Spis treści
Zostawiamy na chwilę Londyn i okolice, chociaż na pewno jeszcze tam wrócimy!:) Dziś na chwilę wracamy myślami do szwajcarskiego Laax. Pisaliśmy już trochę o tym miejscu: o szwajcarskich pysznościach (raclette i fondue LOVE!), o tym, że narty z dwulatkiem pod bokiem są możliwe, a również o tym, jak Laax radzi sobie jako marka i idealny produkt dla narciarzy i snowboardzistów spragnionych nie tylko super stoków, ale również dobrych warunków, wygody i innych wrażeń np. kulinarnych. Wydaje się, że to ośrodek narciarski, który myśli o wszystkim!
W Laax z taką zmianą nie ma problemu, nie trzeba szukać, kombinować, bo o tym, że nie wszyscy muszą kochać ser, Szwajcarzy również pomyśleli. Laax zachwyca ogromną różnorodnością kulinarną. Nie lubisz serów, nie chcesz jeść szwajcarskich przysmaków? Nie ma przymusu! Zarówno na stokach, jak i w samym Laax wybór jest spory!
Są miejsca regionalne, ale jeśli macie ochotę na pyszną, włoską pizzę, hiszpańskie tapas, pad thaia czy chińskie pierożki również je znajdziecie. Niektóre potrawy zachwycają, inne nieco mniej, ale nie można się nie zgodzić, że dla każdego, coś miłego.
My akurat lubimy jeść regionalnie, ale przez 6 dni ser? 🙂 Trochę za dużo!
Gdzie warto zjeść, będąc w Laax?
1) PENNE Z PARMEZANEM I TRUFLAMI W DAS ELEFANT

niesamowite penne z truflami przygotowywane w wielkim krążku Grana Padano!
Nasz absolutny faworyt! Jeśli lubicie włoską kuchnię i zdecydowany smak Grana Padano, musicie zajrzeć do Das Elephant, restauracji położonej przy stacji Crap Masegn (na wysokości prawie 2 500 m). Makaron z parmezanem i truflami to ich kluczowe danie. Smakuje przepysznie, a w dodatku przygotowywany jest w bardzo nietypowy sposób – ugotowany,gorący makaron wrzucany jest do gigantycznego krążka Grana Padano, z którego wydłubuje się ser, roztapiający się na penne. Na wierzch starte trufle – miły dodatek, chociaż to decydowany smak sera dominuje. Cudo!
2) INDIAŃSKIE TIPPI „LA VACCA”
Stacja Plaun to moja ulubiona stacja. Można do niej zjechać po baaaardzo długiej trasie z samej góry, znajduje się na płaskim terenie, wokół choinki, miłe miejsce na odpoczynek. Koło stacji, skąd wyrusza zarówno gondola, jak i wyciąg krzesełkowy, znajdziecie niewielką knajpkę La Vacca w kształcie indiańskiego namiotu. W środku palenisko z wielkimi kawałkami drewna, krowie skóry, steki i pyszne sałatki w włoskim klimacie – z mozzarellą czy z szynką parmeńską. Świetne miejsce na zaczerpnięcie oddechu. Do picia obowiązkowo: Apfelschorle, czyli orzeźwiający, gazowany sok jabłkowy, bardzo popularny w Laax.

troszkę lata w śnieżnej scenerii

sałatka z pokaźną “wkładką”

całkiem mi się tu podoba!:)
3) PIZZA I KUCHNIA ŚRÓDZIEMNOMORSKA W CAMINO
Pizza to ostatnio ukochane danie Maksa. Gdy usłyszy, że idziemy na pizzę, prawie podskakuje i pokrzykuje „Pizza, pizza, gdzie moja pizza?”. W Laax jadł głównie makarony, bo fondue i raclette to raczej nie jego przelot, więc dla odmiany wybraliśmy pizzę w restauracji Camino na dole, w Laax. Camino znajduje się w hotelu Signani i wystrojem jest nieco hotelowe. Najlepiej, jeśli traficie na ciepły dzień, usadowić się na lunch na tarasie! Idealna pizza i słońce sprawią, że na bank poczujecie się jak we Włoszech. Co poza pizzą? Pyszny gorący kozi ser, fajny zestaw antipasti dla dwojga z bruschettą, focaccią z łososiem i tatarem.

pyszna pizza na słońcu – po nartach zawsze się sprawdza!

kozi ser – uwielbiam!

