Nie masz dziecka, nie oceniaj!

29.03.2016
119

Kategorie: Bez kategorii | Tagi: być mamą, dziecko, macierzyństwo, mama idealna, planowanie, w ciąży
macierzyństwo, dziecko, być mamą, jaką mamą będziesz

Nie masz dziecka. Wszystko wydaje Ci się takie proste, takie oczywiste.  Masz swoje wyobrażenia i oczekiwania, zbudowane na podstawie strzępków opowieści, książek i filmów. Nie masz dziecka, ale przecież jesteś mistrzynią teorii. W samolocie przewracasz oczami i psioczysz na rodziców, których maluchy przez 3 godziny śpiewają piosenki z kreskówek, śmieją się albo zadają absurdalne pytania. Gdy niemowlak dwa rzędy dalej ciągle płacze, krzywisz się i czym prędzej zakładasz słuchawki, obiecując sobie, że Twoje dziecko nigdy na pewno nie będzie się tak zachowywać! Rodzice najwyraźniej sobie z nim nie radzą! W restauracjach z niesmakiem patrzysz na biegające dziecko. Albo na bobasa, co drze się wniebogłosy…  A ten blondas, co właśnie wypluł makaron na talerz? Skandal! Jak tak można? Czemu w ogóle wzięli go do restauracji??? Twoje dziecko potrafiłoby się przecież zachować! Zawsze i wszędzie! Co za matka, że mu na to pozwala??? A tamta w okularach mogłaby sobie darować karmienie cyckiem przy stole! Przecież jesteśmy w miejscu publicznym, co z tego, że zakrywa się chustą? Nie można lepiej zaplanować sobie dnia i nakarmić dzieciaka przed wyjściem, by potem cyckami nie świecić???

 

Gdy w końcu jesteś w ciąży, liczba wyobrażeń rośnie. Zmieniasz podejście. Na krzyczące dzieci patrzysz bardziej łaskawym wzrokiem, karmienie piersią już Cię nie brzydzi, ale nadal obiecujesz sobie masę rzeczy. Masz plany, marzenia, oczekiwania co do tego, jaką będziesz mamą i jakie będzie Twoje dziecko.

 

Zakładasz wszystko, co najlepsze zgodnie z najbardziej aktualnymi zaleceniami: urodzisz naturalnie (najlepiej bez znieczulenia!), bo to  najzdrowsze i najlepsze rozwiązanie. Cesarka jest dla mięczaków i wygodnickich, które nie potrafią poświęcić się dla swojego dziecka. Będziesz karmić piersią – nie dość, że buduje odporność, to również więź matki i dziecka. Na pewno nie sięgniesz po butelkę. A może czytasz mądre książki i już wiesz, że Twoje dziecko od urodzenia będzie spać tylko w swoim łóżeczku (nigdy na Tobie!!!), będzie jeść co 3 godziny, a noce zacznie przesypiać mając 2-3 miesiące? Jesteś przecież przygotowana – wiesz, jak to zrobić, znasz zasady. Albo odwrotnie – precz z tresurą niemowlaków, będziesz wychowywać w duchu rodzicielstwa bliskości – nosić w chuście, karmić na żądanie i spać z dzieckiem w jednym łóżku aż mu się znudzi. Nie będziesz nigdy włączać bajek. Nie krzykniesz na niego. Będziesz zawsze cierpliwa i wyrozumiała. Będziesz godzinami układać wieże z klocków (obowiązkowo drewnianych). Będziesz gotować obiadki, bo przecież słoiczki są bleee! Nie wrócisz do pracy, nim maluch nie skończy 2 lat, bo wiadomo, że pierwsze lata są kluczowe. Albo nie – wrócisz do pracy po 6 miesiącach i weźmiesz nianię – musisz dbać również o swój rozwój zawodowy.

 

Planów jest wiele, wyobrażeń jeszcze więcej. Wszystkie chcemy być mamami z naszych marzeń, mieć idealne – grzeczne i piękne – dzieci.  Ale dość szybko się okazuje, że dziecko to nie kolejny projekt do wykonania, który możesz zaplanować od A do Z.  Nagle widzisz, że w tej dziedzinie nikt nie jest alfą i omegą. Zdarzą Ci się złe dni, choćbyś trzymała się zasad z wszystkich poradników świata. Czasem będziesz niosła  na rękach ryczące wniebogłosy niemowlę, znosząc masę wścibskich spojrzeń. Zrozumiesz, że nie ma sensu stresować się zasadami z poradników. Że nie ma złotych rad.

 

 

Przygotuj się na to, że być może nie urodzisz naturalnie, chociaż bardzo tego pragnęłaś. Że może nie dasz rady karmić piersią, bo Twoje mleko nie będzie tak „pożywne” jak to z butelki [EDIT: będzie go za mało, by Twój maluch się najadał i mógł się poprawnie rozwijać. Dopiero po podaniu mleka modyfikowanego zacznie poprawnie przybierać na wadze]. Że będziesz miała gdzieś zasady z książek, bo bardziej będzie Ci zależało, by się wyspać niż by uczyć malucha spania we własnym łóżku. Odpuścisz gotowani po tym jak Twój królewicz wypluje wszystkie Twoje zupki, a przy słoikach będzie mruczał z zadowolenia. Starszemu czasem włączysz bajkę, czasem nie będzie Ci się chciało wstać nawet po 5 krzyku „Mamo!” i bawić po raz setny jego ulubionymi klockami.  Pogódź się z tym, że Twoje dziecko przynajmniej raz sprawi, że będziesz chciała się zapaść pod ziemię. Że zrobi histerię i rzuci się na chodnik. Że będziesz je wyprowadzać z centrum handlowego w szale i histerii, a inni będą patrzeć na Ciebie jak na potwora, a Ty tylko nie kupiłaś trzydziestego samochodziku do kolekcji. Może zrobi kupę na basenie, może wyleje sok w restauracji, może wywróci na siebie talerz z makaronem, zaśpiewa, krzyknie, potrąci kelnera, może zwymiotuje w lodziarni albo wsadzi rękę w nie swój talerz. W samolocie doprowadzi kogoś do szału. Będziesz miała dość nie jeden raz, zamkniesz się w pokoju i wcale nie będzie Ci się chciało układać tych cholernych klocków, wozów strażackich i kucyków Pony. Dasz czekoladę i kupisz lizaka, chociaż planowałaś tego nie robić. I choćbyś od początku uczyła zasypiania w swoim łóżeczku o 19.30, być może w wieku 3 lat Twój mały człowiek nagle zmieni swoje plany i będzie zasypiał o 23… w TWOIM łóżku! A Ty przecież robiłaś wszystko, by tak nie było!

 

Wiesz co? Im szybciej zrozumiesz, że nie ma w tym nic złego, tym lepiej. Im szybciej pogodzisz się z tym, że dziecko to nie kolejny projekt do wykonania, ale żywa istota z własnym planem na siebie, tym szybciej odnajdziesz się w macierzyństwie. Bez stawiania sobie celów, wymagań i wyznaczania deadline’ów. Bez przejmowania się, że nie chce spać w swoim łóżku, że jeszcze ze smoczka korzysta, gdy Jaś już przestał, że nadal nosi pieluchę. Bez poradników. Bez złotych rad. Bez wmawiania sobie, że jesteś gorszą matką, bo: nie karmiłaś piersią / nie urodziłaś naturalnie / nie gotujesz / nie układasz klocków / pozwalasz na bajki, czekoladę i cukierki na urodziny. Świadomość tego, że nie będzie dokładnie jak w Twoich planach, daje wolność, luz i paradoksalnie pozwala nam być lepszymi. Lepszymi matkami, lepszymi ludźmi. Z krwi i kości, a nie robotami z poradników.

 

A tych, co będą wiedzieć lepiej, co będą się zarzekać, radzić i patrzeć z oburzeniem, tych bezdzietnych lub w ciąży posłuchajcie z wyrozumiałym uśmiechem. W większości przypadków prędzej czy później same zrozumieją to, co Ty już wiesz. 🙂

  • Święta prawda! Ze wstydem przyznaję, że w życiu „sprzed dzieci” też się mądrzyłam i zarzucałam (na szczęście głównie w myślach) innym rodzicom to i tamto. Teraz, wychowując dwóch dość niesfornych synów, „już wiem”.

