Póki tego nie zrozumiesz, nie bierz się za podróżowanie z dziećmi…

27.05.2017
29

Kategorie: Oczami Maksa, W podróży | Tagi: dziecko w podróży, jak podróżować z dzieckiem, jak podróżować z niemowlakiem, podróżowanie z dziećmi, rodzinne podróżowanie
podróżowanie z dziećmi, dziecko w podróży, jak podróżować z dzieckiem, jak podróżować z niemowlakiem

Słyszę czasem, że z dziećmi wypocząć się nie da. Że lepiej zostawić je dziadkom i pojechać na urlop samemu. Albo w ogóle nie jechać, bo co to za relaks z dwójką dzieciaków, gdzie jedno płacze, a drugie ciągle chce coś innego niż Ty?  Ba, czasem nawet słyszę, że jeśli mówisz, że podróże z dzieckiem są fajne, to pewnie koloryzujesz i przekłamujesz rzeczywistość. Że to niemożliwe i robisz dobrą minę do złej gry. „Co to za  urlop! Już lepiej w domu zostać!”, „Dziecko marudzi, płacze, jęczy – to mają być wakacje?”. A ja nadal uparcie brnę. Uparcie ciągnę już dwójkę, czasem na koniec świata i uparcie mam czelność się z tego cieszyć i pokazywać wszem i wobec, że podróże z dziećmi mogą być kolorowe, piękne i możesz z nich wrócić zrelaksowany, choć to nieco innym poziom wypoczynku niż gdy podróżujesz sam lub we dwoje 🙂

 

To nie znaczy, że moje dzieci są inne niż pozostałe. One też potrafią marudzić, płakać, jęczeć, też czasem bolą je brzuszki, głowy, nogi, też czasem świat im się wali, bo nie kupiłam lizaka na stacji benzynowej albo, że włożyłam do wózka zamiast nieść na rękach. Też czasem nie chcą się ubrać wtedy, kiedy trzeba. Nie smakuje im obiad, są zmęczone, nie mogą zasnąć. Też czasem mam dość i wolałabym teleportować się na piękną plażę tylko z Łukaszem beż jęków, stęków, marudzenia i „Mamo” wypowiadanego milion razy na minutę.

 

Pomimo to, na dalsze podróże zawsze zabieramy i zabieraliśmy Maksa, a teraz będziemy zabierać ich oboje. Wiem, ile radości podróż im daje. Ile dają nowe miejsca, piękne widoki, nowe smaki, piasek pod stopami i nietypowe dania wyjadane z talerza rodziców. Wiem, ile dają nowe sytuacje, inni ludzie, wyjście spoza tego, co już znane. Czy to znaczy, że nie chcę wyjazdów we dwoje? Bardzo chcę! Ale te dłuższe nadal planuję z dziećmi, pomimo, że nie zawsze jest idealnie i czasem marzysz o 2 godzinach spokoju z ulubioną kawą. Dlaczego ciągle w to brnę i ciągle będę mówić, że to możliwe, że da się, że jest pięknie? Bo już dawno zrozumiałam jedną, bardzo prostą rzecz, o której mam wrażenie wielu rodziców zapomina: dziecko to mały człowiek. Taki jak TY, taki jak JA. Banał, prawda? Niezależnie czy ma 3 miesiące, rok, 2 lata czy 6 lat nie jest częścią nas, nie jest naszą maskotką, którą wzięliśmy na wakacje – jest małym człowiekiem ze swoimi potrzebami, planami, z tym, co lubi i czego nie, z tym, co mu smakuje i tym, czego nie lubi. To nie znaczy, że będzie lubił tylko swój dom, wycieczki do dziadków i spacer po pobliskim parku – nie ma na to żadnych dowodów, a widzę, że wielu czasem w to wierzy 🙂 Ale to nie znaczy również, że polubi wszystko to, co my i spodoba mu się każdy nasz plan.

 

Jeździliście czasem na wakacje ze znajomymi? A może nadal jeździcie? Pamiętacie, jak było??? Kamil lubi zwiedzać szybko, a Łukasz lubi długie obiady? Jeden chce iść do dobrej restauracji, inny zaoszczędzić. Jeden chce pojeździć po wyspie, drugi leżeć nad basenem. Nie bez powodu czasem po wakacjach bliscy znajomi stają się jakby trochę dalsi….:)  Nie bez powodu bardzo trudno jest znaleźć kogoś, z kim dobrze Ci się podróżuje. Z prostej przyczyny: nagle to, co Ty lubisz musi znaleźć wspólny mianownik z tym, co lubią Twoi towarzysze. Musisz się dostosować, że jeden jest głodny już o 12.30, a inny może nie jeść posiłków przez cały dzień. Musisz zrozumieć, że on lubi muzea, a ona parki naturalne. Musisz wykazać się empatią, jeśli Twojego przyjaciela boli głowa i odmawia pójścia na imprezę akurat w piątek. Fajnie jeśli zajrzysz do muzeum, które uważasz za nudne, bo jemu bardzo na tym zależy.

