W kuchni tajskiej zakochaliśmy się jeszcze przed podróżą do Tajlandii. Był 2010, a potem 2011, gdy w małym baraku Suparom Thaifood przy Wałbrzyskiej zajadaliśmy po raz pierwszy pad thaia, sataye z kurczaka z kremowym orzechowym sosem, Łukasz czerwone curry z wołowiną, a ja zachwycałam się smażonym makaronem z wieprzowiną Pad See Ew. Zaglądaliśmy do naszego baraka lub zamawialiśmy tajskie do domu. Zajadałam je obsesyjnie w ciąży i może dlatego nasz Maks teraz woła o pad thaia 🙂 Wybór tajskich restauracji w Warszawie był wtedy dość ograniczony i gdy w lipcu 2011 r. odkryliśmy w Sopocie Thai Thaia nie mogliśmy wyjść z zachwytu! Wreszcie tajskie, w fajnym miejscu, gdzie można iść w lecie na obiad albo na romantyczną kolację z ukochanym. Pisałam o tym sto lat temu – TU 😉

 

A potem był podróż do Tajlandii (wszystkie posty z Tajlandii znajdziecie TU). Jedna, druga, trzecia. Był Bangkok prawie co roku, były 2 tygodnie jeżdżenia po całym kraju ze szczególnym ukochaniem północy Tajlandii, były 2 tygodnie leżakowania i na Krabi, i na Phuket, były małe rodzinne knajpki, był pad thaia ze straganu za 2 zł, ale były też świetne restauracje, w których kuchnia tajska zyskiwała zawsze nowy, coraz lepszy wymiar. Kochamy ją i za każdym razem, gdy jesteśmy w Azji, chociaż na chwilkę musimy zajrzeć do Bangkoku, chociażby w poszukiwaniu naszych ukochanych smaków.

 

W Warszawie mamy 3 swoje ulubione miejsca. Miejsca, do których wracamy mniej lub bardziej systematycznie. Miejsca, w których odnajdujemy ulubione tajskie smaki. I chociaż każde z tych miejsc, chociaż raz nas zawiodło i jedzenie nie było idealne (w większości przypadków podejrzewamy nieobecność szefa kuchni), to wracamy do nich. Tradycyjnie: to nasza SUBIEKTYWNA lista. Tworząc nasze tajskie TOP, przyświecało nam kilka zasad, chociażby:

 

– nie uznajemy w naszym tajskim TOP miejsc, które stosują polskie zamienniki zamiast składników używanych w Tajlandii (np. cytryna zamiast limonki, pieczarki zamiast grzybów shitake)

– nie uznajemy takich, które obok kuchni tajskie serwują zupę pho, ryż po chińsku czy chicken tikka masala – nie wierzymy w miejsca typu pizza-kebab-sushi w jednym

-omijamy te, które z kuchni tajskiej robią dziwne fushion, np. podając do rzekomo tajskich dań sałatkę z roszponki i pomidorków (takie też są, ale ciiiii…. ;)).

 

Nasze TOP3 KUCHNI TAJSKIEJ W WARSZAWIE:

 

1)BASIL & LIME – ul. Puławska 27

 

kuchnia tajska, gdzie na tajskie, gdzie na pad thaia, Warszawa, pad thai, tajskie jedzenie, Basil & Lime

 

To niewątpliwie miejsce, w którym jesteśmy najczęściej. Spróbowaliśmy tam większości dań z karty, przy niektórych wpadając w uzależnienie jak ja przy Pad Kee Mao, czyli smażonym makaronie z wołowiną z papryką, bakłażanem i tajską bazylią. Świetny, bardzo autentyczny pad thai – tak dobry, że gdy gorzej trafiliśmy w Bangkoku, mówiliśmy sobie – “dobra, zjemy pad thaia w Basil!” (to ten na zdjęciu tytułowym!). Uwielbiamy go i my, i nasz Maks, więc polecamy też dla dzieciaków. Idealna Tom Ka Gai – bez ściemy, za to z mlekiem kokosowym, kurczakiem, tajskimi grzybami (nie pieczarkami!), trawą cytrynową, liśćmi limonki kaffir i galangalem. Aromatyczna, rozgrzewająca. Z dań wege mają bardzo fajne, chrupiące tofu z warzywami i orzechami nerkowca.

 

Przyznam szczerze, że do Basil & Lime zaglądamy jeszcze częściej od czasu, gdy na dole otworzyli kącik dziecięcy. Z jednej strony wolę jasne pomieszczenia, lubię usiąść w głównej salce, tuż przy oknie, z drugiej strony, gdy idziemy z Maksem siadamy w podziemiach – on szaleje w kąciku (czasem są też animacje!), a my możemy pogadać ze znajomymi 😉 A jeśli Wasz maluch nie jest fanem pad thaia, mają też menu dla dzieci – zarówno bardziej tajskie, jak i mniej!

 

Na wiele, wiele wizyt w Basil oczywiście zdarzały się wpadki… czasem z obsługą (na szczęście pod tym względem jest coraz lepiej), czasem z gorszą wersją tej samej potrawy. Gdy jednak gotuje szef kuchni, Taj rodem z Bangkoku, możecie być pewni, że będzie świetnie! 

