Urodziły niemal w tym samym czasie. 4 mamy, 4 urocze bobaski. Koleżanki z liceum albo z podstawówki. Nie zawsze miały ze sobą kontakt, nie zawsze umawiały się na plotki, ale los chciał, że teraz połączył je jeden temat: DZIECKO. Przecież „nikt nie zrozumie tak mamy jak druga mamusia”, prawda? Wreszcie jest z kim pogadać o kolkach, pieluszkach wielorazowych i zabawkach. Wreszcie jest z kim omówić, kiedy wprowadzić jabłuszko, a kiedy dynię i po jakich produktach Zosię boli brzuszek, a Krzyś nie chce zasnąć. Każda mama wie, że nie ma nic lepszego niż koleżanki z maluchami, gdy sama właśnie rodzisz i z dnia na dzień zmienia się diametralnie nie tylko Twój tryb życia, ale również najczęściej omawiane tematy. Bo nagle Ty masz najwięcej czasu, gdy mąż/ chłopak i prawie wszystkie przyjaciółki są w pracy. Bo, gdy Ty chcesz pogadać, pchając przed sobą wózek ze śpiącym niemowlęciem i łapiąc ciepłe promyki słońca, Twoja koleżanka właśnie walczy z kryzysem w firmie i z niezadowolonym klientem, który chce wszystko na wczoraj. Koleżanka-mama problem rozwiązuje. Wszystkie na macierzyńskim, wszystkie w domu z dzieciakami, podobny plan dnia.

 

 

Te same problemy, ten sam etap. Nikt się nie czepia, że gadacie o dzieciach. Nikt się nie dziwi, że co druga lekko sepleni i zdrabnia każde słowo, przecież to oczywiste, że „mamusia zmieni Kubuniowi pieluszkę i da soczuś”. Wspólne spacery, obiady, wyjścia z dziećmi. Na początku masz wrażenie, że idealnie trafiłaś! Jak to dobrze, że je spotkałaś na swojej drodze! Jest z kim pogadać! Ale zaraz…

 

 

Po miesiącu, dwóch kończy się beztroska, a zaczyna się wyścig. Na studiach ścigałaś się o lepsze oceny i o stypendium, w pracy o awans i lepsze projekty niż koleżanki, a teraz nowa dyscyplina, a nawet dwie: najlepsza mama i najlepsze dziecko. Konkurs zaczyna się bardzo wcześnie! Czasem już w ciąży, a na pewno w chwili porodu: „Kasia urodziła w 2 godziny i to w ogóle bez znieczulenia!!!”, „Nie karmisz piersią??? Przecież to takie ważne dla dziecka! Nie wyobrażam sobie nie karmić! To najwspanialsze wspólne chwile!”, „A ile mierzył, jak się urodził? Bo mój 60 cm!”, „Już na USG widać, że będzie miał długie nogi jak mama i będzie wysoka jak tatuś!”.

 

Zawody trwają na każdym spacerze. Przecież masz idealne dziecko, prawda? Przesypia całe noce od pierwszego miesiąca, piękne je z piersi, rozwija się książkowo albo i lepiej! Lepiej. Zdecydowanie lepiej! Główkę podnosi pierwsze na osiedlu, a jak nie, to odrobina ćwiczeń nikomu nie zaszkodzi. I pierwsze stanęło na nogi, trzymając się prętów łóżeczka… i tak szybko raczkuje, a córka Zosi to przecież ledwo się czołga, a ma już 8 miesięcy! Niekwestionowany mistrz świata niemowlaków! Aha, i najlepiej przybiera na wadze! To również powód do dumy! Gdy spotykasz się z koleżankami, mówisz z udawaną troską: „Ojej, to Tomuś jeszcze nie raczkuje / nie siada / nie chodzi?”. A jeśli spotkasz godną siebie przeciwniczkę zaczyna się licytacja: „Antoś już główkę podnosi i tak pięknie sam bawi się zabawkami!”, „A Kasia to już je zupki z marchewki i ziemniaczka je! Aż jej się uszy trzęsą!”, „Tak, Tak, Antoś też już zaliczył marcheweczkę i ziemniaczka, ale teraz już je króliczka z warzywami!” „Kasia też! Właśnie kupiłam jej nowy słoiczek!” … i tu zgrzyt! Bo jak??? Słoiczek??? No to już! Dyskwalifikacja.

