Spis treści
Powiem szczerze: tego się nie spodziewałam! Nie spodziewałam się, że Tajwan totalnie nas oczaruje kulinarnie, będziemy zajadać aż się uszy trzęsą i zachwycać się na każdym kroku, że pysznie, że tanio, że pierożki, że sushi, że street food, ze kuchnia chińska. Nie chciałam opuszczać Hongkongu, bo nie wierzyłam, że może być lepiej, a tymczasem Tajwan okazał się równie pyszny, a duuuuużo tańszy niż HK! Już pierwszy wieczór w Hualien, nigiri za 1 zł na nocnym targu i koszyk pierożków na parze za 4 czy 5 zł (i to jakich!!!!) pokazał, że tu po prostu warto przyjechać, by jeść!!!!
Ten post przekona Was, Wasze kubki smakowe, Wasze brzuchy, że Tajwan to kulinarny raj, o którym wcześniej nie myśleliście! Ready??? Macie coś do pogryzania pod ręką??? Lepiej weźcie, bo nie ręczę!!!!
1) SUSHI!!!

Zacznę nietypowo, bo przecież sushi tradycyjną potrawą na Tajwanie nie jest, ale co zrobić, jeśli jest tam wszędzie, jest pyszne i bardzo tanie? Co zrobić, jesli masz na pokładzie kilkulatka, który uważa, że sushi to najlepsze jedzenie świata??? Jesz sushi codziennie, zwłaszcza, że na Tajwanie znajdziesz knajpy sushi przypominające te z Japonii – z długaśną taśmą, po której przesuwa się masa małych talerzyków, a na nim 1 czy 2 kawałki nigiri. Koszt talerzyka zwykle ok. 3 zł. Czyli jeśli nasz kochający nigiri z łososiem syn chce kawałków 10, płacę za jego 5 talerzyków jakieś 15 zł. Gdy syn chce to samo w Warszawie, płacę jakieś 75 zł. Na Tajwanie po prostu nie wypada nie jeść sushi! Zapamiętajcie nazwę sieciówki Sushi Express – pyszna i tania – znajdziecie ją choćby w Keelung przy nocnym targu, w centrach handlowych, na dworcach. W centrum handlowym przy dworcu w Nangang, koniecznie zajrzyjcie do Magic Touch – BAJKA! Wielkie, delikatne kawałki ryby, a ich halibut??? Wow!



2) PIEROŻKI

Bałam się, że nie najadłam się dim sumów na zapas w Hongkongu, ale to był błąd – tu mnie powitały jedne z najlepszych pierożków na parze, jakie jedliśmy. Rozpływające się w ustach ciasto, bardzo delikatne, aromatyczne narzędzie. Na pewno wypatrzycie je w różnych miejscach przy ulicy albo na nocnych targach. Są też jednym z obowiązkowych elementów tajwańskiego śniadania, więc jeśli macie bufet w hotelu, będą tam na 98% 🙂




3) BUNS na SŁODKO

Steamed buns to moja kolejna miłość. Często pojawiają się tam, gdzie pierożki – również w koszykach, również na śniadanie, często np. z wieprzowiną, ale moja miłość to te na słodko. Absolutnie ukochane z czarnym sezamem, bardzo fajne z fioletowawym taro, który w smaku przypomina kokos, popularne z czerwoną fasolą (ja akurat za nimi średnio przepadam) i klasyczne Lau Sa Bao ze słodkim jajecznym kremem. Uwielbiałam zajadać słodkie bułeczki na parze na śniadanie!
4) OYSTER OMLETTE….

W odróżnieniu od Hongkongu, gdzie street food zbyt wiele nie uświadczysz, w Tajwanie ma się świetnie! W niemal każdym mieście, w którym byliśmy, wieczorem wszyscy zasuwali na Night Market i tam zajadali przeróżne typowe tu dania. Wśród nich jedno z bardziej popularnych to Oyster Omlette, czyli fast foodowy omlet z ostrygami. W Keelung czy w Taipei bardzo łatwo znajdziecie go na nocnych targach, choćby na Shilin Night Market.

5)…. I CAŁA RESZTA STREET FOODU!

Na nocnych targach jest WSZYSTKO! Od groma ryb, owoców morza, pierożków, zup. Bardzo często znajdziecie smażone kraby, krewetki czy kalmary do pogryzania. Są przeróżne szaszłyki mięsne lub warzywne, które u nas (mięsne!!!) pokochała Jagoda. Są japońskie takoyaki (kolejny znak na bliskość Tajwanu i Japonii), są dim sumy i wontony, ryż smażony, są małe tajwańskie kiełbaski na jeden gryz i cała masa różności – ryż z dodatkami w bambusie, tutejsze burgery, czyli nadziane dodatkami bao, kanapki z boczkiem i chili albo naleśniczki z kaczką i warzywami. Jest pysznie!!! Nocne markety to bardzo mocny punkt Tajwanu, ale o tym jeszcze Wam napiszę w kolejny poście – o powodach, dlaczego warto tu być!








