Wiecie już, że większość osób przyjeżdża do Siem Reap zobaczyć ruiny Imperium Angkoru, ale warto zostać w okolicy nieco dłużej, przede wszystkim po to, by zobaczyć tzw. floating villages, czyli pływające wioski na jeziorze Tonle Sap. Niewątpliwie jest to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, jakie widzieliśmy. Cała wioska, cała społeczność żyjąca na jeziorze. W domkach czasem opierających się na beczkach lub fragmentach łodzi (głównie w Chong Kneas) albo w domach na palach (jak w Kompong Phluk). Tam pracują, żyją, chowają dzieci, chodzą do szkoły. Niektóre domki są bardzo proste i sprawiają wrażenie prowizorycznych, biednych, inne wręcz zachwycają kolorami, chociaż i tak pewnie żadne z nas nie dałoby rady tam zamieszkać:)

Gdy pojedziemy do wioski popołudniem widać, jak wygląda codzienność mieszkańców – ktoś pracuje, ktoś myje włosy, niektórzy przysypiają w hamakach (to chyba numer jeden z kambodżańskich sposobów na upał!), dzieci bawią się na „ganku” nad samą wodą, pomagają rodzicom przy pracy, pływają łódkami same lub z mamą. W wioskach znajdziemy i sklep, i świątynię, i szkołę, i nawet… komisariat policji! Pokuszę się o stwierdzenie, że to najbardziej malowniczy komisariat policji ever!! 🙂

By dotrzeć do pływających wiosek,  najlepiej kupić wycieczkę w jednym z miejscowych biur podróży. Nie brakuje ich w centrum Siem Reap, wystarczy wejść i zamówić wycieczkę – często nawet „z marszu” na następny dzień. Zwykle wycieczki są pobieżnie opisane w folderze lub na jakimś plakacie. Nie jest to może jakiś majstersztyk organizacji i będą elementy, które mniej Wam się spodobają, ale warto! Koszt to około 20 – 30 dolarów za osobę za wycieczkę. Oczywiście, jak zawsze w Kambodży, najlepiej się trochę potargować – my za wyprawę do Kampong Phluk zamiast 60 dolarów za dwie osoby, zapłaciliśmy 45 dolarów.

Kambodża, Siem Reap, Chong Kneas, Tonle Sap, pływające wioski

do Chong Kneas płyniemy sami – warunki idealne na robienie zdjęć

Większość biur oferuje wycieczki do dwóch wiosek: Chong Kneas i Kampong Phluk. Do Chong Kneas jest znacznie bliżej, wycieczka razem z dojazdem tuk tukiem trwa około 3 godzin. Kampong Phluk to już wyprawa na około 6 godzin, dość długa jazda tuk tukiem poza miastem i dość długa przeprawa jeziorem nim dotrzemy do wioski. Jednak właśnie Kampong Phluk polecamy! Zobaczcie, dlaczego 🙂

Chong Kneas odwiedziliśmy jako pierwsze... Świat, który tam widzimy jest niesamowity. Tak strasznie różni się od naszego, że skłania do refleksji, do zatrzymania się na chwilę. Biedne domki, bez zbędnych wygód, golusieńkie dzieciaczki pomagające przy pracy lub podróżujące łodzią przez środek jeziora. Życie na malutkiej powierzchni, na wodzie, gdzie każde „wyjście” z domu wymaga wiosłowania i przemieszczania się na łodzi. I przede wszystkim te dzieciaki.. versus te nasze i nasze myślenie, a jaka kaszka, a jaki fotelik, a przodem, tyłem, czy bokiem, a wózek jaki, a może jaglanka i organiczne soczki? Patrzysz wokół i próbujesz sobie wyobrazić, jak odnaleźliby się ludzie z Chong Kneas w naszym świecie, bo my w ich raczej byśmy rady nie dali… Z całą masą naszych gadżetów ułatwiających życie na każdym kroku. Fajne miejsce nie tylko, by zobaczyć inny styl życia, ale również by zastanowić się nad „wielkimi” problemami, które my NIBY mamy…

Z minusów Chong Kneas? Czuć nastawienie tego miejsca na turystów. Oczywiście życie w domkach wydaje się jak najbardziej realne, widzimy przedmioty codziennego użytku, widzimy, jak pracują, żyją. Negatywne wrażenie jednak wywołuje takie zabiegi, jak zachęcanie turystów, by kupić coś w specjalnym sklepie i zawieźć dzieciom do szkoły. My w sumie nawet chcieliśmy „coś” kupić..