jeśli w restauracji jest zestaw przystawek dla dwojga, często właśnie na to się decydujemy
4) TAPAS W CASA VEGLIA BODEGA I TAPAS
Wiecie, że kocham hiszpańskie tapas? Odkąd jadłam przepyszne w restauracji Las Olas w Berlinie, przekonałam się, że czasem można zjeść hiszpańskie nie jadąc do Barcelony, Madrytu czy San Sebastian (chociaż i tak bym pojechała!). Dlatego sama informacja, że w Laax, na nartach, w Szwajcarii można iść na hiszpańskie tapas spodobała mi się.
Casa Veglia przypomina bodegę, słychać hiszpańską muzykę, są beczki od wina, plakaty z flamenco, a na stole cerata imitująca portugalskie azulejos. Klimat jest! Jest też hiszpańskie wino i chociażby nasze ukochane małe zielone papryczki grillowane z solą morską, czyli pimientos de padron. To dobry znak! Chorizo, jamon serrano i queso manchego, o którym Maks mówi: „mmmm, ten serek jest tak pyszny jak parmezan!”.
A poza tym pimientos boquerones, chipirones i ośmiornica. Mniam!
Dla każdego, kto tak jak ja zwariował na punkcie Hiszpanii i zawsze za nią tęskni, niezależnie, gdzie jest, koniecznie!

flamenco y vino w Casa Veglia

do czerwonego wina najlepsza bagietka, sery, jamon serrano i chorizo

pimientos de padron, chipirones i boquerones fritos – jedne z moich ulubionych tapas!

bodega i tapas
5) AZJI WSPOMNIENIE W NOOBA
Przechadzając się popołudniem i wieczorem po Laax, łatwo odnieść wrażenie, że kuchnia azjatycka jest popularna nie tylko w Warszawie. W Nooba codziennie tłumy!! Stoliki pozajmowane, otwarta kuchnia, kucharze z Tajlandii czy Wietnamu, a w menu azjatyckie sałatki, satay z kurczaka, chińskie pierożki, curry i zupy. Pomimo, że nie jest to mój faworyt w Laax, fajnie zobaczyć tam również takie miejsce. To się nazywa różnorodność! Chociaż mi jednak pad thai zawsze lepiej smakować będzie gdzieś w Bangkoku lub na plaży na Krabi 🙂

nowoczesna Nooba

coś dla Maksa: ukochany satay z kurczaka
Najmniej z restauracji w Laax przypadło nam do gustu Grandis. Z jednej strony winoteka, z drugiej restauracja. W ofercie około 1000 win, ale uważajcie! Ceny “na półce” to ceny na wynos, jeśli poprosicie dane wino do stolika, możecie zapłacić i 2-3 razy drożej, pomimo, że nikt wcześniej o tym nie informuje. Jedzenie? Wędliny i sery do wina tak, polenta absolutnie nie. Tyle innych miejsc, że Grandis możecie spokojnie omijać:)
Można by zapytać: a co z deserem? przyznaję, że w Laax głównie w roli występowała czekolada Milka i walfe Hanuta, ale mus Toblerone w Tegia Larnags jest warty grzechu!!! 🙂 Tylko Maks wybrał lody w pingwinku – tak mu się spodobały, że potem dopytywał o nie również w Warszawie!:) taka mała rzecz, a tyle radości!:) Plusy podróżowania z dzieckiem 😉

muuuuus toblerone – pyyyycha!

radość!
Post powstał we współpracy z:





10 Comments
Rafał [HS]
To nie jest wpis do czytania na pusty żołądek… 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Oj nie, zdecydowanie!!! 🙂 sporo tu smakowitości – sama skusiłabym się nawet teraz na ten boski makaron lub na pizzę 😉
Justyna
Mój mąż jak Maks… też zawsze by jadł satayaka:) codziennie przez tydzień! Pozdrawiam
Natalia - tasteaway.pl
hahaha!!!:) gdy byliśmy w Tajlandii było to Maksa ulubione wyżywienie, po prostu rzucał się na szaszłyki i raz dwa obgryzał 😉 a raczej do super hiper żarłoków nie należy, zwłaszcza, gdy wokoło atrakcje takie jak plaża, woda, itd 😉 pozdrawiamy fanów sataya;)
Marcin Puś
Nabrałem potwornej ochoty na fondue.
Natalia - tasteaway.pl
🙂 też bym zjadła! 🙂 całkiem niedługo znów jedziemy do Laax i już sobie to fondue planuję 😉
obserwatore. eu
Oprócz tapas wszystko bym pożarła w całości w jednej sukundzie! Fantastyczne jest to w podróżowaniu, że można popróbować tak wielu smaków, o których w codziennej bieganinie pomiędzy biurem a domem nawet się nie myśli 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Prawda !:) chociaż powiem szczerze, że z obecnym frankiem ceny w Laax potrafią dobijać! :/ 25 zł za Colę czy inny napój na stoku, ponad 100 zł za makaron.. eh, trochę sporo w porównaniu z tym, że u nas za 100 zł to możesz iść we dwoje na niezłą kolację 😉 Dlatego w tym roku skupiliśmy się na tym, czego w PL nie mamy w tej formie, czyli na raclette 🙂 🙂 na niego warto nawet te podłe franki wydawać ;))) pozdrowienia!:)
obserwatore. eu
Ceny niemałe. Ale i tak niższe niż np za kawę na Placu Św. Marka w Wenecji 😉
Natalia - tasteaway.pl
:)))) zawsze jest jakieś cenowe pocieszenie 🙂 jeśli w Kopenhadze za gałkę lodów i 2 gofry płaciliśmy 65 zł, to masz rację, że raclette za 80 zł nie brzmi źle ;))))