jednej, konkretnej kuchni niż te, w których można zjeść i pad thaia, i zupę pho, i indyjskie chicken tikka masala. Opieraliśmy się zatem wizycie w Wi-Taj i jakoś nas nie kusiło. Ale słyszeliśmy też dobre opinie, zwłaszcza o daniach wietnamskich i co ważne, od osób, które w Wietnamie były, więc postanowiliśmy im zaufać.

 

W piątek na lunch ruszyliśmy do Wi- Taj. Złapaliśmy wolny stolik, chociaż trzeba przyznać, że większość stolików była zajęta. Restauracja nie jest duża, teraz ma też stoliki na zewnątrz. Idealnie na lato!

 

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, nem, goi cuon, sajgonki

 

W menu od początku szukaliśmy naszych ulubionych wietnamskich klasyków, zwłaszcza, że dopytaliśmy na miejscu, skąd pochodzi szef kuchni – jest Wietnamczykiem. Wszystko jasne 🙂 O przystawkę trochę się pokłóciliśmy, bo oboje chcieliśmy goi cuon, czyli po naszemu świeże sajgonki – makaron ryżowy bun, warzywa, wieprzowina, boczek i krewetki owinięte w papier ryżowy (14, 90 zł). Postanowiliśmy więc dobrać smażone nem (11,90 zł) czyli to, co od lat znamy w Polsce właśnie jako sajgonki – tu z nadzieniem z makaronu sojowego, wieprzowiny, grzybów mun, kiełków soi i jajka. Żałuję, że w menu nie ma naleśniczków banh cuon, również na bazie papieru ryżowego, które strasznie lubię, a których nigdzie nie mogę ostatnio spotkać. Sajgonki jednak spisują się świetnie!!!

 

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, nem, goi cuon

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, nem, goi cuon, sajgonki

 

Świeże goi cuon są smakowite i co najważniejsze, porządnie nadziane składnikami. Strasznie nie lubimy, gdy do sajgonek napycha się głównie makaron ryżowy i marchewkę, a innych składników jak na lekarstwo. Tu czuć i mięso, i krewetki, i zioła i warzywa. Zresztą nie tylko czuć – to widać na zdjęciach! 🙂 Do tego sos rybny – taki jak zapamiętaliśmy chociażby z Hanoi. Smażone sajgonki spisują się bardzo dobrze – smaczne nadzienie, delikatne, chrupiące ciasto. Nie ociekają tłuszczem, co również czasem się zdarza przy sajgonkach smażonych w głębokim tłuszczu. Przystawki na 6!

 

Omijamy zupy – są 2 tajskie i 1 wietnamska i o dziwo nie jest to pho – punkt za oryginalność. W daniach głównych zdecydowanie króluje Wietnam. Są jakieś tajskie curry, jest flagowy pad thai z kurczakiem, ale to wietnamskie pozycje rządzą i na nich się skupiamy. Mnie kusi nieco wołowina smażona z odrobiną czosnku, fasolką i sosem rybnym (29,90 zł) albo smażone makarony, również z wołowiną, ale w końcu ponownie decydujemy się na to, co najbardziej pamiętamy z Wietnamu – na stole ląduje bun bo nam bo, czyli sałatka ze smażoną wołowiną, na makaronie ryżowym, świeżych wietnamskich ziołach i posypana orzechami (23, 90 zł) oraz bun cha, czyli grillowana wieprzowina, makaron ryżowy i świeże wietnamskie zioła (24, 90 zł).

 

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, bun bo nam bo, wołowina, wietnamskie sałatki

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, bun cha

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, bun cha

 

Bun bo nam bo jest idealne! Dobry sos rybny, odpowiednia ilość makaronu i ziół i świetna wołowina – delikatne, rozpływające się w ustach plasterki. Dla mnie to kluczowe – nienawidzę, gdy dostaję poprzerastane kawałki, kostki, chrząstki, ścięgna, tłuszcze, itd. Może jestem wybredna, ale jak widać można to zrobić dobrze!:) Bun cha tutaj występuje z dodatkiem kotlecików z wieprzowiny, Łukaszowi brakuje nieco marynowanego boczku, który zwykle się w bun cha pojawia. I tutaj chyba również się pojawiał, bo w menu w opisie dania jest wykreślony 😉 Może warto go przywrócić?? 🙂

 

Dania są spore – przyznam, że po przystawce głównego nie jestem w stanie dojeść… W menu sporo też propozycji wege, jest też zestaw dla dzieci, aczkolwiek dla mnie zdecydowanie za mało azjatycki (pierś z kurczaka w panierce z ryżem).

 

Wychodzimy z Wi-Taj najedzeni, zadowoleni, z wspomnieniem Hanoi w głowach. Część wietnamska spisuje się bardzo dobrze! 🙂 Warto na te klasyki na pewno tam zajrzeć. Co z daniami tajskimi?? Nie wiem.. może następnym razem się odważę? Teraz tylko spoglądałam komuś w talerz, oceniając pad thaia… wyglądał nawet nieźle, ciekawe czy też tak smakował?

 

PS. Najpierw napisałam posta i tytuł, a potem szukając informacji o godzinach otwarcia, znalazłam też info, że szef kuchni nie tylko jest z Wietnamczykiem, ale pochodzi właśnie z Hanoi;)))) No to żeśmy go wyczuli!!!:)

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Wi-Taj

Pl. Konstytucji 4

tel. 22 127 21 23

godziny otwarcia:

pon- nd. 11.00-23.00

 

kuchnia wietnamska, Wi-Taj, Warszawa, gdzie na wietnamskie, bun bo nam bo, wołowina, wietnamskie sałatki

obiad dla 2 osób… całkiem obfity!