Spis treści
„Mamo, nudzę się!” Która z nas tego nie zna??? Która nie słyszy chociaż czasem, że nasz 3,4,5-latek się nudzi? Pomimo setek zabawek, książeczek, kolorowanek, samochodów, lalek, on/ ona się nudzi!! Nudzi się czasem również na wakacjach czy w podróży i okazuje się, że nawet plaża i morze, które miały być atrakcją roku, mogą stać się nudne, gdy maluch „nie wie, w co się bawić”. Nam również się to zdarza. I na plaży, i nad basenem, i w parku, i nad jeziorem. Maks nacieszy się placem zabaw, rowerkiem, przywita wodę i piasek, a potem „Mamo, wymyśl coś, nie mam w co się bawić!!!”. Wtedy czas na nas! Wymyślamy, kombinujemy, po to, by zwykła muszelka stała się fascynującym bohaterem zabawy. Mamy kilka sprawdzonych sposobów. Wy pewnie też 🙂 Teraz przydadzą Wam się nie tylko do walki z nudą, ale dzięki nim możecie wziąć udział (i wygrać!:)) w konkursie organizowanym przez Iwostin-Solecrin.
Konkurs znajdziecie TU. Zadanie jest proste: musicie stworzyć pomysł na ciekawą zabawę dla dzieci – na świeżym powietrzu, chociażby na plaży, nad wodą lub w ogrodzie. Zabawa ma być prosta, ale zarazem ma zająć Waszego wybrednego malucha. Na stronie SOLECRIN również znajdziecie trochę inspiracji! 🙂 Nic tylko bawić się na dworze i brać udział w konkursie 🙂
Jeśli o nas chodzi, zwykle nie zabieramy w podróż wielu zabawek. Pisałam już o tym nie raz 🙂 Staramy się minimalizować ilość bagażu, bo nie lubimy podróżować jak wielbłądy. Zabawki w naszej walizce zwykle zajmują mało miejsca. Książeczka, zagadki, ulubiona przytulanka. Często dokupujemy coś małego na miejscu (np. piłka czy łopatka), ale zarazem staramy się wymyślać zabawy angażujące i cieszące Maksa, do których nie są potrzebne liczne gadżety. Pomimo to, że minimalizujemy ilość bagażu, zawsze pamiętamy o okularach przeciwsłonecznych, nakryciu głowy (ostatnio ulubiony kapelusz!) i kremie z filtrem, który w przypadku dziecka jest jeszcze ważniejszy niż w przypadku dorosłych. Nawet wtedy, gdy „wychodzimy tylko na trochę, przecież nie jest tak gorąco!” Nawet, jeśli nam się wydaje, że „jemu słońce nie szkodzi, przyzwyczajony jest”. My już przekonaliśmy się, że na słońce musimy uważać zawsze!! I pomimo, że Maks nie ma tendencji do oparzeń skórnych, podstępne słońce i nam dało się we znaki. Teraz zwracamy uwagę również na te części ciała, które wydawałoby się, że są na słońce odporne (np. ręce albo łydki!). Tak przygotowany, z butelką wody i zapasem arbuza, jest gotowy na wszelkie zabawy na powietrzu i na jeszcze #więcej słońca 🙂
BAWIMY SIĘ NA PLAŻY:
Gdy nuda dopada na plaży, a nie mamy ze sobą gadżetów lub drugiego kilkulatka, z którym Maks może się pobawić, najczęściej bawimy się w:
1) poszukiwacze zaginionych skarbów

Nie lubimy zabierać zabawek, więc staramy się dodawać odrobinę magii do całkiem zwykłych sytuacji poprzez określone opowieści. Zwiedzanie kolejnej świątyni w Birmie to nie to samo, co zabawa w „detektywa Buddę”, szukającego każdej, nawet najbardziej ukrytej figurki. Spacery portugalskimi ulicami są inne niż „poszukiwanie magicznych kafelków” (azulejos górą!). Tak samo plaża… Można moczyć nogi i szukać muszelek, a można szukać zaginionych skarbów – najpiękniejszych okazów: muszli, kamyków, koralowców – zależnie, gdzie jesteśmy. Warto zabrać ze sobą ładny woreczek (nie zajmuje dużo miejsca w walizce!), by skarby szybko pochować i potem znaleźć im miłe miejsce w domu. To chyba jednak z ulubionych zabaw Maksa!
2) zbuduj to, co widziałeś!
Budowanie zamków, robienie fosy, mostów i jeziorek, do których wlewa się morska woda to klasyka. Kto z nas tego nie robił, siedząc z rodzicami na plaży nad Bałtykiem lub na Mazurach? Wszyscy! Jeśli jesteśmy gdzieś zagranicą, Maks buduje to, co aktualnie zwiedzamy. Były świątynie buddyjskie, były stupy typowe dla miejsc kultu w Indonezji, były klasztory na Krecie. Zwykła zabawa w piasku zyskuje ciekawy i edukacyjny (!!!) wymiar!
3) jestem wędkarzem!

