Na pewno też tak macie. Na pewno macie miejsca, do których jesteście w stanie wracać wielokrotnie i nigdy nie macie dość. Albo takie, w których byliście tylko raz, ale powrót nieustannie jest na liście marzeń do spełnienia i wiecie, że kiedyś nastąpi. Bo po prostu coś Was tam ciągnie, coś uzależnia i choćby inni mówili, że to najbrzydsze miasto świata, Wy wiecie swoje. Miasta, miasteczka, małe wioski, regiony. My mamy tych ulubionych miejsc całkiem sporo, ale dzisiaj zostajemy tylko przy miastach i naszym TOP of the TOP. Nie jest to zatem żadna obiektywna lista, żadne 5 miast świata, które musisz zobaczyć, nie ma tu choćby jednego z najbardziej pobudzających wyobraźnię miast świata (Nowego Jorku! – nie było nas tam!), to tylko nasi faworyci… i co więcej, poza jednym, wybrani zgodnie i to mnie najbardziej cieszy! Bo wspólna miłość do tych miejsc oznacza wspólne powroty…:) Wam ta lista może się przydać przy planowaniu weekendowego city breaka albo… punktu przesiadkowego w podróży po Azji. I oczywiście – czekam na Wasze top ukochane miasta!
Nasze są różne. Bardziej zadbane i te bardziej “brudne”. Mniejsze i większe. Bliskie i dalekie. Każde z nich ma jednak to coś, co sprawia, że nawet podróżując dość dużo i chcąc poznawać nowe miejsca, tu wracamy lub powrót planujemy. Lecimy!
1)BANGKOK

Kto czyta uważnie, na pewno takiej odpowiedzi się spodziewał. Czemu dałam go na pierwsze miejsce? Bo tu chyba bywamy najczęściej i aż nie mogę uwierzyć, że przylatując do stolicy Tajlandii czujemy się jak w domu. Miasto specyficzne – miasto, które się kocha lub którego się nienawidzi (Kamil – pozdrowienia!). Dusze, głośne, zatłoczone, a zarazem różnorodne. Nie zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia, ale teraz wracamy za każdym razem, gdy lecimy gdzieś do Azji.
Wracamy do kolorowych ulic Chinatown, do mango sticky rice na śniadanie, prosto z ulicy, do szerokiej Sukhumwit z milionem samochodów, do świetnego jedzenia nawet w centrach handlowych, do super hoteli z basenami gdzieś ponad domami, do nocnych targów z jedzeniem, do pędzenia tuktukiem po mieście z rozwianymi włoskami.. Uwielbiam każdy spacer, każdy krok, każdy łyk prosto ze zmrożonego młodego kokosa. O miejscu ze zdjęcia powyżej czytajcie TU. A TU nasze wszystkie wpisy związane z Bangkokiem – trochę tego jest ! 🙂



2) TOKIO

Świeża miłość. Trochę jak nowy chłopak. Jeszcze niewiele o nim wiesz, jeszcze nie znasz wszystkich jego tajemnic, ale jesteś zafascynowana. Tokio nas urzekło, uzależniło i wiemy, że na pewno wrócimy. Szybko! Wiele osób mówiło: Tokio, Tokio, poczekajcie na Kioto. U ns jednak to Tokio jest numerem jeden. Nowoczesne, pełne wysokich budynków, a zarazem z pięknymi parkami, tętniące życiem, ale nie przytłaczające, z metrem, którym dojedziesz wszędzie, z neonami Shinjuku, z kolejkami pod barami z ramenem, z zatłoczonymi sushi barami przy targu rybnym Tsukiji i w każdym innym miejscu. Z opływającymi luksusem budynkami Ginzy, z małymi barami, w których sam smażysz omlety okonomiyaki w dzielnicy Asakusa. Z imponującą świątynią Senso-ji. Z lodami matcha. Wrócić! A Wy zajrzyjcie tam w kwietniu – akurat na kwitnące wiśnie – niesamowite doświadczenie!
Po więcej TOKIO koniecznie zajrzyjcie TU!







3) SAN SEBASTIAN

Na naszej liście 4 wielkie miasta, a z nimi to jedno, zupełnie inne. San Sebastian. Donostia. Kraj Basków. Hiszpania. Dla mnie zdecydowanie wyjątkowe, bo tu spędziłam masę czasu podczas mojego Erasmusa w 2006/2007. Od tego czasu wracałam tam 3 razy – w 2010, 2011 i ostatnio w 2016. Za każdy razem z masą emocji i niesamowitym uczuciem, gdy po latach chodzisz po uliczkach, które kiedyś były niemal codziennością. Z którymi kiedyś kojarzyły się imprezy, leniwe niedzielne poranki, nowe znajomości i wszystko to, co ekscytujące podczas studiowania zagranicą. Takie miasta zawsze traktuje się inaczej. Idealizuje. Ale wiecie co? Przed tym postem zadałam Łukaszowi pytanie: miasta, które uwielbiasz i zawsze chcesz tam wracać? Na jego liście San Sebastian również się znalazło!
Zachwyca widokami, plażami, deptakiem wzdłuż nich, którym możesz iść i iść, niewątpliwie jedno z najbardziej romantycznych miast na świecie. A do tego starówka, Parte Vieja, o której kiedyś usłyszałam, że to miejsce z największym zagęszczeniem barów na km2 na świecie! Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że barów jest tam maaaasa! Tych do pocia, do potańczenia, ale co najważniejsze – pintxos barów z baskijską odmianą hiszpańskich tapas. Idealny wieczór to chodzenie po pintxos barach i próbowanie maleńkich kanapeczek i porcji w każdym z nich. Obowiązkowo popijając sidrą lub txakoli.
Pierwsze zdjęcie pochodzi z TEJ strony. O mojej miłości do Donostii poczytacie TU.