 

Tak samo jest z dziećmi, tylko czasem o tym zapominamy. Pomyśl czasem o dziecku w podróży jako o Twoim małym znajomym. Bo ten maluch też ma swój plan na dany dzień. Wymarzył sobie grę w piłkę na plaży i wcale nie chce mu się zwiedzać. Bo właśnie dziś rozbolały go nogi i wolałby posiedzieć w domu, a przecież trzeba iść na kolację. Bo ma ochotę na pizzę, a wszędzie tylko makaron. Bo carbonara smakuje inaczej niż jego ulubiona. Nam i naszym znajomym, nam dorosłym dajemy prawo do planów, do własnych zachcianek, dajemy prawo do tego, by zostawić zamówione 5 minut wcześniej danie, dajemy sobie prawo, by odpocząć po długim dniu, dajemy prawo, by nam się nie chciało. Nie jesteśmy wtedy marudni, nie jęczymy, a nasi znajomi nie mędzą. Nie mówimy, że nie da się z nimi podróżować. Zobaczcie w dziecku małego człowieka, małego przyjaciela, którego zabieracie na wakacje, a podróż wyglądać będzie inaczej. Nadal nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, nadal możecie mieć zły dzień, nadal może Was irytować, że on znów chce zamek budować albo w piłkę grać, ale czy to sprawia, że podróż z nim jest niemożliwa, trudna i wolicie zawsze zamieniać ją na wyjazd we dwoje albo nie wyjeżdżać wcale???? Lepiej chyba słuchać, zrozumieć i czasem iść na kompromis z małym towarzyszem. Jak z drugim człowiekiem.

  • Petra

    Dokladnie tak😊 to tez się odnosi do codziennych sytuacji. Nie zawsze plan nasz i dziecka jest taki sam i trzeba czasem wziąć gleboki oddech i przypomnieć sobie o tym ze to odrebna istota majaca wlasne zdanie i plan na dana chwile.

    • Dokładnie 🙂 chociaż czasem jest to trudne 😉 zwłaszcza jak mała istotna uważa, że 3 pary spodni zaproponowane przez mamę są złe 😉 i 2 pary butow;))))

  • Anka_wawa

    100% prawdy

  • yottahz

    Bardzo fajny tekst 🙂

  • Ania

    Suuuper!Dokładnie myślę tak samo. Dzieci są częścią naszej rodziny ale czasem w sumie nawet od rodziny fajnie zrobić sobie mały urlop 😉 Ale na ten najważniejszy urlop my w tym roku lecimy z 4 dzieci, co prawda rylko do Grecji ale to juz nasz drugi lot w takim składzie. Pozdrawiam,
    Ania

    • Do Grecji zawsze super 🙂 gdzie się wybieracie? 🙂 kontynentalnie czy wyspa jakaś? 🙂

  • Kamil Cendrowski

    Ten Kamil to jakiś japoński turysta 😀

    • A ten Łukasz to jakiś obżartuch 🙂 obaj siebie warci ;)) i słyszałam, że dzieciaki zabierają w podróże tylko po to, by zdjęcia na FCB wrzucać 😉

  • Zgadzam się!
    Też podróżujemy z dwójką (niedługo trójką) i bardzo to lubimy.
    Dodałbym jeszcze, że w takim podróżowaniu z maluchami ważne jest nie namnażanie atrakcji i kolejmyxh bodźców. Pozwólmy dzieciom czasem pogrzebać kijkiem w ziemi i pogapic na mrówki i bedzie szczęśliwe. Nie potrzeba mu dmuchanych zamków i kolejnych gadżetów 🙂

    • racja – dmuchanych zamków nie jestem fanką, chociaż nasz Maks kiedyś był – teraz już mu przeszło 😉

  • Podróże z dzieckiem to wyższy poziom wtajemniczenia 🙂 Planować można dużo, a rzeczywistość swoje.. z drugiej strony, dzięki wyjazdom z dzieckiem uczymy się siebie nawzajem i wiemy na co możemy liczyć i czego się spodziewać. Mam wręcz wrażenie, że to my więcej się uczymy niż dziecko 😉

    • racja:) dobrze widziałam na FCB, że byliście na Blog Conference Poznań?

