Poniedziałek. Z natury dzień nie najlepszy, bo przecież nie piątek, ani nie sobota, ani nawet nie środa zapowiadająca wolne. Tylko początek tygodniai  tzw. ciężkiej harówy… Już o 10.00 wiedziałam, że mój poniedziałek jest znacznie gorszy niż przypuszczałam. Paskudna migrena sprawiła, że nawet perspektywa długich godzin przed komputerem wydawała się zbawienna porównując ją z bólem łupiącym w czaszce, mdłościami i całą masą atrakcji, o których nie czas, ani miejsce pisać… Gdy nieco doszłam do siebie, przejrzałam na oczy i byłam w stanie spojrzeć na ekran komputera pod moim postem o egzotycznych podróżach z dzieckiem przeczytałam komentarz, który za serce chwycił i wpuścił promyk słońca i energii do mojej obolałej głowy. Komentarz, pod którym mogę się podpisać wszystkimi rękami i nogami, które posiadam.. “Warto dać dzieciom podróżniczą przepustkę w dorosłość, która spowoduje, że będą otwarci na ludzi, różnorodność i gotowi na wyzwania, które postawi przed nimi los.” Piękne i mądre, prawda?

 

No właśnie, jakie są korzyści z podróżowania? Dla nas to wiemy – jest miło, jest fajnie, zwiedzamy, poznajemy, oglądamy, smakuje nowe potrawy, rozmawiamy z ludźmi, przeżywamy niezapomniane chwile. A jakie korzyści może mieć podróżowanie dla malucha? Dla dziecka rocznego, dwuletniego, dla 5-latka i dla 8-latka? Czy w ogóle ma??? Bo przecież nieraz słyszmy: “Po co to dziecko ciągnięcie na koniec świata??? nie lepiej w domu zostać?” No więc: NIE, NIE LEPIEJ!

 

podróżowanie z dzieckiem

góry Hatta, Oman 2013

 

Podróże to radość naszego życia i niewątpliwie nasze największe hobby. Tym większe, bo wspólne.  Niektórzy mówią: “to egoistyczne, on nic nie zapamięta!”, inni: “po co męczyć dzieciaka, nie lepiej nad morze pojechać?”, zdarzyło się nawet: “przestańcie myśleć o sobie!”. Czy podróże są egoistyczne? Po części tak, bo przecież przynoszą wielką przyjemność również nam! Ale z drugiej strony wiemy, że dla Maksa nasze podróże to również radość – bo konia z rzędem temu, który chce / którego dziecko chce spędzać szary, deszczowy, zimny listopad w swoim domku / żłobku / przedszkolu, niezależnie jak bardzo ukochanym, jeśli do wyboru ma piasek, plażę, ciepłą wodę i słońce w Tajlandii?? Ja nie znam!

 

Wierzymy też, że podróże to nie tylko radość i fun, ale również, że czegoś go te podróże nauczą. Nie zapamięta może, jak wyglądają świątynie w Bangkoku, a jak te na Jukatanie, nie nauczy się hiszpańskiego (chociaż liczyć już prawie umie: “uno, dos, tres, cuatro, cinco, osiem, dziewięć”;)), nie zapamięta, czym różni się Gruzja od Litwy i nie pozna miejscowej kuchni tak jak my. Ale myślę, że nauczy się baaaardzo wiele…

 

podróżowanie z dzieckiem

Maks i dzieci z okolic Chiang Rai

 

PO PIERWSZE OTWARTOŚCI….

 

Otwartości na świat, na to, co go otacza, na ludzi. Na świat, który nie zawsze wygląda tak kolorowo jak nasz, na zwyczaje, które czasem są dla nas niezrozumiałe (socjolog-antropolog mówi: relatywizm kulturowy się kłania), na ludzi, którzy są inni niż my. Bo mają inne oczy i inny kolor skóry, inaczej się ubierają, inaczej mówią, inaczej się zachowują.

 

Podróżując nieustannie obcujemy z różnorodnością, odmiennością, innością. Nie oszukujmy się – mieszkamy w Polsce i na co dzień nie spotykamy przedstawicieli różnych ras i nacji jak np. moja siostra cioteczna w Stanach. Gdy spotykamy osobę czarnoskórą (czy jak kto woli Afroamerykanina) nie jest to już sensacja, dzieci nie biegają za nim,  wołając “Bambo, bambo”, ale nadal spotkanie czarnoskórego nie należy do sytuacji codziennych. Najlepszym dowodem jest na to właśnie Maks, który ostatnio w Lidlu zapytał babcię: “A czemu ten Pan ma brązową głowę?” – widać, że już zbyt długo siedzimy w Polsce 🙂

 

Chcę, by Maks widząc Afroamerykanina Azjatę, Hindusa czy Latynosa patrzył na nich tak samo jak patrzy na Polaka czy Hiszpana. Proste? Niby tak, z drugiej strony… porozmawiajcie z jakimkolwiek uchodźcą przebywającą w Polsce i dowiecie się, że proste nie jest. Bo nadal jest agresja, przykre słowa albo chociaż niezdrowe spojrzenia. W podróży Maks widzi, że dzieci są różne, ale nie zmienia to faktu, że z każdym z nich można się świetnie bawić.

