Czego najbardziej boicie się podczas podróży z dziećmi? Będę zgadywać – z jednej strony obawiacie się awantury w samolocie i czy dacie radę z rozwrzeszczanym maluchem, gdy reszta pasażerów będzie zabijać Was wzrokiem. Z drugiej strony obawiacie się chorób i tego, że dziecku się coś stanie, a Wy nie będziecie w domu, w swoim mieście, niedaleko przychodni, niedaleko sprawdzonej pediatry.

Wszyscy wiemy, że ta pierwsza obawa w porównaniu z drugą to pikuś. Co tam samolot, kilka godzin i masz to z głowy. Gorzej, gdy maluchowi w podróży coś się stanie.
Przy pewnych sprawach będziecie musieli szukać lekarza, przychodni, szpitala, ale przy wielu poradzicie sobie sami – pod jednym warunkiem – macie ze sobą dobrze przygotowaną apteczkę.

 

Trąbię o tym od zawsze i nigdy nie ruszamy się bez apteczki. Więcej – ja nawet nie wysyłam dzieciaków na nocowanie do dziadków bez apteczki!!! Co zabieramy, pisałam już kilka razy ☺ Możecie poczytać o tym TU.

Dziś jednak jedna, ważna rzecz, która w naszej apteczce i tej domowej, i tej na podróże bliższe i dalsze ostatnio się zmieniła.

 

RANY I SKALECZENIA

 

Octenisept_foto 3

 

Wszyscy wiemy, że jednym z podstawowych zagrożeń podczas podróży z dziećmi są rany, rozcięcia, skaleczenia. U nas jest tego sporo! I zawsze było, bo nasze dzieciaki są bardzo aktywne, a Maks od momentu, gdy zaczął chodzić, znany jest wśród naszych znajomych jako największy kaskader. Jeśli widzicie, dziecko wiszące na samej górze drabinek na placu zabaw, to zawsze on. Jeśli ktoś wisi, przyczepiony do uchwytów w wagonie metra to on. Jeśli jakiś dwulatek, skacze do basenu, mając gdzieś, że zaraz będzie cały pod wodą – to on. Nietrudno się domyślić, że z ranami, obtarciami, skaleczeniami czy rozcięciami mamy do czynienia często.

Czasem to błahe sprawy. Czasem dość poważne – jak choćby stopa rozcięta o skałę w wodzie gdzieś na tajskiej wyspie albo łuk brwiowy Jagody rozcięty podczas czytania książki na dobranoc, gdzieś w małej wiosce w Galicji. I tak – nie trzeba nawet być kaskaderem, by coś takiego Ciebie czy Twojego malucha spotkało.

CO WTEDY?

No właśnie. Od dziecka moja mama w takich sytuacjach wyciągała wodę utlenioną. Czasem wyciągała również gencjanę – lubiłam te fioletowe ludki malowane na kolanach. Odkąd mam własne dzieci wielokrotnie słyszałam od niej: „A wodę utlenioną wzięłaś / dopakowałaś do apteczki / kupiłaś?”. I nagle okazało się, że WODA UTLENIONA TO WCALE NIE NAJLEPSZE ROZWIĄZANIE NA RANY I SKALECZENIA.

 

Niektóre z Was już wspominały mi, że lepiej kupić Octenisept. Przyznam, że jego też miałam w domu, ale przez długi czas kojarzyłam głównie z przemywaniem kikuta pępowinowego u noworodka oraz  rany po cesarskim cięciu. Po urodzeniu Jagody, jednak trochę nam Octeniseptu zostało, więc odpuściłam kupowanie wody utlenionej i trochę pod Waszym wpływem uznałam – ok, będzie Octenisept. Bardzo zatem ucieszyło mnie i trochę rozbawiło (lubię zbiegi okoliczności☺), gdy Octenisept odezwał się do nas z propozycją współpracy 😉 Wiedziałam już, że na pewno o nim napiszemy, bo od jakiegoś czasu używamy go nie tylko do kikuta pępowinowego.

JAK PRAWIDŁOWO RADZIĆ SOBIE Z RANAMI U DZIECI?

 

Octenisept_foto

 

Wbrew temu, co mi mówiła mama albo przez lata głosiły babcie woda utleniona czy jodyna lub inne preparaty z alkoholem to wcale nie najlepsze rozwiązanie na rany. I te dziecięce, i dorosłe. Wbrew pozorom, mogą one przynieść więcej złego niż dobrego.