„Coś” za 5-10 dolarów, zwłaszcza, że dzień wcześniej daliśmy się namówić kobiecie z dzieckiem w chuście na zakup puszki mleka dla dziecka za 12 dolarów. Co można kupić w Chong Kneas? Za 5-10 dolarów w sklepie raczej nic nie znajdziemy, za to miły pan będzie nas przekonywać, że dla dzieci najbardziej wartościowy jest ryż, a ten sprzedawany jest tylko w paczkach po 50 kg. Za… uwaga … 50 dolarów! Jednym słowem okazuje się, że kilogram ryżu kosztuje 1 dolara w kraju, który jest jednym z głównych eksporterów ryżu!! Czy mi się wydaje czy w Lidlu na promocji kupimy taniej lub chociaż w podobnej cenie? Kolejne pytanie: czy paczka ryżu rzeczywiście trafia do dzieci czy z powrotem do sklepu, gdzie kolejny turysta zapłaci za nią 50 dolarów?  Uciekliśmy stamtąd czym prędzej, zajrzeliśmy do szkoły, dzieci pomachały, uśmiechnęły się, ale widać, że były znudzone „kolejnymi turystami”. Niektórzy krytykują też, że w Chong Kneas co rusz podpływa ktoś i wyciąga rękę po dolara czy dwa, zwłaszcza małe dzieci lub ich matki. My takich doświadczeń nie mieliśmy, poza „paczką ryżu”, nikt nas o nic nie prosił. Zawieziono nas oczywiście również do sklepu z pamiątkami, ale nawet nam to nie przeszkadzało – można tam zobaczyć niewielki zbiornik z  krokodylami, szumnie nazwany „farmą krokodyli”, a dla Maksa był to najlepszy moment wycieczki i nawet przed snem opowiadał sam sobie bajeczkę… „Był sobie mały krokodylek i miał na imię Maksio”.

Kambodża, Siem Reap, Tonle Sap, pływające wioski, Chong Kneas

skromne domki, zwykle zbudowane na beczkach

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

całe życie na wodzie

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

niektóre są pięknie pomalowane i nawet antena TV się znajdzie

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

maluchy na środku jeziora

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

odwaga pod publiczkę?

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

szkoła w Chong Kneas – niestety budzi negatywne u nas emocje – ściema?

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Chong Kneas, pływające wioski

Maks: „Chcę zobaczyć krokodyle!”, „Chcę zobaczyć krokodyle” i tak razy 1000!

Pomimo pewnych wątpliwości związanych z Chong Kneas i tego, że nie wszystko się nam podobało, zdecydowaliśmy się następnego dnia wybrać na wycieczkę do Kampong Phluk. Z uwagi na sytuację na Filipinach (i niepewną sytuację pogodową w Wietnamie) spędzamy w Siem Reap aż tydzień, więc szukamy różnych atrakcji. Wycieczka jest droższa o 10 dolarów za osobę, jednak po negocjacjach cena jest całkiem podobna, chociaż wyprawa trwa dwa razy dłużej!

