No to Dubaj. Ogrom drapaczy chmur w przeróżnych kształtach i rozmiarach, ogrom świetnych samochodów, czarne szaty muzułmanek, białe szaty panów, plaża, słońce, czasem upał, wszechobecny lans na nadmorskiej promenadzie w dzielnicy Marina. Wyspy palmowe, najwyższe budynki świata i zima w środku lata. Duuużo restauracji oferujących przeróżne kuchnie z całego świata, kosmopolityzm zamiast lokalności, przepych i luksus. To moje pierwsze wrażenia… Na szybko. A teraz postaram się je trochę rozwinąć 🙂
Do Dubaju polecieliśmy na 4 dni – i od razu powiem tak: jeśli podróżujecie z małym dzieckiem, bądźcie gotowi na totalny brak czasu dla siebie z powodu różnicy czasu. Chociaż wydawało nam się, że 3 godziny różnicy to dla nas (i dla Maksa) pestka, okazało się, że Maks żyje wg zegarka polskiego i kładzie się spać ok. północy albo i później! Dla matki Polki (ojca czasem też ;)) oznacza to zero odpoczynku – przecież jadąc na 4 dni nie można codziennie odsypiać do 12.00 czy 13.00!
Pod wszystkimi innymi względami dziecko w Dubaju na pewno się odnajdzie – w restauracji (pozytywne nastawianie, często krzesełka, czasem dziecięce dania), na plaży, w hotelu, na ulicy (czysto, przestronnie, pozytywnie nastawieni do dziecka przechodnie)…
Dla starszych dzieci w Dubaju znajdzie się cała masa atrakcji – parków wodnych,wielkich sal zabaw, itd. Nasz niestety jeszcze nie mógł być testerem!
Jedyny problem z dzieckiem związany to tzw. happy hours – w naszym hotelu między 18.00, a 20.00 można było zjeść małą przekąskę, owoce, sery i napić się darmowego drinka. Zgodnie z miejscowym prawem jednak dziecko nie może wówczas przebywać w takim lokalu, więc zmuszeni byliśmy wynosić przekąski i jeść w zaciszu pokoju;)
CO ZOBACZYĆ W DUBAJU?
Co my zobaczyliśmy w Dubaju? Na pewno warto obejrzeć wszelkie przedziwne wytwory budowlano – architektoniczne, z których Dubaj słynie. Ja najbardziej chciałam zobaczyć najwyższy budynek Burj Chalifa, hotel w kształcie żagle Burj Al Arab, stok narciarski w centrum handlowym i oczywiście wyspę w kształcie palmy.
Pierwszego dnia zaplanowaliśmy wycieczkę do Mall of the Emirates, gigantycznego centrum handlowego, w ramach którego można zakosztować zimowych szaleństw pomimo 30 stopni na dworze. Nie do końca wierzyłam przewodnikowi i poradom znawców, że w Dubaju przemieszczać pieszo się nie da, ale rzeczywiście… nie da się. Pal sześć dalekie odległości – my chodzić lubimy, ale w pewnym momencie chodnik po prostu kończy się, znika, wchodzisz w piach, po którym ciężko się idzie, a jeszcze ciężej prowadzi dziecięcy wózek. Inne opcje to metro (nie korzystaliśmy, bo do niego i tak musielibyśmy do niego dojechać taksówką), autobusy (przewodnik głosi, że korzystają z nich tylko robotnicy – niech to będzie znak w jak sztucznym świecie się znaleźliśmy;)) i taksówki. Ostatnia opcja jest niewątpliwie najlepsza – taksówki są niedrogie, tańsze niż w Polsce i najłatwiej dowiozą Cię tam,gdzie chcesz, zwłaszcza, że poszczególne atrakcje są od siebie oddalone.
