Kolejny zabiegany dzień. O 12.00 w planie USG piersi. A może jednak przełożę? A może odwołam? Przecież mam tyle na głowie! Nic się nie stanie jak zrobię to za tydzień czy za dwa. Przecież i tak nic się nie dzieje… Zrobię jak będę mieć więcej czasu. Kombinuję, ale ostatecznie idę.. Przecież pisałam Wam posta, że te 15 minut dla siebie jest ważne, prawda? Trochę głupio byłoby samej siebie nie posłuchać. Jadę. Szukam miejsca do zaparkowania, co w tej okolicy o tej porze graniczy z cudem. Zdecydowanie bardziej przejmuję się tym, gdzie zaparkuję niż tym, czego dowiem się na USG. Udało się! Jestem lekko spóźniona. Biegnę, przez telefon ustalając kwestie związane z sesją nowych ciastek. Myślami ciągle jestem gdzieś daleko. Mam tyle do załatwienia. Wbiegam do przychodni. O cholera, zapomniałam maseczki. Znów! Miła Pani w recepcji kieruje mnie do pielęgniarki – ona da mi maseczkę. Siadam pod gabinetem. Cały czas myślami jestem daleko. Już myślę, co zrobię, jak wyjdę z przychodni. Myślę o spotkaniu w sprawie nowych ciastek, ofercie do przygotowania i o tym, co muszę zabrać dzieciakom na piłkę. Odpisuję na wiadomości. Wchodzę na badanie i dopiero wtedy zaczynam o nim myśleć. Nadal jednak przekonana, że przecież wszystko na pewno jest OK. Dlaczego miałoby być inaczej? Przecież to tylko formalność.
I rzeczywiście tak jest. “Wszystko dobrze”- mówi lekarze wykonujący badanie. Trzeba wrócić za rok, nic się nie dzieje. Czekam na opis i lecę dalej. Ot po prostu, odhaczone. Kolejny punkt na mojej liście zadań. Mogę ruszać dalej do codziennych obowiązków i przyjemności. Nadal tak samo irytują mnie warszawskie korki i marudzące dzieci. Nadal wkurzam się, że nie mogę zaparkować. Powietrze pachnie tak samo i tak samo smakuje ulubiona kawa. A co by było gdyby…?
Przecież mogłam usłyszeć coś zupełnie innego. Mogłam usłyszeć, że “widzę tu coś niepokojącego”, “trzeba to sprawdzić”, “konieczna jest dalsza diagnoza”. Mogłam wyjść zdenerwowana, przerażona. Mogłam wyjść ze łzami w oczach. Czy wtedy powietrze nadal pachniałoby tak samo? Czy nadal smakowałaby tak samo ulubiona kawa? Czy nadal przejmowałabym się głupotami? Czy nagle świat, by się zmienił czy czekałabym na dalsze informacje? Przecież nawet coś niepokojącego na USG może skończyć się dobrze! Może to pomyłka! Może to niegroźna zmiana… ale może nie? Przecież to mogłam być ja. Przecież tak dobrze wiem, że choroba nie wybiera. Że może dotyczyć każdego z nas. Że tak szybko z naszego dobrego, spokojnego życia możemy trafić do zupełnie innej rzeczywistości… Szpitala, walki o zdrowie, życie, badań, złych wyników, stresu, ból. Ktoś powie: Daj spokój, czemu akurat mi miałoby się to przydarzyć???? A ja Ci powiem: a czemu nie?? To mogę być ja, to możesz być Ty. Dlatego, gdy w biegu wypadniesz z gabinetu i wyrzucisz badanie z pamięci, bo przecież nic Ci nie jest, pamiętaj, że mogło być całkiem inaczej. Mogłaś wyjść z zupełnie innego gabinetu, w zupełnie inny świat… Doceń, że nic się nie zmieniło. Doceń, że nie musisz szukać teraz pomocy. Doceń, że nie musisz poddawać się dalszej diagnostyce. Doceń, że nie musisz nagle zmieniać swojego życia i nadal irytują Cię korki, awantury między dzieciakami i to, że nie możesz od 5 lat schudnąć. Doceń zwykły poranek, kawę z przyjaciółką, czas z mężem, nawet jeśli czasem tak bardzo Cię wkurza. Są sytuacje, w których marzy się o marudzących dzieciach lub tych latających jak szalone po domu. W których marzysz o tych zwykłych, przyziemnych problemach, które na co dzień Cię irytują… Chwile, w których doceniasz kolorowe liście na drzewach, zapach powietrza o poranku i to, że możesz rano budzić swoje dzieci do szkoły… To można bardzo szybko stracić..