6) BUBBLE TEA

Nie sposób nie wspomnieć o jednym z głównych produktów eksportowych Tajwanu, czyli bubble tea. To napoje na bazie herbaty z dodatkiem kuleczek tapioki. W podstawowej wersji, bo może to być też galaretka kokosowa, kuleczki taro, pudding i inne cuda – pokazywałam Wam tego trochę na instastory. Dla nas to niesamowita gratka pić bubble tea na Tajwanie, bo właśnie stąd pochodzi, a Łukasz i jego wspólnicy byli prekursorami bubble tea w Polsce!!! Nadal pamiętam, gdy jakoś zimą 2011/2012 po raz pierwszy spróbowałam mlecznego, ciasteczkowego w smaku taro z kulkami tapioki. SZAŁ! Na Tajwanie bubble tea koniecznie! Spróbujcie wersji bez mlekach, ale też mlecznych – najlepiej taro właśnie albo milk tea. W niemal każdym barze z bubble tea znajdziecie też Matcha Latte z kuleczkami! W ramach przygotowania się do podroży na Tajwan, zajrzyjcie do nas do Bubbleology – w Warszawie lub w Łodzi 🙂


7) KOCIOŁKI – HOT POT

To danie nas podzieliło!!! Wybraliśmy się na typowy tu hot pot w zimny, deszczowy wieczór w Keelung. Knajpa dwa kroki od naszego hotelu tętniła życiem, a wszyscy na stołach gotowali w kociołkach. Do swojego garnka wybierasz zupę i dodatkami – warzywa, makaron, mięso, ryby, owoce morza i gotujesz. A potem wyjadasz dodatki maczając w sosach i wypijasz zupę. Doprawiasz sam wg uznania. Ja i dzieci zachwyceni, Łukasz nie do końca. Jeśli jesteście w naszym teamie, spróbujcie identycznych hot potów w miasteczku Wilanów – Tang Hotpot.

8) KUCHNIA CHIŃSKA NA TAJWANIE

Przyznam szczerze, że chodząc ciągle na night markety i na sushi, trochę odpuściliśmy chodzenie po innych restauracjach. Powiem Wam szczerze: my też czasem potrzebujemy urlopu 🙂 I chociaż dziennikarska ciekawość mówi mi: idź, zjedz, poznaj, napisz, to czasem potrzebujemy – “dobra, to idziemy na sushi tam, gdzie wczoraj” – zwłaszcza, gdy jesteś z dwójką dzieci i pada. Ale, ale… udało nam się odkryć absolutnie przepysznie miejsce z kuchnią chińską, a dokładnie kantońską w Kaohsiung. Restauracja Yuepin w Hotel Dua. OMG!!! Tu nawet zwykły ryż smażony smakuje jak niebo!!! A dim sumów to mają kilkadziesiąt rodzajów! Gdyby była taka restauracja chińska w Warszawie.. ach, rozmarzyłam się!

9) MOCHI

Poza bubble tea i buns, to jedyny “słodycz”, jaki zajadaliśmy na Tajwanie. Mochi to znów przysmak japoński – kolejne powiązanie z Japonią. To takie jakby ciasteczka o ciągnącej konsystencji niczym żelki. Robione z klejącego ryżu i mąki ryżowej. Są przeróżne! Czasem nadziewane w środku, czasem z dodatkiem ziaren i orzechów. Czasem wielkie z kremem, czasem pieczone – takie można dostać na nocnych targach! Mój ideał to niewielkie mochi nadziewane czarnym sezamem lub pastą z orzechów ziemnych! Bajka! Koniecznie do spróbowania i zakupienia w Fo Guang Shan Buddha Memorial. Najlepsze! Próbujcie ich w różnych miejscach i znajdźcie swój typ!



To co komu cieknie ślinka? 🙂




7 Comments
mariposa linda
O proszę! Rozważaliśmy Tajwan, ale tym razem odpuściliśmy 😉 Teraz trochę żałuję ;))) Ale co się odwlecze…
Widzę na Instagramie, że jesteście w Wietnamie, super, bo też tam będziemy, choć tylko w 3 miejscach (HCMC, delta Mekongu i Hoi An).
Pozdrawiam 🙂
Natalia Sitarska
Hey 🙂 no jest czego żałować, ale tak jak mówisz – co się odwlecze:) Warto jednak wybrać miesiące z lepszą pogodą, bo nam trochę deszcz plany pokrzyżował 😉 My deltę Mekongu odpuściliśmy, bo na fotkach wygląda jak Tonle Sap czy Inle Lake – taki sam klimat 🙂 Hoi An to nasz głowny cel tym razem, a jutro ruszamy do Nha Trang 😉
Jola Kwasniewska
Idealny wpis dla nas. Juz w grudniu wybieramy sie do Taiwanu i czytam wasze wpisy z ogromna ciekawoscia ? pozdrawiam cieplutko z Irlandii
Natalia
Super 🙂 Nam się baaaaardzo podobało na Tajwanie! 🙂 chociaż widzę, że tak jak my, odważnie wybieracie termin średni pogodowo :/ Mam nadzieję, że będzie mniej deszczu niż jak my byliśmy 😉 w sumie masz 3 posty z Tajwanu – jakbyś miała jeszcze jakieś pytania, to pisz 🙂
AnJur
24.06 kierunek Tajwan, już nie mogę się doczekać spróbuje wszystkiego omomommm 🙂
Natalia
aaaa to wlasnie dziś!!!:) pieknej podróży!!:)