Samochodem z małym dzieckiem: samochodem z marudnym niemowlakiem, samochodem z dwulatkiem, który tryska energią i wszędzie go pełno? Niektórzy już na samą myśl dostają dreszczy i oblewają ich zimne poty.  200 km? 400? 600 km? To strasznie daleko! Czy damy radę? A może 1000 czy 1 400 km? Na raz? W życiu!!!!!  Nieee, to niemożliwe!

 

A jak! Dla chcącego nic trudnego! Nasza ostatnia podróż samochodem z Maksem na pokładzie trwała ponad 10 godzin! Za jednym razem! Jak przeżyć 10 godzin „uwięzienia” w samochodzie, gdy z maluchem? Da się czy nie? Gdy ruszamy w daleką trasę, lepiej jechać na raz czy zdecydować się na nocleg? Jechać nocą czy w dzień? Samemu czy ze znajomymi, bo chociaż ciasno i plecy czasem bolą, oni również mogą być pomocni w zabawianiu znudzonego dziecka?

 

Podróżowanie z dzieckiem samochodem ćwiczymy od samego początku. W pierwszą stosunkowo krótką podróż samochodem ruszyliśmy, gdy Maks miał 3 tygodnie –  150 km z Warszawy do Kazimierza Dolnego minęło bez większych problemów – malutki Maks całą drogę przespał. Potem ruszyliśmy do Łodzi, do Krakowa na weekend i na kilka dni nad polskie morze. Szło świetnie – miesięczny czy dwumiesięczny Maks cały czas spał, czasem budził się na mleko, przewijaliśmy go na siedzeniu w samochodzie i byliśmy całkowicie niezależni. Jedzenie w podróży? Zawsze obecne – bufet mleczny na miejscu. Przewijaki na stacji benzynowej? A po co? Wystarcza nam własny samochód!

 

podróżowanie z niemowlakiem, dziecko w samochodzie

jedna z pierwszych przejażdżek po Warszawie – wiek pasażera: 1,5 tygodnia:)

 

Podróżowanie z maluchem samochodem spodobało nam się tak bardzo, że gdy Maks miał 2,5 miesiąca ruszyliśmy w miesięczną podróż po Europie: Niemcy, Belgia, Francja, Hiszpania, Portugalia i z powrotem! Podczas całej podróży przejechaliśmy około 10 000 km! Czasem jechaliśmy 100 km za jednym zamachem, czasem 300, a zdarzyło się i 1000 km (pozdrawiamy cudowne drogi i piękne widoki na południu Hiszpanii!).  Mały Maks okazał się super towarzyszem podróży, sporo spał, podczas przystanków pił mleko, a gdy nie spał, bawił się grzechotką, ulubioną przytulanką lub czymkolwiek, co mieliśmy pod ręką. Po tym doświadczeniu samochodem przejechaliśmy jeszcze Meksyk, Gruzję, Tajlandię.. Jeździliśmy po Izraelu, Irlandii, po Toskanii i oczywiście wielokrotnie po Polsce. Tym razem jednak po raz pierwszy spędziliśmy w samochodzie ponad 10 godzin za jednym zamachem! Bez chociażby 10 minut płaczu! Prawie bez marudzenia!  Jak to zrobić?

 

Jak zwiększyć swoje szanse na spokojną podróż, gdy wybieracie się gdzieś samochodem z małym dzieckiem? Nasze wskazówki na długą podróż z niemowlakiem i nie tylko:

 

1)      DOSTOSUJ CZAS PODRÓŻY DO RYTMU DNIA TWOJEGO DZIECKA – JEDŹ, KIEDY ŚPI!

 

To całkowita podstawa! Wydaje się oczywiste, prawda? A jednak niektórzy popełniają w tym zakresie błąd kluczowy – wydaje im się, że wyspane dziecko będzie bardziej zadowolonym i mniej uciążliwym towarzyszem podróży. Nic bardziej mylnego! Wyspane dziecko chce się bawić, biegać (raczkować?) i szaleć, a nie siedzieć „uwięzione” w foteliku!

 

Nigdy zatem nie wsiadamy do samochodu rano, gdy dziecko niedawno wstało lub po drzemce. Nie ma takiej opcji! Najlepiej zacząć podróż ze zmęczonym nieco maluchem, bo wtedy już 5 minut po starcie najprawdopodobniej zaśnie. Dotyczy to i niemowlaka, i takiego cwaniaka jak nasz z prawie 3-letnim stażem na karku!

