Pamiętacie Ubud, tarasy ryżowe i zwariowane makaki, wykradające banany i Coca Colę turystom odwiedzającym Monkey Forest? No to czas zmienić miejsce akcji! Będzie klimatycznie, bardzo balijsko i zdecydowanie romantycznie! 🙂
Z Ubud ruszamy w okolice Seminyak i plaży Canggu. To tam znajduje się kolejny cel w naszym wypoczynkowym etapie podróży: urokliwy, pełen rzeźb Tugu Bali. Z Ubud do Canggu mamy 30 km, co jedna z miejscowych dziewczyn w Amori Villa kwituje westchnieniem i opinią: „it’s a long trip!”. Długa podróż??? 30 km?? Tak zareagujecie, jeśli nigdy nie prowadziliście samochodu w Indonezji 😉 Jeśli macie na koncie całą Jawę i trochę Bali, już wiecie, że czasem 5 km można jechać godzinę, a 200 km, które w Polsce robimy ot tak to w Indonezji całodniowa podróż! Więc tak – 30 km to całkiem sporo! Mieszkaniec Indonezji niechybnie spadłby z krzesła, słysząc, że w Europie “long trip” to pokonywana na raz trasa 1200 czy 1400 km! Tutaj jednak 30 km można jechać przez prawie 2 godziny! Tak jak my do Tugu! 🙂 Warunki na drogach są na tyle trudne, że większość miejscowych łapała się za głowę, widząc nas turystów w samochodzie i niemal nie mogli uwierzyć, że dotarliśmy na Bali samochodem z Dżakarty 😉 Jeśli zatem nie macie cierpliwości anioła, umiejętności kierowcy rajdowego i stalowych nerwów, nie próbujcie tego robić:)
Hotele Tugu to niewielka indonezyjska sieciówka: mają swoje hotele w Dżakarcie, na Bali, na Lombok. Wcześniej odwiedziliśmy urokliwe Tugu w Malang – w samym mieście nie ma nic specjalnie atrakcyjnego, ale stamtąd planowaliśmy wybrać się na Bromo (i się wybraliśmy, tylko pogoda sprawiła, że go nie zobaczyliśmy!). Tugu Malang zapisał się w pamięci urokliwym, niewielkim basen, kolonialną architekturą i świetną chińską kuchnią! Kalmary na ostro pomimo, że wypaliły mi wnętrzności, były jednym z najjaśniejszych punktów kulinarnych podczas naszej podróży do Indonezji. Hotele Tugu to kolejna piękna historia, chociaż całkiem inna niż Amori Villa. Właściciel, kiedyś student medycyny, potem prawnik to jeden z największych w Indonezji kolekcjonerów sztuki i antyków. Swoje hotele określa mianem butikowych hoteli-muzeów, bo właśnie w nich “przechowuje” swoją kolekcję 🙂 Jednym słowem wybudował hotele, by dzielić się sztuką Indonezji z innymi i nie można zaprzeczyć, że pod tym względem Tugu robią wrażenie.



W Tugu Bali już lobby z gigantyczną balijską rzeźbą i wieloma mniejszym figurkami rzuca na kolana. To hotel z klimatem – pomimo, że jest całkiem spory i posiada kilkanaście pokoi czy domków różnych rozmiarów, pomimo, że to teoretycznie sieciówka, klimat czuć tu na każdy kroku. Każdy element spójnie pasuje do układanki – nawet klamki w toalecie nie są zwykłe, tylko ku uciesze Maksa mają kształt słoni.
Część domków znajduje się niemal na wodzie, wśród nenufarów, na tle palm.. bajkowy wygląd! Do naszego trzeba wdrapać się na piętro, ale wnętrze jest baaaardzo przyjemne i mamy małe prywatne SPA – stylową wannę w podłodze i specjalne łóżko, jeśli mamy ochotę zamówić masaż w pokoju.





W Tugu Bali mamy spędzić niecałe 2 dni, w tym Walentynki. Miejsce wydaje się idealne – z klimatem, z wieloma miejscami na romantyczną, kolacją również w ogrodzie, na wodzie czy z widokiem na plażę. Smaczna kuchnia, przyjemne zestawy śniadaniowe, basen, małe SPA. Patrząc po liczbie trzymających się za rękę par, to chyba miejsce często wybierane na romantyczne wyjazdy, podróż poślubną i inne specjalne okazje. To chyba specjalność całego Bali! 😉
Tugu położone jest tuż przy plaży, która słynie z dobrych warunków dla… surferów. Czy jest dobra do plażowania? Dla mnie niekoniecznie, bo ja patrzę już przez pryzmat mamy trzylatka, a tam a) duże fale b) czystość nie należy do jej najmocniejszych punktów c) po plaży kręci się sporo (bezdomnych?) psów. Nam jednak tym razem plaża nie jest mega potrzebna, bo mamy spory basen z brodzikiem dla Maksa, więc jesteśmy zadowoleni 🙂 Na plażę idziemy pod wieczór – Maks ma frajdę z uciekania przed wielkimi falami.



