Powiem Wam szczerze – sama się sobie dziwię. Wiele razy zastanawiałam się, czy Wam o tym pisać. Bo może głupie? Może banalne? Może to przypadek? Śmiałam się, że zrobię clickbajta jak na największych portalach 🙂 Magiczny lek, który leczy moje dzieci. Cudowna substancja. Świetne rozwiązanie. Tylko wiecie, jak to jest z clickbajtami – czasem tytuł nas wciąga, a w środku nic nie ma. Nie dowiadujesz się nic nowego i wychodzisz z poczuciem rozczarowania. Tym razem będzie inaczej 🙂 Obiecuję 🙂
O naszej apteczce pisałam Wam wiele razy, wiele razy przypominałam TEN POST. Ostatnio też pisałam Wam o zmianie z ostatnich miesięcy i definitywnym pożegnaniu wody utlenionej, na korzyść Octeniseptu (przeczytajcie TU). Systematycznie zachęcam Was, byście zabierali ze sobą plasterki chirurgiczne, które wiele razy ratowały rany u naszych dzieci – wbrew pozorom mogą się one zdarzyć zawsze i każdemu, nie tylko nieodpowiedzialnym rodzicom, którzy zabierają dzieci na egzotyczne wyspy 😉 Ostatnia rana to rozcięty łuk brwiowy u Jagody podczas czytania książki na dobranoc – Jagoda była mniej zainteresowana treścią niż Maks i postanowiła w tym czasie huknąć głową o niską hotelową lodówę. Często też piszę Wam, że sól fizjologiczna to jeden z totalnych “must have” w naszym bagażu – używamy jej do inhalacji, do czerwonych oczu i wiemy, że zawsze warto ją mieć.
Co nowego spakowałam do walizki, gdy teraz wybieraliśmy się do Azji? Ten sam lek był ze mną w Paryżu i Barcelonie. Pierwszy raz usłyszałam o nim zeszłej jesieni, ale chyba teraz zaczęłam najbardziej w niego wierzyć. Zeszłoroczna jesień trochę nam dała w kość. Jagoda ruszyła we wrześniu do żłobka i listopad oraz grudzień to ciągle przyplątujące się infekcje. Kaszle, katary, zapalenie ucha, podejrzenie zapalenia płuc, którego w końcu nie było. Jedna wielka huśtawka. Raz lepiej, raz gorzej. Zarazem u mnie masa pracy, kombinowanie, kto zostanie z Jagódką i milion wyzwań, które na pewno znacie. I wtedy moja zawodowa znajoma poleciła mi TO. SMALEC GĘSI. Że świetne na kaszel, że komuś pomogło po wielu tygodniach męczącego kataru, że spróbuj, że trzeba wysmarować nim klatkę i ewentualnie plecy. Przyznam, że się opierałam. Z naturalnych metod najbardziej lubię te smaczne, przyjemne i łanie pachnące 😉 Wodę z cytryną, imbir, sok malinowy, ewentualnie mleko z masłem i miodem. Mleko z czosnkiem, syrop z cebuli czy smalec raczej wywołują we mnie uczucie obrzydzenia 😉 Ale czego nie robi zdesperowana matka??? Spróbowałam i chyba rzeczywiście pomogło. Było lepiej. Potem wyjechaliśmy i na długie miesiące zapomniałam o smalcu.