 

 

„Słoiczki???” – powie wtedy matka idealna z obrzydzeniem w głosie: „JA gotuję ZAWSZE sama. Z ekologicznych warzyw! Antoś kocha takie zupki! Nie wyobrażam sobie kupować mu sklepowego syfu”. I wszystko zaczyna się od nowa. Idealne dziecko to jedno, czas zawalczyć o medal idealnej matki! Zawsze uśmiechnięta, spokojna i pełna miłości. Karmi piersią z rozanieloną miną, gotuje zupki i uważa to za najbardziej fascynujące zajęcie ever. Dziecko nigdy jej nie nudzi / nie wkurza / nie irytuje, zawsze cieszy. W domu codziennie ma porządek perfekcyjnej pani domu, a gdy zaprasza Cię na lunch, czujesz się jak w Master Chefie. Wygląda idealnie już kilka tygodni po porodzie, paznokcie na tip top, włosy zawsze od fryzjera. I z pobłażaniem patrzy na Twoją bluzkę z resztkami mleka. Przecież ona zawsze podkłada pieluszkę! Patrzysz na nią, jej idealne dziecko, słuchasz opowieści o kolejnych krokach milowych i… powoli czujesz, że masz dość?

 

 

Wiesz co? Ja też! Dla czterolatków nie organizują tylu zawodów, co dla niemowlaków. Nie trzeba już walczyć o pierwszą podniesioną główkę, pierwsze kroki, pierwszy ząb i pierwszą zupkę. Ale nawet jak masz w domu półrocznego niemowlaka, olej! Odpuść oba wyścigi, zawody i przechwałki. To nie ma żadnego znaczenia! Nikt za rok czy dwa nie będzie nawet pamiętał, które pierwsze usiadło, a które powiedziało mama. Które ile waży, ile ma centymetrów i jaką zupkę zrobiłaś, rozszerzając mu dietę. Twoje dziecko też tego nie zapamięta. Perfekcjonizm matki nie jest mu do niczego potrzebny.

 

 

Skąd to wiem? Bo sama jestem nieidealną matką nieidealnego dziecka. Zamiast chodzić co tydzień do szkoły rodzenia, poszliśmy na przyśpieszony kurs weekendowy. Nie urodziłam naturalnie, bo wyszło inaczej. Nie żałuję i nie cierpię z tego powodu. Karmiłam piersią przez rok, ale też słoiczkami przez kilka miesięcy. Nie potrafiłam nigdy ugotować niemowlęcej zupy! Generalnie nie jestem specjalistką od zup. A gdy koleżanka, mama rówieśnika Maksa, zapytała mnie, czy wprowadzam już gluten, oblały mnie zimne poty: “o co chodzi z tym glutenem??? Na czym to polega??” Ja po prostu dałam Maksowi chrupka albo bułę. Nie byłam specjalistką od dziecięcych chorób i gadżetów. Nie przeczytałam miliona książek. Nadal wielu rzeczy nie wiem. A nasze dziecko.. przez długi czas było najmniejsze w żłobku, nadal jest drobne i nigdy nie miało „masy”, którą mogłam się chwalić. Piło długo z butelki i do 2 roku życia korzystało ze smoczka. Teksty „Taki duży, a jeszcze ze smokiem” puszczałam mimo uszu.. Chociaż mogłam powiedzieć „Taka stara, a jeszcze taka głupia!”.

 

 

Czy teraz to wszystko ma znaczenie? Czy ktoś mnie rozlicza z tego, jaką zupę dałam dziecku? Jak często zabieram je do restauracji i kiedy ostatnio włączyłam mu bajki? Czy liczy mi, ile zjadło warzyw i owoców, a ile czekoladek? Ja “liczę”, ile razy słyszę „Kocham Cię Mamo”,a do tego nie muszę być matką idealną, prosto z poradnika. Wolę być po prostu mamą, nieidealną i przeglądać się w uśmiechach mojego nieidealnego dziecka. Dawać mu zdrowy obiad i pilnować, by umyło zęby, ale też leżeć na łóżku z pizzą w ręku i razem oglądać „Shreka”. Nie chcę go uczyć perfekcjonizmu, wolę nauczyć go szczęścia i cieszenia się życiem.