Bez Tytułu to jedno z tych miejsc, o których słyszysz i chcesz się tam wybrać, ale potem jakoś nie możesz znaleźć dobrej okazji. Bo może zbyt elegancko, bo może nie po drodze, bo może nie z dzieckiem, bo może nie w tym towarzystwie. Wreszcie się udało i od razu powiem: żal, że tyle zwlekaliśmy, więc nie róbcie tego samego!
Bez Tytułu znajdziecie w jednym z kulinarnych zagłębi Warszawy – na Poznańskiej 16. Lokalizacja świetna na obiad, na spotkanie po pracy, na kolację ze znajomymi w weekend, nim ruszycie dalej w miasto. Co prawda, parkowanie w tej okolicy może doprowadzić do szału najbardziej spokojną i cierpliwą osobę, ale czego się nie robi dla dobrego jedzenia i mile spędzonego czasu? W restauracji rządzi Erwan Debono, z pochodzenia Francuz, ale karta nie jest mocno francuska. Wybór jest bardzo szeroki i chyba każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ale nim wybierzecie dania, zobaczcie te wnętrze!!!!


Zdjęcia może tego nie oddają, ale Bez Tytułu to bez dwóch zdań jedna z najładniejszych restauracji w Warszawie. Elegancka, ale przytulna. Z klasą, ale niezobowiązująca. W sam raz na przeróżne okazje – kolacja we dwoje, spotkanie ze znajomymi, obiad z teściami, wieczór z koleżankami. Co więcej, nawet jak idziesz tam z pięciolatkiem i dwutygodniowym maluchem nie czujesz się nieswojo jak w większości eleganckich restauracji 🙂 Za taką atmosferę należą się brawa jeszcze przed jedzeniem.
Co się je w Bez Tytułu? Dużo. Są tapas, a wśród nich talerze wędlin czy serów, wieprzowe rillettes, grillowane chorizo czy ślimaki. Są przystawki, wśród których od razu wyróżnia się siekany befsztyk tatarski z kremową, chrzanową grzanką (36 zł) czy nugat z foie gras z cebulowym chutneyem (49 zł). Są zupy – jest polski klasyk (żurek) i jest to, na co mam największą ochotę jesienią, czyli krem z dyni – tu z olejem z nasion dyni i jajkiem parfait (22 zł). W menu nie ma dań dla dzieci, ale obsługa od razu proponuje, co mogą zrobić dla kilkulatka – penne z sosem pomidorowym uzyskuje u Maksa mocną 5!



Przystawki spisują się bardzo dobrze. Pięknie podane, smaczne, ciekawe. Befsztyk tatarski dość mocno doprawiony ziołami, ale nadal sprawdza się nieźle. Zupa cudownie delikatna, z chrupiącymi pestkami, posmakiem oleju z pestek dyni oraz z poprawnie przyrządzonym jajkiem w koszulce.
Dania główne są zróżnicowane – z jednej strony te bardziej wyszukane propozycje, takie, jakich spodziewamy się po restauracji tego typu, z drugiej strony… burgery. Jest sandacz, comber jagnięcy, pierś z perliczki, jest stek z polędwicy wołowej z sosem szalotkowym, ziemniaczanym puree, burakami i chipsami cebulowymi (68 zł), który wybierają Łukasza rodzice. My oboje idziemy w burgery – Łukasz w tego z siekaną kaczką, smażonym foie gras, miodową musztardą i serem mimolette (46 zł), ja bardziej w klasykę – wołowego z bekonem, serem aop morbier, domowym ketchupem (39 zł). Do mojego domawiam również domowe frytki (9 zł).



Wszystkie dania główne są świetne. Burgery mają świetne bułki, przypominające francuskie brioszki, dobre jakościowo mięso, a stopień wysmażenia zgodny z zamówionym. Mojemu charakteru dodaje specyficzny smak francuskiego sera morbier. Łukasz ma swoje miękkie w środku, a chrupiące na zewnątrz foie gras – takie jak lubi najbardziej. Fajnie wypadają domowe frytki – chyba pierwszy raz w restauracji jem domowe frytki, ale nie grube niczym belgijskiej, tylko właśnie takie cieniutkie. Uzależniające!!!
Po dobrym obiedzie, czas sprawdzić desery. Najciekawiej brzmi tatar z ananasa i marakui, mus z kokosa, syrop waniliowy (25 zł) – to wybiera Łukasz. Mnie kusi nieco migdałowy financier, bita śmietana z limonką, pomarańcza (21 zł), ale tu wtrąca się Maks, który został ostatnio zagorzałym fanem fondantów czekoladowych… My zamawiamy je rzadko, bo przyznam, że nieco nas już nudzą. Gdy chodziłam z Maksem w ciąży, ponad 5 lat temu, szukałam ich obsesyjnie i próbowałam wszędzie, teraz fondant w karcie to troszkę nuda, ale czego się nie robi, by uszczęśliwić dziecko? 🙂 Zamawiamy zatem fondant czekoladowy podawany na ciepło z sosem karmelowym (23 zł).
Tatar z owoców okazuje się przyjemny – świeży, orzeźwiający, jednak nieco banalny w smaku. W fondancie natomiast wygrywają absolutnie idealne lody pistacjowe – świetne! Fondant jak to fondant, ale połączenie pistacja, czekolada, karmel zdecydowanie robi robotę!


Bez Tytułu to miejsce, które warto sobie zapisać na listę miejsc do odwiedzenia. Warto dla tutejszych smaków, warto dla wyglądu i atmosfery tego miejsca. Idealne na wyjście w większym gronie, bo chyba każdy znajdzie tu coś dla siebie. Idealne na wieczór, bo tu się nie tylko dobrze je, ale i dobrze spędza czas. WARTO!
INFORMACJE PRAKTYCZNE:
ul. Poznańska 16
tel. 22 251 52 88
godziny otwarcia:
wtorek – czwartek: 12-22
piątek – sobota: 12-23
niedziela: 10-18
poniedziałek: nieczynne

obiad dla 4 dorosłych i 5-latka




1 Comments
Karina Groszek
Luźniejsza atmosfera i pyszne wytworne dania – tylko Bubbles. Przyznam, że po raz pierwszy byłam w takim miejscu. Skusiła mnie opinia o ich szampanach, szczególnie teraz ta promocja happy hours, ale było warto. Stek był przygotowany tak jak chciałam, mięso dobrej jakości, po prostu pyszne. Mąż zajadał rybę, nie pamiętam już jaką. Myślę, że miejsce ciekawe i swobodne.