Spis treści
W słoneczną niedzielę wybraliśmy się w rejs po magicznym Inle Lake. Przez wielu uważane za najbardziej niesamowite miejsce w Birmie. Inni przestrzegają, że to zarazem miejsce najbardziej turystyczne, skomercjalizowane i właśnie tam czyha na podróżnika-turystę najwięcej pułapek.
By wybrać się w rejs po jeziorze, trzeba wynająć łódkę (prywatną na 2-5 osób, koszt około 20 dolarów) wraz z przewodnikiem, który obwiezie nas po Inle i okolicznych zakamarkach. Najlepiej zrobić to w jednej z agencji turystycznych w Nyuang Shwe, bazie wypadowej nad Inle. Tak też robimy my. Już w agencji podkreślamy, że nie chcemy pływać po „sztucznych atrakcjach”, szwalniach, sklepikach i innych pokazówkach, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. „Nie ma problemu, sami ustalacie, co Was interesuje, łódź jest tylko dla Was” mówią w agencji, problemów nie robi również nasz przewodnik. Nie chcecie, to nie, jedziemy dalej.
Jednak pomimo naszego ostrożnego podejścia do atrakcji “pod turystów” i pomimo dużego doświadczenia z podróżami oraz z obcowaniem z różnej maści naciągaczami, przez głód, słońce i piękne krajobrazy na moment tracimy czujność i dajemy się okantować, oszukać i prawie zatruć podczas obiadu. W porze lunchu zdajemy się na naszego przewodnika. BŁĄD! Lądujemy w restauracji Shwe Yamin. Wygląda jak wszystkie na Inle – domki na palach, szyld, sporo turystów. Czerwona lampka zapala się, gdy przeglądamy menu – BEZ CEN! Klasyka gatunku. Najlepszy sposób na orżnięcie turystów. Bogatych turystów, dla których przecież kilka dolarów więcej nie robi różnicy. Przez chwilę chcemy wyjść.. Ale: co mamy zrobić? Powiedzieć, żeby wiózł nas gdzieś indziej? A co, jeśli wszystkie takie są? Jesteśmy głodni. Maks jest głodny. Zostajemy.
Tym sposobem jemy najgorszy lunch EVER za cenę, za którą spokojnie zjedlibyśmy smaczny obiad w Warszawie! A przecież jesteśmy w Birmie! Tylko coli i sosu chili udało im się nie spieprzyć! Za “ucztę” płacimy: 20 dolarów! Wychodzimy. Oszukani, wpuszczeni w maliny, wkurzeni. Wiemy, że padliśmy ofiarą starej strategii, wciąż bardzo popularnej w krajach, które zachłysnęły się rozwijającą się turystyką. Oszukać, okantować, orżnąć, ograbić, naciągnąć, wprowadzić w błąd, wyciągnąć kasę. Bo przecież każdy turysta to chodzący dolar! Niech zostawi jak najwięcej, a co tam! Nieważne, co pomyśli, nieważne, czy będzie zadowolony z usługi, przecież i tak przyjdą kolejni! Następny proszę!

łódki na Inle Lake – z jednej strony tradycja, z drugiej spektakl wyreżyserowany pod turystów
Nasza historia jest dość typowa – świetnie pokazuje jeden ze sposobów na oszukanie niewinnego turysty. A sposobów jest wiele, więc warto je znać, by się ich wystrzegać. Zanotujcie i trzymajcie się tego!
1) TRANSPORT
– zawyżone ceny taksówek, tuk tuków i wszelkich innych środków transportu – typowe, gdy docieramy do miejsca, którego nie znamy. Można wmówić nam wszystko! Tak działają taksówkarze w Warszawie, w Poznaniu, tak działają kierowcy tuk tuków w Bangkoku, Phnom Penh w Siem Reap, taksówki w Indiach, w Birmie, gdziekolwiek. Obcokrajowiec, nie zna miasta! Można mu więc wmówić, że kurs z lotniska w Warszawie do centrum kosztuje 150 zł (co to dla niego jakieś 35 euro!), policzyć dwa razy więcej za przejazd z dworca w Poznaniu do miasta (mój case, całkiem niedawny:/), podawać kilkukrotnie wyższe ceny, bo przecież turysta i tak nie wie, ile bahtów co kosztuje w Bangkoku.