      • tak jest, ale niestety nie byliśmy na panelu z Łukaszem 🙁 też byłaś czy tylko reprezentacja? 😉

        • byłam z Jagodą 🙂 ale właśnie tylko na panelu, bo jagoda nie chciała nawet Taty słuchać 🙂 ale BCP w tym roku wyglądało b ciekawie, wiec szkoda, że dłużej nie byliśmy 🙂

          • to w takim razie do zobaczenia przy kolejnej okazji 🙂 Fajnie się Was słucha na żywo 🙂

          • 🙂 o dzięki – to gdzieś już nas słuchaliście? 🙂 będziecie na See Bloggers? 🙂

          • Tam Was usłyszeliśmy pierwszy raz i mam nadzieje ze sie zobaczymy w Gdyni 🙂

  • fanka blichtru i przepychu

    Bardzo podoba mi się ten wpis, jest tak prawdziwy i tak mądry. Każdy z nas był dzieckiem, a także każdy z nas niekiedy nadal wewnątrz nim jest 😉 Ostatnio byliśmy w hotelu http://www.kanonicza22.com, gdzie nikt by się nie spodziewał dzieci, gdzie wszyscy myślą tylko o tym, że spędzają tam czas jedynie osoby z „grubą kieszenią”, ale nasze dzieci były zafascynowane 😉

  • Bardzo dobrze napisane. Zgadzam się w 100%. Sama jeżdżę z całą rodzinką a nie tylko z mężem. Ale co ja tam wiem, w koncu mam tylko jedno dziecko, to zycia nie znam 😉

    • my tylko dwoje i drugie stosunkowo nowe, więc też się nie znamy ;)))

  • Madeline Malbe

    Podróże z dziećmi byłyby dla ciebie jeszcze przyjemniejsze, jakbyś miała lepszy wózek, ten złom McLaren to chyba najgorszy szajs. Proponuję kupić niedrogo jakiś używany Nipper, Mountain Buggy, Britax albo coś podobnego, ale na Boga, nie da się udanie podróżować z McLarenem!!!

    • ;))))) zabawne, ten McLaren zwiedził z nami „pół świata” – podróżuje z nami od momentu, gdy nasz syn miał 6 miesięcy, porzucił go jak miał trochę ponad 3 lata 🙂 teraz podróżuje w nim córka i ja jestem z niego bardzo zadowolona 🙂
      Na pewno są lepsze wózki – jak zawsze można znaleźć coś lepszego, ale nasze potrzeby spełnia w 100% – lekki, zajmuje mało miejsca, szybko się składa, rozkłada się jedną ręką i można dziecko położyć płasko do spania 🙂

      • Madeline Malbe

        Ech, to tak zwykle jest, jak się nie jeździło lepszym pojazdem, to się będzie chwalić swojego złomka 😉 Słyszałam to już nie raz, trudno przekonać, że życie może być łatwiejsze, że wózek można prowadzić jedną ręką, że dziecku może być wygodniej itd
        Sama piszesz bloga, którym inspirują się ludzie, zachęcam do poczytania blogów ekspertów wózkowych i porównania ich opinii:
        http://domowa.tv/nipper-360-single-outnabout-zwinna-spacerowka/
        http://domowa.tv/maclaren-techno-xlr-klasyczna-spacerowka/

        • znam blogi wózkowych ekspertów – np. Marysię Górecką i jej blog 🙂 u nas ani pupa sie nie zapada, ani nogi nie dyndają, dobrze nam 😉 ale jak bede szukac rozwaze 🙂

  • Zuza- www.niedomowakura.pl

    Uuuu Paniiii co ja się nasłuchałam „po co ciągniesz te maluchy, nic z tego nie zapamiętają”, ” po co im to morze, mali są- wystarczy im miednica z wodą”, „umęczą się podróżą i nic z tego nie wyniosą”, ” ja to bym nie umiała wypocząć z dziećmi” itp. itd. A ja targam tę Szarańczę (czytaj trójkę dzieci) i cieszę się jak głupia bo te wakacje to jest wreszcie NASZ CZAS! Nie będę oszukiwać, że gdy jesteśmy w domu jestem cała dla nich, wręcz przeciwnie! Patrzę jednym okiem, słucham jednym uchem bo obiad, bo ogród, bo praca… Ciągle mówię „zaraz”, „za chwilę”, „mhm” tak jest, nie będę ściemniać. A wakacje? Wakacje, wspólna podróż to jest to! Nic tak nie cieszy Szarańczy jak wspólny wyjazd. Mogą się umordować w fotelikach, wyć, jęczeć „daleko jeszcze?” ale potem jest wreszcie nasz czas. I pewnie, że moje plany zazwyczaj rozmijają się ich, trudno. Już wiem, że nie należy zbyt wiele planować. Czy w związku z tym, że mam dzieci mam nie jeździć nigdzie i czekać aż dorosną i staną się fajnymi kompanami podróży? Wtedy już nie będą chcieli jeździć ze starą, nudną matką 😉 Pozdrawiam serdecznie!

    • nic dodac, nic ująć:) przybijam piatke 🙂

  • Annia

    Tekst o niczym, ale jak ludzie mają czas czytać…. niesamowite, że te tytuły blogowe wydają się ciekawe, a jak się zagląda okazuje się, że w zasadzie nic ciekawego/nowego w środku

    • że też ludzie mają czas pisać komentarze pod takimi nudnymi tekstami 🙂 każdemu wg potrzeb – patrząc po komentarzach tu i na facebooku, wielu osobom taki tekst się przydał 🙂 ale jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził 😉