Tak też dojechaliśmy do Mall of the Emirates…
Zdjęcie niestety nie pokazuje całego stoku, ale po naszej zimie jakoś nie mieliśmy ochoty dodatkowo płacić za śnieg i narty, więc patrzyliśmy z zewnątrz. Dzieci rzucające się śnieżkami, wyciąg i narciarze zamknięci za szybą, a wokoło ludzie w szortach to niezły surrealizm. Nietypowe wrażenie pogłębiają identyczne uniformy wszystkich narciarzy, które można wypożyczyć decydując się na korzystanie ze stoku. Czego to ludzie nie wymyślą! 🙂
BURJ AL ARAB
Całkiem blisko Mall of the Emirates znajduje się Burj Al Arab (Wieża Arabska) – sławny hotel żagiel położony na sztucznej wyspie, jeden z symboli Dubaju, do niedawna najwyższy hotel na świecie (321 m). Z pewnością jest to miejsce dla osób, które lubią mieć wokół siebie duuużo przestrzeni – podobno najmniejsze apartamenty mają około 170 m2, zaś największe nawet 780 m2!
Burj Al Arab w nocy wygląda chyba nawet lepiej niż w dzień, więc wybraliśmy się na “kolację z widokiem” do restauracji Beachcombers, znajdującej się tuż na przeciwko, na terenie Jumeirah Beach Hotel. Stamtąd Burj prezentuje się wyjątkowo okazale, a kolacja w formie szwedzkiego bufetu oferującego dania pan azjatyckie zapewnia przyjemne doznania kulinarne.
Beachcombers osobom podróżującym z dziećmi można polecić nie tylko z uwagi na kuchnię i wspaniały widok, ale również z uwagi na specjalny bufet dedykowany najmłodszym oraz salkę do zabaw. Pomimo jednak wysokiego poziomu hotelu Jumeirah Beach, salka jest dość przechodzona – pomazane stoły, połamane kredki, misie ewidentnie nie pierwszej świeżości, ale Maksowi to nie przeszkadzało 😉
JUMEIRAH
Po kolacji wybraliśmy się taksówką na przejażdżkę po wyspie palmowej Jumeirah. Trzon palmy to głównie apartamentowce, na “liściach” znajdują się wille z prywatnymi plażami, a na okalającym palmę okręgu ogromne hotele, między innymi Atlantis, kolejny “symbol” Dubaju. My nie pokusiliśmy się na oglądanie “palmy” z góry w całości, ale z naszego hotelu – 24. piętro w dzielnicy Marina widzieliśmy jej fragment – wyglądał imponująco!
Gdy przyjrzycie się zwłaszcza pierwszemu zdjęciu, można dostrzec poszczególne palmowe “liście”. Przejażdżka po palmie ma jeszcze jedną zaletę – super widoki przede wszystkim na zabudowania w dzielnicy Marina:
MARINA
Marina, którą my obraliśmy jako punkt wypadowy, to miejsce o tyle fajne do mieszkania, że hotele znajdują się nad morzem lub “prawie nad morzem” (w pierwszej linii miejscami nadal budują się nowe inwestycje), więc można popluskać się na plaży (radość dla bobasa!), a wieczorem wyjść na kolację do jednej z licznych restauracji na promenadzie The Walk – tu spacerować można i pakowanie się do taksówki nie jest konieczne.
Gdzie warto jeść na The Walk? Pyszny bufet indyjsko, afgańsko – pakistański znajdziemy w restauracji Barbecue Delights. W bardzo przyzwoitej cenie możemy najeść się do syta chicken tikka, butter chicken, placki naan, biryani, indyjskimi słodyczami i wieloooma innymi … Inna opcja to tureckie Kosebasi. Pisząc te słowa, zauważyłam, że Kosebasi to sieciówka obecna zarówno w Turcji, jak i w kilku innych miejscach świata, więc tym bardziej warto zapamiętać tę nazwę! Jedzenie było znakomite!
Gdy już zjemy i spacerując, porozglądamy się wokół zauważymy, że The Walk to idealne miejsce, by zobaczyć, jak wygląda lans w Dubaju. Torebki Luis Vuitton połączone z czarnymi szatami i eleganckim makijażem, niesamowite samochody i… korek trwający do 3 w nocy! Czemu? Gdy ten sam samochód minęliśmy podczas spaceru dwa razy, zrozumieliśmy, że korek nie wynika z konieczności dojechania w określone miejsce, tylko z konieczności właśnie lansowania się 🙂 .
