Spis treści
Znacie to, prawda??? Wracasz z idealnych wakacji… Słońce, błękitne niebo, klapki na nogach 24 godziny na dobę, tyle wrażeń, tyle nowych przygód, tyle nowych, uzależniających smaków i nagle lądujesz w swoim mieście… Listopad, grudzień albo luty. Za oknem szaro, buro, mokro. Do pracy iść trzeba, posprzątać trzeba, dziećmi się zająć zupełnie inaczej niż na rajskiej plaży jeszcze kilka dni temu. Nie ma się co dziwić – samopoczucie nagle gorsze, a chęć życia jakby mniejsza. Eh, znów szara rzeczywistość!!
Jak bezboleśnie powrócić do domu po wakacjach? Zwłaszcza tych rajskich, egzotycznych w środku naszej szarej zimy czy deszczowej jesieni? Jak sobie ułatwić powrót? Co zrobić, by humor nadal był tak samo dobry jak na wyjeździe? U nas takich powrotów jest sporo. W ciemną zimę wracaliśmy z kolorowych Indii, z pachnącego kolendrą Meksyku, wielokrotnie z gorącej Tajlandii, z rajskich plaż Filipin czy Bali. Warunki w sam raz, by „złapać doła” i zakopać się na tydzień pod kołdrą. TripAdvisor podobno zbadał, że tzw. depresji powakacyjnej doświadcza nawet 70% Europejczyków!!! Dużo! Co zrobić, by się wśród nich nie znaleźć ? Jak z tym walczyć? My mamy swoje sprawdzone sposoby!!!
1) ZAPLANUJ ATRAKCJE PO POWROCIE
Jesteś na wakacjach i nie chcesz myśleć o tym, co po powrocie? Błąd! Pomyśl, zaplanuj, ale najlepiej skup się na przyjemnościach. O pracy i mailach do odpisania faktycznie będziesz myślał po powrocie. Tymczasem zaplanuj coś miłego. Nic nie działa tak dobrze po długim wyjeździe jak rzucenie się w wir spotkań z dawno nie widzianymi znajomymi.
Jeśli podróżujesz z dzieckiem, koniecznie zaplanuj sobie kolację, wieczór lub weekend we dwoje. Co tu dużo mówić po 2 tygodniach non stop, 24 h, ze swoim maluchem, masz prawo do kilku godzin (dni????!!!???) wolnego! 🙂 Zwłaszcza, że jeśli masz dziadków pod ręką, którzy na pewno za wnukiem się stęsknili. A weekend we dwoje to rozrywka prawie jak wakacje na egzotycznej plaży;)
Łukasz trochę irytuje się, gdy planuję mu czas po powrocie do domu, bo nie lubi myśleć o tym, co będzie po wakacjach, a ja uważam, że nic tak nie poprawia nastroju jak świadomość, że w sobotę idziesz na pyszne śniadanie z jednymi, a potem na kolację i w miasto z drugimi, a w przyszłym tygodniu machasz po przedszkolu swojemu dziecku i rzucasz się w wir rozkoszy we dwójkę! 🙂
2) RÓB ZDJĘCIA I POKAZUJ JE INNYM

My mamy zadanie ułatwione: mamy bloga. Siłą rzeczy robimy miliony zdjęć i pod przymusem wracamy do wspomnień z podróży. Czasem nawet po długim czasie. Nie będę ukrywać uwielbiam pisać posty podróżnicze, gdy za oknem ciemno, szaro i mokro, a ja siedzę przy ciepłej kawie czy herbacie.
Gdy nie mieliśmy bloga, też robiliśmy setki zdjęć, a potem zapraszaliśmy rodziców czy znajomych na wieczór ze zdjęciami. Najlepiej, gdy towarzyszyło mu jedzenie z danego regionu – taki powrót do Tajlandii czy Wietnamu w domowych warunkach całkiem dobrze robi.

3) ZBIERAJ PRZEPISY I KUPUJ TAMTEJSZE PRODUKTY

Kuchnia. Często jedno z najbardziej wyraźnych wspomnień z wyjazdu: smak! U nas po pierwszym wyjeździe do Tajlandii całą kuchnię zasiedliły papryczki chili, mleko kokosowe, makaron ryżowy, liście kaffir i pasta green curry. Szukaliśmy przepisu na idealnego pad thaia i idealne sataye z kurczaka. Zapraszaliśmy znajomych. Tajlandia była z nami dłużej. Też tak zróbcie. Kupcie ulubione produkty, jeśli to możliwe na miejscu. Jeśli nie, szukajcie ich jak już wrócicie do domu i albo gotujcie sami albo sprawdzajcie wszystkie knajpy z kuchnią wietnamską w mieście. Nas np. bardzo cieszy, gdy gdzieś w Warszawie dorwiemy sok ze świeżego kokosa – pomimo, że nie smakuje tak wspaniale jak na ulicach Bangkoku albo na plaży na Krabi, zawsze przypomina podróże do Azji.