Jak tego unikać? Jeśli nie znamy miasta, najlepiej podpytać któregoś z pracowników lotniska czy dworca albo kogoś z miejscowych, ile może kosztować taksówka w dane miejsce. Zwykle są w stanie podać przynajmniej rząd wielkości.
Przydatna strategia to zawsze targowanie się. Zwykle kierowcy podają ceny kilkukrotnie lub choć dwukrotnie wyższe. Podajemy cenę o połowę niższą, najlepiej dodając “It’s not my first time in Bangkok / Yangon/ Warsaw” – to zwykle przekonuje cwaniaka, że ma przed sobą trudnego przeciwnika.
– razem weselej, czyli shared taxi – strategia popularna wśród taksówkarzy w Birmie. Ustalasz cenę za dojazd z taksówkarzem. Ten prowadzi Cię do swojego samochodu, a tam 2-3 innych chętnych, też z bagażami, też gotowych do drogi. Już wiesz, że cwaniak za jeden przejazd chce skasować kasę od kilku osób. Zrezygnuj. Zwykle zaraz znajdzie się kolejny, który chętnie Cię zawiezie lub pierwszy pójdzie po rozum do głowy. Nie daj zrobić z siebie frajera.
– ja wiem lepiej, gdzie chcesz jechać – mój ulubiony typ! Wspominasz restaurację, do której chcesz jechać, a on mówi, że zamknięte, ale przecież zna świetne miejsce, idealne dla Ciebie! Przy pierwszym pobycie w Bangkoku tak się urządziliśmy szukając Seafood Market and Restaurant. Nie znaliśmy dokładnego adresu, ale kierowca tuk tuka znał lepszą restaurant with seafood. Yes, yes, fish, fish. Trafiliśmy do speluny, przy torach kolejowych, z niedobrym jedzeniem i cenami jak za zboże. Jak unikać? Podawaj zawsze DOKŁADNĄ nazwę i adres! Nie daj się przekonać, że dane miejsce jest zamknięte i Twój kierowca ma lepszą propozycję. NIE MA.
– zawiozę Cię, gdzie chcesz, ale najpierw pojedź ze mną do sklepu – typowe, choćby w Indiach. Kierowcy taksówek czy rikszarze zawiozą Cię wszędzie, ale po drodze zwykle muszą obwieźć Cię do sklepach z biżuterią, ubraniami, dywanami lub figurkami z marmuru. Marble, marble, beautiful my friend. Jeśli nie masz czasu, odmawiaj stanowczo. My czasem zaglądaliśmy do sklepów, by dać kierowcy więcej zarobić. Za przywiezienie “dolarów” (nas!) do sklepu, kierowca dostawał od właścicieli swoją dolę. To jedno z tych oszustw, które nie boli nas bezpośrednio (nie musimy nic kupować!), na dłuższą metę jednak baaardzo irytuje!
2) RESTAURACJE
– restauracje dla turystów funkcjonujące zgodnie z zasadą RAZ I NASTĘPNY – takich nie brakuje i w Polsce, głównie w rejonach turystycznych jak Zakopane czy polskie morze. To miejsca, w których strategia „oszukać, ograbić i wypluć” ma się całkiem dobrze. Masówka, jedzenie na wagę i coraz gorsza jakość na Krupówkach, mrożone dorsze, w których więcej panierki niż ryby, na Długim Targu w Gdańsku, frytki smażone na starym tłuszczu i cała masa zagrywek, o których nawet nie chce myśleć, bo robi mi się niedobrze. Wyciąganie kasy, brak szacunku dla turysty, podróżnika, gościa. Nieważny smak, nieważne wrażenia, grunt, że hajs się zgadza. Grunt, że przyjdzie następny! Niezależnie od kraju. Jeśli traficie na takie miejsce, mówcie o nim głośno, róbcie im czarny PR.
– restauracje proponowane przez kierowców – to już wiecie: oni nigdy nie doradzają dobrze, zwykle wiozą Cię tam, gdzie sami są dogadani lub ich przełożony jest dogadany. Jeśli to wycieczka objazdowa, masz małe pole do wyboru, bo często słabo znasz okolicę. Lądujesz wtedy w knajpie dla turystów, gdzie ewidentnie cena i jakość nie idą w parze. Masówka. Wycieczki grupowe. Jeśli uda Ci się znaleźć (w Internecie, na blogach, przez znajomych) miejsce warte odwiedzenia, stanowczo mów, gdzie chcesz jeść.