Sobotę w Tugu zaczynamy z Maksem leniwie, Łukasz śpi. Późne śniadanie, bo śniadanie można zjeść o dowolnej godzinie – wielki plus: strasznie nie lubimy na wakacjach śpieszyć się na śniadanie! Najedzeni ruszamy na basen, Łukasz ma „sprawę do załatwienia”. Ok, Walentynki, pewnie chce kupić jakieś kwiatki! Wychodzi, zabiera samochód, trochę go nie ma, ale cóż Indonezja – przecież tu czasem pokonanie 10 km zajmuje godzinę… Mija jednak jedna godzina, druga i trzecia i zaczynamy się niecierpliwić. Jako znany łakomczuch obstawiam, że na pewno pojechał kupić mi schłodzonego młodego kokosa, bo je uwielbiam, a w hotelu nie ma. Kolejny trop: może szuka tajskiej restauracji, by mi przywieźć mango sticky rice?? Deser, który wspominam przez ostatnie półtora miesiąca jako chyba jedyny, który naprawdę naprawdę mi smakował. Mija kolejna godzina – jest SMS, że wraca, ale nadal nic, a my coraz bardziej umieramy z głodu. Wreszcie JEST. Bez kwiatów i bez kokosa (sniff, sniff), i jeszcze wcale nie chce iść na obiad: „Poczekajmy jeszcze chwilę, zmęczyłem się”, Maksowi włącza bajkę – po cholerę teraz jak mamy iść na obiad?!!?? Mam na końcu języka, wkurza mnie! Powstrzymuję się tylko dlatego, że to Walentynki przecież, nie powinnam się awanturować… chociaż już mnie trzęsie wewnątrz i muszę się ugryźć w język .. dziewczyny znacie to uczucie, prawda??? 😉 A potem On, że Walentynki, że tak uznał, że ten moment, że… i pierścionek wyjmuje… Wow! Co mam Wam więcej powiedzieć? Chyba tylko, że żyli długo i szczęśliwie;)
Tym sposobem Tugu Bali zapisał się zatem na zawsze w naszej pamięci 😉 Pozostały czas spędziliśmy korzystając z przyjemności, jakie hotel w Walentynki może zapewnić: basen, kolacja przy świecach w ogrodzie i świętowanie w naszym prywatnym SPA jak już Maksa oddelegowaliśmy na wypoczynek… 🙂




INFORMACJE PRAKTYCZNE:
adres:
Jl. Pantai Batu Bolong
Canggu Beach
Bali, Indonezja
Więcej info na stronie www hotelu lub na Booking.com – tam my go znaleźliśmy 🙂




10 Comments
maga
Gratuluję! 🙂 piękne miejsce na zaręczyny. “Mój On” oświadczył mi się w Tajlandii na Koh Phangan – też było uroczo, bardzo, i niespodziewanie :). szczęśliwej drogi dalszej razem Wam życzę. Pozdrawiam
Natalia - tasteaway.pl
Hey Maga! 🙂 Dzięki wielkie 🙂 Tajlandia, czyli podobne okolice 🙂 wczoraj właśnie rozmawialiśmy ze znajomymi o ich zaręczynach i też były w podróży – to chyba dobry moment 😉 Pozdrowienia serdeczne!:)
Szwecjoblog
Piękne zdjęcia, piękna historia i piękne wspomnienia dla Was! Gratuluję i życzę Wam dużo dobrego!
Natalia - tasteaway.pl
Dziękujemy!! 🙂 Wspomnienia z tego miejsca zawsze będą wyjątkowe 🙂
Sasza
Gratuluję i życzę szczęścia 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Hey Sasza!! 🙂 Dziękuuuujemy bardzo!!! 🙂
Jola
Ale romantycznie! Wszystkiego najlepszego. Kochajcie się zawsze tak mocno jak w tamtej chwili.
Natalia - tasteaway.pl
Hey Jola! 🙂 dzięki wielkie!! 🙂 mam nadzieję, że tak będzie! 🙂