 

Z tego względu my, jeśli ruszamy gdzieś w Polskę, startujemy zwykle około 12.00-13.00, po zupie lub lekkim obiedzie. Wtedy zaraz po wyjeździe poza granice Warszawy, Maks „odlatuje”. Jeśli ruszamy w dłuższą podróż (np. Węgry czy nawet Zakopane), zwykle zaczynamy podróż wieczorem, około 20-21.00. Wtedy również Maks chwilę pogada, coś przekąsi, po czym usypia i przesypia zwykle całą trasę.

Jeśli koniecznie chcecie wystartować rano, wyruszcie bladym świtem, gdy Wasze dziecko zwykle śpi – o 4 czy 5 rano! Wówczas również zwiększacie szansę, że po chwilowym wybudzeniu, dziecko znużone trasą znów uśnie.

 

Jak podejść do bardzo długiej trasy (ponad 1000 km)? Opcje są dwie:

 

– start na noc, około 21.00-22.00 i nocleg w podróży. Dziecko bez problemu przesypia całą podróż, a około 4-5 rano zatrzymujecie się w hotelu/motelu, by również kierowca mógł się przespać. Potem długie śniadanie, spacer, zabawa i dopiero wtedy dalsza podróż. Ta metoda sprawdziła się bardzo dobrze, gdy jechaliśmy z Warszawy do Laax w Szwajcarii – mieliśmy sporo czasu na dojazd na miejsce, więc po drodze skoczyliśmy do Norymbergi i Zurychu. Maks miał masę atrakcji, więc i w samochodzie był grzeczniejszy.

– opcja 2 to ta, która pozwala pokonać ponad 1000 km na raz, ale oznacza spędzenie w samochodzie 10 godzin (lub więcej) ciurkiem… Jeśli oczywiście macie wytrzymałego kierowcę i sprawne auto:) Pobudka o 3-4.00 w nocy i siup w drogę! Po chwilowym wybudzeniu, dziecko najprawdopodobniej zaśnie i pośpi do 7-8.00 rano (chyba, że macie egzemplarz, który wstaje o 5.30 ;)), potem chwilę się pobawi, przerwa na śniadanie (najlepiej tam, gdzie znajdzie się też plac zabaw) i dalej w drogę!

 

2)      DOSTOSUJ PRZYSTANKI I PODRÓŻ DO SWOJEGO DZIECKA

 

Meksyk, podróżowanie z dzieckiem, dziecko w samochodzie

odpoczynek w foteliku – Meksyk, półwysep Jukatan, 01.2012

 

Złota zasada nr 2. Zatrzymuj się wtedy, gdy dziecko jest znudzone, głodne, niech tym razem to ono rządzi Waszą podróżą. Chociaż zazwyczaj jestem temu przeciwna, podczas podróży samochodem zapomnij o swoich potrzebach. Szukaj miejsc, w których będzie mogło spożytkować choć trochę swojej energii. Latem łatwiej – często można spotkać plac zabaw przy stacji benzynowej lub przy McDonaldzie. Zimą szukajcie większych restauracji, gdzie będzie choć niewielki kącik zabaw! Na stacji warto też nieco przekupić dziecko – kolorowanka, naklejki, mały samochodzik/ laleczka i torebka żelek i od razu jest lepiej!

 

3)      ZABIERZ ULUBIONE PRZEKĄSKI

Nic tak nie pomaga w podróży jak przekąski, które są w stanie na jakiś czas zająć małego pasażera. Prym wiodą oczywiście nieśmiertelne chrupki. Można jeść bez ograniczeń i wyrzutów sumienia, chrupać, pogryzać, sklejać, wybierać kształty. Poza tym jednak warto wyposażyć się w szerszą ofertę. U nas Maks zwykle, gdy wsiada do samochodu, pyta: „Jakie masz dla mnie smakołyki?”

Wtedy ja grzebię w przepastnej torbie i pokazując, przedstawiam mu całe menu, niczym desery w włoskiej restauracji.