– menu dla białych – w większości krajów, które uznajemy za egzotyczne, my również jesteśmy egzotyczni i niestety nie zamalujemy naszej jasnej skóry i jasnych oczu. Inne karty, inne ceny. Typowe zagranie, z którym niestety nie będziesz w stanie walczyć, chyba, że masz pod ręką lokalsa, który zwiedza z Tobą.
– menu bez cen – wygodne – nie trzeba drukować osobnych kart dla miejscowych, i dla turystów. Dodatkowo można dowolnie zawyżać ceny w zależności od tego, jak bogato dany kąsek się prezentuje. Najlepiej nie walczyć, najlepiej od razu stamtąd wyjść. Chyba, że jesteście na środku jeziora jak my 😉
3) WYCIECZKI KUPOWANE W AGENCJACH TURYSTYCZNYCH
W wielu miejscach to jedyny sposób, by zobaczyć coś, co nas interesuje. Nie pojedziemy bez pośrednictwa agencji na Inle Lake w Birmie, nie pojedziemy w Kambodży do pływających wiosek na Tonle Sap. Trudno też będzie nam zorganizować wycieczkę w okolicach Mandalay, bo wynajem samochodów jest bardzo drogi. Wtedy jesteśmy skazani na agencje. Większość w naciąganiu turystów się specjalizuje! Co zrobić, by wyjść na tym jak najlepiej?
– targować się! Cenę niemal zawsze można obniżyć!
– dopytywać innych turystów, znajomych, którzy już byli, czytać w sieci – gdzie warto, gdzie nie i za ile? – my po wczoraj szczerze odradzamy “trekking” w okolicy Inle Lake 😉
– stanowczo odmawiać, jeśli nie chce nam się oglądać trzydziestego “warsztatu”, będącego tylko przykrywką dla sklepu, który ma wepchnąć do naszej torby jak najwięcej suwenirów i wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy
– proponować swoje miejsca na obiad, nie korzystać z tych przypisanych do wycieczki
– jeśli to wycieczka objazdowa po mieście czy okolicach, czytać dokładnie przewodniki, blogi, Internet i mieć swój plan, co chcemy zobaczyć i tego żądać od kierowcy
4) ZABYTKI
– bilety w różnych cenach dla turystów i dla miejscowych to standard, z którym podobnie jak z różnymi cenami w menu nie ma jak walczyć, ale co bardziej cwani mają jeszcze jeden sposób: sprzedać 2 bilety, a dać jeden, teoretycznie na dwie osoby. Proste, prawda? Przecież turysta nie wie, jak powinien wyglądać bilet. Może mają bilety dwuosobowe? Zwykle nie. Zwykle sprzedawca część daje do kasy, część bierze dla siebie. Dla Was żadna różnica, ale jeśli jesteście przeciwni takim zagraniom, proście zawsze o tyle biletów, ile osób.
Pod tymi względami Birma, opisywana jako dziewicza, nieskalana, jako Tajlandia 50 lat temu, niczym się nie różni od innych krajów. To nie jest upragniony raj, gdzie uczciwi ludzie przyjmą z uśmiechem i otwartymi ramionami pragnącego egzotyki podróżnika czy turystę. Jak wszędzie: spotkasz uczciwych, pomocnych, ale jeszcze więcej naciągaczy i kombinatorów. Turystyka dopiero się rozwija, nie zdążyła się ucywilizować jak choćby w Tajlandii (pomimo, że oszustwa nadal się zdarzają) i w wielu miejscach w Birmie dominuje podejście: oby się nachapać, oby jak najwięcej dolarów bogaty, biały turysta zostawił.
Na tę przypadłość cierpią jednak nie tylko kraje, które postrzegamy jako biedne i nierozwinięte. Na tę przypadłość cierpią też turystyczne regiony Polski i innych krajów.
Szczerze nienawidzimy takich zagrań i zawsze będziemy je tępić. Mówić o nich głośno, pisać czego unikać i jak. Notować restauracje, które powinny trafić na czarną listę. Tak jak warto zapisywać nazwy tych dobrych miejsc, warto notować te, w których nas oszukano, naciągnięto, okantowano. Niech czarny PR idzie w świat.