14 Comments
Agata
Pod koniec zeszłego roku tak jak Ty poszłam na usg piersi zupełnie nie przykładając do tego żadnej uwagi. Tylko lekarz jakoś dziwnie długo badał lewą pierś… po czym stwierdził: jest zmiana, na razie zbyt mała, żeby ją ocenić, więc zapraszam za 4-6 miesięcy. Wyszłam z gabinetu i już oczami wyobraźni widziałam amputację, chemię, swój pogrzeb… i ta myśl, że przecież muszę teraz nauczyć wszystkiego Męża, spisać Mu czego ma nauczyć Nasze dziewczyny, na co zwracać uwagę. Jak ja powiem dzieciom, przecież są takie małe?? szok. Te kilka miesięcy do następnego badania ciągnęło się jak nigdy… Niby wszystko było normalnie, ale gdzieś z tyłu ta myśl, że mogę umrzeć już niedługo… Takie irracjonalne myślenie jakby bez choroby człowiek nie mógł umrzeć. Na szczęście okazało się, że to jakaś niegroźna zmiana, taka budowa. Na wszelki wypadek muszę robić usg częściej. Czy od tej pory myślę/żyję inaczej? Chyba nie. Człowiek to taka dziwna istota, że bardzo szybko reaguje, dramatyzuje, ale równie szybko przechodzi nad wszystkim do porządku dziennego. Tak czy inaczej.. BADAJMY SIĘ 🙂
Natalia
Hey Agata, eh dobrze, że wszystko u Ciebie dobrze się skończyło… Uff!!! Domyślam się, że to nie był łatwy czas! Co do tych zmian… myślę, że szybko zapominamy… że ta codzienność nas przytłacza, przejmujemy się głupotami.. ale zawsze chociaż te małe zmiany i na jakiś czas mogą mieć znaczenie! 🙂 Zdrówka!!!:)
Agata
Dzięki 😉 Dokładnie tak jak piszesz…codzienność tak przytłacza, że ciężko pamiętać o tym co ważne. Dlatego warto jak najczęściej sobie o tym przypominać, być może szybciej wejdzie Nam w krew życie wg zasady carpe diem 😀 Zdrówka Wam również <3
Nat.
Znam to.
Byłam na badaniu pewnego października.. jak co roku. Sprawdzić się tym razem przed planowaną ciążą czy jestem zdrowa.
Kiedy lekarz długo nic nie mówił, zaczęłam się mocno denerwować.. w końcu wydusił, że to tylko łagodna zmiana, która po dwóch miesiącach sama zniknęła. Przez te 2 miesiące i tak odwiedziłam 2 innych specjalistów- dla pewności. W poczekalni nie każda kobieta miała spokojny wyraz twarzy. Wiele myślałam o nich, o tym kto ma rodzine, o życiu… mimo, że u mnie to była błahostka to jednak.. nie chcę nigdy w życiu powtórzyć tego uczucia.