 

Przekąski w podróży, czyli co zwykle bierzemy:

 

Obecnie (wkrótce stuknie poważna liczba 3 lata!):  chrupki, wafle ryżowe, owoce (banan, pokrojony arbuz, cokolwiek dziecko lubi), jogurt zwykle Bakuś kieszonka  (nie ma ryzyka, że cały samochód będzie miał różowe czy czekoladowe plamy!), czasem słodka bułeczka. Gdy jedziemy na dłużej, nieraz wyposażam się również w makaron z sosem, który dobrze smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno. Nie tracimy wtedy czasu na posiłek, dziecko zjada coś, co wzięliśmy z domu, nie zaś hot doga na stacji jak rodzice 😉 Obowiązkowo: woda lub ewentualnie soczek – zwykle wyciągany przy pierwszych objawach marudzenia jako mała forma przekupstwa.

Na czarną godzinę? To już każdy rodzic wie najlepiej, czym przekupić swojego dzieciaka. Lizak, czekolada, żelki, MMsy? Plus produktów na czarną godzinę jest taki, że ZAWSZE znajdziemy je na stacji benzynowej w przeciwieństwie do owoców, dziecięcych jogurtów czy godnych zaufania dań obiadowych.

Gdy podróżujemy na noc, zwykle wyposażamy się również w mleko lub kakao w kartoniku, które można przelać do zamykanego kubeczka lub butelki. Bez konieczności rozrabiania proszku, zatrzymywania się po gorącą wodę itd.

 

Menu samochodowe oczywiście zmieniało się w zależności od wieku. Karmiliśmy w samochodzie słoiczkami, jogurcikami dla niemowląt, braliśmy chrupki, małe wafelki ryżowe, ciasteczka dla maluszków, których całkiem spory wybór jest np. w Rossmannie. Karmiłam też oczywiście piersią – na postojach, w McDonaldzie, w samochodzie, w centrum handlowym. Dla chcącego nic trudnego!:)

 

4)      ZABIERZ ULUBIONE ZABAWKI

 

Gdy podróżujesz z niemowlakiem wiele mu do szczęścia nie potrzeba, zwykle stosunkowo szybko zasypia i tak spędza większość podróży. Gdy się budzi, wystarczy grzechotka, jakieś gadżety przypięte do fotelika czy butelka po wodzie i już jest zabawa. Potem dochodzi nieśmiertelna zabawa w „akuku!”, chowanie się i inne takie.

 

Gorzej ze starszakiem, który ma już swoje wymagania. 1,5 roku/ 2 lata to czas, gdzie trzeba już myśleć o rozrywkach. Książeczki, tabliczka do rysowania, samochodzik, przytulanki, które mogą odgrywać sceny, tańczyć do muzyki, skakać po samochodzie. Jak najbardziej!

 

Tutaj wszystko zależy już od dziecka! Na pewno dobrze, gdy są to rzeczy, które zajmują mało miejsca, a zarazem zapewniają rozrywkę na długi czas. U nas taka rolę pełnią obecnie na pewno: książeczki Mamoko Liczby i Mamoko Litery.

 

Ich wielka zaleta to to, że można je czytać na milion sposobów – idealne w podróż, gdy mało miejsca w walizce (do samolotu też je zabieram!). Hit nr 2, a wg Maksa chyba nawet numer 1 to zagadki Czu Czu  – wygodna forma i znów mała objętość, dużo atrakcji. Mamy chyba 3 zestawy, obecnie przerzuciliśmy się na zagadki 3-4 lata, zamiast 2-3 lata, bo mam wrażenie, że Maks uczy się ich na pamięć, jak nie patrzę 😉 Zagadki kosztują około 19-20 zł i np. przed ostatnią podróżą Polska-Szwajcaria (1350 km), kupując zapasy pieluch czy mleka w Rossmannie, obowiązkowo dorzuciłam nowe zagadki! Towarzyszą nam zresztą nie tylko w samochodzie – zajmują mało miejsca, więc wrzucam je zwykle do torebki, gdy już na miejscu wybieramy się na jakąś kolację do miłej restauracji i zależy nam na grzecznym Maksie u boku. 🙂

 

5)      UKOCHANA PRZYTULANKA ZAWSZE UKOI NERWY

 

podróżowanie z dzieckiem, dziecko w samochodzie

Gruzja, maj 2013 i niezbędna w podróży „Pajuka”

 

Ukochana przytulanka w podróży potrafi zdziałać cuda, zwłaszcza, gdy dopada etap marudzenia i ogólnej „nieszczęśliwości”. Skacze, tańczy i można ją przytulić, układając się do snu. To zawsze namiastka domu i łóżeczka, więc sen od razu staje się lepszy. Z nami obecnie podróżuje zwykle troje ulubieńców: Szyja, Pajuka i Rudy Kot. Nie pytajcie o genezę 2 pierwszych nazw – to już pomysły Maksa. Grunt, że pluszowi przyjaciele potrafią łagodzić niezadowolenie.