 

2) THAISTY – pl. Bankowy 4

 

kuchnia tajska, gdzie na tajskie, gdzie na pad thaia, Warszawa, pad thai, tajskie jedzenie, yenta, Thaisty

 

Thaisty tętni życiem od lunchu aż do nocy i to niewątpliwie najbardziej głośne, pełne życia i werwy miejsce na tajskiej mapie Warszawy.  Przy pierwszej wizycie nas nie zachwyciło, przy drugiej nie mogliśmy się nachwalić. Tajskie smaki i bardzo dużo ciekawych propozycji – coś, czego mi  np. w Basil & Lime brakuje.

 

Uwielbiam ich przystawki. Strasznie smakowały nam plah joh, czyli roladki rybne w suszonym tofu z prażoną tajską bazylią i sosem sweet chili, pekin bun z kaczką i sosem śliwkowym czy ryżowy naleśnik na parze vege roll.  Niewątpliwie jedno z niewielu miejsc w Warszawie, gdzie można zjeść morning glory z woka i poczuć się jak na tajskiej wyspie. I oczywiście sławna zupa z kaczki, którą najpierw obecna szefowa kuchni Thaisty szykowała w Naam na Saskiej Kępie, a potem zabrała ją ze sobą tu. Wielki plus za sezonowe propozycje w menu – zawsze można znaleźć coś ciekawego!

 

Ostatnio pad thai trochę mniej nam smakował, a kurczak wydawał się nie tak świeży jak powinien. Ale dajemy szansę i liczymy, że to tylko mała wpadka, zwłaszcza, że to świetne miejsce na lunch i idealne na wieczór ze znajomymi przy tajskim jedzeniu!:)

 

3) NAAM THAI – ul. Saska 16

 

kuchnia tajska, gdzie na tajskie, gdzie na pad thaia, Warszawa, pad thai, tajskie jedzenie, Naam Thai

 

Naam to klasyk. Pierwsze tajskie miejsce, tak uwielbiane, budzące tyle emocji i powszechnego w Warszawie szału pod tytułem “Kocham Naam. Naam the best!”. My pierwszy raz trafiliśmy tam w czerwcu 2014. Dość późno, ale w dobrym momencie, by się zakochać. Przez pewien czas byłam w stanie jechać na drugi koniec Warszawy, by tylko zjeść tamtejszego pad thaia oraz sławną zupę z kaczki, którą szykowała szefowa kuchni.

 

Gdy szefowa kuchni otworzyła swoje Thaisty, troszkę obawialiśmy się o Naam. Na szczęście nadal trzyma poziom (chociaż zdarzają się wpadki zarówno smakowe, jak i w obszarze obsługi), a na zupę z kaczki zaglądamy głównie tam. Na Saską mamy całkiem blisko z Deseo, więc zdarza nam się tam wpadać na lunch.  Na deser całkiem nieźle spisuje się pudding z tapioki! A zupa z kaczki nadal uzależnia. Drugie Naam znajdziecie w okolicach Arkadii, na Burakowskiej.

 

 

W poszukiwaniu najlepszych tajskich miejsc ostatnio zajrzeliśmy też do Thai Thai na pl. Teatralnym, ale skutecznie zniechęciło nas połączenie najwyższych cen w mieście z kombinowaniem w obszarze składników (cytryna zamiast limonki, pieczarki w Tom Ka Gai). Jesteśmy zdania, że jeśli  płacisz za pad thaia 42 lub 46 zł (kurczak lub krewetki), możesz oczekiwać, że dostaniesz takie składniki jak w Tajlandii. Zwłaszcza, że limonki nie są obecnie szczególnie luksusowym i trudno dostępnym towarem. Wystarczy zajrzeć do Lidla 🙂

 

W sobotę zajrzeliśmy również do Suparom Thaifood w okolicach Pl. Zbawiciela (ul. Marszałkowska 45/49, pod Arkadami). Można powiedzieć, że “by tradycji stało się zadość”. Jedzenie było smaczne, jednak znów czekała na nas cytryna, a Pad See Ew (makaron smażony z wieprzowiną i warzywami) podany był na tyle nieporządnie, że przypominał danie z “chińskiej” budki z dawnych lat. Dla nas Suparom, w każdym razie ten na Marszałkowskiej, lata świetności ma już za sobą, a restauracja robi wrażenie nieco przykurzonej. Na TOP to za mało..

 

W Waszych propozycjach na Facebooku pojawiała się również Horapa na Ursynowie. Nie byliśmy w tym miejscu, ale nie wierzymy w najlepsze tajskie w miejscu, które podaje również zupę pho, miso, wonton, sałatki bun i jednym słowem nie wiadomo, czy to restauracja tajska, chińska, wietnamska czy może japońska (miso!). Te kuchnie naprawdę mają w sobie tyle dobrego, że nie warto ich mieszać w jednym garnku i jednej restauracji!;)

 

To co?:) Co wybieracie? A może jednak o czymś zapomnieliśmy? 🙂