Spis treści
Mój ostatni weekend był ciężki. Nie wysypiałam się, dużo pracowałam i pomimo cudownej pogody niewiele z niej skorzystałam, ale wreszcie udało się w niedzielę! Jeden dzień weekendu zdecydowanie smakuje inaczej niż dwa! Doceniasz bardziej. Wreszcie zrzucasz z siebie obowiązki i masz czas na przyjemności. Wreszcie definitywnie choć na jeden dzień odstawiasz komputer i masz czas tylko dla bliskich. Pogoda nareszcie taka jak być powinna: ciepło, słońce, bez ryzyka nagłej ulewy czy burzy. Warunki idealne, więc ruszamy na rower!
… No dobra, może były idealne w 100%, bo troszkę za gorąco, ale i z tym tematem sobie poradzimy!
Rower z małym dzieckiem. Czy warto? Czy wygodnie? Kiedy zacząć? Ile km można przejechać, by pełen energii dwu czy trzylatek nie urządził buntu na pokładzie? Co ze sobą zabrać, by być przygotowanym, a zarazem, by nie taszczyć ze sobą wieeeelkiego plecaka czy torby? Już mówimy! 🙂
KIEDY I JAK ZACZĄĆ?

ruszamy!
My po raz pierwszy wybraliśmy się razem na rower, by Maks miał troszkę ponad rok. Chyba to moment, kiedy większość rodziców zaczyna rowerowe przygody, chociaż gdzieś czytałam, że fizjoterapeuci radzą, by poczekać do czasu, gdy dziecko skończy 18 miesięcy z uwagi na jego słabe mechanizmy amortyzacyjne na wcześniejszym etapie rozwoju – jednym słowem dzieckiem rzuca i trzęsie bardziej niż nami. Czasu nie cofnę, ale temat zostawiam dla tych, co jeszcze nie zaczęli pod rozwagę, a tych, co już jeżdżą z dzieckiem/ dziećmi, pytam, jak wyglądały Wasze początki?
Przed pierwszą wyprawą oczywiście niezbędne rozważania, co kupić: fotelik czy przyczepkę? Nie czuję się w tej dziedzinie mega specjalistką, ale wybraliśmy fotelik. Mnie przekonały chyba dwie kwestie. Pierwsza, całkiem istotna: gdzie ja będę tę przyczepkę trzymać??? Jest dość duża, a ja nie mam w domu piwnicy, ani jakiegoś dużego schowka. Co zrobię z nią w zimie? Czy ma stać na parkingu czy ją stamtąd ktoś ukradnie? I co zrobię z nią, gdy będziemy chcieli zabrać ze sobą rowery na Suwalszczyznę chociażby? Jak ją zmieścimy w bagażniku, w którym i tak jest walizka, łóżeczko Maksa, wózek, itd. Uznaliśmy też, że z fotelika Maks będzie więcej widział, więc trasa będzie dla niego ciekawsza, co za tym idzie nie będzie marudził, a nasze wycieczki będą bardziej udane. Istotne też, że nie planowaliśmy raczej wielkich podróży rowerem (np. kilkadziesiąt km dziennie przez kilka dni pod rząd), tylko raczej weekendowe wypady lub krótkie przejażdżki w tygodniu. Fotelik bardziej nam pasował. Przyczepka za to pewnie lepiej sprawdza się właśnie przy dłuższych podróżach lub, gdy chce się zapakować do niej dwójkę dzieci. Pod tym względem niesamowite rozwiązania można zobaczyć w Kopenhadze, gdzie chyba całe miasto jeździ na rowerach!