    • W myślach zostanie wybaczone ;)) każdy chyba tak miał :))

  • ania

    Hej:) Fajny artykuł, sama dzieci nie mam ale zawsze dziwiły mnie w towarzystwie porady niedzieciatych i zawsze dziwi mnie, jak świeżo upieczeni rodzice nagle się dziwią, że dziecko to nie tylko słodka różowa i bezproblemowa kluska;)
    Czytając pomyślałam też, że o wiele bardziej działają mi na nerwy świeżo upieczone mamy, krytykujące wszystkie inne mamy – jeśli tylko robią coś inaczej. Przykładowo, zostaje taka mama 3 lata w domu z dzieckiem i jak tylko ma możliwość, krytykuje koleżanki, które do tej pracy wróciły szybciej. I to żeby choć tylko powiedziała, że jej zdaniem nie jest to dobre dla dziecka – nie…no od razu musi całą litanię wygłosić na temat znajomych koleżanek, które ośmieliły się powiedzieć, że nie wysiedzą tyle z dzieckiem. No jak to – z własnym dzieckiem im się nudzi? W domu? 😉 I tego typu krytykę słychać często, dotyczy chyba wszystkich możliwych mamowych wyborów. Nigdy tego nie zrozumiem i nie cierpię tego słuchać:) Co dopiero jak przyjdzie czas na mnie i będę słuchać tych wszystkich rad kierowanych do mnie – chyba zwariuję haha;)

    • Też mnie dziwiły porady niedzieciatych 😉 kiedyś koleżanka bez dziecka mówiła mi, co powinnam jeść, a co nie karmiąc piersią.. fakt, że jej mama była neonatologiem, ale trochę mi było przykro, że krytykuje, jak sama nie ma żadnych doświadczeń…
      Oj tak, takie mamuśki są mega denerwujące… masz rację!:) Maks zaczął chodzić do żłobka jak miał 8 miesięcy – to by mi się oberwało !!;)

  • Uśmiechnełam się zaraz na początku artykułu. Jakbym czytała o sobie: aktualnie w ciąży, z pierwszą kluską. Planów co nie miara, szczególnie co do naturalnego porodu ( w niedzielę zaczynamy kurs z hypno porodu, ha! ciekawe jak pójdzie 😉 ). Ale tak poważnie, nie liczę, że cokolwiek z moich planów wyjdzie, z doświadczenia koleżanek wiem, że zwykle jest na odwrót, więc pewnie skończy się na epiduralu i cesarce 😉 I będzie git! Byle Młoda wyszła na świat zdrowa. A plany, wyobrażenia…kurcze, każdy z nas je ma, bo one nas nakręcają, żeby rano z łóżka wstać. Tak sobie teraz myślę o Twoim innym artykule „Nie strasz mnie macieżyństwem” i wolę tamten, bo dał mi wiele wiary w to, że będzie ok, będzie cholernie ciężko, ale będzie ok i że dziecko nie równa się koniec naszego życia, to początek, super przygody we troje, o! Pozdrawiam ciepło!

    • Hey 🙂 co to hypno poród??? ja nawet nie wiem!!
      Może właśnie Tobie wyjdzie?? 🙂 Why not?? 🙂 Nasz to wcale nie chciał wyjść – próby wywoływania porodu, aż potem spadek tętna i też finalnie cesarka.. i w pierwszej minucie 8 pkt, a dopiero 3 min – 10 … jakie to ma teraz znaczenie?? Żadne! 🙂

      Myślę, że te dwa artykuły się nie wykluczają 🙂 Dajmy sobie odrobinę luzu, a wszystko będzie super – i tego Ci życzę!!!:)

      • Ja się dowiedziałam o tej metodzie będąc na chwilkę w Polsce. Hipnoporód opiera się na zaufaniu do całkowicie naturalnych procesów organizmu kobiety. Taki hipnoporód to podobno poród bez strachu i przerażającego bólu. A wygląda to tak że mama sama wprowadza się w stan autohipnozy czyli po prostu głębokiego relaksu, tak jak podczas relaksu na kanapie w domu. Nie są to żadne czary mary , a po prostu odpowiednie przygotowanie umysłu. Mama ma całkowitą kontrrolę nad stopniem odprężenia , zachowuje świadomość. Słyszy wszystko co się dzieje wokoło, może normalnie rozmawiać jeśli tylko będzie miała na to ochotę. Wycisza się jedynie w czasie skurczy gdyż wtedy mocno koncentruje uwagę na swoim ciele i dziecku. Metoda ta pomaga kobiecie odprężyć się podczas porodu co skutkuje rozluźnieniem mięśni, niskim poziomem adrenaliny, równym i rytmicznym oddechem, dopływem dużej ilości tlenu do mięśni oraz dziecka, a także poczuciem spokoju i wygody. Nie wiem czy coś pomoże, ale mam niedaleko studio jogi, które ma dziewczynę prowadzącą takie zajęcia, więc czemu nie. Może będę miała tyle szczęścia, co inne dziewczyny, które zrobiły ten kurs. Pozdrawiam ciepło z tonącego dziś w słońcu Dublina 🙂

        • Wow, brzmi niesamowicie!!! 🙂 w takim razie życzę takiego wspaniałego, bezstresowego porodu 🙂 i pozdrawiam serdecznie Dublin!!:) ach, wybrałabym się na rybę do Howth!! – strasznie nam się tam podobało!!!:)

          • Dzięki Natalia! Dam znać po porodzie 😉 Zazdroszczę, że masz już to za soba i cudownego, zdrowego synka.
            A co do rybki w Howth, zapraszam! 🙂

          • Trzymam mocno kciuki!! 🙂 a w którym jesteś tygodniu?? 🙂 do Howth pewnie kiedyś wrócimy, bo bardzo lubimy to miejsce… generalnie zwłaszcza Łukasz jest zakochany w Irlandii 🙂

          • 25 tydzień. Wczoraj sobie uświadomiliśmy, że jeszcze tylko 15 weekendów we dwoje, aaaa…strach! Ściskam!

          • No to jeszcze troszkę!!:) trzymam kciuki i korzystajcie z czasu jeszcze we dwoje 🙂

  • Agata Smółko

    hehe dokładnie tak 🙂 Po urodzeniu Córy rzeczywiście zrozumiałam, że kilka razy niepotrzebnie się odzywałam i krytykowałam. Jednak bardzo się cieszę, że mogę się sama sobie przyznać, iż wielokrotnie miałam rację!! 🙂 Nie przeczytałam ani jednego poradnika, większość robię zgodnie z własnym instynktem lub radą Mamy i jest super. Oczywiście już tysiąc razy słyszałam jaka jestem niedobra, bo ośmielam się gotować dziecku z produktów z marketu, oglądamy razem tv i nie wychodzimy codziennie na 3-godzinne spacery… Ale wiesz co? Mam to głęboko w d…e! 🙂 Moje dziecko, moja sprawa. Choć muszę przyznać, że teraz, mając dziecko, widzę jeszcze więcej dziwnych wg mnie zachowań innych rodziców… Tylko co mnie to obchodzi? Skomentuję Mężowi i żyję dalej tak jak chcę a inni niech się uczą na własnych błędach 🙂

    • Masz rację 🙂 mnie też niektóre zachowania dziwią ;))) ale zwykle mówimy sobie z Łukaszem, że tamci pewnie dziwią się nad naszymi i po cichu komentują, że „znów tego dzieciaka gdzieś ciągną w świat, biedne dziecko” ;)))) ale myślę, że to lepsza strategia (komentowanie do męża) niż wymądrzanie się i dobre rady – niech każdy robi po swojemu 😉

  • Ola Fatcat

    Dostrzegam polemikę z inną blogerką? 😉 Chciałam tylko zaznaczyć, że zakładanie, iż każdy prędzej czy później „zrozumie”, bo będzie miał dziecko jest nieco krzywdzące, bo ja na przykład nie zamierzam mieć dzieci i wykazywać zrozumienia dla rzeczy, których nie lubię. Dlaczego każda ze stron domaga się od drugiej bezkrytycznego pierwszeństwa? Bezdzietni to nie potwory tylko dorośli ludzie o sporej wbrew pozorom tolerancji. Może patrzyliby łaskawszym okiem, gdyby zahartowane płaczem dziecka mamy podejmowały w miejscach publicznych przynajmniej próbę uspokojenia bobasa, a nie emanowały postawą „ja to znoszę, to znoście i wy” i zdawały się nie zauważać decybeli generowanych przez potomka. Na prawdę rozumiem, że małe dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej. Nie rozumiem pewnej postawy rodziców.

