Zastanawiacie się czasem, jak się ma życie, które prowadzicie teraz do życia, które wymarzyłyście sobie jako dziewczynki ??? O czym marzyłaś, gdy miałaś lat 13, 16, a może nawet 18? Czy już wtedy miałaś sprecyzowany plan na życie? Wizję idealnego ślubu, białej sukni, dobrego męża, domku z białym płotkiem i dwójki uśmiechniętych dzieci? A może wręcz przeciwnie – chciałaś podbijać świat na własną rękę, niezależna, sama, wolna? Potraficie wrócić do tamtych czasów i przypomnieć sobie, o czym marzyłyście?

 

Ja chyba nie potrafię. Chyba nie miałam sprecyzowanej wizji siebie za 10 czy za 20 lat. Nie miałam wymarzonego zawodu, nie myślałam o ślubach, dzieciach, tylko dość mocno o tym, co tu i teraz. Gdyby zastanowił się nad tym psycholog, pewnie powiedziałby, że wszystko ma swoją przyczynę. Ja ją znam i kiedyś Wam o niej opowiem.  Ale wiadomo – mając kilkanaście lat, jak chyba większość z nas chciałam wielkiej miłości. Która tego nie chce? Która nie marzy o tej pierwszej miłości do końca życia? Potem dopiero pojmujemy, że w większości przypadków uczucie, które się pojawia, gdy mamy 15, 16 czy 18 lat, to nie jest dobry plan na życie. Znam cudowne wyjątki od tej reguły, ale wiem też, że u większości to zły plan. Bo pierwsza miłość sprawia, że nie patrzysz racjonalnie, że nie znasz innej, że nie wiesz, jakie będą Twoje oczekiwania za 5 czy 10 lat, nie wiesz, kim będziesz Ty… Ja pożegnałam się z moją pierwszą miłością po 6 latach…Gdy teraz na to patrzę wiem, że dzieliło nas zbyt wiele, a może dzieliło nas wszystko? Że mieliśmy inne plany, inne oczekiwania wobec życia, inne spojrzenie na świat. Rozstawałam się, gdy większość moich koleżanek myślała o zaręczynach i ślubach. W takich chwilach zawsze myślisz: jak ułożysz sobie wszystko od nowa? jak to będzie teraz, gdy jestem sama? A może już nie spotkam nikogo innego? Trochę się boisz, ale wiesz, że inaczej obudzisz się za 20 lat w złym miejscu.. Podjęłam ryzyko i dziś wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji!

 

Kolejne kilka miesięcy to beztroska radość i szczęście. Dużo pracuję, dużo się bawię, cieszę się wolnością, która w poprzednim związku była nadmiernie ograniczana, mam kogoś, chociaż to nie jest taki prawdziwy, poważny związek. Mam swoje przyjaciółki, wyjazdy, tłum znajomych i jest fajnie. Gdy myślę o tym z perspektywy czasu, wiem, że ten rok był mi bardzo potrzebny. Rok, który precyzuje oczekiwania wobec życia, pozwala odnaleźć siebie, swoje pragnienia oderwane od związku, faceta i jego oczekiwań.

 

A potem poznaję Łukasza. We Wrocławiu, na służbowym wyjeździe. Zaczynamy od imprezowania i wspólnej podróży z Wrocławia przez Poznań do Warszawy. Pendolino jeszcze nie ma. Spędzamy w tej podróży 7 godzin. Przez 7 godzin można przegadać bardzo wieeeele…

 

Pierwsze tygodnie to radosna sielanka (jak zawsze!), pierwsze wspólne dni,  mieszkanie we dwoje, bo po co tracić czas, pierwsze cudne podróże. Ale są też problemy… problemy, które powracają niemal przez kolejny rok. Problemy, które prawie sprawiają, że chcę iść w całkiem inną stronę, że tracę wiarę w sens tego wszystkiego, pomimo, że wydaje mi się, że spotkałam faceta idealnego dla mnie. Dziś jednak wiem, że ta wiara była słuszna…

 

Spotkałam mężczyznę sam raz dla mnie. Wiem już, że nie spotyka się mężczyzn idealnych. Spotyka się tego IDEALNEGO dla CIEBIE, bo każdy z nas marzy o czymś innym. Nie marzyłam o tym, jak będzie wyglądał, nie marzyłam o białej sukni i gromadce dzieci. Marzyłam o szczęściu. Swoim, osobistym, definiowanym tylko przez siebie, a nie przez normy i oczekiwania innych. Spotkałam mężczyznę, z którym mogę robić wszystko! Z którym spędzam po kilka-kilkanaście godzin dziennie prawie każdego dnia, z którym pracuję, podróżuję i nie mamy ochoty się pozabijać (tylko czasem ;)). Który chce niemal dokładnie tego, co ja. Uwielbia podróżować, uwielbia aktywne życie, uwielbia spędzanie czasu ze znajomymi, imprezy, ale uwielbia też pracować, uwielbia wyzwania, chce nieustannie mocniej i więcej. Tak jak ja. Jest moją miłością, ale też kumplem, z którym można imprezować do rana i przyjaciółką (obrazi się!), z którą można przegadać całą noc. Nadal nie mamy ślubu. Łukasz twierdzi, że on chciał, a ja wolałam drugie dziecko 😉 Może kiedyś go weźmiemy, a może nie? Nie wiem czy ślub sprawi, że będziemy ze sobą bardziej szczęśliwi, bo myślę, że już teraz jesteśmy bardzo szczęśliwi we dwoje!

 

miłość, para, podróże, podróżowanie we dwoje

Italia 2009-227_edited-1

miłość, para, podróże, podróżowanie we dwoje

miłość, para, podróże, podróżowanie we dwoje

miłość, para, podróże, podróżowanie we dwoje, miłość, dziecko

życie we dwoje, podróże, miłość,

 

Oczywiście, czasem wkurza mnie niemiłosiernie i mam ochotę go udusić gołymi rękami. Czasem krzyczę, ryczę i “rzucam talerzami”. Czasem popełniam błędy. On też. Ale za każdym razem, gdy złość przechodzi wiem, że nie chcę już być z nikim innym. Chcę z nim dalej podróżować, pracować i cieszyć się życiem za 10, 20 czy 40 lat! Dziś miłość mojego życia kończy 34 lata. Złóżcie mu życzenia! 🙂

Kocham Cię Pysiu! Bądź dalej szczęśliwy, koniecznie ze mną! 🙂

 

PS1. Zdjęcie tytułowe to jeden z naszych pierwszych, wspólnych wyjazdów – nasze Żegary na Suwalszczyźnie 🙂

PS2. Podzielicie się Waszymi historiami o miłości ? 🙂 Uwielbiam takie! 🙂