Jak już wiecie, będąc w Zakopanem, postanowiliśmy poszukać nowych miejsc, w których warto zjeść… Skupiliśmy na tych, które chociaż teoretycznie oferują coś innego niż karczmy góralskie, wyrastające jak grzyby po deszczu na każdym kroku. Z tego względu trafiliśmy m.in. do restauracyjki Mała Szwajcaria. O tym, co tam zjedliśmy i jak to się miało do szwajcarskich smakołyków, jeszcze napiszemy. Dziś powiem jedno: zatęskniliśmy za Szwajcarią, prawdziwym fondue i tamtejszymi… serami.
Czekolada, góry, ser… to nasze podstawowe skojarzenia ze Szwajcarią.. Fondue i raclette, czyli znów ser, ser, ser. Gdy w marcu byliśmy ze znajomymi na nartach w Laax, nacieszyliśmy się serowymi pysznościami. Wielka radość, bo sery kochamy – jemy je zapamiętale we Francji, we Włoszech czy w Hiszpanii, a mi serce mocniej bije, gdy upoluję w Lidlu baskijski ser Istara.
W Laax niemal nie opuszczaliśmy ośrodka narciarskiego i naszego apartamentu, bo wcześniej w drodze zafundowaliśmy sobie spacer i po Norymberdze, i po Zurychu, a na miejscu chcieliśmy się skupić na nartach, zwłaszcza, że jeździliśmy na 2 zmiany ze względu na Maksa: zmiana poranna 10-13.00, zmiana popołudniowa 13.15-16.30. Jednak w ramach kulinarnej współpracy z Biurem Promocji Laax wybraliśmy się na małą wyprawę do pobliskiej mleczarni Sennerei Andeer.
Droga z Laax do Andeer to jakieś 30-40 min pięknych widoków, malowniczych domków i imponujących gór, a samo miasteczko urzeka ciszą i spokojem. Pusto, tu jakaś kawiarenka, tu właśnie sklep z serami. Andeer jest maleńkie – mieszka tu około 850 – 900 osób!

przeurocze, maleńkie Andeer

zmierzamy do mleczarni – wygodnicki Maks na barana u Taty!

cudne górskie widoki
Po krótkim spacerze dochodzimy do uroczego sklepiku z serami i wyrobami mlecznymi (cudowne jogurty!) oraz do mleczarni, zwanej z języka retoromańskiego „Stizun da Latg” (reto-romański). Sam lokal jest malutki i aż szokuje, że właśnie w tak niepozornej piwniczce powstają tak pyszne sery. Właściciel opowiada, jak się je przygotowuje, ile czasu muszą leżakować, jak często powinny być myte. Czy wiecie, że niektóre sery myje się w winie? Ja nie wiedziałam!
Mleczarnia wytwarza sery tylko z mleka lokalnych krów. Co roku 5 miejscowych farmerów i ich 100 krów dostarcza około 400 tysięcy litrów mleka, z którego powstają z wykorzystaniem tradycyjnych metod nie tylko sery, ale też śmietana czy masło. Samych serów w maleńkiej mleczarni powstaje aż 60 000 sztuk rocznie!
Właścicielami mleczarni są Martin Bienerth (“Floh”) i jego żona Maria. Co ciekawe, Martin z wykształcenia inżynier, kiedyś dziennikarz, od momentu, gdy miał 20 lat, co roku latem pracował jako pasterz w Alpach. Właśnie to doświadczenie skłoniło go, by zająć się mleczarnią w maleńkim Andeer. Zgodnie z jego maksymą “Dobry ser ma swój początek na polu”, dlatego tak ważne są warunki, w których wypasa się krowy – trawa, zioła, kwiaty. Wierzy w to, co lokalne i naturalne i o to walczy w Andeer. Twierdzi również, że produkcja sera wymaga miłości i pasji, bo “gdy jesteś zły, na pewno nie zrobisz dobrego sera…” 🙂
To Martin opowiada nam o specyficznej produkcji serów, o gatunkach, o kolejnych etapach dojrzewania, bo ser, by rzeczywiście dobrze smakował zwykle musi trochę poleżeć. Minimum 6-8 tygodni, ale najlepiej smakuje po kilku miesiącach, roku, a niektóre nawet po 2 latach leżakowania. Z tego względu cała piwnica Sennerei Andeer pełna jest apetycznych serowych krążków na różnych etapach dojrzewania.

po przygotowaniu i wstępnym dojrzewaniu ser spędza 24 godziny w solance

oprzyrządowanie do mycia serów

każdy ser podpisywany jest miesiącem wyprodukowania, kreski oznaczają jakość mleka

niektóre sery są systematycznie myte w winie z ziołami

sery czekają na spożycie – po 6-8 tygodniach są gotowe do zjedzenia
Niestety Maks skutecznie utrudniał nam słuchanie opowieści o serze, historii tego miejsca i różnych rodzajach sera. Po szybkim rekonesansie stwierdził, że piwnica mu się nie podoba i chce już wyjść na dwór “poszukać jakiegoś kotka / patyków / kamieni”. Na szczęście z czasem dał się namówić na szukanie „serowego króla”. Wyobraźnia dziecka nie zna granic, dobrze, jeśli rodzic również posiada chociaż śladowe zasoby :).

“kiedy stąd wyjdziemy?”
Na koniec mieliśmy okazję spróbować dwóch rodzajów ser. Mogliśmy zaobserwować różnicę związaną z czasem dojrzewania – im ser dłużej dojrzewa, tym twardszy. Ten 12-miesięczny był twardy trochę jak parmezan, smakował pysznie, z delikatną goryczką. „Młodszy”, 6-miesięczny, bardziej przypominał żółte sery, które jemy na co dzień – bardziej miękki, o mniej zdecydowanym smaku.. ale i tak smakowity!
Smacznego dnia! Zjedzcie dziś jakiś pyszny ser! 🙂

im ser dłużej leży, tym jest twardszy – my próbujemy jednego 6 miesięcznego i jednego 12 miesięcznego

lokalny appenzeller

gorgonzola – lubicie? 🙂

camembert




0 Comments