spójrzcie na ten środek transportu!
No to ruszyliśmy! Byliśmy na czeskich Morawach i owego pierwszego dnia przejechaliśmy z Maksem 50 km! (Maks Maksem, ale ja prawie wyzionęłam ducha!) Pierwsza przejażdżka bardzo mu się spodobała! Nie marudził, nie płakał. Podziwiał widoki lub spał. Wtedy podobnie jak do spania czy do jazdy samochodem, na rower dostawał smoczek.
Pomimo że mu się spodobało i nam również nie zaczęliśmy jeździć codziennie, ani co dwa dni. Jeździmy od czas do czasu, bo w tygodniu zwykle mamy za dużo pracy, by zorganizować wspólną wyprawę, a w weekendy nie zawsze jesteśmy w Warszawie. Jeździmy rekreacyjnie, chociaż Łukasz chciałby sportowo i czasem obrywa mi się za moje tempo J Ale mój przykład pokazuje, że rower z dzieckiem to aktywność dla wszystkich, niekoniecznie dla sportowców.
Jeśli zastanawialiście się, czy dziecku spodoba się jazda na rowerze i to Was powstrzymuje przed spróbowaniem, nie pozostaje nic innego, jak kupić fotelik / przyczepkę i spróbować. Nasz, obecnie 3 latek, aż tak lubi rower, że sam się dopomina! Chyba podoba mu się, że przemieszcza się szybko, patrzy na widoki, a zarazem jest blisko Taty, może zawsze coś powiedzieć, zasygnalizować. To moja kolejna obawa co do przyczepki – u młodszego nie ma problemu (niewiele mówi, a jak się rozryczy to pewnie i tak usłyszę!), ale starsze? Czy ja go usłyszę jak będzie np. chciał… siku? 🙂
JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ I CO ZABRAĆ, BY WYCIECZKA SIĘ UDAŁA?

obowiązkowa przerwa na placu zabaw
Co zabieramy ze sobą na wycieczkę rowerową? Jeśli jeździmy w Warszawie i okolicach, zwykle niewiele. W każdym pakowaniu jesteśmy zwolennikami wyeliminowania rzeczy zbędnych i nigdy nie zrozumiałam noszenia wielkich toreb rzeczy, bo jest z nami dziecko. Nie kupiłam nawet torby na wózek! Na rower zwykle jeździmy, gdy jest ciepło / bardzo ciepło i zabieramy:
1) kask dla Maksa – punkt numer 1. Wbrew pozorom nie trzeba się go „obawiać”: większość dzieci chyba lubi swoje kaski, a można się wyposażyć w takie dodatkową zachętą jak Hello Kitty czy inne stwory 🙂
2) wodę dla Maksa – najlepiej w bidonie, który sprawi, że nawet w upale będzie przyjemnie chłodzić
3) wodę dla nas
4) żel antybakteryjny do przemycia rąk (malutkie opakowanie)
5) bluzę / sweterek, jeśli planujemy wrócić wieczorem lub jeśli wieje (my się ruszamy, pocimy, ale dziecko nie)
6) portfel, telefon, klucze, pomadka i cokolwiek innego, co zawsze macie w torebce – ja wrzucam to wszystko do tzw. nerki, by mieć łatwy dostęp do rzeczy pierwszej potrzeby
7) czasem wezmę Maksowi małą przekąskę – wygodną do zjedzenia i wygodną w przechowywaniu jak np. „Bakuś kieszonka” – nie trzeba specjalnie myć rąk, nie trzeba się zasiadać, raz dwa i mamy zastrzyk energii i zaspokojenie pierwszego głodu
8) mokre chusteczki – jakieś małe opakowanie – ja ostatnio zapomniałam i „żebrałam” od bardziej zapobiegliwych matek 😉 dzięki dziewczyny!
9) krem na słońce dla dzieci – niezbędne, jeśli tak jak w niedzielę mamy 30 stopni i grzeje słońce! U nas wystarcza posmarowanie siebie i Maksa przed wycieczką, bo zarówno Maks, jak i my nie mamy tendencji do słonecznych oparzeń, ale jeśli dziecko ma wrażliwą skórę, najlepiej spakować niewielką tubkę i móc dosmarować w ciągu dnia. PS. Wiecie, jak pięknie opaliłam sobie plecy w niedzielę właśnie jeżdżąc na rowerze? 🙂
I tyle! Nie wyobrażam sobie jechać w upale 30 stopniowym z plecakiem rowerowym na plecach, więc wrzuciliśmy ciuchy i wodę do szmacianej torby i przewiesiliśmy przez kierownicę. Jak widać w zakresie przechowywania specjalnych urządzeń mieć nie trzeba, więc jeśli właśnie pytanie: „A gdzie ja zapakuję rzeczy dla dziecka?” Was blokuje przed rozpoczęciem przygody rowerowej, już blokad nie ma 🙂 Oczywiście profesjonalny i uroczy koszyczek na przodzie roweru byłby pożądany i kiedyś może taki się u nas pojawi, ale jak nie ma, to też można!
Czy to, co zabieram zmieniło się w porównaniu z Maksem rocznym czy półtorarocznym? W tamtych czasach dorzuciłabym smoczek i może jakiś obiadek / deserek w słoiczku, by nie być zmuszonym szukać knajpy podchodzącej pod wymagania tak małego dziecka, teraz w większości miejsc Maks znajdzie coś dla siebie.
JAK ZAPLANOWAĆ WYCIECZKĘ, BYŚMY I MY I DZIECKO BYLI ZADOWOLENI?