Nie zgadzajmy się na to, by właściciele przeróżnych przybytków z piekła rodem zacierali ręce patrząc na nas. Nie dawajmy im satysfakcji, że znaleźli kolejnych frajerów. Ostrzegajmy innych, dbajmy o ich zasłużone złe imię. Nie mówmy sobie: „dobra, trudno, jeden obiad, jeden kurs taksówką, jakoś przeżyję, zapomnę… 50, 100, 150 zł to nie majątek, 20 dolarów to nie majątek”. Nie bądźmy cicho, nie odpuszczajmy. I chociaż czasem z naszej przestrogi nikt nie skorzysta, skorzysta 1,2, 3 osoby, warto.
Nie pomijajmy w relacjach z podróży tej brzydkiej twarzy turystyki. Birma jest piękna i magiczna, ale swoje wady również ma. Jak wszystkie miejsca…
PS. Ta niemiła przygoda nie zmienia faktu, że Inle Lake jest piękne i warto się tam wybrać 🙂 Więcej o samym jeziorze wkrótce!
PS2. Jeśli Wy również spotkaliśmy w podróży naciągaczy i oszustów, dopisujcie swoje sytuacje i pomysły, jak ich unikać w przyszłości! Nie dajmy się cwaniakom! 🙂




16 Comments
Szymon
Świetny tekst, jedna uwaga tylko 🙂 W Kambodźy można bez problemu zwiedzać wioski na jeziorze Tonle Sap bez pośrednictwa , bierze się tuk tuka dojeżdza do jeziora (tuktuk 5-6$ za cały dzień z paliwem), kupuje bilet u Panów od łódek i kilka godzin pływania przed nami 🙂 naciągneli nas jednak gdzie indziej, najgorsze co mogłem zrobić z żoną to dać się namówić kierowcy tuka tuka na spędzenie wieczoru w polecanej przez niego restauracji, ceny z kosmosu, jedzenie fatalne a całość wyglądała na fabrykę robienia turystów w balona a miała być rodzinna knajpka z lokalnym jedzeniem,. Zgadzam się w 100% z wpisem że miejsca na posiłek, zabawę lub inne atrakcje wybierajmy sami i nie dawajmy się namawiać na “dobre” rady przewodników lub kierowców.
W Bangkoku to że jakieś muzeum lub inna atrakcja są zamknięte to standardowy news kierowców. Polecam w Bangkoku z lotniska Państwowe taxi ( zaraz przed wejściem) gdzie podaje się w okienku adres i Pani daje kwit z podaną już ceną i takiej cenie taxi musi nas dowieść do lokalizacji, napiwki wg. uznania 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Ojej, to marnie musiało być z tą kolacją… :/ złe jedzenie i ceny z kosmosu to najgorsze co może być:/ nie cierpię!!
W BKK chyba o Wielkim Pałacu też nam mówili, że zamknięty i gdzieś indziej, że nas zawiozą 😉 ale to był drugi dzień, a pierwszego zaliczyliśmy obiad taki jak Wy kolację, więc już się nie daliśmy 😉
Co do taxi z lotniska to tak, zawsze z niej korzystamy! 🙂
Adriana Śmigielska
Własnie w Birmie na Inle Lake również można bez problemu zwiedzić całe jezioro bez pośrednictwa – przy marinie stoi mnóstwo “kierowców” łódek i po dobrym wyhandlowaniu taka łódka może Wam służyć przez all day za 11USD. I jeśli nie chcecie gdzieś jechać to nie jest to problem dla kierowcy 🙂 a co do naciągania i innych takich to jest to własnie ta przykra, szara strefa, która tak zniechęca… Birma jest jeszcze słabo turystycznie rozwinięta (w porównaniu do pozostałych krajów Azji) a jednak ceny w niektórych miejscach, jak np. za same noclegi powalają na kolana. Jakość często nie idzie w parze z ceną no ale niestety. Może kiedyś do tego dojrzeją 🙂
A tak poza tym zgadzam się z 100% z całym tekstem! Nie dajmy się kantować! 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Już widzę po Waszych komentarzach, że źle to ujęłam 😉 Mi bardziej chodziło o to, że nie weźmiesz sama łódki i nią nie popłyniesz (tak jak możesz sama spacerować po BKK czy Paryżu), więc masz tego kierowcę, który jakoś tam Cię prowadzi, jeśli nie powiesz mu, czego chcesz, a czego nie chcesz 😉
Nas też zagadywali na mieście czy chcemy boata, więc pewnie byłaby szansa taniej niż 20 dolarów.. ale powiem Ci, że po Mandalay 20 dolarów za cały dzień, za naszą trójkę wydawało nam się całkiem nieźle;)
No właśnie dokładnie tak jak piszesz: ceny powalają, a jakoś nie idzie w parze z jakością :/ w zeszłym roku w Kambodży mieszkaliśmy tydzień w hoteliku w Siem Reap, przyzwoite 3 *, czysto, basen, śniadania, z mini barku napoje bezalkoholowe, ile chcesz, jakiś tam obiad na miejscu, jakiś masaż i za tydzień chyba poszło 500-600 zł… W Birmie najtaniej za noc zapłaciliśmy 40 dolarów ;/ żadne luksusy, najtańszy hotel, warunki na pewno gorsze niż we wspomnianym wyżej w Kambodży.. albo pizza dla naszego Maksa – mała jak średni talerz, a 6 dolarów! Kurka, za tyle to mam pyszną włoską pizzę w Warszawie!! 😉
pikfe
Już chciałam napisać, że w Zakopanem oszukują podobnie, ale doczytałam, że mamy takie same odczucia.