BURR DUBAJ
Gdy znudzi Wam się wielki świat lansu, można wybrać się do troszkę oddalonego Burr Dubaj, starej dzielnicy Dubaju. Tam zobaczymy “zwykłych” ludzi, Muzeum Dubaju, stylowy, aczkolwiek mały bazarek, przypominający delikatnie klimat bazarów Istambułu i przede wszystkim stare drewniane łodzi kursujące między Burr Dubaj, a Deirą za niecałą złotówkę.
Łódki fajne, fajne widoki, ale generalnie Burr Dubaj nieco nas rozczarował. Być może Istambuł i tamtejszy Wielki Bazar rozbuchał nasze nadzieje – tu “bazar” to jedna uliczka sklepików i masa naganiaczy. W okolicy można również zjeść, np. w Karachi Darbar – to miejsce z tradycją, jest pysznie, indyjsko, pakistańsko, trochę chińsko, ale od razu powiem: jeśli przesadnie lubicie czystość i porządek, to miejsce niekoniecznie dla Was 😉 Mi Łukasz odradził wycieczkę do toalety przed jedzeniem, a wierzcie on nie należy do pedantów!:) A jeśli podróżujecie z dzieckiem lub macie wrażliwe podniebienie, nie dajcie się nabrać, że fish biryani, czyli w skrócie “ryżyk z rybką”, na którą wielką ochotę miał Maks to potrawa dla Was / dla dziecka. Spróbował, orzekł: “ostre!” i na tym się skończyło…
Po 3 dniach troszkę wyczerpały nas szklane drapacze chmur, taksówki i niemal wszechobecny lans, więc ostatni dzień zaplanowaliśmy poza miastem. Jak wyglądała nasza wycieczka i co zobaczyliśmy, napiszę wkrótce.
Tymczasem rzut okiem na kolejny z symboli Dubaju, czyli Burj Chalifa – najwyższą lądową konstrukcję budowlaną, jaką kiedykolwiek stworzono, najwyższy wieżowiec na świecie..
Zdjęcie niestety robione z samochodu, więc nie oddaje magii Burj Chalifa. Warto zobaczyć na żywo 🙂
PS. na koniec praktyczna porada: lot do Dubaju to oczywiście Emirates. I być może jak się pośpieszycie, zdążycie na promocje – my kupiliśmy bilet dla osoby za około 1 400 zł w dwie strony, bez przesiadek. Obsługa świetna, pyszne jedzenie, a dla dzieci maaaaasa prezentów. Dodatkowo Emirates niewątpliwie dbają o PR, a zwłaszcza o rodziny z dziećmi. “Zapraszam Państwa do przodu, będziecie Państwu z dzieckiem wygodniej”, czyli jak przeniesiono nas do business class!
Tak podróżował Maks w wersji VIP:
PS2. by sprawiedliwości stało się zadość w drogę powrotną Maks swojego miejsca nie miał, wszystkie fotele zajęte, a obok nas miesięczne niemowlę i kolejka do toalety 😉 Ale obsługa i tak dbała o najmłodszych pasażerów, znów były prezenty i nawet zdjęcie robione Polaroidem na ptorzeby pamiątkowego zdjęcia z podróży 🙂
PS3. nie zapomnijcie o wizie wybierając się do Dubaju. Lecąc z Emirates, to oni załatwiają wizę i poza dostarczeniem dokumentów, skanowaniem, dopasowywaniem formatu, wystarczy telefon i mail. Koszt wizy to około 300 – 350 zł za osobę.
Ps4. martwiłam się jeszcze pieczątką z Izraela, którą pomimo naszych próśb dostaliśmy na lotnisku w Tel Avivie. Pomimo zaleceń ze strony MSZ i informacji z przewodników, bez problemu przeszliśmy z izraelską pieczątką:) Tym pozytywnym akcentem… do zobaczenia!





























10 Comments
Alicja
Super, bardzo pomocny wpis, bo właśnie się wybieram z maluchami:) Dzięki!
Natalia - tasteaway.pl
Cieszę się w takim razie! 🙂 a ja oddałam się na chwilę wspomnieniom, bo już trochę wody w rzece od tego Dubaju upłynęło, a po Twoim komentarzu zajrzałam do wpisu 🙂 a maluchy w jakim wieku? 🙂 pozdrawiam, N.