Co zatem robić? Te kroki na pewno znacie – przemyć ranę (najlepiej wodą bieżącą lub roztworem soli fizjologicznej – my zwykle mamy go w apteczce), zdezynfekować oraz nakleić plaster / założyć opatrunek, by ochronić ranę przed zanieczyszczeniem.

Sól fizjologiczna przyda się zwłaszcza przy oczyszczaniu mocno zabrudzonych ran. Dzięki niej można usunąć zanieczyszczenia fizyczne, chemiczne czy biologiczne. Nie bez powodu sól fizjologiczna należy do rzeczy, które ZAWSZE zabieramy ze sobą.

 

Jak dezynfekować rany?

 

Dlaczego nie dezynfekować wodą utlenioną? Bo ma właściwości bakteriobójcze, ale nie takie jak nowoczesne preparaty. Oczyszcza zatem ranę, ale nie do końca, pomimo, że się obficie pieni i przez lata mówiono nam, że jeśli się pieni, to temat załatwiony. Ja zawsze w to wierzyłam! Badania pokazują również, że woda utleniona uszkadza zdrowe tkanki wokół rany, co sprawia, że rana goi się wolniej.

Kolejny pomysł z dawnych lat to alkohol. Coś z alkoholem. Np. perfumy. Nie masz nic pod ręką, ok, pryskamy ranę perfumami. To kolejny błąd. Dziś przyjmuje się, że związki alkoholu można wykorzystać tylko do oczyszczenia zdrowej skóry (bez ran) lub dezynfekcji rąk. Zastosowanie alkoholu na rany powoduje ból (a dzieciaki i tak płaczą z powodu skaleczenia czy rany), uszkadza tkanki, utrudnia gojenie.

O jodynie nawet nie będę wspominać, bo chyba nikt w naszym pokoleniu tego nie używa ? Czy ktoś jeszcze to robi? ☺

 

Co zatem robić?

 

Octenisept_foto2

 

Eksperci mówią, że najlepiej działają nowoczesne środki dezynfekujące, zawierające oktenidynę – jak Octenisept.  Dodatkowo są wygodne – w sprayu, nie wylewają się, można wrzucić zawsze do torebki, nawet jak idziecie na plac zabaw. Jeśli jednak nie macie ze sobą żadnego środka dezynfekującego, zdecydowanie lepiej przemyć ranę pod bieżącą wodą, a nie wyciągać z torebki perfumy.

 

CO JESZCZE DAJE OCTENISEPT?

 

Octenisept ma szerokie spektrum działania – działa bakteriobójczo, grzybobójczo, wirusobójczo. Wszystkie pewnie wiemy o pielęgnacji kikuta pępowinowego i ranie po CC. Przydaje się też lekarzom do przygotowania skóry do operacji.

Ale nie tylko! Przyznam, że ta informacja bardzo mnie zdziwiła –  z Octeniseptu można skorzystać również przy infekcjach intymnych. Nie miałam o tym pojęcia! Może należycie do tych kobiet, które infekcji intymnych nigdy nie mają – ja niestety do nich nie należę, więc ten aspekt działalności Octeniseptu też mnie zainteresował. Okazuje się, że Octenispet jako lek o szerokim spektrum działania przeciwbakteryjnego i przeciwgrzybicznego, jest też skuteczny w zwalczaniu wirusa Herpes vaginalis. Trzeba tylko dokupić aplikator dopochwowy wielorazowego użytku. Chociaż przyznam, że okazji do testowania chciałabym mieć jak najmniej ☺ Czasem jednak trzeba, więc jak go stosować przy infekcji intymnej, przeczytacie TU.

 

Wody utlenionej nie ma ze mną już od kilku miesięcy, ale tym postem żegnam ją oficjalnie i na wszelkie rany/ skaleczenia / obtarcia zabieram Octenisept. Ostatnio ratował łuk brwiowy Jagody w hiszpańskiej Galicji. No i ostatnio mój palec draśnięty przy sprzątaniu kuchni. Nie będę się łudzić, że się nie przyda następnym razem. Zdecydowanie wolę być przygotowana. Z dobrze przygotowaną apteczką, po prostu lepiej się podróżuje ☺

 

  • Post powstał we współpracy z marką Octenisept