Podróżowanie jest dla mnie trochę jak nauka jazdy samochodem. Pamiętam, jak zaraz po odebraniu prawo jazdy, prowadziłem samochód tylko w obecności rodziców. Jeździłem wtedy zgodnie z przepisami, rzadko przekraczając dozwoloną prędkość. Jeżeli już ją przekroczyłem, to maksymalnie o 10-20 km na godzinę. O prowadzeniu samochodu poza Warszawą nawet nie myślałem. Brakowało mi zarówno umiejętności, jak i odwagi. Z biegiem czasu nabierałem coraz większej pewności siebie, siedzenie pasażera najczęściej bywało puste, a prędkościomierz wskazywał coraz większe liczby. Przełamywałem kolejne bariery w mojej głowie.
Trochę podobnie jest z podróżami. Najpierw „zwiedzamy” własne miasto. Niektórzy zatrzymują się na tym etapie przez całe życie. Potem poznajemy własny kraj – morze, góry, jeziora, inne miasta, by w końcu wyruszyć na swoją pierwszą daleką wyprawę. Znacie pewnie ten dreszczyk emocji. Pamiętacie pierwszy lot samolotem? Pierwszą wyprawę zagranicę? Pierwszą plażę, nie nad Bałtykiem? Od razu pojawia się ta charakterystyczna potrzeba fotografowania wszystkiego, co nas otacza. U wielu chęć próbowania nowych potraw, ekscytacja tym, co odmienne. Z czasem niektórzy tak jak my dochodzą do momentu, w którym chcą ruszyć dalej, gdy Europa już nie wystarcza. Potrzebują ciągle tej podróżniczej adrenaliny, szukają egzotyki, odwiedzając coraz dalsze zakątki świata.
Dla nas taką egzotyką przez długi czas była Azja. Azja, którą kochamy nie tylko za jedzenie, za ludzi, za piękne i niespotykane w Europie krajobrazy, ale też za to przedziwne, ekscytujące uczucie, które towarzyszyło nam podczas każdej z naszych wypraw. Ostatnio jednak było nieco inaczej… Azja nadal jest tak samo pociągająca, ale jednak coraz bardziej bliska. Chciałem czegoś nowego. Byłem niezwykle podekscytowany zaproszeniem przez Qatar Airways i Africaline na Zanzibar. Byłem już w Maroko, byliśmy w Egipcie, ale wszyscy wiemy, że to nie to samo. Zanzibar to autonomiczna część Tanzanii. W jego skład wchodzi archipelag Zanzibaru, czyli dwie większe wyspy, Zanzibar (tu byłem!) i Pemba oraz kilka mniejszych wysepek…









Nigdy nie byliśmy na “czarnym lądzie”. Leciałem na Zanzibar i zacząłem sobie zadawać pytanie: dlaczego??? Odpowiedź przyszła dość szybko: bo choroby, bo niebezpiecznie, bo to chyba niezbyt dobry pomysł z dzieckiem, bo terroryści, bo zbyt ekstremalnie, bo kulinarnie chyba niezbyt ciekawie…bo myślałem stereotypowo.. tak jak większość ludzi myśli o tym, czego nie spróbowała albo zna tylko z przekazów i to często nie do końca prawdziwych…
Jak było na tym Zanzibarze i czy warto otworzyć się na Afrykę? Było gorąco, egzotycznie, inaczej, fascynująco na tyle, że powtarzałem kilka razy, że musimy tam wrócić – już wszyscy razem. Na początku przywitał mnie afrykański, lepki skwar. Uwielbiam ten moment w egzotycznych podróżach w okresie naszej zimy, gdy wysiadasz na lotnisku i od razu uderza Cię fala gorącego powietrza…

To jednak można poczuć i w Ameryce Południowej, i w Azji. Tutaj poczułem się jednak inaczej. Wróciła mi ekscytacja egzotyką. Znów wszystko mnie interesowało, znów chciałem robić ciągle, zdjęcia, przyglądać się ludziom, łapać momenty, podziwiać twarze, emocje, kolory. Nagle poczułem tę przedziwnie ekscytującą potrzebę fotografowania każdej glinianej chatki, każdego dziecka przechadzającego się wzdłuż drogi, każdej barwnie ubranej muzułmance, każdemu zwierzęciu wylegującemu się leniwie przy drodze. Nagle poczułem jakby był na innej planecie, w totalnie nowym miejscu…










