Wiecie, co najbardziej uderza mnie, gdy wracamy z Azji do Polski? Czego najbardziej mi brakuje? Wbrew pozorom nie jest to wcale pogoda, chociaż, gdy dziś patrzę za okno, nie mogę uwierzyć, że jeszcze tydzień temu leżeliśmy na białym piasku i łapczywie piliśmy wodę z kokosa, bo “Jezu, jak gorąco”. Wbrew pozorom nie jest to też kuchnia… tak cudowna, aromatyczna, egzotyczna, którą uwielbiamy obsesyjnie całą rodziną i wiem, że nasz syn bardziej lubi jeść to, co azjatyckie niż to, co polskie. Za nią nie tęsknimy, bo kuchni, zwłaszcza tajskiej, mamy w Warszawie pod dostatkiem – jest pyszna, autentyczna i bez problemu znajdujemy ulubione smaki. Nie tęsknię tak bardzo za chodzeniem od rana do nocy w japonkach i za upalnymi wieczorami. Za plażą i za palmami.
Najbardziej brakuje mi UŚMIECHU. Pozytywnego podejścia. Twarzy, która patrzy na Ciebie z ciekawością, zainteresowaniem, ale nie z pretensją. Gdy w 2015 w Azji spędziliśmy 2 miesiące, a ostatnie 3 tygodnie jeździliśmy po Indonezji, różnica po powrocie była szokująca. Kupuję bilety na dworcu, w okienku pretensja. Stoję w kolejce do kasy, kasjerka obrażona. Wsiadam do tramwaju z ZAMKNIĘTYM napojem w ręku, a już ktoś mi zwraca uwagę, że zaraz rozleję. Maks biega po skwerku i już widzę to skrzywione, zniechęcone spojrzenie, bo dziecko, bo głośne, bo biega, bo krzyczy, a przecież HALO, jesteśmy na dworze, nie w restauracji czy teatrze! I teraz też trochę tak mam… Patrzę na to, co wokół i brakuje mi pozytywnej energii. Mam wrażenie, że nadal negatywne nastawienie króluje. Jest lepiej niż 5 czy 10 lat temu, ale nadal nie jest dobrze. Nadal pani w okienku prycha na Ciebie, bo masz jakieś pytania. W przychodni czujesz się jak petent, a gdy wchodzisz z dzieckiem do sklepu czy do restauracji, połowa od razu się krzywi, chociaż nawet Was nie zna. Ja wiem, że mamy trudniej. Ja wiem, że pogoda nie sprzyja. Ja wiem, że jest paskudnie i najlepiej schować się w swoim wielkim szaliku i wymamrotać coś pod nosem. Ale to nie tylko to…
Spójrzcie na Facebooka, na komentarze w Internecie, na to, co nas interesuje. Wiecie, na jakich recenzjach u nas na blogu jest najwięcej czytelników? Na tych negatywnych, pomimo, że jest ich baaaardzo mało. Tam wchodzą wszyscy, nawet ci, co nas na co dzień nie czytają. Te o miejscach fajnych i smacznych przyjmowane są ze spokojem, po cichu. Mniej osób czyta, mniej lajkuje. Często dopiero po długim czasie dowiadujemy się, że komuś się przydały, że było super, smacznie, pysznie. W Internetach rządzą negatywne komentarze, złość i hejt, czasem dochodzące do granic absurdu . Wiem, że my pod tym względem mamy szczęście – mamy wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy tak jak my myślą pozytywnie i patrzą na świat szukając jego dobrych stron, a nie złych. Miłych chwil, a nie problemów. Prawda?:)
Zastanówcie się, ile dobrego od siebie dajecie na co dzień? Czy Wy uśmiechacie się do innych? Czy jesteście mili dla ekspedientki w sklepie i pana na stacji benzynowej? Czy w pracy warczycie na innych czy dbacie, by nawet te przymusowe relacje były fajne i miłe? Czy dodacie od siebie coś miłego czy robicie tylko tyle, ile trzeba? Czasem słyszę takie wytłumaczenie: “Ja tu jestem w pracy, nie po to, by się uśmiechać do innych”. Ok, wszystko jasne, ale w każdej pracy z ludźmi uśmiech pomaga!!! Uśmiech i pozytywny stosunek do innych. Niezależnie, czy jesteś prezesem banku czy kasjerką w Biedronce. Wiem o tym, bo czasem spotykam te pozytywne wyjątki – o nich na pewno będę pamiętać. O cudownej stewardessie w Qatar Airways, która miała czas, by z uśmiechem zagadać każdego malucha, o pani ze straży granicznej, która zmieniła obrażonego na cały świat kolegę i od razu dzień stał się lepszy, o tej pani, która robi ulubioną kawę i zawsze pamięta, co najbardziej lubisz czy o kasjerze w Lidlu, który zagada Twoje płaczące dziecko, zamiast patrzeć w wyrzutem jak reszta kolejki.
