Mamy 30 października, więc za jakieś 12 godzin już będziemy na lotnisku i będziemy pakować się do samolotu! 🙂 Cieeeeeszymy się baaaaardzo, a Maks już od kilku dni dopytuje, kiedy będzie leciał samolotem! Trochę mu się tylko kierunki mylą, bo gdy zapytacie go, gdzie leci, odpowie, że do Bangkoku, do Irlandii. Tak też można! 🙂 My natomiast nie możemy się doczekać aż zobaczymy takie obrazki jak ten ze zdjęcia powyżej, jak poczujemy gorące powietrze, wychodząc z lotniska w Bangkoku (chociaż na temperaturę u nas obecnie wcale nie narzekamy!), jak na obiad zjemy pad thaia, sataye z kurczaka z sosem orzechowym, a Maks będzie pałaszował ukochany smażony ryż z kurczakiem.

Przed wyjazdem jednak kilka słów podsumowania, co za nami. Nie wiem, jak Was, ale mnie takie długie wyjazdy nastrajają do zamknięcia spraw, które zostawiam w domu. Dziś walczyłam, by pozamykać wszystkie kwestie zawodowe (część domknę jutro;)), byłam u dentysty, załatwiłam reklamację butów… Lubię wyjeżdżać z pustą głową! 🙂 Czas zatem również na blogu zrobić małe podsumowanie października, by z czysta głową ruszyć do Azji w poszukiwaniu nowych tematów!

Październik upłynął nam pod hasłem przygotowań do wyjazdu, chociaż trochę bardziej nerwowych niż planowaliśmy. Jak zwykle nie starczyło nam czasu, by poczytać, zaplanować, popatrzeć, co chcemy zobaczyć, więc będziemy działać na bieżąco. Mamy za to przewodnik, mamy też książkę o Kambodży, więc jeśli Maks pozwoli (będzie spał lub ładnie się bawił), poczytamy już w samolocie. Wyposażenie chyba pełne i chyba udało się je upchnąć w jedną główną walizkę + oczywiście bagaż podręczny. Piszę “chyba”, bo cały czas zastanawiam się czy o czymś nie zapomniałam! Na szczęście jutro mamy jeszcze trochę czasu na ostatnie poprawki! 🙂 Poza przygotowaniami, o których już Wam pisaliśmy, kompletowaniem apteczki (zwłaszcza tej dziecięcej), szczepień, niezbędnych gadżetów na drogę, w październiku sporo się napracowaliśmy, ale też udało się coś nowego zobaczyć! 🙂

Z październikowych odkryć, polecamy Wam zwłaszcza dwa, czyli wspaniałe, jesienne winobranie (zapiszcie w kalendarzach na następny rok!!)  – nasze w Pałacu Mierzęcin (bajka i dla małych, i dla dużych) oraz Dublin i okolice.

Pisaliśmy już o tajemniczych górach Wicklow, a cały czas czeka na Was destylarnia whisky Jamesona – mega miejsce! Jeśli tylko złapiecie tani lot do Dublina, nie wahajcie się, a na listę “must see” / “must eat” wrzućcie Jamesona i fish’n’chips w Leo Burdock, gdzie rybką z frytkami jedli m.in. Sandra Bullock i Liam Neeson (i cała masa innych znanych osób, których nazwiska istnieją przy wejściu) … Na razie na zachętę…

Dublin, whisky, Jameson, destylarnia

obowiązkowy punkt wyprawy do Dublina dla wszystkich kochających whisky

whisky, Dublin, Jameson

whisky, whisky, whisky

fish'n'chips, Dublin, Leo Burddocks

fish’n’chips w Leo Burdock – obowiązkowo na lunch

Przygotowując się do wielkiej podróży, udało nam się również spędzić trochę czasu w Warszawie. Ma to swoje zalety – przede wszystkim czas, który możemy spędzić z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi oraz oczywiście wspólne z nimi odkrywanie nowych miejsc! 🙂  W tym miesiącu na pewno pozytywnie zaskoczyła nas Pook Pasta – miejsce ciepłe, urocze, kameralne, gdzie wchodzisz po raz pierwszy, ale od razu czujesz się dobrze, swobodnie, trochę jak u znajomego. Jak sama nazwa wskazuje, knajpka na Kabatach serwuje kuchnię włoską w świetnym wydaniu. Pamiętajcie o tym miejscu, gdy nas nie będzie! 🙂

Spodobały nam się również polskie Głodomory na Żoliborzu w okolicach placu Inwalidów. Tam najlepiej zajrzyjcie w tygodniu na lunczyk – smacznie, jak u mamy i w dobrej cenie. W weekend też miło, ale baaardzo tłoczno 🙂

Przed wyjazdem najedliśmy się też sporo sushi… w różnym składzie odwiedziliśmy w sumie aż 4 miejsca – niektóre już wcześniej opisywane, inne nie. Jak zawsze czułyśmy z przyjaciółką rozkosz kulinarną w Sushi Zushi na Żurawiej, smakowało nam rodzinne sushi w Izumi Sushi Biały Kamień, gdzie Maks uwielbia latać jak szalony i przekonałam się ponownie do Soto Sushi na Ursynowie – ładnie, smacznie, rozsądnie cenowo! W zeszłą sobotę znajomi namówili nas na Sakanę na Moliera – jedno z klasycznych miejsc w Warszawie na sushi, ale nas nie było już tam baaardzo długo… mnie chyba ze 3 lata! Nie będę ukrywać: zachwyt! Kreatywnie, oryginalnie, pysznie… chyba trzeba tam będzie wrócić po powrocie, a nie za kolejne 3 lata 😉 Pamiętajcie zatem o miejscach na sushi, zwłaszcza, gdy skończą się ciepłe dni i fajnie będzie spędzić dłuuuugi wieczór w fajnym miejscu..

no to tyle październikowych wrażeń! Tymczasem żegnamy się z Warszawą i z wszystkimi fajnymi miejscami tutaj, ale też z pracą, terminami, klientami, wspólnikami. Machamy naszym rodzinkom, przyjaciołom, znajomym, machamy też Wam!! 🙂 Ale to, że kulturalnie na pożegnanie machamy, nie znaczy, że nas tu nie będzie… 🙂 Jak tylko pozwoli nam Internet, zapraszamy Was do Bangkoku, Kambodży, Laosu, Wietnamu… Trzymajcie za nas kciuki! 🙂