Tej jesieni u Jagody też pojawił się kaszel i katar, ale moje podejście się zmieniło. Przyznaję się – nie poszłam ANI RAZU do lekarza. Wszystko leczyłam sama. W domu robiłam jej nebulizacje (sól fizjologiczna!!) i na noc smarowałam smalcem gęsim. Najdłużej ciurkiem nie była w przedszkolu przez 2 lub 3 dni. Nie rozwinęły się żadne zapalenia, żadne przedłużające się infekcje, a nie raz usłyszałam od babci: “przecież ona jest całkiem zdrowa, nie zakasłała ani razu!”. Bo objawy zawsze mijały bardzo szybko! Może to szczęście, a może to … smalec? Szczęśliwie dotarliśmy do świąt i do wyjazdu w ciepłe kraje 😉 Nie wzięłam nebulizatora – nasz zajmuje sporo miejsca, a uznałam, że i tak w cieple nasze dzieci nie chorują. Ale smalec wzięłam 🙂 zawinęłam słoik w foliową torebkę i wepchnęłam na wszelki wypadek…
Do Singapuru dolecieliśmy w środę wieczorem, Jagoda trochę kaszlała podczas świąt w Polsce, ale liczyłam, że w temperaturze 30 stopni to minie od razu. A tu niespodzianka! W piątek nie dość, że kaszlała, co chwila, to jeszcze miała gorączkę 🙁 Ale sobie wtedy plułam w brodę, że nie wzięłam nebulizatora! Już chciałam kupować nowy! Ale miałam smalec! I lek przeciwgorączkowy. Dwa razy dostała Nurofen, codziennie smarowałam ją smalcem, nawet na dzień ją posmarowałam. I wierzcie lub nie – w sobotę kasłać przestała, gorączka minęła i do dziś (czwartek) ma się świetnie. Ma trochę katar – niestety w Azji upał, ale klimatyzacja robi swoje, ale zero kaszlu, zero gorączki, masa energii. Może to przypadek, może to nurofen, a może to smalec? 🙂 Lepiej go mieć niż nie mieć 🙂
PS. To nie jest post sponsorowany 🙂 Z żadnym producentem smalcu z gęsi nie mamy nic wspólnego 🙂 Gdzie go kupić? Zwykle znajdziecie go w sklepach ze zdrową żywnością i sklepach ekologicznych. Spróbujcie! Może się okaże, że i u Was pomaga?
PS2. Dajcie znać, czy mieliście z nim jakieś doświadczenia 🙂




28 Comments
Agata S
Hmmm intrygujące. Ostatnio jak wspomniałaś o tym smalcu to zastanawiałam się co masz na myśli ;p że niby mam podać dziecku sam smalec do zjedzenia??? haha dobrze, że poczekałam aż wyjaśnisz, wszak tonący brzytwy się chwyta i spróbować wypada 😉
Natalia
A nuż pomoże 🙂
Judyta
W smalec nie wierze, nie jestem w stanie wymyslec mechanizmu w jakim mialby dzialac. Ale moge polecic podrozny nebulizator bardzo maly i bezglosny polskiej firmy tech-med tm neb micro.miesci sie w dloni. A z infejcjami u dzieci juz tak jest ze w kazdym kolejnym roku maja wieksza odpornosc i choruja lagodniej, a wiekszosc infekcji jest wirusowa wiec oprocz lekow przeciwgoraczkowych i inhalacji nie potrzeba wiecej leczenia.
Natalia
dzięki za polecenie inhalatora 🙂 co do smalcu – ja jestem zwykle dość sceptyczna, ale patrząc na naprawdę sporo komentarzy pod naszym postem na facebooku od osób, które też używały – coś w tym musi być 🙂 U nas oboje dzieci szybko zaczęli edukację żłobkową i generalnie mało chorują, odpukać:)
Marietta Piątkowska-botor
zgadzas sie moja babcia zawsze roztapiała tłuszcz z gęsich piersi i sama robiła. smarowala nim nogi, plecy na starość,
można też dodać odrobine spyrytusu.
Natalia
powrót do babcinych metod – jak widać czasem tylko to może nas uratować:)
Ewa Faber
U nas w domu smalcu gęsiego oprócz opisanego zastosowania używano jeszcze na inne schorzenia ?
Natalia
No właśnie – podobno leczy nie tylko kaszel 🙂 chyba też stawy?
Monika
Ja stawiam dzieciom bańki (bezogniowe) i to kiedy są chore, ale profilaktycznie kiedy są zdrowe. Zaczynam w sierpniu, postawię kilka razy co 2-3 tygodnie, a potem zapominam o bańkach i o chorobach ?
