Nie masz dziecka. Wszystko wydaje Ci się takie proste, takie oczywiste.  Masz swoje wyobrażenia i oczekiwania, zbudowane na podstawie strzępków opowieści, książek i filmów. Nie masz dziecka, ale przecież jesteś mistrzynią teorii. W samolocie przewracasz oczami i psioczysz na rodziców, których maluchy przez 3 godziny śpiewają piosenki z kreskówek, śmieją się albo zadają absurdalne pytania. Gdy niemowlak dwa rzędy dalej ciągle płacze, krzywisz się i czym prędzej zakładasz słuchawki, obiecując sobie, że Twoje dziecko nigdy na pewno nie będzie się tak zachowywać! Rodzice najwyraźniej sobie z nim nie radzą! W restauracjach z niesmakiem patrzysz na biegające dziecko. Albo na bobasa, co drze się wniebogłosy…  A ten blondas, co właśnie wypluł makaron na talerz? Skandal! Jak tak można? Czemu w ogóle wzięli go do restauracji??? Twoje dziecko potrafiłoby się przecież zachować! Zawsze i wszędzie! Co za matka, że mu na to pozwala??? A tamta w okularach mogłaby sobie darować karmienie cyckiem przy stole! Przecież jesteśmy w miejscu publicznym, co z tego, że zakrywa się chustą? Nie można lepiej zaplanować sobie dnia i nakarmić dzieciaka przed wyjściem, by potem cyckami nie świecić???

 

Gdy w końcu jesteś w ciąży, liczba wyobrażeń rośnie. Zmieniasz podejście. Na krzyczące dzieci patrzysz bardziej łaskawym wzrokiem, karmienie piersią już Cię nie brzydzi, ale nadal obiecujesz sobie masę rzeczy. Masz plany, marzenia, oczekiwania co do tego, jaką będziesz mamą i jakie będzie Twoje dziecko.

 

Zakładasz wszystko, co najlepsze zgodnie z najbardziej aktualnymi zaleceniami: urodzisz naturalnie (najlepiej bez znieczulenia!), bo to  najzdrowsze i najlepsze rozwiązanie. Cesarka jest dla mięczaków i wygodnickich, które nie potrafią poświęcić się dla swojego dziecka. Będziesz karmić piersią – nie dość, że buduje odporność, to również więź matki i dziecka. Na pewno nie sięgniesz po butelkę. A może czytasz mądre książki i już wiesz, że Twoje dziecko od urodzenia będzie spać tylko w swoim łóżeczku (nigdy na Tobie!!!), będzie jeść co 3 godziny, a noce zacznie przesypiać mając 2-3 miesiące? Jesteś przecież przygotowana – wiesz, jak to zrobić, znasz zasady. Albo odwrotnie – precz z tresurą niemowlaków, będziesz wychowywać w duchu rodzicielstwa bliskości – nosić w chuście, karmić na żądanie i spać z dzieckiem w jednym łóżku aż mu się znudzi. Nie będziesz nigdy włączać bajek. Nie krzykniesz na niego. Będziesz zawsze cierpliwa i wyrozumiała. Będziesz godzinami układać wieże z klocków (obowiązkowo drewnianych). Będziesz gotować obiadki, bo przecież słoiczki są bleee! Nie wrócisz do pracy, nim maluch nie skończy 2 lat, bo wiadomo, że pierwsze lata są kluczowe. Albo nie – wrócisz do pracy po 6 miesiącach i weźmiesz nianię – musisz dbać również o swój rozwój zawodowy.

 

Planów jest wiele, wyobrażeń jeszcze więcej. Wszystkie chcemy być mamami z naszych marzeń, mieć idealne – grzeczne i piękne – dzieci.  Ale dość szybko się okazuje, że dziecko to nie kolejny projekt do wykonania, który możesz zaplanować od A do Z.  Nagle widzisz, że w tej dziedzinie nikt nie jest alfą i omegą. Zdarzą Ci się złe dni, choćbyś trzymała się zasad z wszystkich poradników świata. Czasem będziesz niosła  na rękach ryczące wniebogłosy niemowlę, znosząc masę wścibskich spojrzeń. Zrozumiesz, że nie ma sensu stresować się zasadami z poradników. Że nie ma złotych rad.