    • Marta 3dzieci

      Żebyś miała własne dzieci, może dotarłoby do Ciebie, że najlepszym rozwiązaniem w ujarzmianiu niesfornych dzieci jest brak reakcji. Im bardziej się starasz uspokoić malucha tym gorzej na tym wychodzisz. Zapewniam Cię również, że rodzice, którzy nie reagują, nie pierwszy raz mają do czynienia ze złym zachowaniem, więc biorąc pod uwagę, że poprzednio już robili wszystko, co tylko mogli i nic
      z tego nie pomogło, nie mają innego wyjścia, jak nie robić nic…
      „Nie rozumiem pewnej postawy rodziców.”
      I nie zrozumiesz, skoro nie chcesz i nie będziesz miała dzieci.

      • funambula

        Brak reakcji najlepszym rozwiązaniem? Pierwsze słyszę.

      • kanna

        A ja dziecko mam i tez nie rozumiem. Brak reakcji jest świetny w domu, lesie i na środku pola. W miejscu publicznym lepiej jednak zareagowac np. wynoszac wrzeszczacy tobolek żeby sobie pokrzyczal tam gdzie nie będzie inny przeszkadzal. Wielokrotnie w okresie buntu dwulatka wychodzilam wtrakcie posilku z restauracji bo to nie był dzień potomka. Bycie rodzicem ma swoje plusy i minusy tak dało jak bycie singlem jedni i drudzy czasem po cichu zazdroszczą sobie nawzajem albo odwrotnie wzdychaja z ulgą ze to nie oni. Aaa i „mniej wartościowy pokarm?” Naprawdę?!

    • funambula

      Sama wiem jak trudno jest nauczyć niektóre dzieci pewnych reguł (bo dzieci mają różne charaktery i osobowości), ale wymaganie bezkrytycznej akceptacji zachowania dzieci i ich rodziców jest co najmniej dziwne.
      Autorka próbuje zrobić z tego konflikt w stylu single kontra rodzice, ale jak jej własne dziecko padnie ofiarą innego dziecka, którego rodzice w porę nie zareagowali, to zdecydowanie zmieni śpiewkę.

      • Zdecydowanie nie taki konflikt jest opisany w tekście – chyba nie doczytałaś do końca 😉 konflikt to wyobrażenia – rzeczywistość 😉 just it 🙂 i bynajmniej nie nawołuje do bezkrytycznej akceptacji zachowań dziecka – nie ma tu takiego fragmentu ..

    • Nigdy nie nawoływałam, by nie próbować uspokoić dziecka 😉 I nigdy nie popierałam rodziców, którzy mają gdzieś jak dziecko się zachowuje 😉 i podkreślam, ze napisałam: „W większości przypadków prędzej czy później same zrozumieją to, co Ty już wiesz. ” – w większości, nie każdy… nie zakładam, że każda / każdy musi dziecko mieć 😉 zwróć uwagę, że poza opiniami bezdzietnych, piszę również o wyobrażeniach samych matek, które znikają w zderzeniu z rzeczywistością 😉

  • mika

    hah – urodziłam naturalnie i bez znieczulenia (chociaż to jedno mi się udało zgodnie z planem:P ) i gdy tylko się do tego przyznam wychodzę na psychopatkę, bo każdy przecież wie lepiej – choć osobiście poród wspominam całkiem miło 😉

    • Naprawdę?? Ale psychopatka, że bez znieczulenia?? co też ludzie nie wymyślą :)) ja tam mówię: czapki z głów!! 🙂 i super, że miło wspominasz 🙂

  • Carol

    Nie jestem dzieciata, dopiero oczekująca na pierwsze…. I zapewniam, że nie każda kobieta ma w głowie tonę reguł, których zamierza się kurczowo trzymać. Moje założenia? Żeby dziecię się ze mnie szczęśliwie wydostało. Potem postaram się je utrzymać przy życiu 😉 Po cichu liczę też, że wyjdzie na ludzi. Tylko tyle i aż tyle 🙂 Pozdrawiam!

    • Bosko! Najlepsze założenie!! 🙂 trzymam kciuki!:) kiedy termin?? 🙂

  • odzywam się mimo, żem ojcem jest,
    pachnie mi kijkiem w mrowisko 🙂

    fajny tekst 🙂

    aaa,
    a jeszcze inaczej człowiek ma, jak pojawia się drugie, trzecie dziecko … i okazuje się, że każde kolejne jest inne i nie działają sposoby, które udało się wypracować przy poprzednim
    dzieci są cudne 🙂

    • Domyślam się :)) pewnie przekonam się o tym, jeśli dorobimy się pewnego dnia drugiego ;)) w końcu to mali ludzie – każdy jest indywidualnością – tak jak i my 🙂

    • Nana

      Dokladnie – kij w mrowisko. Matka z jednym dzieckiem a tez myśli, ze wszystkie rozumy pozjadala 🙂

      • Nie myślę – daję sobie prawo do błędów.. i nigdy nie wartościuję ludzi przez liczbę dzieci, jakie mają 😉 tytuł odnosi się do tego, że póki nie jesteśmy rodzicami, zwykle nie wiemy, jak wygląda rodzicielstwo..

      • Hmm, cóż,
        ja tego nie odebrałem w taki sposób.

        • Tomek to do mnie czy do tego powyżej? 😉 bo już się pogubiłam 😉

          • @tasteaway:disqus
            to była odpowiedź do wypowiedzi @Nana,
            (hmm wyświetlała się bezpośrednio pod tamtą ..)

            Nie uważam, aby z Twojego tekstu wynikało „zjedzenie wszystkich rozumów” :),

            ps choć bez wątpienia sporo różnych potraw przejedliście 😉

          • Cieszę się zatem, bo nigdy nie twierdziłam, że zjadłam wszystkie rozumy… wręcz przeciwnie: „wiem, że nic nie wiem”.. dlatego daję sobie prawo do błędów;) … i racja – zamiast zjadania rozumów, wolę inne przysmaki.. takie extrema to tylko Łukasz;))) pozdrowienia!

  • Paula

    masz trochę racji,ale z pewnymi rzeczami się nie zgodzę.Oczywiście,że dzieci to tylko dzieci,ale wkurza mnie zero reakcji rodziców na drące się w samolocie,kościele czy sklepie ich potomstwo.To „bezstresowe” wychowywanie jest drodzy rodzice jest brakiem szacunku do otoczenia, a w przyszłości może zaowocować tym,że dorastające już dziecko będzie z Wami robiło co chciało.

    • Carla

      To, że rodzice nie reagują na drące się w samolocie dzieci, może po prostu oznaczać, że i tak nic by to nie dało.. Są przypadki, kiedy nie pomagają tłumaczenia, prośby, krzyki… no więc co w takiej sytuacji zrobić?! Bić?! bo inaczej ktoś powie, że to bezstresowe wychowanie? Przecież takie dziecko nawet na bicie nie zareaguje… A taki biedny rodzic tylko może się zapaść pod ziemię ze wstydu, ale nie da po sobie tego poznać zapewne.

      • Carla

        Dodam, że tak jak ktoś już słusznie napisał, są sytuacje, zwłaszcza w przypadku 2 – latków i starszych, że lepiej nie reagować, gdyż to jeszcze bardziej je zachęca i pobudza do działania. Nigdy nie wiadomo czym kieruje się rodzic takim czy innym zachowaniem, dlatego lepiej nie oceniać innych.