Natalia
Oj, domyślam się, że musiało być ciężko 🙁 Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło i brawo za ten rozsądek w badaniu przed planowaną ciążą! 🙂
Evireseve
Dobry tekst….myslalam tak samo, a jednak półtorej roku temu wyszlam z gabinetu i swiat “na krotką chwilę” mi się zawalił . Nowotwór piersi, najwyższa złośliwość G3, zaczynamy chemię od zaraz !!! Przeszłam całą długą chemioterapię, kilka operacji , w tym jedna ratującą życie. Po 8 miesiącach które kompletnie przestawiły mi spojrzenie na świat ,wróciłam do normalności, pracy…teraz tylko okresowe badania i codzienne tabletki przypominają mi o chorobie.
Badajcie się Kobietki regularnie!!! To takie ważne w przypadku nowotworu…mi uratowało to życie!
Natalia
Hey Ewa! Jak dobrze, że już wszystko dobrze i udało Ci się z tego wyjść!!! Dużo zdrowia dla Ciebie!
Nie potrafię sobie wyobrazić, co przeżyłaś, ale domyślam się, że to totalnie zmienia życie.. Uściski!!
Beata
Zdrowie najważniejsze, niby to takie oczywiste…… to dlaczego na przegląd auta jeździmy regularnie? i wydajemy każdą sumę jaką mechanik zawoła, a na prywatne badania usg, rtg czy inne już to ciężko przychodzi. Natalka nigdy nie oszczędzaj czasu dla swojego zdrowia. Pozdrawiam
Eve
Tak dobrze, że ktoś w blogosferze tak mądrze pisze. O takich prostych rzeczach a jednak wcale nieoczywistych. Cieszyć się z tego co mamy 😉
Natalia
Dzięki Ewelina! 🙂 Często o tym zapominamy w codziennym biegu, więc lubię i sobie, i Wam przypomnieć 🙂 Dobrego dnia! 🙂
Anna
Miałam niewiele ponad 20 lat. Lekarz, który mnie badał zażartował, że po co przyszłam, taka młoda, co się może dziać. Podczas badania widziałam jak zmienia się wyraz jego twarzy. Czekanie na termin biopsji było wiecznoscią, czekanie na wynik kolejną wiecznością, operacja wielkim strachem, po operacji kolejny strach czy nie będzie przerzutów. Najgorzej było powiedzieć najbliższym. Wszyscy bardzo się o mnie bali, ale mocno wspierali. Badam się regularnie, ale podczas każdego badania gdzieś z tyłu głowy powraca myśl, że to może już ten czas, że tym razem wróg powrócił. Moja kuzynka nie miała tyle szczęścia, za późno wykryli u niej to świństwo, walczy, kolejne chemie, okropny ból i fizyczny i psychiczny, ale się nie poddaje. My walczymy razem z nią. Zawsze znajdę czas na badania, nawet jak lekarz mimo zaleceń, nie chciał dać mi skierowania na badanie, zrobiłam aferę i napisałam skargę, skierowanie dostałam. Także dziewczyny, walczmy o siebie.
ania
kobietki kochane czytam Wasze komentarze ze łzami w oczach, jesteście niesamowite i najsilnijesze! badajmy się, wspierajmy wzajemnie a świat będzie trochę bardziej przyjazny. dzięki Natalia
Natalia
Hey.. umknął mi ten komentarz 🙁 Jesteś bardzo dzielna! Przejść coś takiego w tak młodym wieku to na pewno ogromne wyzwanie.. Dużo zdrowia dla Ciebie i oczywiście również dla Kuzynki! Trzymam za nią kciuki!!
Dagmara
Może to frazes ale wszyscy powinniśmy doceniać każdą chwilę. Mój świat zatrzymał się 3 lata temu, diagnoza guz na lewym płucu. Po wielu, wielu miesięcach strachu, badań i niepewności okazało się że guz na razie nie jest złośliwy a po roku nawet zaczął się zmniejszać.
I aż sama w to nie wierzę ale od 2 lat jestem mega szczęśliwą osobą i nie przejmuję się drobnymi niepowodzeniami. Jestem po prostu pozytywna każdego dnia. A pozytywne myślenia naprawdę sprawia że ten świat jest piękniejszy.
Życzę każdemu uśmiechu na codzień i życia bez bylejakości 🙂