Słyszę czasem, że z dziećmi wypocząć się nie da. Że lepiej zostawić je dziadkom i pojechać na urlop samemu. Albo w ogóle nie jechać, bo co to za relaks z dwójką dzieciaków, gdzie jedno płacze, a drugie ciągle chce coś innego niż Ty?  Ba, czasem nawet słyszę, że jeśli mówisz, że podróże z dzieckiem są fajne, to pewnie koloryzujesz i przekłamujesz rzeczywistość. Że to niemożliwe i robisz dobrą minę do złej gry. „Co to za  urlop! Już lepiej w domu zostać!”, “Dziecko marudzi, płacze, jęczy – to mają być wakacje?”. A ja nadal uparcie brnę. Uparcie ciągnę już dwójkę, czasem na koniec świata i uparcie mam czelność się z tego cieszyć i pokazywać wszem i wobec, że podróże z dziećmi mogą być kolorowe, piękne i możesz z nich wrócić zrelaksowany, choć to nieco innym poziom wypoczynku niż gdy podróżujesz sam lub we dwoje 🙂

 

To nie znaczy, że moje dzieci są inne niż pozostałe. One też potrafią marudzić, płakać, jęczeć, też czasem bolą je brzuszki, głowy, nogi, też czasem świat im się wali, bo nie kupiłam lizaka na stacji benzynowej albo, że włożyłam do wózka zamiast nieść na rękach. Też czasem nie chcą się ubrać wtedy, kiedy trzeba. Nie smakuje im obiad, są zmęczone, nie mogą zasnąć. Też czasem mam dość i wolałabym teleportować się na piękną plażę tylko z Łukaszem beż jęków, stęków, marudzenia i “Mamo” wypowiadanego milion razy na minutę.

 

Pomimo to, na dalsze podróże zawsze zabieramy i zabieraliśmy Maksa, a teraz będziemy zabierać ich oboje. Wiem, ile radości podróż im daje. Ile dają nowe miejsca, piękne widoki, nowe smaki, piasek pod stopami i nietypowe dania wyjadane z talerza rodziców. Wiem, ile dają nowe sytuacje, inni ludzie, wyjście spoza tego, co już znane. Czy to znaczy, że nie chcę wyjazdów we dwoje? Bardzo chcę! Ale te dłuższe nadal planuję z dziećmi, pomimo, że nie zawsze jest idealnie i czasem marzysz o 2 godzinach spokoju z ulubioną kawą. Dlaczego ciągle w to brnę i ciągle będę mówić, że to możliwe, że da się, że jest pięknie? Bo już dawno zrozumiałam jedną, bardzo prostą rzecz, o której mam wrażenie wielu rodziców zapomina: dziecko to mały człowiek. Taki jak TY, taki jak JA. Banał, prawda? Niezależnie czy ma 3 miesiące, rok, 2 lata czy 6 lat nie jest częścią nas, nie jest naszą maskotką, którą wzięliśmy na wakacje – jest małym człowiekiem ze swoimi potrzebami, planami, z tym, co lubi i czego nie, z tym, co mu smakuje i tym, czego nie lubi. To nie znaczy, że będzie lubił tylko swój dom, wycieczki do dziadków i spacer po pobliskim parku – nie ma na to żadnych dowodów, a widzę, że wielu czasem w to wierzy 🙂 Ale to nie znaczy również, że polubi wszystko to, co my i spodoba mu się każdy nasz plan.

 

Jeździliście czasem na wakacje ze znajomymi? A może nadal jeździcie? Pamiętacie, jak było??? Kamil lubi zwiedzać szybko, a Łukasz lubi długie obiady? Jeden chce iść do dobrej restauracji, inny zaoszczędzić. Jeden chce pojeździć po wyspie, drugi leżeć nad basenem. Nie bez powodu czasem po wakacjach bliscy znajomi stają się jakby trochę dalsi….:)  Nie bez powodu bardzo trudno jest znaleźć kogoś, z kim dobrze Ci się podróżuje. Z prostej przyczyny: nagle to, co Ty lubisz musi znaleźć wspólny mianownik z tym, co lubią Twoi towarzysze. Musisz się dostosować, że jeden jest głodny już o 12.30, a inny może nie jeść posiłków przez cały dzień. Musisz zrozumieć, że on lubi muzea, a ona parki naturalne. Musisz wykazać się empatią, jeśli Twojego przyjaciela boli głowa i odmawia pójścia na imprezę akurat w piątek. Fajnie jeśli zajrzysz do muzeum, które uważasz za nudne, bo jemu bardzo na tym zależy.

 

Tak samo jest z dziećmi, tylko czasem o tym zapominamy. Pomyśl czasem o dziecku w podróży jako o Twoim małym znajomym. Bo ten maluch też ma swój plan na dany dzień. Wymarzył sobie grę w piłkę na plaży i wcale nie chce mu się zwiedzać. Bo właśnie dziś rozbolały go nogi i wolałby posiedzieć w domu, a przecież trzeba iść na kolację. Bo ma ochotę na pizzę, a wszędzie tylko makaron. Bo carbonara smakuje inaczej niż jego ulubiona. Nam i naszym znajomym, nam dorosłym dajemy prawo do planów, do własnych zachcianek, dajemy prawo do tego, by zostawić zamówione 5 minut wcześniej danie, dajemy sobie prawo, by odpocząć po długim dniu, dajemy prawo, by nam się nie chciało. Nie jesteśmy wtedy marudni, nie jęczymy, a nasi znajomi nie mędzą. Nie mówimy, że nie da się z nimi podróżować. Zobaczcie w dziecku małego człowieka, małego przyjaciela, którego zabieracie na wakacje, a podróż wyglądać będzie inaczej. Nadal nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, nadal możecie mieć zły dzień, nadal może Was irytować, że on znów chce zamek budować albo w piłkę grać, ale czy to sprawia, że podróż z nim jest niemożliwa, trudna i wolicie zawsze zamieniać ją na wyjazd we dwoje albo nie wyjeżdżać wcale???? Lepiej chyba słuchać, zrozumieć i czasem iść na kompromis z małym towarzyszem. Jak z drugim człowiekiem.