4) STAMBUŁ

W Stambule spędziliśmy cudowną majówkę, gdy Maks miał niecały rok. To kolejna miłość od pierwszego wejrzenia. Egzotyczny – pełen smaków i zapachów. Różnorodny jak jego przeróżne dzielnice. Uwielbialiśmy ciche meczety, gdzieś na uboczu i zatłoczone, pełne odgłosów i zapachów bazary. Kolorowy. Dużym plusem był maleńki przewodnik kulinarny, który przed wyjazdem dostaliśmy od znajomych, który opisywał “culinary backstreets”. Dzięki niemu Stambuł, którego kulinarnie się trochę obawiałam, okazał się jednym z najpyszniejszych miast, w jakich byliśmy, a my zajadaliśmy w małych barach i w knajpach z tłumem lokalsów. Niesamowite mięso, aromatyczne warzywa. A na deser lody pistacjowe na ulicy. I ludzie! Przemili, serdecznie, życzliwi! Chcemy wrócić od 2012 roku, ale ciągle się nie udaje. Na pewno jednak udać się musi!



5) HONGKONG

Jednak Azja będzie w naszym zestawieniu rządzić, bo ostatnie miasto na naszej wspólnej liście to Hongkong! Już knujemy, kiedy wrócić. W pierwszym odczuciu Hongkong zadziwia. Te wszystkie wysokie budynki, te małe okna, te widoki, do których nie jesteś przyzwyczajony, a które wynikają z ogromnej gęstości zaludnienia. Kolorowe neony na ulicach, pełne ludzi centra handlowe i JEDZENIE. Dla nas pod względem kuchni to jedno z najciekawszych miejsc, w jakich byliśmy. To tu bar z dim sumami może dostać gwiazdkę Michelin i podobnie jak w Tokio, do zwykłego baru ustawiają się kolejki. Uwielbiam ich styl jedzenia – małe porcje na talerzykach czy w koszykach bambusowych i wspólne próbowanie. A do tego małe klimatyczne jadłodajnie z noodle soups.
Przecież wiecie, że jedzenie to nasza obsesja! 🙂 Ale w Hongkongu na kolana rzuca też położenie, widoki – ten od strony Wzgórza Wiktorii po prostu rzuca na kolana i chyba na zawsze pozostaje w pamięci. Wygodny do zwiedzania – metrem, promem, na nogach. Uzależniający. Z jednej strony masa gigantycznych drapaczy chmur, z drugiej – parki i rezerwaty przyrody.





Ostatnie miasto jest tylko na mojej liście, u Łukasza go nie znajdziecie. Ja jednak niezmiennie je uwielbiam i nigdy nie mam dość, chociaż wracałam tam już 5 czy 6 razy… Madryt! Wróciłabym choćby już! Zapytacie, a dlaczego nie Singapur, a dlaczego nie Paryż, nie Rzym? Bo to nasza lista. subiektywna. To miejsca, które my uwielbiamy i świetnie się w nich czujemy, ale też chcemy wracać. Lubię wracać do Paryża, uwielbiam pizzę na kawałki w Rzymie, ale to nie jest mój TOP 5 🙂 Strasznie niecierpliwie czekam na Wasz!
Udostępnij ten post każdemu, kto kocha podróże. Polub, jeśli choć jedno ze wspomnianych wyżej miast też uwielbiasz lub zamierzasz się tam wybrać 🙂 I koniecznie podaj swoje TOP 5 albo TOP 3 🙂