Nad morzem, ale lepiej nad jeziorem. Patyk, dużo wyobraźni i gotowe! Walczy z nudą, uczy cierpliwości 🙂
Co robimy w parku i ogrodzie:
Gdy jesteśmy w Warszawie lub wybieramy się gdzieś bliżej – np. na ukochaną Suwalszczyznę, mamy większą swobodę, jeśli chodzi o bagaż. Bierzemy więcej, chociaż nadal nie lubimy przesadzać i nigdy nie rozumieliśmy jak można brać wielką torbę na trzygodzinne wyjście i połowę domu na krótki urlop. W parku, na polanie czy pod drzewem wystarczy kilka rzeczy, które pomogą w razie nudy! 🙂

Spakowani? To czas na zabawę! U nas sprawdzają się chociażby takie pomysły:
4) tropienie dinozaurów
Albo czegokolwiek, co Wasze dziecko uwielbia! U nas to dinozaury – mamy ich trochę, są małe i łatwo je gdzieś zabrać. Nie są też zbyt kosztowne, więc w razie zguby nie ma wielkiej tragedii. Ostatnio do dinozaurów dołączyły przeróżne morskie stworzenia z Oceanarium w Lizbonie. Maks uwielbia wszystkie detektywistyczne zadania, więc ukrywanie dinozaurów w trawie czy pod krzakiem i zabawa w „ciepło zimno” zawsze się sprawdza.
5) mały Picasso
Wymaga relatywnie najwięcej gadżetów. Kartka – najlepiej duuuuża (my często mamy takie w domu, bo kartek na flipcharcie często używam w pracy) i farby. Np. takie do malowania palcami! Do odbijania stópek i rączek. Idealne, jeśli w okolicy jest jezioro albo jeśli bawicie się w przydomowym ogrodzie. Wreszcie dziecko może tworzyć bez ostrzeżeń „uważaj, zaraz wylejesz farby na dywan!”.
6) wyścigi Formuły 1

Ducha rywalizacji (zdrowej!) warto pobudzać od małego! U nas na każdy zły nastrój i marudzenie, działa: „Maks, a kto pierwszy (w zależności od sytuacji): założy buty/ umyje zęby / ubierze się / wsiądzie do samochodu, itd.”. Chęć rywalizacji wykorzystujemy też, gdy mamy ze sobą rowerek, a jemu się nuuuudzi! Stoper w telefonie mamy zawsze ze sobą, więc wystarczy „do biegu, gotowi, start!” i albo ściga się sam ze sobą albo z innym dzieckiem. Rozrywka zapewniona!
Pomysłów na zabawę z dzieckiem na świeżym powietrzu może być tyle, co sytuacji. Każdy ma swoje triki. My mocno wierzymy, że najważniejsze nie są zabawki i gadżety, tylko wyobraźnia, dobry humor i dobra pogoda.
Jeśli macie swoje pomysły na zabawy z dzieckiem bez wielu dodatków, pamiętajcie o konkursie na stronie SOLECRIN.
PS. Pamiętajcie, że na słońcu ZAWSZE potrzebny jest dobry krem z filtrem! Przyznam, że Maks nigdy nie był fanem smarowania się kremem, ale gdy dostaliśmy produkty IWOSTIN-SOLECRIN wprost zakochał się w sprayu dla dzieci! Teraz sam doprasza się smarowania i pyta czy już może 😉 Sama jestem w szoku! Ten i inne ich produkty znajdziecie TU.
* post powstał we współpracy z marką IWOSTIN – SOLECRIN.





1 Comments
emilia
Od czasu jak mamy kamerkę sportową co jest wodoodporna (lamax w9.1) syn zawsze chce nagrywać nią pod wodą, czy to na plaży swój zamek. Strasznie go cieszy nagrywanie. Później oczywiscie trzeba zobaczyc jak się nagrało… 🙂