Jedna z rzeczy, które doprowadzają mnie do szału: płacenie za paskudne żarcie, więc doskonale Was rozumiem.
Natalia - tasteaway.pl
Niestety nam Zakopane też już masę razy zalazło za skórę.. na palcach jednej ręki można policzyć te naprawdę smaczne i w miarę uczciwe miejsca.. a ostatnio jak jesteśmy w Zakopanem czy okolicy, to jeść jeździmy do Le Chalet do Murzasichle 😉 Tam akurat tanio na pewno nie jest (ceny mocno warszawskie), ale jedzenie i jakość produktu taka, że absolutnie warto – zwłaszcza jak się ma dość Krupówek 😉
Kinia
Powinnam ten tekst przeczytać przed wypadem na Korfu, trzy razy mnie zrobili Grecy w jelenia.. i zjadłam najdroższe lody w swoim życiu 21 Euro za 3 gałki ( a była nas 4ka takich) w samej stolicy
Natalia - tasteaway.pl
Ooo proszę :/ no faktycznie za taką cenę można się wkurzyć :/ nam się chyba na Krecie żadna wpadka nie przydarzyła, ale sporo jest tych turystycznych pułapek zwłąszcza w najbardziej popularnych miejscach.. no niestety.. mądry Polak po szkodzie :/
Sandra Słomka
my w tym roku także byliśmy prawie 3 miesiące w Azji (Wietnam, Laos, Kambodża, Birma i Tajlandia) i wydawało mi się właśnie, że to w Birmie najrzadziej spotkaliśmy się z taki zachowaniem (chyba tylko taksówkarze dali nam się we znaki).
Byliśmy tam na 20 dni w październiku. Czyżby ceny aż tak poszły w górę?
My za pokój dwuosobowy nad Inle płaciliśmy 7 dolarów, w Kalaw 9 dolarów, Hispaw 9 dolarów, Bagan 12 dolarów, Yangon 12 dolarów Mandalay 15 dolarów.
Pod całym tekstem jednak podpisuje się rękami i nogami. Azja niestety przesiąknięta jest podejściem “turysta to bankomat”…
Natalia - tasteaway.pl
Hey Sandra! 🙂 no niestety nam Birma dała w kość.. najbardziej okolice Inle, ale w Rangun taksówkarze też.. np. 2 godziny jeżdżenia po mieście, bo pomimo adresu nie mógł trafić do knajpy, a twierdził, że umie 😉
Co do noclegów, my szukaliśmy raczej hoteli – żeby był pokój z łazienką i wifi i w miarę warunki – jako, że jesteśmy z dzieckiem, które nadal lubi np. bawić się na podłodze itd, chcę mieć pewność, że chociaż czysto jest. Ceny 40-70 dolarów, nie były to na pewno luksusy 😉 jesienią 2013 w Kambodży płaciliśmy za 3* z basenem i śniadaniem w Siem Reap 70 PLN za dobę!! więc dla mnie pod tym względem Birma naprawdę odstaje od reszty :/
Za to wszyscy ostrzegali przed Indonezją, a tu udało się raczej nie wpadać w pułapki 😉 a jak Laos?? Warto?? 🙂 Jak oceniasz na tle innych? 🙂
Sandra Słomka
My planujemy Indonezję w pazdzierniku, więc zbieramy wszystkie informacje, więc niewykluczone, że będę Was bliżej wakacji męczyć o szczegóły 😀
Laos jest przepiękny. I chyba najbardziej “dziewiczy” z tych wszystkich krajów. Wiadomo masowa turystyka już tam się ugościła, okantowano nas na granicy, na taksówkach, tuk tukach itp, ale samo państwo w niektórych rejonach ( z dala od stolicy), szczególnie północnych wydaje się jakby oderwane od reszty świata. Wioski Akha, pola ryżowe po których biegają półnagie dzieci, drewniane domki na palach – coś pięknego 🙂