Otwartość na świat to brak stereotypów i uprzedzeń. Otwartość na inne kultury, zwyczaje, smaki, kuchnie. Maks już wie, że poza kotletem mielonym od babci, pyszne jest sushi i tajski smażony ryż. Wie też, że nie tylko we własnym domku, żłobku i u babci jest fajnie. I mam nadzieję, że podróże tylko jego otwartość na świat umocnią i nigdy nie usłyszę z jego ust: “do Arabusów i brudasów to ja nie jeżdżę!”.. słyszy się takie słowa? Niestety tak!

 

jerozolima, izrael, podróżowanie z dzieckiem

Jerozolima, listopad 2012

 

PO DRUGIE  TOLERANCJI…

 

Podróże najlepiej uczą, że kolor skóry, wyznanie, narodowość nie mają znaczenia, bo wszędzie znajdziemy ludzi takich jak my. Przecież często brak tolerancji wynika z niewiedzy. Spotkałeś kiedyś Hindusa? No nie, ale… A Meksykanina? A Turka? No tak, przecież Turek kebaby na Brackiej sprzedaje! Tak myślimy? Część z nas na pewno… Niestety!

 

Co więcej,  to myślenie wcale nie jest przypisane do tej bogatszej, bardziej rozwiniętej części świata. Będąc na Erasmusie, poznałam Meksykankę. Z dobrego domu, z zamożnej rodziny prawników (pada pierwszy stereotyp myślenia o Meksykanach). Wiecie, co mówiła jej rodzina, gdy na Erasmusie w Hiszpanii zamieszkała z Francuzką? Czy to prawda, że Francuzi śmierdzą i się nie myją? Bo tak myślą o nich Meksykanie 🙂

 

Gdy podróżujemy, widzimy i tolerujemy. Nagle okazuje się, że Turek czy Meksykanka są bardziej podobni do Ciebie niż kolega z tej samej szkoły. I to właśnie z nimi masz szansę się zaprzyjaźnić!

 

Istambuł, podróżowanie z dzieckiem

Istambuł, maj 2012

 

PO TRZECIE CIEKAWOŚCI ŚWIATA..

 

Dziecko, które od małego podróżuje to dziecko ciekawe świata. Dziecko, które ma szerokie horyzonty i może korzystając ze sławnego sloganu “THINK BIGGER”. Bo przecież ma przed sobą cały świat! Byliście na Erasmusie, pracowaliście zagranicą, spędziliście miesiąc w innym kraju? Jak się wtedy czuliście? Ja prawie zawsze czułam się tak, że mogę więcej, że jest tyle miejsc, tyle sposobów na życie, które mogą dać szczęście, tylu dobrych ludzi można spotkać. Chcę, by Maks również tak czuł nawet zanim wyjedzie na Erasmusa – bo jeśli tylko program ten przetrwa, jestem pewna, że wyjedzie! 🙂

 

Kiedyś kolega, właśnie z Eramusa, powiedział mi: “siedziałem w tym Poznaniu, studiowałem sobie, nic specjalnego nie robiłem, czas płynął, aż nagle Piotrek powiedział: Chodź złożymy papiery na Eramusa!, trochę mi się nie chciało, ale złożyłem, pojechałem i wiem, że właśnie dzięki temu spadały mi klapki z oczu!”… Znacie to uczucie? Cudowne i wyzwalające! Takich uczuć własnemu dziecku życzę jak najwięcej i mam nadzieję, że nigdy klapek na oczach mieć nie będzie!

 

PO CZWARTE DOCENIANIA TEGO, CO POSIADA…

 

Podróż to obserwowanie, często miejsc biednych, osób, które nie mają nic, mają niewiele. Patrzenie na świat z innej perspektywy. Ciągłe przypominanie sobie, że moje niezadowolenie, bo w pracy ktoś pokręcił nosem, bo nie kupiłam wymarzonych butów, bo nie mam takiej zabawki jak Stasio jest całkowicie nie na miejscu. Że narzekanie jest nie na miejscu, że psioczenie na “zły los” jest nie na miejscu, bo maaaaasy ludzi mają znacznie, znacznie gorzej…

 

podróżowanie z dzieckiem

Gruzja, maj 2013

 

PO PIĄTE ELASTYCZNOŚCI…

 

Sprawę techniczną zostawiłam na koniec. Bo podróż uczy elastyczności – zasypiania w różnych miejscach, podróżowania różnymi środkami lokomocji, cierpliwości w oczekiwaniu, zwiedzaniu, czekaniu na innych. Uczy życia, w którym dziecko nie jest królem wszechświata, którego zachcianki są spełniane w każdej minucie. Bo w podróży trudno mieć wszystko na zawołanie. W domu natomiast jest to do zrobienia.  Ale czy w późniejszym życiu wszystko mamy na zawołanie?? No właśnie.. nie mamy. Czekamy, dostosowujemy się, naginamy. Dlatego elastyczność i umiejętność dostosowania się do zmieniających się warunków, które od 2 miesiąca życia Maks uczy się podróżując, na pewno przyda mu się w przyszłości tak jak nam przyda się dziś, jutro i za tydzień…

I co ? Nagle okazuje się, że podróż to dla dziecka nie ciąganie go po świecie, to nie tylko grzebanie w piasku na plaży, ale też niezła szkoła życia, która zostaje w głowie na długo. W każdym razie ja w to wierzę i taką mam nadzieję! 🙂 I tego się trzymam od pierwszej podróży….

 

podróżowanie z dzieckiem, podróż z niemowlakiem

La Rochelle, Francja, sierpień 2011 – Maks ma 2,5 miesiąca 🙂