        • U nas przy histerii w stylu „chcę tamtą zabawkę” najlepiej pomaga spokojne powtarzanie, dlaczego nie i potem oczekiwanie aż się sam uspokoi. zwykle działa 😉 i nie trwa to długo 😉

  • Kinga

    Weź nie strasz! :)) Ja jestem przyszłą mamą i nadal jestem zdania, że dziecko nie może aż tak sponiewierać mojego poukładanego życia :))) Nadal chcę mieć czas na książki, własne projekty, gotowanie, wyjścia ze znajomymi. Wiadomo, nie aż w takiej ilości jak przed urodzeniem, ale jednak 🙂 Ehhhh….mówisz, że najwyższa pora zejść na ziemię :))) Osobiście tylko raz zdarzyło mi się zwrócić uwagę kobiecie, która przeszła samą siebie zmieniając pieluchę maluchowi w knajpie przy stole, metr od mojego talerza :/ Dodam, że w restauracji znajdowała się toaleta dostosowana do maluchów.

  • Ala

    Świetny tekst:-) Ja jeszcze 10 tygodni czekam na swoje pierwsze i póki co radość miesza mi się z przerażeniem, że to nasze fajne życie we dwoje zmieni się nieodwracalnie;-)

    • Ja Ci mogę z własnego doświadczenia powiedzieć, że nadal może być równie fajnie!! Grunt to nie oszaleć i pamiętać, że ten dzieciaczek przychodzi do Was, do Waszego stylu życia, a nie Wy musicie się totalnie zmienić pod niego 😉 No chyba, że imprezujecie 6 dni w tygodniu, nie trzeźwiejąc, ale tego nie zakładam ;))))

      • Joan

        Nie zawsze niestety jest tak super. Przy pierwszym dziecku owszem było. Lecz przy drugim? Choroby, alergie, itp. Raczej całe życie zmieniło się pod maluszka. Sama o tym piszesz, a zapominasz w praktyce – nie zawsze jest jal byśmy chcieli.

        • Oczywiście masz rację, ale Ala i tak napisała, że „radość miesza jej się z przerażeniem”, więc po co mam dokładać jej zmartwień?? I tak się nasłuchała, naczytała, że życie zmieni się „nieodwracalnie” (cytat z powyższej wypowiedzi), a ja jestem za tym, by dawać nadzieję, że będzie naprawdę dobrze.. może jej nie przytrafią się choroby i alergie?

  • Matke w Kratkę

    „Nie oceniaj, nie oceniaj, nie oceniaj” – powinniśmy wszyscy powtarzać jak mantrę. I bezdzietni, i ciężarni, i dzieciaci zreszta tez:) bo powstrzymać sie od ocen to jedna z trudniejszych sztuk – przynajmniej dla mnie (a jak prowadzę samochód to w ogóle;)

    • Racja – to się tyczy każdego!!:) Hahaha, prowadzenie samochodu to chyba osobna dziedzina ;)))

  • Dla mnie to na razie egzotyczny temat 😛 Niestety zdarzało mi się tak właśnie oceniać dzieci, ich rodziców i sytuacje. Masz rację, wychowanie to na pewno nie o
    kolejny projekt, ale współpraca z żywym czlowiekiem 😉

    • Mi się też zdarzało 😉 chyba każdy tak ma, nim przekona się na własnej skórze 😉 teraz staram się uśmiechać wyrozumiale i jeśli widzę, że innej mamie jest głupio w jakiejś sytuacji, pocieszyć ją chociaż spojrzeniem.. 😉 ja zdecydowanie wolę takie reakcje niż przyglądanie się jak wyrodnej matce ;))

  • zmijka00000

    Mam dziecko. Obecnie juz calkiem wyrosnietego 9-latka. Zasadniczo grzeczne dziecko. Od malego „ciagane” wszedzie- urzedy, restauracje, festiwale (jako samotna matka nie zawsze mialam wybor,a czasem byl to wybor „bo bardzo chce sama tam pojsc a nie mam z kim zostawic”). Nie boje sie z Nim wychodzic bo wie jak sie zachowac i stosuje sie do tego,ale… to jednak dziecko. I miewa gorsze dni. I zdazylo mi sie zaplacic i poprosic o spakowanie na wynos dopiero co przyniesionego jedzenia bo to nie byl Jego dzien. Bo byl nieznosny. Bo uprzykrzal posilek mnie i osobom w okolicy. Nie ma dzieci idealnych, tak samo jak my idealni nie jestesmy. Wazne by starac sie wychowac jak najlepiej i umiec zareagowac gdy „idealnie” nie jest

    • Zgadzam się z Tobą w 100% – każdy ma czasem gorszy dzień – i dorosły, i dziecko..

  • Bezdzietni powinni też pamiętać, że ci z dziećmi nie mogą się zamknąć w domu na pierwszych 10 lat życia dziecka. Że dziecko nie nauczy się zachowywać w restauracji, jeżeli nie będzie do niej zabierane. Że czasami nie ma wyjścia i trzeba wsiąść z dzieckiem do samolotu. Sama kiedyś musiałam z 3 miesięcznym maluchem pojechać pociągiem w podróż na ponad 6 godzin. W jedną stronę było ok, ale w drugą młody darł się przez godzinę. Ciężko go było uspokoić, bo chciał spać, ale nie mógł zasnąć. Oczywiście inni pasażerowie też patrzyli na mnie, jak na wyrodną matkę, ale co miałam zrobić. Tuliłam tylko maleństwo i modliłam się, żeby usnął.

    • Dokładnie, masz rację!:) Moim zdaniem im wcześniej zaczynamy wychodzenie z dzieckiem, restauracje, podróże, samoloty, tym szybciej rozumie, jak się w danym miejscu zachować… a przy 3 miesięcznym maluszku w pociągu trzeba być naprawdę bez serca, by się patrzyć jak na wyrodną matkę.. :// jeszcze rozumiem na histeryzującego 3-latka, bo wtedy ludziom się wydaje „no tak, nie radzi sobie, rozpuszczony bachor”, ale na 3 miesięczne dziecko??? Eh, więcej życzliwości dla innych by się przydało niektórym!

      • Zwłaszcza, że zawsze wsiadam do przedziału z małymi dziećmi 😉

        • To tym bardziej – jak ktoś nie chce, to niech tam nie wsiada, i tyle 🙂

  • Bardzo fajny tekst 🙂 Powiedziałabym nawet – że obowiązkowy dla wszystkich przyszłych rodziców, ale też tych, którzy już nieco zapomnieli jak to jest mieć szczególnie malutkie dziecko 🙂

    • Też mi się wydaje, że wiele rodziców starszych dzieci zapomina jak to jest 😉 wydaje im się, że wszystko bylo pięknie i dzieci zawsze się słuchały, a ja trochę w to nie wierzę… 😉 grunt, by nie zwariować i oczywiście nie popadać w skrajności;)) pozdrowienia!:)

  • Lukasz D

    Idąc tym tokiem myślenia to w ogóle nie powinniśmy się wypowiadać na żadne tematy? Zaraz społeczność rodziców stworzy może jakiś spis osób, które mają prawo oceniać a komu nie wolno. Paranoja. Polska to wolny i demokratyczny kraj gdzie każdy ma prawo do opinii. Po świętach wracałem pociągiem od rodziny i obok usiadła kobieta z dwójką dzieci, jedno może rok drugie ze cztery lata. Młodsze cały czas marudzi, starsze się z nim droczy, biega po pociągu, drze się jakby w lesie było, brudzi papierkami, matka w ogóle nie reaguje, czasem powie „przestań” albo „uspokój się” ale dzieciak jeszcze bardziej czuje się zachęcony do swawoli. Mama oczywiście na cały głos rozmawia przez telefon o pierdołach więc cały przedział wie co będzie u niej na obiad i co lekarz powiedział Kryśce. Nie można ani w ciszy posiedzieć, ani poczytać no po prostu najchętniej to całe towarzystwo bym wyprosił. Ale oczywiście „nie oceniaj bo się nie znasz, bo nie masz prawa oceniać”.