Jak sprawić, by świat był lepszy nawet w tak paskudny dzień jak dziś? ZACZNIJ OD SIEBIE. Wiem, że jest trudno. Wiem, że masz za sobą nieprzespaną noc, a ten facet, zwany Twoim mężem, może właśnie doprowadził Cię do szału, bo “znów..”, “bo nigdy…”, “bo Ty zawsze…” i masz ochotę go zabić (ja też tak mam!). Bo leje, bo dziecko z katarem, rota, biegunką, kaszlem, temperaturą. Ale spróbuj. Spróbuj zrobić coś, by ten dzień był POZYTYWNY. Wychodzisz? Uśmiechaj się do ludzi. Do kelnerki w knajpie, do kasjera na stacji. Życz komuś miłego dnia. Zadzwoń do przyjaciółki, która dawno się nie odzywała – ja wiem, że “ona też mogłaby zadzwonić”, ale co tam – zrób to pierwsza. A jak będziesz na Facebooku – zrób sobie zadanie – przynajmniej 15 lajków dziennie i przynajmniej 5 pozytywnych komentarzy. Tylko pamiętaj – SZCZERZE! Może ktoś wrzucił fajne zdjęcie z wakacji, może czyjeś dziecko wywołało Twój uśmiech, może koleżanka z podstawówki pięknie wygląda, może ktoś zrobił apetyczny obiad? Ile razy było tak, że tak pomyślałaś, ale tego nie napisałaś? No to pora to zmienić. A zmiana zawsze zaczyna się od nas! Ja zaczynam!




12 Comments
Martyna
Najchętniej wysłałabym ten tekst niektórym znajomym i niektórym klientom… Niektórym deszcz wypłukuje dobry humor niestety, ale wierzę, że miłe i pozytywne osoby są w stanie zarazić resztę 😀
Natalia
coś w tym jest 🙂 u nas trochę słońca wyszło – może będzie lepiej?? 🙂 Pamiętam, że z klientami czasem było baaardzo słabo, ale jakoś ostatnio klientów mam pozytywnych i nie mogę na nich narzekać 🙂 oby takich jak najwięcej 🙂
Renata Wróblewska
Dziękuję Natalia za Twój post 🙂 Dobrze, że dobre słowo i uśmiech są zaraźliwe 🙂 Za oknem straszy właśnie wichura, taka, że chce głowę urwać. Synek zaczyna ząbkowanie, plus ma gila do pasa oraz katar. Córka od połowy września nie może się do końca pozbyć kaszlu, a teraz jeszcze od piątku boli ją ucho i niewiadomo czy zapalenie czy idą ostatnie trzonowce. Dobrze też, że mąż w domu na tę chwilę to optymista i uśmiechem potrafi zarazić, a nawet kawę ciepłą udało się wypić 😉 Wspomnienie miłego weekendu w hotelu ze spa (z 4 miesięcznym bąblem) też pomaga w utrzymaniu banana na twarzy. Pomimo tego, że nie obyło się bez wizyty lekarza w hotelu. Trzeba ciągle pamiętać, że po burzy wychodzi słońce, uśmiechnąć się choćby do siebie w lustrze i świat od razu robi się jakiś przyjemniejszy 🙂
Natalia
🙂 Taki mąż to skarb 🙂 trzeba się trzymać tego, co dobre :))) u nas też glut jest, ale to już chyba taka specyfika jesieni;)
Agnieszka Koszowska
Ten wpis jak i cały Wasz blog tak zaraża pozytywnym nastawieniem, że nawet nie wiecie jaka to przyjemność czytać Wasze wpisy przy całym tym wszechobecnym marazmie:) Dziękuję:)
Natalia
cieszymy się bardzo :))) właśnie tak chciałabym, by był odbierany, więc cieszę się, jeśli się udaje 🙂 pozdrawiamy serdecznie<3 dzięki wielkie za miłe słowa:)
Olga Odrobina
W punkt!
Uwielbiam uśmiechniętych ludzi!
Czasem jeden uśmiech czy miły gest wystarczy aby poprawić komuś cały dzień!
Bądźmy tacy i otaczajmy się takimi ludźmi! 😉
Natalia
Dokładnie 🙂 wiadomo, że czasem każdy ma gorszy dzień, ale od wzajemnego warczenia na siebie nic dobrego się nie wydarzy 🙂 Dlatego trzeba się tym uśmiechem i pozytywnym nastawieniem dzielić 🙂 tego się trzymajmy 🙂
Michał Witaszek
Niestety mamy dokładnie takie same spostrzezenia przy kazdym pobycie w Polsce (obecnie mieszkamy w Cambridge). Gdzie sie nie wybierzesz, w szczegolnosci chodzi o miejsca publiczne tzn. takie gdzie pensje placone pracownikom sa z podatkow, wielka laska i nikt nawet nie kryje sie z tym, ze ma na wszystko “wywalone” i ze robi z przymusi 9-5. Odpowiedz typu, ze to tylko moja praca jest szokujaca, ale pokazuje jak niskie sa w Polsce wymagania odnosnie obslugi klienta – wystarczy ze pracownik sie pojawi i tyle. Rozwazajac powrot na stale do Polski mamy powazne obawy jak sobie damy rade z ta mentalnoscia i jak to wplynie tak naprawde na codzienna jakosc zycia.
Natalia
No właśnie, a Twój komentarz przeczy temu, że tylko w gorącym i słonecznym klimacie można być pozytywnie nastawionym 🙂 Zakładam, że pogoda w Cambrigde od naszej znacząco się nie różni 🙂 Mam wrażenie, że wiele się zmieniło i tak na lepsze, ale czasem panie w urzędach czy choćby w kasie na dworcu sprawiają, że cofasz się o kilkadziesiąt lat :///
Julka
Dzięki za ten wpis, bardzo potrzebny. Polska kraj wiecznego niezadowolenia i narzekania. Czyli nie tylko mi to przeszkadza. A przecież uśmiech i dobre słowo to niby tak niewiele, ale jednak może komuś poprawić dzień. Pozdrawiam serdecznie 🙂
Natalia
Oj tak, mam wrażenie, że my lubimy być zawsze z wszystkimi na nie… i zawsze coś się znajdzie, co powoduje niezadowolenie..