Aż wstyd się przyznać, ile mnie tu nie było… A było tak: najpierw wyprawa do Brugii, a potem zapalenie krtani bobasa i wyczerpujące próby bycia matką polką na cały etat, a do tego kobietą pracującą również na jak największy procent etatu. Ciężko było! Ale już powoli wygrzebuję się spod zaległości i pędzę, by kilka słów o Brugii, Gandawie i tamtejszych przysmakach napisać…
Ostrzegam, że tym razem będzie bardziej podróżniczo niż kulinarnie, bo nasz trzydniowy belgijski jadłospis był dość monotematyczny: mule, mule, mule, frytki, frytki, frytki, piwo, piwo, piwo…i goooofry z belgijską czekoladą. Ale o smakołykach za chwilę!
Do Brugii trafiliśmy po raz pierwszy latem 2011 roku, kiedy to wybraliśmy się z 2,5 miesięcznym bobo na dłuuugą podróż po Europie (Niemcy-Belgia-Francja-Hiszpania-Portugalia-Hiszpania-Włochy). Po drodze z Niemiec na północ Francji (cudowna destynacja, polecam!), poradzono nam: “zajrzyjcie do Brugii!”. Wrażenia były super, a ich efekty widzicie powyżej – kolorowe domki, piękne place… idealne miasto na długie spacery, no i najlepsze mule! Gigantyczne, wypełniające muszelki po brzegi, podawane z grubiutkimi frytkami i sosem tatarskim.
Rok temu przypadkiem trafiliśmy do restauracji, do której koniecznie trzeba zajrzeć, bo chociaż mule w Brugii są wszędzie, to najlepsze można zjeść właśnie w Breydel DeConinc, na Breidelstraat 24. Co ciekawe, nazwa restauracji to nazwiska przywódców powstania przeciw Francuzom z 1302 roku, więc jest dość patriotycznie.
Miejsce na pewno znajdziecie, bo znajduje się na uliczce prowadzącej z Grote Markt do Ratusza…
Mule są totalnie obowiązkowe, ale warto skusić się również na zupę rybną. Polecamy i my, i mały koneser, Maks.
Co na deser? Najlepiej wyjdźcie z restauracji i tuż obok, z okienka, kupcie pysznego, ciepłego gofra. Zdjęcia nie zrobiłam, bo pałaszowanie gofra, lejącej się czekolady i gorącej bitej śmietany pochłonęło mnie bez reszty. Belgijskie gofry są zupełnie inne niż nasze, mają inną konsystencję, inny kształt i pachną karmelem… dawno temu była budka z takimi goframi pod Pałacem Kultury, jeszcze za czasów wielkiego bazaru.. pamiętacie?
Po obiedzie i po gofrach, warto przypomnieć sobie, że Brugia jest nazywana “flamandzką Wenecją” i popłynąć na wycieczkę krajoznawczą. Widoki jak ze średniowiecznej powieści.
Po przejażdżce oczywiście kolacja – u nas znów mule z frytkami. Plus sałatka z gorącym kozim serem, ale tutaj niestety Belgia Francji nie dorówna, nawet jeśli sałatka wygląda całkiem apetycznie…
Samolot mieliśmy z Brukseli, więc po drodze zahaczyliśmy o Gandawę (Gent). Kolorowe domki, fajny spacer, ale nadal Brugia to nasz numer 1.
Co ciekawe, zarówno w Gandawie, jak i w Brukseli trafiliśmy na niedzielę bez samochodu, co oznaczało zamknięcie ruchu w centrum miasta. Całkiem dobry pomysł na niedzielę!
W Gandawie trochę zobaczyliśmy i zjedliśmy szybki obiad, czyli … mule i… frytki.. i piwo belgijskie 🙂
Zatem w weekend może piwko w Brugii? 🙂 Why not?

