 

 

Przygotuj się na to, że być może nie urodzisz naturalnie, chociaż bardzo tego pragnęłaś. Że może nie dasz rady karmić piersią, bo Twoje mleko nie będzie tak „pożywne” jak to z butelki [EDIT: będzie go za mało, by Twój maluch się najadał i mógł się poprawnie rozwijać. Dopiero po podaniu mleka modyfikowanego zacznie poprawnie przybierać na wadze]. Że będziesz miała gdzieś zasady z książek, bo bardziej będzie Ci zależało, by się wyspać niż by uczyć malucha spania we własnym łóżku. Odpuścisz gotowani po tym jak Twój królewicz wypluje wszystkie Twoje zupki, a przy słoikach będzie mruczał z zadowolenia. Starszemu czasem włączysz bajkę, czasem nie będzie Ci się chciało wstać nawet po 5 krzyku „Mamo!” i bawić po raz setny jego ulubionymi klockami.  Pogódź się z tym, że Twoje dziecko przynajmniej raz sprawi, że będziesz chciała się zapaść pod ziemię. Że zrobi histerię i rzuci się na chodnik. Że będziesz je wyprowadzać z centrum handlowego w szale i histerii, a inni będą patrzeć na Ciebie jak na potwora, a Ty tylko nie kupiłaś trzydziestego samochodziku do kolekcji. Może zrobi kupę na basenie, może wyleje sok w restauracji, może wywróci na siebie talerz z makaronem, zaśpiewa, krzyknie, potrąci kelnera, może zwymiotuje w lodziarni albo wsadzi rękę w nie swój talerz. W samolocie doprowadzi kogoś do szału. Będziesz miała dość nie jeden raz, zamkniesz się w pokoju i wcale nie będzie Ci się chciało układać tych cholernych klocków, wozów strażackich i kucyków Pony. Dasz czekoladę i kupisz lizaka, chociaż planowałaś tego nie robić. I choćbyś od początku uczyła zasypiania w swoim łóżeczku o 19.30, być może w wieku 3 lat Twój mały człowiek nagle zmieni swoje plany i będzie zasypiał o 23… w TWOIM łóżku! A Ty przecież robiłaś wszystko, by tak nie było!

 

Wiesz co? Im szybciej zrozumiesz, że nie ma w tym nic złego, tym lepiej. Im szybciej pogodzisz się z tym, że dziecko to nie kolejny projekt do wykonania, ale żywa istota z własnym planem na siebie, tym szybciej odnajdziesz się w macierzyństwie. Bez stawiania sobie celów, wymagań i wyznaczania deadline’ów. Bez przejmowania się, że nie chce spać w swoim łóżku, że jeszcze ze smoczka korzysta, gdy Jaś już przestał, że nadal nosi pieluchę. Bez poradników. Bez złotych rad. Bez wmawiania sobie, że jesteś gorszą matką, bo: nie karmiłaś piersią / nie urodziłaś naturalnie / nie gotujesz / nie układasz klocków / pozwalasz na bajki, czekoladę i cukierki na urodziny. Świadomość tego, że nie będzie dokładnie jak w Twoich planach, daje wolność, luz i paradoksalnie pozwala nam być lepszymi. Lepszymi matkami, lepszymi ludźmi. Z krwi i kości, a nie robotami z poradników.

 

A tych, co będą wiedzieć lepiej, co będą się zarzekać, radzić i patrzeć z oburzeniem, tych bezdzietnych lub w ciąży posłuchajcie z wyrozumiałym uśmiechem. W większości przypadków prędzej czy później same zrozumieją to, co Ty już wiesz. 🙂