Ruszamy o 13.30 z hotelu, a razem z nami tuk tukiem podróżuje starsza para ze Szkocji (w Kambodży starszych par urodzaj prawie jak na Wyspach Kanaryjskich w styczniu :)). Droga trochę się dłuży, wyjeżdżamy za miasto, wieje i zbiera się na burzę. Troszkę panikuję i zadręczam Łukasza, by ocenił patrząc na niebo, czy będzie burza, a kiedy, a gdzie, bo nie chcę wylądować na środku jeziora w niewielkiej łódce podczas burzy. Na szczęście podróż tuk tukiem trwa tak długo, że niebo trochę się rozpogadza. Po drodze jeszcze krokodyle do oglądania i przygotowania do wiejskiego wesela, na które na chwilę zaglądamy… Uwielbiamy takie obrazki! Panna młoda i pan młody właśnie się stroją, szykują i chętnie pozują do zdjęć. Potem łódka i ruszamy!

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

Kampong Phluk od brzegu całkiem daleko

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

komisariat policji na środku jeziora – widzieliście kiedyś bardziej malowniczy?

Kampong Phluk, w której mieszka około 3000 mieszkańców, zrobiło na nas jednak bardziej pozytywne wrażenie. Chociaż droga była dłuuuga i powrót nieco męczący – Maks domagał się wolności po kilku godzinach na kolanach / na rękach, na wycieczkę warto się wybrać. Nie ma podejrzanych historii z kupowaniem jedzenia dzieciom, nie ma kilkulatków bawiących się z wężami, nie ma nawet zaglądania do szkoły, chociaż widać z łodzi, że lekcje właśnie się toczą.. Widać to również, gdy jedziemy przez wioski na trasie, więc plus za autentyczność. Krokodyle są, ale nie w wiosce, tylko po drodze – Maks najchętniej tam spędziłby całą wycieczkę! Kampong Phluk zachwyca również kolorami, bo chociaż niektóre domki są ponure, z drewna, przysłonięte strzechą, sporo jest pomalowanych błękitną lub zieloną farbą. Na tle tęczy, na którą właśnie trafiliśmy, wyglądają wspaniale. Podziwianie zachodu słońca i powrót przez prawie ciemne jezioro to niesamowite wrażenia, zwłaszcza, gdy widzimy, że życie w Kampong Phluk toczy się przy malutkich światełkach lub całkiem po ciemku. To co? Dalibyście radę ? 🙂

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

na „spacer” tylko łodzią

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, pływające wioski, Kompong Phluk

trafiliśmy na najbardziej malowniczy moment – Kompong Phluk na tle tęczy

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

codzienność

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

kolory, kolory, kolory

Kambodża, Siem reap, Tonle Sap, Kampong Pluk, pływające wioski

jest i szkoła!

Kambodża, Tonle Sap, Kampong Phluk, pływające wioski, Siem Reap

popołudniowa „przechadzka”

Z wioski ruszyliśmy nieco dalej do floating forest, czyli lasu wyrastającego prosto z jeziora. Zatrzymaliśmy się w restauracji i stamtąd ruszyliśmy niewielką łódeczką, gdzie kluczowe było siedzenie po środku, by łódka nie zaliczyła wywrotki. Niby proste, ale z ruchliwym dwulatkiem nieco mniej 😉 Daliśmy radę! Krótki odpoczynek i dłuuuga droga powrotna przed nami, ale na pewno było warto! Jeśli kiedyś będzie się zastanawiać, czy Chong Kneas czy Kompong Phluk, wybierzcie to drugie! Plus za większą autentyczność, za brak wyłudzania pieniędzy od turystów, za relaks w lesie i za tę dłuuugą podróż po jeziorze – widoki piękne!

PS. Jutro żegnamy Kambodżę i mówimy GOOD MORNING WIETNAM! 🙂

Kambodża, Siem Reap, pływające wioski, Kompong Phluk, Tonle Sap

cisza, spokój, relaks – tylko Maks się nudzi

Kambodża, Siem Reap, pływające wioski, Tonle Sap, Kampong Phluk

a na koniec zachód słońca na jeziorze… bajeczne widoki!

Kambodża, Siem Reap, Kampong Phluk, Tonle Sap

warto wyposażyć się w jakąś przekąskę na drogę powrotną 🙂