Wiecie, jak to jest z dziećmi w samolocie. Z dziećmi i ich rodzicami. A przede wszystkim z dziećmi i matkami. Bo przecież każdy z nas wie, że to matce się bardziej obrywa. To matka czapeczki nie założyła, a dziś tak zimno…To matka smoczek daje, a on już taki duuuży! To matka nie nauczyła korzystać z nocnika, a przecież już powinien. To matka się dzieckiem zająć nie potrafi w sklepie, w pociągu, w samolocie czy na poczcie. To matka źle ubrała, za długo daje mleko z piersi i nie przygotowała stroju na świąteczną sesję zdjęciową  😛 Nie ma co – to nam się obrywa najczęściej. Facet w sklepie z ryczącym dzieckiem i wózkiem pełnym zakupów jest bohaterem. Kobieta – matką, która sobie nie radzi 😉 Ale ja dziś nie o tym… to temat na osobny post, chociaż może nie ma sensu już o tym wspominać, bo wszystkie wiemy, jak to jest 😉

 

Ja wiem, że loty z dziećmi Was stresują. Zwłaszcza z tymi małymi… Wiem, bo czytam setki Waszych pytań i wiadomości. Rozwiewam wątpliwości, odpowiadam na pytania, pocieszam. Ale wiem również dlatego, że mnie podróże samolotem z dzieckiem też czasem stresowały… Zwłaszcza, gdy Jagoda miała jakieś 1,5-2,5 roku i nie była zbyt przyjazną towarzyszką podróży. A co, jeśli będzie płakać? A co, jeśli nie będzie chciało spokojnie usiedzieć? A co, jeśli nie będzie chciało zapiąć pasów na czas startu i czeka Cię walka z ryczącym wniebogłosy dwulatkiem? A jeśli będzie za głośne? A jeśli będzie przeszkadzać innym? A jeśli zrobi kupę i ubrudzi czystego bodziaka, a nie będzie można wstać i iść do toalety? A co jeśli się źle poczuje? A co jeśli zwymiotuje? A co, jeśli ktoś.. zwróci mi uwagę? Tego też się boimy, prawda? Boimy to może za dużo powiedziane… Ale to nas stresuje, powoduje dyskomfort, czujemy się zestresowane nie tylko tym, że dziecko płacze/ będzie płakać, ale tym, co na to inni…

 

A inni często nie pomagają. Wkurzone spojrzenia, znaczące wzdychanie, nieprzyjemne komentarze- takie, co to niby są mówione po cichu, ale tak żebyś słyszała… „Z takim maluchem do samolotu?? W głowach się poprzewracało!!”, „W moich czasach rodzice nie targali ze sobą dzieci po całym świecie”, „ale masakra! Nie mogli nas gdzie indziej posadzić???”, „czy ona nie mogłaby się tym dzieckiem lepiej zajmować?”.. Większość z nich to real story – kiedyś nawet o tym pisaliśmy TU! Tam Pan nawet nie próbował powiedzieć cicho, on chciał, by mama lulająca niespokojne dziecko słyszała, by dostało jej się jeszcze bardziej, pomimo, że dwoiła się i troiła, by uspokoić malucha..

 

 

Dlatego, gdy w takim świecie po locie Warszawa- Paryż słyszysz „Macie Państwo wspaniałe dzieci, tak pięknie ze sobą współpracują”, masz ochotę rozryczeć się ze wzruszenia!!! Zwłaszcza, że te Twoje dzieci wcale nie były idealnie grzeczne i idealnie cicho, a Ty zwracałaś im kilka razy uwagę, że są w samolocie i nie wolno przeszkadzać innym… I pewnie część osób właśnie tak skomentowałaby ich zachowanie – może były zbyt głośne, może się kłóciły, może wyrywały sobie zabawki. W końcu są dziećmi! Jak dobrze, że są ludzie, którzy potrafią spojrzeć na otaczający świat pozytywnie, a nie wszędzie doszukiwać się powodów do narzekania! Jak dobrze, że są tacy, którzy potrafią się odezwać do nieznajomego, by powiedzieć coś miłego, a nie tylko skrytykować, obrazić, dopiec. Dziękuję! Takie sytuacje przywracają wiarę w ludzi!!! A dla Was mam nadzieję, że ta historia będzie zastrzykiem siły przed kolejnym lotem z dziećmi! Pamiętajcie o niej, gdy znów będziecie wsiadać do samolotu 🙂 Pamiętajcie o niej również wtedy, gdy Wy jesteście po drugiej stronie. Może to Wasze dobre słowo uratuje czyjś dzień??

 

PS. No właśnie… pamiętasz, kiedy ostatnio powiedziałaś coś miłego obcej osobie?:) Może to najwyższa pora? 😊