Pawel
Hej, a można wiedzieć w jakim hotelu się zatrzymaliście? Akurat szukam hotelu na tygodniowy pobyt i chętnie wezmę pod uwagę waszą opinie 😉
Natalia - tasteaway.pl
Hey Paweł!! postaram się to wygrzebać z rezerwacji na Booking, bo przyznaję się, że nie pamiętamy!:) bo to już chyba rok od naszego pobytu w Dubaju! Postaram się odszukać i Ci tu napisać!:)
Liivi
Ja uwielbiam Dubaj :), byłam prawie 3 tygodnie i żyłam w rytmie Dubaju. Fakt, nie mieszkałam w hotelu tylko w apartamentowcu, robiłam zwyczajne zakupy a poza tym zwiedzałam ile się dało :). 4 dni to mało żeby zobaczyć “zwyczajne życie” 🙂 .. a takie widać jak tylko wyjedzie się choćby do Al Ain lub nieco dalej np. Omanu. W tych małych miejscowościach zachwyciły mnie “tekturowe lepianki” w zestawieniu z naprawdę drogimi samochodami oraz eleganckimi panami w białych nieskazitelnie czystych i wyprasowanych szatach :).. gdzie moje białe spodenki na pustyni po godzinie.. hmm białe nie były. W Dubaju zachwyca bardzo przyjazna atmosfera i poczucie bezpieczeństwa, być może pozorne. Zachwyca mnie organizacji i czystość… ech rozmarzyłam się… chętnie bym znowu pojechała :))
Natalia - tasteaway.pl
Hey Liivi!! 🙂 na pewno masz rację, że 4 dni to zdecydowanie mało, by poczuć taką atmosferę 🙂 3 tygodnie to już inna bajka! chociaż przyznam, że nam wystarczyły 3-4 dni, by zakochać się np. w Bangkoku 🙂 Okolice chętnie bym pozwiedzała, my wybraliśmy się jedynie na wycieczkę w góry Hatta, bo na więcej też czasu nie starczyło…
Co do organizacji i czystości, może zależy od upodobań 😉 Ja zawsze wolałam hiszpański rozgardiasz niż szwajcarskie ułożenie, więc może dlatego Bangkok czy miasta w Kambodży bardziej mnie zachwycają niż ułożony Dubaj? 🙂
Magda
W grudniu chcemy wybrac sie z mezem wlasnie do Dubaju. Mam tylko obiekcje dotyczace naszego malenstwa, ktore ma urodzic sie za miesiac 🙂 jak wyglada sprawa naturalnego karmienia oraz na co powinnam zwrocic szczegolna uwage wyjezdzajac z takim malenstwem. Zastabawiamy sie czy tez zabrac starsza coreczke – 2 lata. …
Natalia - tasteaway.pl
Witaj Magda 🙂 co do maleństwa ja bym się nie martwiła – Dubaj jak sama widzisz to miejsce na poziomie, więc na pewno będzie bezpieczne – w dodatku na mleku mamy, więc ten problem związany z wyżywieniem odpada 😉 Co do karmienia niestety nie potrafię Ci odpowiedzieć, bo Maks już był zbyt duży.. wydaje mi się, że przy odpowiednim okryciu siebie / dziecka chustą/ pieluszką nie powinno być problemu, ale tak jak mówię nie trenowałam.. co do wyjazdów z maleństwem, to wrzucę Ci potem kilka linków do tekstów, które pisałam, bo teraz jestem w biegu 😉 Co do dwulatki – ja bym brała 😉 chyba, że chcecie sobie zrobić relaks :), bo moim zdaniem wyjazd z 3miesięczniakiem (jeśli dobrze liczę wiek Twojego maluszka w grudniu) to relaks w porównaniu z szalonym dwulatkiem 😉
Joanna
Super opisane i udokumentowane zdjeciami 🙂 az nie moge sie juz doczekac naszej podrozy do Dubaju…to bedzie aktywne 5 dni myslę 😉
Cudo!
Natalia - tasteaway.pl
Hey Joanna!:) na pewno będzie aktywnie!:) ostatnio lecąc do Azji, zatrzymaliśmy się w Dubaju i byliśmy na Burj Khalifa – warto, widok robi wrażenie! 🙂 więc polecam 🙂