PS. pamiętajcie, by mieć je przy sobie, pod ręką, a nie w walizce zamkniętej w bagażniku. Nie będziecie wtedy tracić czasu na przystanek, gdy rozlegnie się nie znoszące sprzeciwu „chcę mojego misia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!” lub „gdzie jest ruuuuuuudy kot???????”

 

6)      NOWOCZESNE TECHNOLOGIE W SŁUŻBIE RODZICOM

 

podróżowanie z dzieckiem, dziecko w samochodzie, jak przeżyć 10 godzin z dzieckiem w samochodzie

powrót z Laax do Warszawy – marzec 2013

 

Nie będę ściemniać – czasem nie pomagają przytulanki, zagadki, książeczki, rozmowy i chrupki. Wtedy wchodzi tajna broń, którą w dzisiejszych czasach większość rodziców posiada zawsze przy sobie: smartfon!!! (lub tablet!) A na nim dziecięce aplikacje, filmiki, ukochane świnki Peppy, Parauszki, Troskliwe Misie czy Tomki i przyjaciele.

Jeśli nie uśmiecha Wam się korzystanie z Internetu w podróży, pamiętajcie, by wcześniej wyposażyć się w dziecięce aplikacje! Do Maksa faworytów na pewno należy chodzenie po dżungli w grze (?) Grolly oraz… robienie prania i sadzenie kwiatków w Baby Home Adventure – Mommy’s Helper 🙂 Że mało męskie zajęcie? Dobrego kandydata na męża chowam – w „realu” też pranie wyjmuje i rozwiesza 😉

 

Poza tym oczywiście cała masa puzzli, rysowania w takich aplikacjach jak Friendly Shapes czy „pieski” oraz gadających stworów jak Talking Tom Cat czy Talking Ginger (Maks uwielbia myć kotkowi zęby!).

Smartfon lub tablet ukoi nerwy nawet w najgorszej sytuacji, więc nie bójmy się go, nie zarzekajmy się, że nie, że nie ogląda, nie korzysta. Przecież zwykle samochodem jedziemy na wakacje, a tam będą inne atrakcje niż gapienie się w telewizor / ekran, więc troszkę w drodze nie zaszkodzi… a my zyskamy spokój 🙂

 

7)      PRAKTYKA CZYNI MISTRZA, CZYLI PRZYZWYCZAJENIE DZIECKA

 

podróżowanie z dzieckiem, dziecko w samochodzie

jeden z pierwszych uśmiechów – Łódź, wiek pasażera: 1,5 miesiąca

 

A na koniec… praktyka się przydaje. Dziecko przyzwyczajone do samochodu znosi go zwykle inaczej niż to, które nigdy nie jeździ, a nagle ma śmignąć 6 godzin na wakacje. Ruszcie się na małą wycieczkę, nawet gdy ma miesiąc czy dwa. 50, 150, 200 km od domu, sprawdzajcie, co lubi, czego unikać, w jakich godzinach podróżować. Zwykle po podróży malucha czeka nagroda: beztroski czas z rodzicami, spacery, place zabaw, plaża. W końcu taki jest cel wyjazdów. Nie rezygnujmy z dalszych wypraw samochodem, bo TERAZ MAMY DZIECKO! Eeee tam, jak my przejechaliśmy 10 000 km z 3 miesięcznym Maksem, to Wy też dacie radę.. przejechać choć 500 czy 1000 km z niemowlakiem, roczniakiem, dwulatkiem.

 

PS. wiem, że czasem podróżowanie utrudnia choroba lokomocyjna. Wiem, bo sama ją mam 😉 Od dziecka! I wcale nie przeszła. Przerobiłam chyba wszystkie możliwe sposoby (łącznie z zaklejaniem pępka – znacie???) i wiem jedno. Czasem choroba mija w dorosłym życiu, czasem nie. Trzeba zatem nauczyć się z nią żyć…  poszukajcie w aptece np. lizaków zapobiegających chorobie lokomocyjnej! Dla dziecka nie tylko lek, ale i frajda! Mnie takie lizaki ratowały w ciąży, gdy mdłości były większe niż zazwyczaj, a Aviomarin zakazany. Może dzięki temu Maks ma podróżowanie we krwi? 🙂