18 Comments
gerardinho
ech te mule i frytki w Brugii – muszę się tam wybrać 🙂
Widelcem przez świat
sama Brugia te jest super, ale mule i frytki na pewno umilają pobyt 😉
Marta
Ach… Brugia – cudowne miejsce na weekend. Miło było przypomnieć sobie znajome miejsca czytając ten wpis i przeglądając zdjęcia. Szkoda, że smaku wybornych piw nie mogę sobie przypomnieć… 🙁
Bardzo ciekawy blog i świetne zdjęcia! 🙂
Widelcem przez świat
cieszę się w takim razie, że mój wpis przyniósł miłe wspomnienia 🙂 oj faktycznie belgijskie piwko i frytki…mniam! 🙂
Monika Podszywało
Burgia piękne Belgijskie miasto tak zwana Wenecja Belgijska;] polecam
Sylwia
takie butelki o takim kształcie sa w Las Vegas i można kupić plastikowe , a Belgia piękne miejsce może kiedyś uda mi się zwiedzić choć parcia nie mam na to miejsce jeszcze 😉
Natalia - tasteaway.pl
O proszę, w Las Vegas! trochę od Brugii daleko, a jednak podobne pomysły 🙂 Z tym parciem rozumiem, bo ja też miałam (i mam) miejsca, które bardziej dopraszają się o zwiedzenie;) ale Brugia swoim urokiem rzeczywiście mnie zaskoczyła.. no a z PL całkiem niedaleko!:)
majeczka
właśnie wróciliśmy z Belgii,odwiedziliśmy Brugię,Ostendę a w Gandawie mieszkaliśmy .Piękne miasteczka ,nie spodziewałam się ,że tak mi się spodoba w Belgii .Szkoda,że nie zajrzałam na Waszą stronkę przed wyjazdem ;( pewnie oprócz frytek i kalamarów spróbowała bym jeszcze muli;)
Natalia - tasteaway.pl
przyznam, że ja też się nie spodziewałam, że belgijskie miasta tak nas zachwycą! 🙂 Mule w Brugii chociażby obowiązkowo – musicie wrócić!!!:) są chyba najlepsze ever!!!:)
Michal Czaplicki
Jak miło poczytać o swojej okolicy! Cieszę się, ze Wam się Belgia podoba, co nie jest trudne jak ktoś jest mouloholikiem 😉 zrobiliście jednak jeden podstawowy błąd, który robi wielu przyjeżdżając do Belgii – nie można w podczas jednej wyprawy pojechać i do Brugii i do Gandawy!!! Gandawa po Brugii to jak drugi deser zamówiony po pysznym sutym pierwszym deserze. Chociażby nie wiem jak była dobra, i tak nie zachwyci nasyconego podniebienia. Pyszna średniowieczna Brugie warto połączyć z czymś o całkowicie innym smaku, jak na przykład z pobliskim zanurzonym w pierwszej wojnie światowej Ypres z Polami Flandrii pokrytymi makami, lub z niezwykłymi dziewiętnastowiecznymi kanałami w La Louviere, gdzie statki podróżują windami, lub z jakimiś zamkami czy pałacami, w które Belgia obfituje. A Gandawe zostawić warto na następna wyprawę. Wówczas smakuje znacznie lepiej! 😉
Natalia
Michał, ja to myślę, że Ty się musisz za bloga wziąć 🙂 Nie dość, że widać, że masz mega wiedzę, to jeszcze pięknie to opisujesz:) Myślałeś kiedyś o tym??? 🙂 Może rzeczywiście przez połączenie tych 2 miast podczas krótkiego pobytu Gandawa wypadła słabiej niż Brugia?? W Brugii byliśmy już dwa razy i chętnie bym wróciła – koniecznie na mule z frytkami i na gofry z czekoladą!!! 🙂
Michal Czaplicki
Dzieki za komplement! O pisaniu bloga myslimy z Zona od jakiegos czasu. Jak tylko nasza mlodsza pociecha pojdzie do szkoly (szkola w Belgii zaczyna sie w wieku 2,5 roku, czyli nieco wczesniej niz w Polsce) to powinno sie cos nowego w blogosferze pojawic.
Serdecznie zapraszamy ponownie do Belgii – Bruksela z jej zabytkami i kulinariami warta jest osobnego wpisu (jako muloholicy musicie koniecznie odwiedzic Rue des Buouchers – uliczki zlozonej z samych restauracji ktore serwuja mule). Tuz obok Brukseli jest Leuven ze wspaniala starowka, pubami (to tu jest siedziba browaru Stella Artois) i setkami studentow (uniwersytet w Leuven z 1410 r. jest najstarszy w Belgii). A jako przerywnik od muli i gotyku brabanckiego mozna wpasc do Waterloo, gdzie co roku w czerwcu odgrywana jest slynna bitwa.
Podróże po Europie
Brugia, Gandawa i cała Belgia.. – skradły nasze serca.. 🙂 Sami byliśmy zdziwieni tym jak bardzo 🙂 Piękne zabytki, wielogodzinne spacery i jeszcze takie jedzenie.. 🙂 Ach.. no i oczywiście trzeba pamiętać, że to kraina czekolady. Pralinki tam są wspaniałe.
Natalia
No właśnie 🙂 my jako, że jesteśmy teraz też właścicielami nowoczesnej cukierni DESEO, planowaliśmy nawet wybrać się do Belgii śladem pralin czekoladowych 🙂 kiedyś jedliśmy, ale gdy teraz jest nam to bliski temat, chcieliśmy pojechać na mały research – może wkrótce się uda:)
Podróże po Europie
to Wy do Belgii, a my do DESEO .. (najchętniej to i tu i tu byśmy się wybrali) 🙂 i każdy powinien być zadowolony 🙂
tylko proszę nie zapomnijcie, że Belgia to nie tylko czekolada.. nacieszcie również oko i poczujcie jej historyczny klimat 🙂
Natalia
DESEO obowiązkowo 🙂 jasne, klimat zwłaszcza w Brugii cudny.. chociaż ja coś czuję, że szybko taka wycieczka nie nastąpi – sporo już planów wyjazdowych i też sporo pracy 😉