26 Comments
Magda Zbieraj
Azja jest dla nas wciąż nieodkryta, ale na naszej liście “must to see” jest Wasza pozycja no1! :). U mnie to będzie tak: Nowy Jork, San Francisco, Praga, Istambuł i Paryż!
Natalia
Nad Pragą też się zastanawiałam 🙂 Też bardzo lubię! 🙂 A USA przed nami dopiero… pora się wreszcie wybrać, ale u nas ciężkie uzależnienie od Azji ;)))
Magda Zbieraj
Ciężko zobaczyć wszystko, tyle miejsc wzywa. A na dodatek jak do głosu dochodzą sentymenty to chce się wrócić tam gdzie się nam podobało.
Natalia
ano właśnie 🙂 u nas ta Japonia coś czuję, że utrudni poznawanie nowego ;))) bo bardzo chcemy wrócić :)))
mariposa linda
U mnie to będzie na pewno Rzym, Bangkok, Buenos Aires i Stambuł 🙂 Kiedyś wróciłabym też chętnie do Barcelony, ale nie mam jakiegoś strasznego ciśnienia. A na powyższe mam 😉
Natalia
Chyba mamy podobne gusta 🙂 Muszę zatem do Buenos się wybrać :)))
Projekt-Kariera
Barcelona, Bangkok, Dubrovnik, San Francisco, Warszawa 🙂
Natalia
Warszawa u mnie na oddzielnym podium – kocham ją od zawsze, w końcu DOM 🙂 Barcelonę też uwielbiam, ale chyba Madryt bardziej 🙂
Małgosia (Projekt-Kariera)
Odkąd mieszkam na Fuercie – Warszawa zyskała w rankingach, bo traktuję ją jak detox w cywilizacji 🙂
Barcelona vs. Madryt… zdecydowane wygrywa Pani B. – ja tutaj byłam na Erasmusie, więc sama rozumiesz 🙂 Do Madrytu wpadam teraz częściej, bo mój nie-mąż jest z Toledo, które też <3, ale jednak Barcelona to Barcelona, no! 🙂
Natalia
No tak – Erasmus robi swoje ;))) najsłynniejsze miasto na Erasmusa :))) a na Fuercie to chyba sielanka?? 🙂 ja wspominam ją bardzo spokojnie, tak sielsko anielsko wiejsko :))
Małgosia (Projekt-Kariera)
na Fuercie lekko nudnawa ta sielanka, ale da się żyć z widokiem na ocean 😛 Jak będziecie ponownie to chętnie dam Wam moje rekomendacje knajpowe, a i zapraszam na domową tortillę de patatas zrobioną przez oryginalnego Hiszpana prosto z Toledo 🙂
Natalia
Oj taka tortilla jest najlepsza :)) taka nuda z widokiem na ocean myślę, że może mieć swój urok 🙂
Małgosia (Projekt-Kariera)
no najlepsza 🙂 jak się domyślasz trochę ich już probowałam i ta jest bezkonkurencyjna 🙂 póki co zabieram mojego Hiszpana do Azji, ciekawe jak się odnajdzie w tym klimacie 🙂
Natalia
O ciekawe:) gdzie się wybieracie do Azji ?:)
Dominika Cyrek
Ja byłam na Erasmusie w Madrycie i mam odwrotne odczucia co do tych dwóch miast – zdecydowanie Madryt.Także coś z tym Erasmusem jest 🙂
Dominika Cyrek
Jak miło słyszeć, że jest ktoś jeszcze kto uwielbiam Madryt bardziej od Barcelony 🙂 A co do mojego top 5 to Lizbona, Madryt, Praga, Granada i Wrocław.
Natalia
🙂 Ja zdecydowanie Madryt 🙂 I Lizbonę i Wrocław też baaaaardzo lubię 🙂
Dagmara Sybilska
Zgadzam się co do Bangkoku w 100% U mnie na pewno znalazłby się Budapeszt i… Kraków 🙂
Natalia
U mnie Warszawa poza kategorią 🙂 kocham niezmiennie 🙂 BKK love 🙂
Tomo
Proszę bardzo > Dublin, Annecy, Lozanna, Walencja no i Madryt ;-D
Natalia
Walencję i Madryt lubię bardzo!:) i Dublin zwłaszcza za Howth i tamtejsze ryby i owoce morza <3
Justi idzik
Barcelona- ok turystyczna ale wciaz troche mriczna i tajemnicza.
Ateny- balaganiarskie, zatloczone ale z jakiegos powodu czuje sie tam jak w domu.
Lizbona- poprostu piekna, Sintra,Belem, Alfama.
Sewilla- czy trzeba pisac dlaczego?
Palermo- roznorodne,troche dziwne
Przede mna Maroko wiec lista moze ulec zmiania??
Natalia
Oj tak Barcelona ma coś w sobie – zwłaszcza jak się Zafona poczyta 🙂 Ja właśnie po lekturze ostatniej książki 🙂
LIzbonę też uwielbiam i miała się tu znaleźć 🙂 w 10 miastach na pewno by się znalazła!!! 🙂
W Atenach nas nie było! W Sewilli jedna noc -czuję, że gdybym była dłużej, też bym się zakochała 🙂 Widzę, że generalnie kochasz podobne klimaty jak ja 🙂
Łukasz zachwycił się Marrakeszem – mnie tam nie było – ciekawa jestem, jak Tobie się spodoba:)
Łucja
Ja dopiero poznaję Twojego bloga i też coś od siebie dorzucę;p Zatem moja lista to: Kotor, Rio de Janeiro, Rzym, Istambuł i Hoi An (cudowny targ z jedzeniem);p
Łucja
a i Antibes…magiczne miejsce
Natalia
Hey Łucja 🙂 Super 🙂 miło, że jesteś !:) Marzy mi się powrót do Stambułu!:) i Rzym też uwielbiam 🙂 a Rio jeszcze przede mną 🙂