    • Hey Łukasz… nie piszę tutaj o sytuacjach skrajnych i całkiem się z Tobą zgadzam, że taka sytuacja jest irytująca… ja widząc, że dziecko przeszkadza innym pasażerom na pewno nie gadałabym przez telefon, tylko… bawiła się z nim / czytała mu / ewentualnie oddała mu swój telefon z grą czy bajką, by nie dręczył innych 😉 Mój post dotyczy raczej sytuacji, gdy siedzimy razem w przedziale, mój syn po raz pierwszy wykrzyknął coś głośno albo nie chcący wylał sok, a już są uwagi i skrzywione spojrzenia.. nie mówię o przyzwoleniu na olewanie negatywnego zachowania dzieci..
      A swoją drogą uważam, że w takiej sytuacji najlepiej, by matka z dziećmi usiadła w dedykowanym przedziale… 🙂 i wszyscy byliby happy 😉

  • Lukasz D

    A propos udanych mam – byłem niedawno w jednych z Pepco. Godzina wieczorna, niedługo sklep się zamyka. W środku pracownice już powoli łapią się za mopy i szczotki. Jedną z ostatnich klientek jest matka z małą dziewczynką, która uczy się chodzić. Dziecko stoi po jednej stronie alejki a matka po drugiej i zachęca ją do tego żeby do niej przyszła. Niby wszystko pięknie ale po drodze mała ściągała z półek po kolei różne pierdoły które jej wpadły w oko i zostawiała na ziemi po czym szła dalej. Matka niczym nie zrażona : „No chodź Agatko! Chodź!” Ja rozumiem, że dziecko małe, spodobało się to i wzięło do ręki ale matka powinna być odpowiedzialna i albo posprzątać po dziecku albo wziąć dziecko na ręce żeby nie dokładało na koniec pracy kobietom, które ryją po 8 godzin za najniższą krajową. Więc niestety ale wszelkie zło to wina rodziców. Dzieci są na całym świecie takie same, są jak kartka papieru i zależy tylko od rodziców jak je wychowają. Dzieci nie robią tego, czego chcą. Dzieci robią to, na co się im pozwala. Amen.

    • agula

      Jedno sprostowanie..ogólnie się zgadzam z wypowiedzią, ale dziecko nie jest jak kartka papieru. Mam w rodzinie rodzeństwo – 3 dzieci – każde inne, choć wychowywane tak samo, jedno rozrabia drugie spokojne aż do przesady… Dziecko nie jest czystą kartką papieru, już takie małe ma swój „charakter”, ale rodzice nie powinni pozwalać na wszystko, bo to dziecko. Z jednym jest łatwo z drugim o wiele ciężej ale można okiełznać

      • Grzegorz Solecki

        Nawet z największego rozrabiaki da się zrobić aniołka. Pooglądaj sobie odcinki z supernianią to zobaczyż, że 99.99% tego jak dziecko się zachowuje to odbicie tego jaki jest rodzic.

    • Znów zgadzam się z Tobą, że w takiej sytuacji matka musi po dziecku posprzątać.. ja wielokrotnie nawet podłogę pod krzesłem w restauracji wycierałam, bo było mi głupio, że mojemu dwulatkowi za dużo ryżu spadło ;)))

  • Molly

    Przepraszam bardzo, ale jeżeli nie mam dziecka nie mam prawa oceniać? A dlaczego jak ktoś ma dziecko to ma prawo? Większa częśc społeczeństwa nie ma dzieci, to znaczy, że mamy ich opinię i zdanie ignorować?
    Autor podaje bardzo złe przykłady. Jeżeli dziecko źle zachowuje się w restauracji to powinno się je stamtąd zabrać. Tak nakazuje kultura osobista. Przeszkadza nie tylko matce, ale też klientom dookoła. Mam w tym wypadku na myśli RESTAURACJĘ, a nie bar. Ludzie chodzą do restauracji, żeby się odprężyć, świętować, trzeba zrozumieć, że tam chcą mieć spokój, a małe dziecko nie rozumie gdzie jest. Dla dziecka najlepszym jedzeniem są potrawy proste (np. frytki) i ciąganie ich po restauracjach nie ma najmniejszego sensu. Tutaj pojawia się paradoks, bo młode matki, które zawzięcie twierdzą, że dzieci należy zabierać wszędzie, zrozumieją to dopiero jak dzieci będą dorosłe. Jak będą miały po 40-50 lat i podczas posiłku zobaczą jak 3-late wymiotuje swoje jedzenie na talerz i krzyczy, że chce iść do domu, a one świętują rocznice ślubu…

    • Myślę, że podejście w dzisiejszych czasach i do restauracji, i do dzieci w restauracjach się zmienia… polecam popatrzeć na rodziny w Hiszpanii czy we Włoszech… tam nikt nie robi z wyjścia do restauracji wielkiego wyjścia, a widok dziecka przy stole jest całkowicie normalny… i nie wszystkie dzieci kochają frytki 😉

  • Małgosia

    Z wszystkim się zgadzam poza butelką. Nigdy mleko sztuczne nie jest bardziej wartościowe od mleka mamy!

    • Może niefortunnie to napisałam – chyba zmienię;) może to niewłaściwy skrót myślowy – chodziło mi o to, że nie zawsze mama jest w stanie wyprodukować wystarczająco ilość mleka dla swojego dziecka… i wtedy zdecydowanie lepiej sięgnąć po MM niż głodzić dziecko…

  • Marta

    A co jeśli mam dziecko i nadal wkurza mnie niegrzeczne zachowanie innych dzieciaków,od których rodzice nie potrafią doprowadzić do porządku?Jeśli moje dziecko potrafi usiedzieć grzecznie przy stole w restauracji,,milczeć gdy rozmawiają dorośli,zająć się same sobą kiedy potrzebuję chwili odpoczynku?Co wtedy?Też mam nie oceniać?

    • Chyba muszę dopisać na końcu: „NIE CHODZI MI O SKRAJNIE NIEGRZECZNE DZIECI I RODZICÓW, KTÓRZY JE OLEWAJĄ”… chodzi mi o incydenty – czasem się zdarzy nawet najlepszym 😉

  • Alicja

    Mleko matki mniej pożywne? Dobre sobie 😀 radzę doszkolić się w tym temacie, a później pisać takie rzeczy… Nie jestem propagatorką karmienia piersią, to jest każdego indywidualna spraw, ale czytając takie bzdury na temat karmienia piersią to mi ręce opadają.

    • Witaj Alicja, zmieniłam to zdanie, bo jak widać mój skrót myślowy był niefortunny – mam nadzieję, że to, co napisałam wiele wyjaśnia – „Że może nie dasz rady karmić piersią, bo Twoje mleko nie będzie tak
      „pożywne” jak to z butelki [EDIT: będzie go za mało, by Twój maluch się
      najadał i mógł się poprawnie rozwijać. Dopiero po podaniu mleka
      modyfikowanego zacznie poprawnie przybierać na wadze]” Mam nadzieję, że teraz nikt nie będzie miał wątpliwości o co chodziło…

      Niestety jednak przez komentarze w stylu „mleko matki jest najlepsze i najbardziej pożywne” wiele kobiet nie mogących karmić piersią przeżywa prawdziwe załamanie :((( myślę, że mogłybyśmy im tego oszczędzić…

      • Można im tego oszczędzić, ale to nie musi oznaczać pisania nieprawdy, wprowadzania w błąd. Nie wszystko w życiu udaje się tak jak byśmy tego chcieli, trzeba się z tym pogodzić. Ja np. rodziłam przez cc, a nie czuję się przez to gorszą mamą. Jednocześnie nie wmawiam sobie i innym, że to lepsze niż SN.

        • Izabela, ja nic nikomu nie wmawiam… już zmieniłam treść, by każdy zrozumiał o co chodzi… Nie każda kobieta ma wystarczająco ilość mleka, czy dlatego ma się czuć gorszą mamą???
          Ja też rodziłam przez CC – nie wmawiam innym, że jest lepsze, ale dlaczego ma być w finalnym rozrachunku gorsze??? Przebiegło bez problemów, dziecko zdrowe, ja zdrowa i sprawna wkrótce po, problemów z karmieniem, o których często się mówi po CC zero…

      • Magdalena

        Ale co mamy im oszczędzić? Prawdy? Bo prawda jest taka, że mleko matki jest najlepsze.