a Maksa, jak oczami dziecka ocenia Azję? Który kraj mu przypadł najbardziej do gustu ?:)
Natalia - tasteaway.pl
Ok, trochę Indonezji przejechaliśmy, więc służę radą 🙂 jeszcze będę pisać o Indonezji pewnie 🙂
Kusi ten Laos, kusi, chociaż nie wiem czy następna długa i egzotyczna nie będzie jednak w odwrotnym kierunku – Ameryka Południowa i Środkowa też mnie kusi, a na razie był tylko Meksyk grany 🙂
Maks chyba wszędzie znalazł coś dla siebie 😉 w Birmie świątynie, gdzie bawił się w detektywa budd i szukał figurek buddy (i kazał tacie każdą fotografować;)), podobało mu się jeżdżenie skuterem po Bagan i oczywiście Inle i łódka, gorzej z miastami, bo chyba w Rangun za duży był gwar, na nielicznych chodnikach ciężko przejść itd. Bał się też tych wszystkich latających wszędzie psów.
W Singapurze bardzo mu się podobało.. metro i gardens by the bay 🙂 Bangkok to tuk tuki i ukochana restauracja w Chinatown 😉 A Indonezja.. wulkany (chociaż udało się zobaczyć tylko Tangkuban Perahu), plaże, pływanie z żółwiami – nie snurkował jeszcze, ale widział jak się wynurzał 😉 wszędzie się coś znajdzie 🙂
a na ile do Indonezji planujecie? 🙂 Sumatra też?
Znajoma
Sandra czemu żalisz się że zostałaś naciągnięta skoro sama wyłudzasz kasę od modelek, oszustko?
marta
Wlasnie wrocilam z Birmy i musze przyznac, ze mam zupelnie inne odczucia/doswiadczenia. W porownaniu z podrozowaniem po Tajlandii, Malezji, Indiach, a zwlaszcze Kambodzy, w Birmie praktycznie nie spotkalismy sie z zadnymi tego typu probami naciagania turystow, czy jakiegokolwiek innego nieprzyjemnego lub natretnego zachowania wobec nas. Mam ochote worcic tam chocby jutro, miedzy innymi wlasnie dlatego, ze ludzie byli tam przemili, pomocni, usmiechnieci.. Co doceniam jeszcze bardziej, biorac pod uwage w jakiej sytuacji znajdowal sie ich kraj przez tyle lat, jak bardzo sa w dalszym ciagu w tyle za kazdym innym krajem regionu, jak bardzo potrzebuja turystyki.. Trudno porownywac Birmie, do niedawna jeden z najbardziej politycznie i ekonomicznie odizolowanych krajow na swiecie, do Tajladnii a nawet Kambodzy. Rozumiem, ze nie wszyscy mieli tak pozytywne doswiadczenia jak ja, jednak biorac pod uwage pozytywne zmiany jakie tam zachodza od ponad roku, i wszystkie atrakcje, ktore opisaliscie, mysle, ze naprawde warto tam jechac! Polecam tylko tzw swiadoma turystyke, np jesli chodzi wybieranie hoteli. Poniewaz duza czesc ekonomii jest w dalszym ciagu w rekach generalow, warto upewnic sie, ze Wasze pieniadze trafiaja, tam gdzie naprawde sa potrzebne, a nie wspieraja jeden z najstraszniejszych rezimow..pozdrawiam
Natalia
Hey Marta 🙂 Jak widać każdy ma swoje doświadczenia – my z kolei znacznie milej wspominamy Kambodżę, w której się zakochaliśmy, ale wiem, że znajomi, którzy pojechali po nas nie byli już tak zachwyceni… a w Birmie mieliśmy naprawdę sporo słabych sytuacji i jak widać w tym poście mi się ulało.. ale patrząc z perspektywy czasu na pewno warto zobaczyć choćby Bagan, Inle Lake czy Rangun 🙂