Witaj przygodo!

Znacie ten delikatny dreszczyk podniecenia, który pojawia się podczas odprawy paszportowej na lotnisku, tuż po wyjeździe samochodem za rogatki miasta czy podczas wsiadania do pociągu (nawet, jeśli jest to zwykle opóźnione i często zawodne PKP;))?

Dreszczyk przepowiadający nowe przygody, doznania, emocje, nowe miejsca, nietypowe zwyczaje, odmienną kulturę, czasem zachwycające, a czasem szokujące smaki?

Powiem szczerze – ja uwielbiam ten dreszczyk i staram się aplikować go sobie tak często jak to tylko możliwe… Na szczęście podczas jednej malutkiej “podróży” całkiem przypadkiem znalazłam idealnego Towarzysza (może lepiej starodawnie kompana lub politycznie poprawnie partnera, bo ten towarzysz za bardzo przypomina poprzedni ustrój..), który razem ze mną wybiera ten dreszczyk i decyduje się na odkrywanie, poznawanie, poszukiwanie, zachwycanie, dziwienie, szukanie oraz wszelkiego rodzaju smakowanie.

Smakowanie życia, podróży i… last but not least… smakowanie przekąsek i deserów, przystawek i dodatków, zup i kremów, ptactwa i dziczyzny, czekolady i homara, pieprzu i wanilii, owoców morza i owoców leśnych… i wszystkiego, co tylko się przydarzy..

Od niedawna podróżuje z nami też mały obywatel, który choć jeszcze “nie smakuje” zbyt wiele poza mlekiem, zabawkami i… własnymi rączkami, pokazuje nam nowe oblicze podróży.

O naszym wspólnym smakowaniu życia będę pisać i zachęcać do podróżowania… tego tradycyjnego i tego kulinarnego. Bo kulinarne można zorganizować choćby w własnej dzielnicy czy we własnym domu 🙂

Enjoy!