        • Powiedz to swojej przyjaciółce, która nie będzie mogła karmić swoim mlekiem. Powiedz jej: „rozumiem, że karmisz butelką, ale i tak mleko matki jest najlepsze”…na pewno poczuje się świetnie…

          • Magdalena
          • Znam bloga Hafiji. Ale znam też przypadki, gdy wszelkie metody pobudzania laktacji zawiodły i nie były to próby podejmowane przez 2-3 dni, ale przez miesiąc… taka mama jest i tak zwykle zdołowana, więc ja akurat nie dobijałabym jej takimi słowami…

  • Dorota

    ja jakis czas temu przeczytalam to i owo o rozwoju dziecka na danym etapie. co powinno juz robic, co ja powinnam robic itd. to moze byc dobra inspiracja, motywacja, ale powszechne dążenie do perfekcji dla mnie osobiście jest ciut przerażające i ciągle pozostaje z tyłu głowy pytanie: czy jestem wystarczająco dobrą matką? a może powinnam to. a może tamto.. dużo poradników i wiedzy to plus, że można do tego sięgnąć, ale też dla mnie przynajmniej taka trochę presja i cele często nie do osiągnięcia..

    • Rozumiem Cię jak najbardziej.. i wiesz co, mój syn ma prawie 5 lat, a nadal w nocy nosi pieluchę.. pediatra radzi, by dać mu czas, bo niektórym chłopcom kontrola nad pęcherzem w nocy przychodzi później… a wiem, że większość dzieci znajomych przestała sikać w nocy mają 2, 2,5 czy 3 lata.. i co mam zrobić? Powiesić siebie czy jego?? 😉 po prostu daję mu czas.. w końcu dojdzie do tego 😉

  • Czytam niektóre komentarze i nie wierzę własnym oczom! Skąd tyle jadu? Wiele osób pisze o wolności wypowiedzi, o wyrażaniu właśnej opinii w Polsce, tymczasem czymże innym aniżeli właśnie własną opinią Natalii jest ten artykuł? Dziewczyna ma dziecko, więc bez obrazy dla tych nieposiadająych, do których nota bene sama się zaliczam na chwilę obecną, myślę, że w kwestii podejścia do dzieci, na pewno ma większą wiedzę i doświadczenie niż my. Nie uważam, żeby ten post świadczył, że pozjadała wszystkie rozumy świata, wręcz przeciwnie, ja w tym tekście, i komentarzach autorki, odnajduję wiele pokory. Co do izolowania: obecnie sama spodziewam się małej istoty i ani mi się śni siedzieć w domu, przestać podróżować, jeździć na festiwale, chodzić do ulubionych restauracji czy nawet kina! O! Tak, jak ciąża to nie choroba (brawo dla Natalii za „nieuważanie na siebie” czy za „ryzykowanie” i podróżowanie przez całe 9 miesięcy), tak posiadanie dziecka to nie wyrok skazujący na areszt domowy. I na koniec: dziecko to nie rzecz, nie będzie stało tam, gdzie postawisz. To żywa istota, czująca zarówno emocje pozytywne jak i negatywne, miewająca lepsze i gorsze dni, to istota reagująca na otaczający je świat, tak samo jak my dorośli. Jest tylko jedna różnica: dzieci są szczere w sposobie okazywania tych emocji: płacz, krzyk, śmiech…niech rzuci kamień pierwszy ten z nas dorosłych (dzietny/ bezdzietny), kto nie raz stał w korku i nie miał ochoty wyjść i wykrzyczeć torującemu drogę co mu na serduchu siedzi, albo nie miał ochoty stanąc na środku biura i zacząć tupać nogami, kiedy po raz kolejny odmówiono nam podwyżki choć właśnie wygraliśmy ogromny kontrakt dla firmy. Być może warto się zastanowić czy to aby na pewno z dziećmi jest coś nie tak czy to przypadkiem my się tak nie zakręciliśmy w konwenansach i stresach dnia codziennego, że chodzimy jak ciche myszki, byle nikogo nie urazić? Miłego dnia wszystkim!

    • Dzięki Marta za ten komentarz!! Myślę, że w tym jest bardzo dużo racji… że dziecko nie pilnuje swoich emocji, że ma swoje wielkie tragedie („nie wziąłem swojego dinozaura”) i tymi emocjami się dzieli… my chowamy je w sobie, nie krzyczymy na innych, nie płaczemy w miejscach publicznych… Bo mamy 20-30 lat więcej niż ten maluch 😉 myślę, że we wszystkim kluczowy jest złoty środek… spokój, luz, ale oczywiście nie olewanie wszystkiego… ale chyba niektórzy tekst zrozumieli inaczej 😉 tak to już jest 🙂 cieszę się z tego, że część dziewczyn się w nim odnalazła i czuje dokładnie to, co ja… restauracja, karmienie piersią, samolot to przykłady na bardziej ogólne zjawisko, które próbowałam tu opisać 😉 pozdrowienia i trzymam kciuki za Was:)

  • Gabriela Oleszek

    „Że może nie dasz rady karmić piersią, bo Twoje mleko nie będzie tak “pożywne” jak to z butelki [EDIT: będzie go za mało, by Twój maluch się najadał i mógł się poprawnie rozwijać. Dopiero po podaniu mleka modyfikowanego zacznie poprawnie przybierać na wadze]”

    Wystarczy ODROBINĘ poczytać, żeby wiedzieć iż tylko od wytrwałości mamy zależy czy da radę wykarmić dziecko.
    Albo będzie wytrwale przystawiać ssaka- co pobudzi laktację.
    Albo da sobie wcisnąć taki KIT rozpropagowany przez stwórców butelek i ich zawartości.

    • Już odpowiadałam na komentarz na FCB, więc nie będę się powtarzać..

  • Nachtigall

    Gorsi są Ci, którzy porównują do innych. Bo jak komuś coś poskutkowało na dziecko…. udało się karmić co trzy godziny nie na żądanie itd. Jak ktoś robi inaczej to już jest zły, beznadziejny… żenada. Często się z tym spotykam. Jak moje dziecko cierpi z bólu brzucha to niby mam zostawić w łóżeczku, niech płacze, bo ma się przyzwyczaić do nienoszenia…. bez komentarza i śmiechu warte jak to wszyscy wokół wiedzą najlepiej:)

    • porównywanie jeszcze gorsze niż ocenianie, prawda…

  • Hania1982

    Dziękuję za ten wpis..ja jestem od dwóch tygodni mama i niestety byłam taka jak piszesz:ocenialam inne matki, układałam scenariusze idealnego porodu przy świecach,muzyce,z gumowa piłka pod tyłkiem i z mężem u boku..nie dopuszczalam nawet myśli,że urodze w inny sposób niż naturalnie. Urodziłam przez cc, z powodu braku postępu porodu..po porodzie nie miałam pokarmu,karmiłam butla..moje kolejne wizję legly w gruzach..Pokarm na szczęście przyszedł po 5 dniach..ale świadomość tego ze się nie sprawdziłam,że wszystko poszło nie tak, została. Dopiero rozmowy z mężem pomogły..teraz uczę się jak nic nie planować,jak wyrzucić z głowy wiedzę z internetu i poradników..uczę się mojego dziecka na jego zasadach, a nie wg swoich wydumanych scenariuszy.

    • Hey Hania!! nawet tak nie myśl, że się nie sprawdziłaś!!! Na pewno jesteś i będziesz świetną mamą, a Twojemu maluchowi na pewno jest wszystko jedno czy wyszedł brzuchem czy nie ;)) Też miałam CC z powodu spadającego tętna (mój generalnie nie chciał wyjść – wywoływany poród…) Trzymam kciuki i dużo zdrówka dla malucha, a dla Ciebie samych dobrych chwil w macierzyństwie!:)

  • Marta

    Przeczytałam i łezka pociekla, uśmiałam się bo plany i wizje tez miałam przed pierwszą ciążą. A teraz już dwójką z czego jedno 3,5 roku drugie 8 m-cy. I histerii były i wnoszenie na rękach z galerii, spojrzenia i rady dobrej cioci-babci tez były, zasypianie przykarmieniu i wiele pretensji do siebie tez. Najlepsze jest jednak to ze dzieci to największe szczęście z jakim przyszło mi żyć 🙂

    • No jasne, że tak :))) i dla nich w ogólnym rozliczeniu chyba nie ma to znaczenia, ile razy nam jako mamom „gorzej wyjdzie”… one tego nie widzą 😉 nie wierzę, że są dzieci, którym nigdy nie zdarzyła się histeria / awantura w miejscu publicznym z najbardziej absurdalnego powodu i nigdy nie postrzegam tego jako winy rodziców… no chyba, że jest to ewidentnie zachowanie nastawione na destrukcję otoczenia, a rodzic nie reaguje;)