Natalia
o ciekawe! chociaż ja to mam chyba jakąś traumę baniek z dzieciństwa – nie lubiłam tego ;))
Iza
A jak to zrobić technicznie? Tak jakby wmasować ten smalec jak balsam w klatkę piersiowa i plecy, żeby się wchlonal całkiem czy ma zostać jakąś warstwa na cialku? Jak. Gruba? Może głupie pytanie ale chce spróbować a nie wiem jak 🙂
Natalia
ja biorę trochę na palce i wsmarowuję w klatkę i plecy – tak jak krem 🙂 nie zostaje jakaś gruba warstwa, ale wiadomo – ciało delikatnie tłuste 😉 na to piżamka – bardzo nie brudzi, ja w zasadzie wcale nie widzę by brudziło – zapach tylko nieco zostaje 😉 ale nie jest bardzo drażniący moim zdaniem, a zwykle mnie takie metody “brzydzą” ;)))
Agnieszka
Chyba musze sprawdzić ten sposób walki z przeziębieniem. Moj zlobkowicz często ma infekcje. Staram sie dzialac naturalnie czyli stawianie baniek bezogniowych nawet co 2 dzien i inhalacje z soli fizjologicznej. Mikstura z miodi czosnku i imbiru. Ale wiadomo 1 rpk w żłobku.
Natalia
Spróbuj 🙂 u nas naprawdę pomaga 🙂 Jagoda w pierwszym roku w złobku też trochę pochorowała 0-głównie w listopadzie i grudniu.. od stycznia 2018 chyba nie byłyśmy ani razu u lekarza! Myślę, że smalec robił tu swoje również 🙂
Sylwia
A gdzie ten smalec kupiony? W markecie czy od jakiegoś znajomego rolnika?
Natalia
Kupowałam w sklepie ze zdrową żywnością 🙂 Konkretnie Schowek Zdrowia przy 1 sierpnia w Warszawie 🙂
Agata
Smalec poleciła mi pani w sklepie zielarskim. Syn czesto chorowal. Zaczelam go uzywac do smarowanja podczas kolejnej infekcji i niestety alenie nie widzialam zadnych rezultatow. Mama odwazyla sie i pila razem z mlekiem gdy byla chora,bardzo ja rozgrzewalo po wypiciu,ale tez spektakularnych efektow nie bylo. U nas baaardzo sprawdza sie olej z czarnuszki. Pozdrawiam 🙂
Natalia
najważniejsze, że znalazłaś swoją metodę 🙂 u nas działa, więc wierzę w niego 🙂
Sab
Natalia a ile miała Jagoda jak jej pierwszy raz dałaś? Moj ma 9 miesiecy i chcę spróbować
Natalia
Hey 🙂 smalec? 🙂 to się smaruje na plecki i klatkę, więc myślę, że można u maluszków też 🙂 Jagódka miała ponad rok – wcześniej nie znałam 🙂
Iris
Kupiłam dziś mojej 5miesięcznej Malutkiej smalec z gęsi i również spakuje go na wakacje 🙂 Uwielbiam takie naturalne specyfiki na choróbska! Bardzo fajny post 🙂
Natalia
Mam nadzieję, że nie będzie konieczności, bo Malutka będzie w pełnym zdrowiu się cieszyć wyjazdem 🙂
Marta Wawak
Smalec z gęsi, cudo nad cudami! Cudowne odkrycie, z tym, że nie próbowałam jeszcze na dzieciach, a na sobie. Od początku karmienia, czyli 5 miesięcy już mam problem z poranionyni brodawkami, do tego stopnia, że musiałam używać maści że sterydami między karmieniami. Nic nie działało. W końcu posmarowalam brodawki smalcem z gęsi za namową mamy u stał się cud. Już w pierwszy dzień poprawa była znaczącą! Uwielbiam takie odkrycia 🙂
Natalia
Hey Marta! Przepraszam za brak odp wcześniej! Ja też go uwielbiam 🙂 Dzieciaki ciężko ratował z opresji 🙂
Ola
Jestem w tym roku pod nosem. Dzieci non stop chore połowa października a one non stop infekcje. Dziś kupuje ten smalec i liczę na niego .
Natalia
Trzymam kciuki!!! wiem, że nie każdemu pomaga, ale znam sporo takich, co pomógł.. spróbować na pewno warto! 🙂 U nas ostatnio jak było smarowane, to klatka, plecki i stopy:)
Ola
Nożem* miało być ;p
Aleksandra
Ja do smalcu dodaje jeszcze czosnek, i delikatnie podgrzewam na patelni . Tak robił mój kochany tata jak byłam mała , teraz robię tak ja kiedy synka łapie przeziębienie