Rzadko piszę tu o filmach czy bajkach, ale są takie, które po prostu muszę Wam polecić! 🙂 Tak było z pięknym “O Yeti!”, który do dziś należy do ulubionych bajek moich dzieci (pisałam o tej bajce TUTAJ). Tak było też z uroczą animacją o przyjaźni “Luca”, przy której promocji w Polsce mieliśmy przyjemność współpracować. Tym razem muszę napisać Wam o “To nie wypanda” – film wszedł na ekrany polskich kin 11 marca.
Z rozmów z moimi Koleżankami czy Znajomymi, nawet tymi, które mają na stanie dzieciaki w idealnym wieku do oglądania najnowszej produkcji Pixar, wiem, że jeszcze nie do każdego dotarły wieści o “To nie wypanda”, a zdecydowanie WARTO! 🙂 Może właśnie w ten weekend? 🙂 Już Wam piszę dlaczego! 🙂

“To nie wypanda” to najnowsza produkcja wytwórni Pixar i już samo to jest zapowiedzią przepięknie zrealizowanego filmu animowanego. Ale w tym przypadku zachwyca nie tylko cudnie zrealizowana animacja i idealnie oddane szczegóły. Film ma piękną fabułę i jest wprost idealny dla dzieciaków wchodzących powoli w wiek dorastania i przechodzących z grupy “latek” (pięciolatek, ośmiolatek, itd.) do grupy “nastolatek”. To właśnie nas czeka w tym roku – nasz Maks z dziesięciolatka przechodzi na inny stopień wtajemniczenia i w czerwcu zostanie dumnym “jedeNASTOLATKIEM” 😉
“To nie wypanda” (oryginalny tytuł to “Turning Red” i uważam, że zarówno polski, jak i angielski tytuł świetnie pasuje do filmu) opowiada historię Mei – trzynastoletniej dziewczynki, która dotychczas była grzeczną i posłuszną córeczką, wykonującą wszelkie polecenia mamy, a nagle chce sama wybierać co i jak będzie robić w wolnym czasie. I, o zgrozo!, nie jest to wycieczka do biblioteki, a wyprawa na koncert wymarzonego boysbandu. Oczywiście, że z koleżankami. Oczywiście, że BEZ RODZICÓW 😉
Ale to nie wszystko! Kluczowa jest panda… to właśnie w czerwoną pandę zmienia się Mei za każdym razem, gdy przeżywa silne emocje – czasem wzruszenie, czasem niezadowolenie, ale najczęściej złość. A umówmy się – kto pamięta czasy bycia trzynastolatkiem, ten wie, że złość pojawia się wtedy często 😉 Głównie przy walce o swoją niezależność z rodzicami. Mei przemienia się w pandę i początkowo jest przerażona, bo jak sama mówi “jestem wielkim, rudym potworem”, ale potem zaczyna czerpać z bycia pandą korzyści… jakie? O tym dowiecie się w kinie!
Ukazanie nastolatki jako nieco niezdarnej i wielkiej pandy to też świetna metafora trudnego okresu dojrzewania i zmian, które nie zawsze przychodzą łatwo. Myślę jednak, że tę płaszczyznę filmu dostrzegą głównie dorośli lub starsze dzieciaki. Ja wybrałam się do kina z 5- latką i czterema 10-11 latkami. Chłopakami. I chociaż w filmie główną bohaterką jest dziewczynka, a ona i jej przyjaciółki często rozmawiają o typowo babskich sprawach i marzeniach, to chłopaki oglądali z zainteresowaniem. A w sytuacjach, gdy Mei przeżywała swoje dylematy, słyszałam nawet, jak pytali jeden drugiego: “co Ty byś zrobił?”. Maks był zachwycony animacją, przygodami pandy oraz finalnym starciem. Jagoda? Powiedziała: “O wow, ja też chcę być taką pandą!” 😉
Mnie poza fabułą i piękną animacją, zachwycił również element egzotyki, który od razu skierował wspomnienia ku naszym azjatyckim podróżom. Akcja dzieje się w Toronto, ale Mei to mała Kanadyjka chińskiego pochodzenia. Wspólnie z rodzicami opiekuje się cudowną świątynią, która mi od razu przypomniała te w Hongkongu czy na Tajwanie, a na obiad oczywiście je pierożki, ukochane przez moje dzieci.
My jesteśmy bardzo na TAK! Tak bardzo, że być może jeszcze raz wybierzemy się na “To nie wypanda”! 🙂 Wam też polecam!








0 Comments