zadowolony rowerzysta podczas przerwy
To pytanie chyba dość łatwe dla każdego rodzica: tak, by dziecko się nie nudziło.
Trochę jazdy, potem bieganie w parku (najlepiej w towarzystwie innego dziecka), trochę jazdy i plac zabaw, trochę jazdy i obiad (najlepiej na powietrzu lub w restauracji przyjaznej dzieciom), trochę jazdy i znów bieganie, plac zabaw lub odwiedziny u koleżanki. Tak wyglądała nasza niedziela: plac zabaw na Polach Mokotowskich, spotkanie z koleżanką, kuleczki na jakimś festynie, Śniadanie na Trawie, znajomi, przerwa na obiad, odwiedziny u znajomych. Była też drzemka. Podobnie jak samochód, rower usypia. Teraz znacznie w mniejszym stopniu niż kiedyś, bo Maks woli oglądać widoki niż spać. Gdy zasypia strasznie mnie wkurza jego opadająca na boki głowa. Trochę lepiej jest, gdy ustawimy fotelik w pochylonej pozycji umożliwiającej spanie, ale i tak najlepiej się zatrzymać i niech pośpi sobie bez ciągłych wstrząsów na naszych nie zawsze równych chodnikach.

Maks drzemie, a rodzice jedzą 😉
W niedzielę na rowerach poruszaliśmy się cały dzień od 12 do 22.00, przejechaliśmy 30 km i wszyscy wrócili zadowoleni! 🙂 Takich dni jak najwięcej tego lata wam życzymy! A jak byście chcieli pojeździć na rowerach gdzieś dalej, w innym kraju, w pięknych okolicznościach przyrody, weźcie udział w loterii NIVEA! Kupując kosmetyki NIVEA za min. 20 zł (co to jest!:)), możecie wygrać cenne nagrody! A do zdobycia m.in. vouchery na rodzinne wakacje o wartości 10 tys. zł! Poza tym aparaty fotograficzne i zestawy kosmetyków. Szczegóły na stronie www.nivea.pl. 😉
PS. Nigdy nie jeździmy z dzieckiem ulicą – jeśli nie ma ścieżki rowerowej, wybieramy chodnik. Wolę narazić się na wkurzone spojrzenia pieszych niż na potencjalnych wariatów na drodze!
*post powstał we współpracy z marką:





2 Comments
mjn
Ja ze swojej strony polecam fotelik mocowany z przodu roweru, pomiędzy kierownicą a siodełkiem rowerzysty. Zaleta tego rozwiązania jest to, że dziecko znajduje się między ramionami kierującego co jest bezpieczniejsze podczas jazdy, sam rower jest o wiele lepiej wyważony i co najwspanialsze – mam doskonały kontakt w dzieckiem podczas jazdy. Minusem jest mniejsza nośność bo 18 kg a więc w naszym przypadku do ok 4 roku życia dziecka.
fionka
To u nas właśnie się zaczął szał na rower i pytania kiedy idziemy:) U nas sprawdza się świetnie taki fotelik o którym wspomina MJN, ale to u męża 🙂 ja jestem za mała kierownicą hihi. Od siebie mogę dodać, że super jest taki mały głośnik mogę polecić Sphere z Lamax jest tani a sprawny, na kierownicę do zaczepienia czy tam do koszyka. Syn lubi do takich wyjazdów muzykę.