  • Pani Nałsowa

    Spoko wpis, tylko zamiast pisać że ktoś ma mleka za mało warto napisać ze ktoś nie ma wiedzy o laktacji i przez to problemy z kp. Żeby uspokoić, ja nie kp;) bo nie miałam wiedzy, i to nic wstydliwego z uwagi na np poziom „braku wiedzy w temacie” lekarzy i położnych,nie ma się co dziwić że p.koqalska wiedzy nie ma i wierzy w to co powie teściowa czy położna środowiskowa-a to często poglądy z prl’u i to też nic złego,bo naukq o laktacji jest stosunkowo mloda;) ale dziś czuje się jak ninja laktacyjny;) więc nie mogę przejść obojętnie obok textu ze ktoś miał za mało mleka;)

    • No niestety czasem tak się zdarza… znam taki przypadek… przypadek lekarz ginekolog, która bardzo chciała karmić piersią i robiła WSZYSTKO, by pobudzić laktację, konsultując to z wszystkimi świętymi.. i niestety się nie udało…

  • To ja się wyłamię, bo nie do końca się zgodzę. Oczywiście, że nie wszystko jest tak jak się tego wcześniej chciało, ale większość rzeczy można zaplanować i postępować według wcześniejszych wyobrażeń. Ja też się nasłuchałam tekstów w stylu: zobaczysz jak będziesz miała dziecko itp. i nic się z tego gadania nie sprawdziło. Wszystko, co mówiłam nie mając dziecka podtrzymałam i jeśli ktoś jest przekonany do swoich racji i pragnień i pozytywnie wciąż myśli to wiele można zdziałać. To, że mam swoje dziecko wcale nie sprawiło, że nagle rozumiem wszystkie ciężarne, w ciąży i po porodzie. Jeśli czegoś nie popieram, coś jest dalekie od mojego stylu życia to tak po prostu jest i nie zmieni tego ani 1 dziecko, ani 2 i więcej.

    • Mi jednak się wydaje, że jeden rodzic dla drugiego częściej jest bardziej wyrozumiały, bo pewnych sytuacji doświadczył na własnej skórze… Super, że udało Ci się większość zaplanować i postępować wg wyobrażeń, ale jak widać po wielu komentarzach i ja akurat wiem to z rozmów z wieloma mamami, że nie każda ma takie szczęście ..

  • ela

    O ile śpiewy czy pogaduszki dzieci w samolocie mi nie przeszkadzają o tyle swąd pełnej pieluchy już tak; o ile głośne rozmowy i brudzenie się jedzeniem w restauracji uważam za normalne o tyle bieganie między stolikami, potykanie się o krzesła, chowane pod stolikami ma prawo mi nie odpowiadać, kiedy rodzice kompletnie nie reagują; podobnie w sklepie kiedy dzieci biegają i chowają się między ubraniami, buszują po przymierzalniach i głośno krzyczą. Ma prawo mi to wszystko przeszkadzać. O ile mam wiele wyrozumiałości dla rodziców którzy próbują zapanować nad dzieckiem o tyle do tych, którzy pozostawiają je samym sobie – nie mam nawet odrobiny.

    • W pełni Cię rozumiem.. właśnie o takiej wyrozumiałości jest ten tekst 😉 bo każdemu czasem może się zdarzyć 😉

  • Justyna

    Oczywiście dzieci będą dziećmi. I tutaj po stronie rodziców leży odpowiedzialność za to jak zachowuje się ich dziecko w miejscach publicznych. Jeżeli dziecko jest żywiołowe i nie usiedzi spokojnie 5 minut w jednym miejscu to nie powinno się go zabierać do restauracji czy w inne miejsca gdzie powinno być cicho i spokojnie. Wizyta w takich miejscach nie będzie ani przyjemna dla rodziców, ani dla dziecka, ani dla osób postronnych które mogą nie mieć ochoty na słuchanie wrzasków.

    Wydaje mi się że większość problemów z dziećmi zaczyna się od tego że rodzice często mają (za przeproszeniem) w dupie to co ich pociecha robi. Wielokrotnie spotykam się z mamusiami Brajanków i Fabianków w komunikacji miejskiej, które totalnie nie zwracają uwagi na to że ich dzieci kopią, plują, wrzeszczą i biegają po całym autobusie. Są zbyt zajęte ploteczkami z koleżanką albo gadaniem przez telefon. Takich rodziców będę oceniać, ale nie ze względu na to czy są dobrymi czy złymi rodzicami tylko za to czy mają jakiekolwiek poczucie co wypada a co nie.

    • Masz rację, takie zachowania są skrajne i też ich nie popieram.. co do pobytu w restauracji, myślę, że najbardziej żywiołowe dziecko da się spacyfikować, jeśli ma się sposoby 😉

  • Dita

    Haha przeczytałam i od teraz czuję się matką idealną 😛

    Moje motto życiowe to: „nie jestem sędzią żeby oceniać” i jak nikt mnie nie prosi o nie radzę co powinien zrobić.
    Co innego kiedy ktoś obserwuje autentyczną krzywdę i nie powie dość patrząc na patologię, a co innego jak wchodzi nieproszony w czyjeś życie i tylko pomaga i doradza.
    Fajny artykuł, szkoda, że nasze matki, babcie, ciocie i sąsiadki nie dotrą do niego, a jak dotrą to i tak będą robić swoje.

    • Dzięki Dita!:) Oj tak, starsze pokolenie zawsze ma masę dobrych rad, zwłaszcza dla młodych mam ;))

  • Grzegorz Solecki

    Przesłanie tekstu jest bardzo smutne a brzmi ono „Odpuść i tak nie dasz rady osiągnąć tego co chcesz”. Ja mam inne przesłanie a brzmi ono: „Jeśli nawet po raz 100 Twoje dziecko wypluło zupkę, którą mu ugotowałaś … gotuj dalej i wierz, że robisz dobrze a nie poddawaj się i zaczynaj karmić słoikami.

    • Ja widzę jednak inne przesłanie w tym tekście, ale każdy czyta jak chce 🙂 poza tym ja bym jednak nie gotowała tej zupy 100 razy… moje dziecko jadło ” w młodości” słoiki i ma się jak na razie świetnie.. widzę sens w znajdywaniu złotego środka;)

      • Grzegorz Solecki

        Umiar jest zalecany tylko tym, którzy czują rosnącą frustrację odnośnie jakiegoś zagadnienia. Jedni poczują frustrację po 10 wyplutych zupkach, inni po 50 wyplutych zupkach a jeszcze inni nie poczują jej nigdy nawet po 1000 wyplutych zupkach. Przesuwanie swojej granicy frustracji i bycia cierpliwym popłaca w życiu. Czasem nie dostrzegamy korzyści od razu ale te korzyści mogą przyjść z czasem. Czasem nie warto iść na łatwiznę bo tak w danej chwili jest nam wygodnie. Wolałbym artykuł który zachęca do tego aby się nie frustrować szybko i nie poddawać się tak łatwo niż artykuł, który wychwala i zaleca szukanie „złotego środka”.

        • Dla Ciebie frustracja, dla mnie odrobina luzu, który pomaga w życiu… Więc nie przekonamy się nawzajem 😉 nie spodziewam się, że za 10 lat wyjdą konsekwencje tego, kto jadł słoiczki, a kto domowe zupki… bo w ciągu tych 10 lat w życiu naszych dzieci wydarzy się cała masa innych historii… a na chwilę obecną tym bardziej tych różnic nie widzę 😉 pozdrowienia!

          • Grzegorz Solecki

            Ja nie poczułem frustracji nawet po 1000 wypluć, ale rozumiem, że Ty poddałaś się po kilku wypluciach i przeszłaś na słoiki. I to jest w porządku … luz … nie obwiniam Cię o to, że karmiłaś swoje dziecko słoikami. Ja nie oceniam ludzi. Mówię tylko, że smuci mnie to, że tak szybko się poddałaś. Ja zachęcam ludzi do nie poddawania się tak łatwo. Smuci mnie też to, że doradzasz podejście „odpuść sobie” w przestrzeni publicznej. A tak poza tym „luz” i „odpuść sobie” to dwie różne rzeczy. No i oczywiście nikt nikogo tu do niczego ni stara się przekonać 🙂 Również pozdrawiam i mam nadzieję, że Twoja pociecha zajadała te słoiki aż jej się uszy trzęsły.

