Nie będę Wam tym razem pisać, że odkrycie, że wow, że teraz już tylko tam na tajskie, ale powiem szczerze o naszych dwóch spotkaniach z Pumpui Thaifood.

Pierwsze spotkanie z kuchnią tajską miało miejsce dość dawno temu, latem 2018. Jeśli ktoś śledzi nas na Instagramie i ogląda stories, być może pamięta. Wtedy poszliśmy tam z bardzo rozbuchanymi oczekiwaniami i zaliczyliśmy również rozbuchane rozczarowanie. Nie pisałam o tym, zostawiłam temat, obserwowałam. Lokalizacja na Mokotowie tym bardziej sprzyja obserwacjom, bo w tej okolicy bywamy często. Mamy blisko i z domu, i ze szkoły, i z przedszkola. To w tamtych rewirach odwiedzam Mezze, Ciao a Tutti Due, Gringo Bar i tam też chodzimy na kaczkę po pekińsku do Pekin Express. Może zatem również tajskie?

 

pumpui thaifood

 

 

Widziałam, że ekipa Pumpui wybrała się w poszukiwaniu inspiracji do Bangkoku razem z Pyza made in Poland, której wiedzę na temat kuchni azjatyckich szanujemy ogromnie. Po tej wyprawie Pumpui podobno zmienił menu, a do nas dochodziły różne słuchy – czasem, że świetnie, czasem, że jednak słabo. Czasem, że wow, czasem, że to nie to. Przyznam, że te negatywne opinie nas zniechęcały, ale uznałam, że najwyższa pora na wyrobienie sobie własnego zdania.

 

Poszłam do Pumpui Thaifood na dość szybki lunch z Mamą. Nie zjadłyśmy więc dużo. Ja od razu wiedziałam, że muszę przetestować pad see ew, o które w Warszawie bardzo ciężko. W Pumpui jest pad see ew z kurczakiem (32 zł), więc danie główne mam wybrane. Moja Mama też idzie w klasykę – pad thai z tofu (32 zł).

Z przystawek tradycyjnie kusi mnie som tam (sałatka z zielonej papai – 24 zł), ale niestety obawiam się, że nie starczy mi ani czasu, ani miejsca w żołądku. Kusząco brzmi też sałatka z pomelo (yum som oh – 21 zł) i laarb moo (gotowana wieprzowina ze świeżą miętą, szczypiorem, prażonym ryżem i suszonym chili  – 23 zł). Wiem też, że sporo osób uwielbia „morning glory” (wodny szpinak) i on również jest w menu – smażony w woku, z chili, czosnkiem i suszonymi krewetkami.  

Tym razem jednak nie ma to być tajska uczta, lecz mały lunch i idziemy w tajskie makarony.

 

pad see ew_pumpui thaifood

 

 

Pumpui Thaifood_pad thai

Oba wypadają bardzo dobrze! Pad see ew ma rewelacyjny makaron, miękkie kawałki kurczaka i przypomina nasz czas ostatnio na Koh Jum. Jedyny zarzut: dla mnie smak jest trochę zbyt… intensywny. Ciężko to wytłumaczyć, ale może to kwestia zbyt dużej ilości sosu sojowego? Podobne wrażenie mam przy pad thaiu – świetny makaron, dobrze zrobione tofu i trochę zbyt intensywny sos tamaryndowy. Ale i tak zjadamy z dużą przyjemnością, zwłaszcza pad see ew. Mam wrażenie, że Pumpui to jedyne miejsce, które serwuje pad see ew w Warszawie. Jeśli znacie jakieś inne, poproszę o namiary 🙂

Wiecie, jaka jest zasada w takiej sytuacji? Dobry pad thai, dobry Pad see ew, musi być i deser. Oczywiście wybieram mango sticky rice. I podobnie jak inne dania, jest obiecujące. Może nie tak idealne jak w Tajlandii (podejrzewam inny ryż), ale świetne smakowo z dojrzałym i soczystym mango! Brawo!!

 

mango sticky rice_2

 

 

Jak podsumować tę wizytę? Ja daję 4+. Z dużą nadzieją na 5+ lub 6 🙂 Ale do tego muszę więcej zjeść i sprawdzić powtarzalność, bo niestety  tajskimi miejscami w Warszawie często mamy problem.. Nie zawsze trzymają poziom, a może inaczej – większość poziomu nie trzyma. Raz są lepsze dni, raz są gorsze. Raz dobre tajskie curry, a potem bardziej mleko kokosowe z brokułami i marchewką..  pad thai, który nie pamięta chyba jak to danie smakuje na tajskich plażach i cała masa innych przestępstw. Trzymam kciuki za Pumpui i na pewno wracam przetestować inne rzeczy! Na następny raz na pewno pójdzie som tam i curry. Zielone albo czerwone. Mam nadzieję, że poczuję tam autentyczny tajski aromat i nie znajdę tak mało tajskich gotowanych brokułów 😉 Stay tuned 🙂

Dajcie znać czy byliście i jak Wasze wrażenia!

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

PUMPUI THAIFOOD

ul. Dąbrowskiego 15a

Godziny otwarcia: 12.00-21.00

Tel. 512 021 473

 

obiad dla 2 osób i 1 deser

obiad dla 2 osób i 1 deser