Nagle okazało się, że ta owiana złą sławą Afryka jest całkiem przyjazna, niezwykle egzotyczna, ciekawa, wydaje się dość bezpieczna. Nagle okazało się, że zacząłem się wstydzić przeszłych myśli i zastanawiać się dlaczego tak późno, dlaczego dopiero teraz.
To wszystko, a do tego przepiękne plaże, niezliczone wodne atrakcje i klimatyczne Stone Town spowodowały, że naprawdę otworzyłem swoje serce i siebie na Afrykę. Wiem, że Zanzibar to tylko namiastka, że to przede wszystkim raj dla szukających niebiańskich plaż turystów, że niektórzy powiedzą, że to nie Afryka. Jeżeli jednak tak wygląda namiastka tej Afryki to ja chce i muszę więcej!!!!
KLIKNIJ i zarezerwuj swój wymarzony resort na ZanzibarzePS. O Zanzibarze poczytacie również na blogu Pojechanej – o TU i TU.



*Zanzibar poznawałem na zaproszenie Qatar Airways i biura podróży Africaline, które specjalizuje się w ekskluzywnych i szytych na miarę wyprawach do krajów Afryki.




12 Comments
Dominik z Rodzinne porachunki
W Afryce nigdy nie byłem, bo to kontynent, który jest owiany złą sławą. Ale Wasze zdjęcia powoli to zmieniają 🙂
Natalia
No właśnie, tak się mówi… też tak trochę myśleliśmy, ale Łukasz wrócił zachwycony i coś czuję, że będzie mnie tam ciągnął;)… Czasem też zaglądam na bloga Justyny, która wyniosła się z Europy właśnie do Afryki 🙂 http://justynasniezek.com/ 🙂 więc może kiedyś ruszymy wszyscy razem 🙂
Marta {Loaf Story}
Świetny tekst Łukasz! Muszę go podsunąć swojej lepszej połowie. On generalnie wymazał Afrykę z naszej mapy. Podobnie, jak Indie. Przyczyna bardzo prosta: z obawy o nasze bezpieczeństwo. Kciuki zaciskam, że być może jak przeczyta tekst innego męża i ojca, zrozumie, że to czym karmią nas na co dzień media, niekoniecznie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Pozdrawiam!
Natalia
Dzięki Marta – pokażę mu Twój komentarz, na pewno się ucieszy:)) Mój nie-mąż i ojciec jak widać wrócił w zachwycie i czuję, że będzie chciał wrócić z nami… chociaż nadal jest sporo miejsc w Azji, które kuszą tak bardzo i Ameryka Południowa też czeka;) w Indiach byliśmy w 2009, jeszcze bez Maksa – to faktycznie przeżycie ekstremalne, ale i fascynujące.. w każdym razie dla nas takie było 🙂
mika
jako wiernej fance Freddiego od lat mi sie marzy własnie Stone Town <3 zazdroszcze okropnie ..
Natalia
No od nas tylko Łukasz był, więc też zazdroszczę! 🙂 ale myślę, że wrócimy razem za jakiś czas 🙂
Agnieszka Semeniuk
Cudne zdjęcia, posiadam takie we własnej kolekcji. Jest jeden “minus” po wyprawie na Zanzibar – wszystkie inne miejsca, plaże, owoce, porównuje sie własnie do tego co się widziało, jadło na Zanzi;)
Natalia
Myślisz??? 🙂 to może dobrze, że ja nie byłam!!! 🙂 ja nadal uzależniona od Azji, chociaż Zanzibar w relacji i zdjęciach Łukasza bardzo kusi na wspólną podróż 🙂
Olczajs
Rekomendujecie leciec z dwulatkiem :)? Ile godzin leci sie czarterem?
Natalia
Hey 🙂 U nas był tylko Łukasz, więc nie sprawdzaliśmy jak się ma podróżowanie z dzieckiem na Zanzibarze 🙂 na pewno warto sprawdzić jak sytuacja z malarią – czy jest rzeczywiste zagrożenie i gdzie… Co do lotu, Łukasz leciał z przesiadką – ok. 6 h i 6 h.. podejrzewam, że czarter 10-12 h?
Gabriela
Jambo!;) Dzięki za inspirujący artykuł i piękne zdjęcia.:) Za miesiąc wybieram się w podróż życia.:) To mój pierwszy wyjazd w tamte strony. Przyjeżdżam na 14 dni, zatrzymuję się w Makunduchi (Clove Island – cloveisland.com) i choć miejsce już samo w sobie jest naprawdę świetne, nie należę do turystów leżących, więc zamierzam korzystać z różnych atrakcji i jeździć po wyspie. Już nie mogę się doczekać!:)
Natalia
Hey Gabriela!! 🙂 To będziesz całkiem długo!! Daj znać, jakie wrażenia!! 🙂