          • Zupełnie nie postrzegam tego w kategorii poddania się czy frustracji. Szczerze? Takie uczucia chyba nigdy mnie nie dotknęły w związku z moim dzieckiem…
            I nie doradzam podejścia „odpuść sobie”… jak widać zrozumiałeś ten tekst inaczej niż ja i wiele innych osób. Każdemu wg potrzeb. Pozdrowienia!

          • Grzegorz Solecki

            Proszę zaakceptuj fakt, że są ludzie którzy mogli odebrać Cię tak, że zachęcasz innych aby odpuszczali zamiast się starać. Smutne jest to, że robisz to publicznie. Zrób z tą informacją co chcesz ale bądź jej świadoma. Nie polemizuj bo, tak jak słusznie zauważyłaś, nie ma to sensu.

            Ja Cię o nic nie obwiniam i nikt nie powinien o nic. Ty tak jak ja i jak każdy szukasz sposobów aby czuć się dobrze ze swoimi wyborami.

            Poza tym jestem ojcem, czy mam dzięki temu według Ciebie prawo oceniać lub się wypowiadać? Chyba tak. Ale dlaczego odbierasz to prawo wszystkim tym, którzy nie mają dzieci, czy znaczy to według Ciebie, że oni są gorsi a Ty jesteś lepsza? Trochę więcej empatii moja droga, bo to że jesteśmy rodzicami nie znaczy, że nie powinniśmy brać pod uwagę uczuć ludzi, którzy tych dzieci nie mają. Chyba zapomniał wół jak cielęciem był. Pozdrawiam.

          • Masz rację, to nie ma sensu. Nie rozumiesz niestety. Nikt tu nie napisał o tym, że ktoś jest gorszy. Ten post jest o wyrozumiałości dla innych, o dawaniu sobie prawa do porażek, o luzie, o nie zadręczaniu się, jeśli coś nie wyjdzie, o tym, by matki nie wyrzucały sobie, że nie urodziły naturalnie, że nie karmiły piersią, a ich dziecko nie zawsze jest ideałem. To jest właśnie empatia dla innych. Ludzie mają różne podejście do macierzyństwa – moje Ci się nie podoba, nie musisz czytać. Proste przecież.

          • Grzegorz Solecki

            Widzę, że nie dociera do Ciebie mój prosty przekaz a do tego pokazujesz swoją grubiańską odsłonę w stylu „jak się nie podoba do spadaj”. No no !!
            Ale rozumiem Cię Natalia, bo tak jak ja i jak większość ludzi masz trudność z akceptacją odmiennej postawy niż Twoja własna.

            A tak poza tym od samego początku nie chodziło o to czy ja coś rozumiem czy nie, i nie tłumacz mi bo i tak nie zrozumiem pewno, gdybym miał coś zrozumieć zrozumiałbym po przeczytaniu samego artukułu.

            Tak czy inaczej wolałbym aby artukuły były dużo bardziej przemyślane przed opublikowaniem niż napisane na kolanie po to np. aby wyrobić jakąś normę.
            Niemniej jednaj życzę Ci dużo sukcesów w życiu i samych komentarzy, które pieją z zachwytu nad Twymi artukułami.

            Pozdrawiam serdecznie.

          • Ja nie mam problemów z akceptacją innej postawy. Nie blokuję tu komentarzy, nie kasuję, bo się ze mną nie zgadzasz. Ale to nie ja chodzę po innych stronach i blogach i nie zarzucam ich autorom, że „to smutne”, „wolałbym, by artykuły były..”, ” smuci mnie”, bo akceptuję ich opinie – INNE niż moje. Tego Ci życzę.

            Mój artykuł jest przemyślany. To moje przemyślenia. Nie musisz piać z zachwytu. Zaakceptuj, że inni nie myślą tak jak Ty. Do widzenia!

          • Grzegorz Solecki

            Do widzenia ?! Raczej wolałbym nie !! No ale cóż, w przestrzeni publicznej aż roi się od ludzi, którzy nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa i zamiast podziękować z pokazanie innego punktu widzenia to są niemili. Cóż. That’s life jak śpiewał Frank.

            A tak btw, nie czytam Twojego bloga, na powyższy artykuł trafiłem przez przypadek.

            A tak btw. nie prowadzę bloga jak to niesłusznie założyłaś.

          • Uff, good for u, good for me 🙂 Dziękuję Ci bardzo za tę fascynującą rozmowę i życzę, by wszyscy byli tak „niemili” jak ja 😉

          • Grzegorz Solecki

            Cały czas mi coś życzysz, lecz wybacz nie skorzystam z Twoich sarkastycznych życzeń. Życzę sobie jednak abyś w końcu sobie darowała te niekończące się i do niczego nie prowadzące grubiańskie komentarze. Szczerze pozdrawiam i życzę naprawdę większej wyrozumiałości dla takich żałosnych kolesi jak ja.

  • Ja jestem mamą od niecałych 7 miesięcy i zawsze pojawia mi się uśmiech na twarzy, kiedy moja ciężarna koleżanka mówi, że nie będzie dawała smoczka, za to przez rok będzie karmiła piersią i w ogole nie będzie spała z dzieckiem 😉
    Tego wszystkiego jej życzę 😊
    Żeby cieszyć się macierzyństwem trzeba wyluzować i cieszyć się chwilą.
    Co prawda Hania ma dopiero niecałe 7 miesięcy, ale jesteśmy dość aktywni i zdarzyło jej się już kilka razy mnie zawstydzić 😉😜💕

    • Ano właśnie 🙂 czyli myślisz dokładnie tak jak ja 🙂 czasem można chcieć i planować, ale jednak nie wychodzi… i myślę, że nie ma się co martwić 😉 oczywiście pewnie z tym smoczkiem to jest tak, że gdyby się ktoś uparł, to nie da.. tylko pytanie czy wtedy nie będzie swoim macierzyństwem bardziej umęczony, niż gdyby dał?? (oczywiście nie mówię o dzieciach, które smoczka nie chcą i już)…
      Powodzenia z Hanią 🙂 grunt to dobre podejście!:) a jak widzę Ty takie masz 🙂 pozdrowienia!:)

      • No właśnie, czasem tkwienie twardo przy naszych postanowieniach jeszcze bardziej może człowieka umęczyć.

        Pozdrowienia

  • AJ

    Fajny tekst. To prawda, że życie zmienia się diametralnie, przynajmniej te pierwsze miesiące. Moje dziecko ma teraz 9 mcy i nie wiem co dalej, czy nadal bedzie kierat cyca, pieluch, nocne pobudki i absurdalne dla nas dorosłych problemy z odbijaniem, kupą,itp. Na początku jest zawsze trudno, bo to coś nowego, innego i trzeba się przyzwyczaić. Nie raz człowieka szlag trafia, że znowu granda o to samo i ani chwili świętego spokoju. Przecież po co urządzać sobie drzemkę we własnym łóżeczku, skoro można matkę na 2 godz uziemić i jest suuuper! Poczucie bezradności kiedy dzieci znajomych zasypiają bez problemu,a twoje nie. Kiedy po raz 1000 słyszysz opowieści z krypty jak to twoja matka albo teściowa świetnie sobie radziły z tobą/twoim facetem i radzą z twoim dzieckiem. Trzeba do tego nabrac dystansu.
    Przyznam, że zdażyło mi się zmienić dziecku pieluchę w restauracji mimo, iż łazienka była do tego celu przystosowana. W łazience było po prostu zimno, jak w psiarni. Wiem, że to wstyd ale drogie panie czasem tak bywa, więc proszę nie oceniajcie:)

    • Dzięki AJ 🙂 racja, myślę, że na wszystko trzeba spojrzeć z pewną wyrozumiałością, bo różnie bywa…a potem im dziecko starsze, tym bardziej może nas zaskoczyć jakimiś swoim fanaberiami czy niegrzecznym zachowaniem, a jest to jeszcze gorzej odbierane 🙂 bo wiesz przy bobasie to najwyżej stwierdzą, że rodzice sobie nie radzą, a przy starszym, który właśnie ryczy w sklepie, bo chce kolejny samochodzik to będzie, że albo źle wychowali albo podli i nie chcą kupić ;))