Kontynuując podróż po północnej Hiszpanii, opuściliśmy Kantabrię i rozpoczęliśmy poszukiwanie ciekawego miejsca na kolejny nocleg. Udało się całkiem nieźle. Co prawda ominęliśmy Oviedo i Gijon (gdzie na pewno warto zajrzeć) – tym razem szukaliśmy niewielkiej, przytulnej miejscowości. Tak trafiliśmy do Cudillero…
Cudillero
Malutka rybacka wioska w regionie Asturias okazała się idealnym miejscem na nocleg. Ochrzciliśmy ją roboczo „biednym Positano”, ponieważ kolorowe domki wznoszące się na wzgórzu, tworzą pocztówkowy widok podobnie jak we włoskim Positano, na Wybrzeżu Amalfi. Niemniej tu na ścianach domów wyraźniej widać upływ lat, farba odpada płatami, gdzieniegdzie suszą się zniszczone ubrania i lekko przechodzona pościel. Ale to również buduje tutejszy klimat.
Głodni zasiedliśmy w jednej z licznych restauracyjek w porcie. Wybraliśmy oczywiście ryby i owoce morza w systemie tapas – czyli tak, by każdy mógł „skubnąć” to, na co ma ochotę. W Hiszpanii niemal zawsze warto wybierać ten system – porcje są zwykle spore, a w ten sposób można spróbować wielu różnych smakołyków. Tym razem porcje okazały się wręcz ogromne.
Zjedliśmy navajas a la plancha – mocno przyprawione czosnkiem, chipirones a la plancha, czyli małe kalmary z patelni oraz parrochas i bocartes, czyli małe smażone rybki, niestety nie potrafię przetłumaczyć tym nazw na polski.
Wszystko było smakowite, aczkolwiek jak stwierdziliśmy po czasie nieco ciężkie – mądry Polak po szkodzie 😉
W Cudillero znaleźliśmy również bardzo korzystny nocleg. Za 69 euro wynajęliśmy dwupiętrowy apartament Lala – salon z kuchnią, łazienka i dwie sypialnie. Oszczędność i wygoda – lubimy to! Namiar na nocleg można uzyskać w informacji turystycznej w pobliżu portu.
W stronę Santiago de Compostela
Następnego ranka, w nieco pochmurny dzień ruszyliśmy dalej. Szczerze mówiąc długo szukaliśmy magicznego miejsca, w którym chcielibyśmy się zatrzymać. Ale było warto!
Nie urzekła nas La Coruna, przejechaliśmy przez Betanzos, ale nadal szukaliśmy… Szczerze? Może to wina niewielkiej ilości czasu, a może pory, w której tam byliśmy (siesta), ale mi w La Coruna najbardziej smakowały jogurtowe lodowe desery smooy 🙂 jeśli tylko na nie gdzieś traficie (niestety na razie to tylko Hiszpania), polecam!
Wracając do podróży:
zatrzymaliśmy się oczywiście w Santiago de Compostela, bo spójrzmy prawdzie w oczy – nie wypada przejeżdżać i tam nie zajrzeć 🙂 katedra jest imponująca, niemniej nadal szukaliśmy. Zahaczyliśmy o Pontevedrę i Cambados, aż wreszcie wylądowaliśmy w Combarro.
Niemal całkowicie przypadkiem.
Combarro
Combarro to urocza galicyjska wioska, w której czas jakby się zatrzymał i zachowała dawny styl i charakter – kamienne domki, wąskie uliczki, cruceiros (krzyże) na skrzyżowaniach ulic, nawiązujące do pogańskiej przeszłości wioski oraz liczne, intrygujące horreos – charakterystyczne małe domki, stojące na palach, w przeszłości służące jako pojemniki do przechowywania żywności. Ich konstrukcja chroniła przechowywane pokarmy przed wilgocią i głodnymi myszami.
Combarro niewątpliwie zapada w pamięć. Mglistym, deszczowym porankiem, cichym zakątkiem z dala od wszystkiego, widokiem kobiet zbierających małże i inne muszle, smakiem miejscowych smakołyków takich jak muszle vieiras i zamburrinas czy queso de tetilla (ser) . To miejsce dla każdego, kto ma ochotę na chwilową ucieczkę przed światem, odpoczynek i znane z piosenki: “niech ktoś zatrzyma dzisiaj świat, ja wysiadam”… Combarro jest idealnym miejscem, by wysiąść z rozpędzonego “autobusu”.
Spacerując uliczkami warto zejść na niewielki placyk nad wodą. Wieczorem pobliskie restauracje wystawiają na zewnątrz grille, a kucharze tuż przy stolikach przygotowują sardynki z grilla, ośmiornicę i inne przysmaki. Spróbowaliśmy wszystkiego:
Sardynek, ośmiornicy (pulpo a las brasas), miejscowych owoców morza – muszli vieiras i zamburinas, zielonych papryczek pimientos de padron, galicyjskiego, pysznie kremowego queso de tetilla. Wyborne.
Na deser wybraliśmy tarta de queso al horno, czyli domowy sernik z pieca. Delikatny w swojej prostocie, zupełnie inny niż polski. Czy lepszy? Trzeba jechać i spróbować 🙂
Ewa, która w Galicji nadal towarzyszyła nam w podróży, zakochała się (chyba od pierwszego wrażenia) w ośmiornicy z grilla.. proszę tak wyglądała przed zgrillowaniem – ośmiornica, nie Ewa 🙂
Combarro to ostatni punkt na naszej trasie po północnej Hiszpanii. Potem była Portugalia i południowa Hiszpania, okolice Genui i Wiedeń, aż wreszcie Morawy… Ale o tym później! A teraz? teraz obmyślamy trasę, pakujemy walizki, rezerwujemy hotele, bo już w piątek czeka nas Toskania i Umbria.. Co prawda tylko na szybkie kilka dni, ale lepsze małe streszczenie niż nic 🙂














1 Comments