4) NIE DAJ SIĘ WALIZKOM!
Wróciłeś. I wiesz, że czeka Cię jeszcze ta niemiła powinność: rozpakowanie bagażu… Brrrr… kto to lubi? Te tabuny ubrań do prania, te mokre, podgniłe po długiej podróży kostiumy kąpielowe, zabawki dziecięce poupychane w różne miejsca. I dziwnym trafem ZAWSZE więcej bagażu niż ten, z którym wyruszyłeś. U nas zwykle najgorzej jest po podróży samochodem… Samolot jednak do czegoś zmusza 🙂 Po 5-6 dniach w Polsce wracamy jak wielbłądy i mamy więcej bagażu niż po 5 tygodniach w Azji… Ale nagle tu Maks coś dokupił, tu my kupiliśmy jakieś smakołyk. A teraz jeszcze doszło nowe dziecko i nowe gadżety. Nie wiem czy chcecie wiedzieć, jak wyglądał nasz bagaż, gdy wracaliśmy z Zakopanego???? I tak Wam pokażę 😉 *tak, mamy takie wózki w bloku 🙂

Pomimo wszystkich naszych porad, jak widać rzeczy i nas zdominowały 😉 Na wytłumaczenie mam, że to był pierwszy wyjazd z dwutygodniowym bobasem 😉 Weszliśmy z tym do domu i miałam ochotę rozłożyć ręce i zostawić to na jak najdłużej, ale wiem, że to zła taktyka, bo tylko pogłębia niezadowolenie z powrotu…
Dlatego zawsze gdy wracam, nawet zmęczona, od razu rozpakowuję wszystkie walizki i torby i włączam chociaż jedno pranie. Czasem jeszcze na wyjeździe dzielę „brudy” na dwie torby – białe i kolorowe i od razu przerzucam jedną z toreb do pralki. Jeśli nie zrobię tego na wyjeździe, wyjmując bagaże od razu dzielę je na grupy – czyste, brudne jasne, brudne kolorowe, zabawki Maksa, książki itd.

Dzięki temu walizek pozbywam się bardzo szybko – to zdecydowanie poprawia komfort psychiczny po powrocie. Od razu szacuję, jakich ubrań jest najwięcej, co jest najpilniejsze. Tym razem znów praliśmy w nowej pralce Amica.
Na początek idą “bobasowe”, 1h 20 minut, a ja ogarniam inne tematy – porządkuję zabawki, odkładam kosmetyki, przeczytane w podróży książki czy czyste ubrania (jeśli się uchowały!;)). Na plus, że nasza Amica dzięki silnikowi Logic Drive pierze cicho – przy powrocie o 22 czy 24.00 to dość istotne! Zwłaszcza teraz, gdy obok śpi maluszek. Jeśli mam miejsce na suszarce, zawsze zdążę jeszcze puścić pranie 15 minutowe do lekko zabrudzonych ubrań i tych, bo wymagają odświeżenia, bo leżały 2 tygodnie w zatęchłej szafie albo program Sport dla tych bardziej brudnych (a wiadomo, jak to jest po podróży z dzieckiem:)) – 40 minut to nadal niedługo!
Jeśli już kompletnie nie mam siły, pakuję pralkę nocą, ale wybieram opcję „Opóźnienie startu” – wtedy pralka zaczyna prać, gdy jeszcze śpimy, a potem tylko rozwieszam. Dzięki takiemu podejściu rano nie potykamy się o walizki, a w czystym mieszkaniu powrót boli mniej – można szybciej przejść do punktu 1), czyli do przyjemności;)
5) PLANUJ KOLEJNĄ PODRÓŻ 🙂

Przecież lubimy na coś czekać. Czekanie sprawia, że każdy dzień ma coś w sobie. Chcemy czekać. Nic tak nie poprawia humoru jak bilety lotnicze na kolejną wyprawę. Macie już takie? 🙂
*post powstał we współpracy z marką Amica




2 Comments
Anna Radzikowska
Tak, punkt 5. to my! 🙂 Mamy już kierunek na przyszły rok (jak pisałam na FB, Wasza relacja z Malty tylko nas utwierdziła w przekonaniu o dobrym wyborze). I muszę przyznać, że etap planowania wszystkiego i czekania jest chyba równie fajny, jak sama podróż 🙂
Natalia
Dokładnie!!! 🙂 bardzo się cieszę, że nasz maltański post potwierdził wybór! 🙂 zajrzyjcie też koniecznie na Gozo 🙂 My też już myślimy, knujemy i planujemy 🙂 dobrze mieć jakąś podróż, na którą można czekać – zawsze!:)