Złapaliście już ochotę na wyjazd do “Tatarów”, o których pisałam ostatnio? Jeśli tak, zachęcę Was bardziej… Jeśli nie, spróbuję trafić przez żołądek do serca, czyli zapraszam na tatarski obiad, kolację i oczywiście deser… Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o słodkościach.
Ale zacznijmy jednak od obiadu…Tatarska kuchnia jest syta, pożywna, idealna na mroźną zimę, gdy potrzebujemy dodatkowej dawki energii po długim spacerze wśród śniegów. Dużo ziemniaków, pysznie przyrządzonych, sporo mięsa (poza wieprzowiną, której spożywania zakazuje islam) – najlepszym dowodem na mięsny charakter kuchni tatarskiej były pewne kłopoty podróżującej z nami wegetarianki, by znaleźć coś dla siebie… Ale bez obaw, kilka potraw wege również się znajdzie. No to zaczynamy!
Gospodarze pierwszy obiad wybrali za nas – przynosząc nam the best of the best. Na stole pojawiło się naraz kilka potraw, którymi mogliśmy się podzielić i spróbować wszystkiego po trochu…Idealne rozwiązanie.
Zaczynamy od babki ziemniaczanej, podawanej z sosem czosnkowym, pysznym, przyrządzanym wedle tajemnej receptury gospodarzy…
Pyszna okazała się również mocno ziemniaczana kryszonka – zapiekanka ziemniaczano – mięsna, podawana z kiszoną kapustą…
Potem bardziej standardowo pyzy, przypominające litewskie kartacze, które zwykle jadamy w Konsulacie Litewskim w Sejnach, tutaj nieco inaczej przygotowane, pływające w niewielkiej ilości rosołu…
Kolejny przysmak to belysz – warstwowa potrawa z mięsem, jajkiem i grzybami. Część biesiadników oceniła bardzo pozytywnie, mi jednak brakowało… ziemniaków 😉
I last but not least pierożki, ale w wersji słodkiej, czyli manty… ulubione, ukochane, najpyszniejsze. Gotowane na parze, z delikatnym białym serem, delikatnym ciastem, a na wierzchu ze śmietaną oraz polewą z malin. Cudo.
Jeśli macie ochotę na bardziej typowy (mniejszy?) deser, spróbujcie listkowca. Listkowane ciasto drożdżowe z białym serem i rodzynkami, podawane na ciepło. Porcja gigantyczna, więc wzięliśmy jedną na sześć osób – zniknęła w mgnieniu oka.
Udało nam się również obejrzeć, jak w Tatarskiej Jurcie przygotowuje się tołkysz, czyli swego rodzaju “anielskie włosy”, które powstają z karmelu. Tołkysz bardzo przypomina tureckie pismaniye, czyli te małe, włochate kulki, które być może mieliście okazję spróbować – w Turcji są całkiem popularne. Przygotowanie tej słodyczy jest wieloetapowe, angażuje niemal całą rodzinę i wygląda całkiem magicznie:
W Tatarskiej Jurcie wybornie smakuje nie tylko jedzenie, również herbata i kawa. Herbata zaparzana z cytryną i liśćmi mięty – wypiliśmy jej hektolitry, ciągle prosząc o nowe dzbanki. A dla kawoszy kawa przyprawiona cynamonem, podobno również boska…
I oczywiście nie można zapomnieć o pierekaczewniku, z którego kuchnia tatarska słynie. Bez spróbowania tej unijnej specjalności, na którą jedynie nasi gospodarze mają właściwy certyfikat nie można opuścić Tatarskiej Jurty. Smacznego! Kto jedzie do Tatarów na weekend, ręka w górę!!!

















9 Comments
Tomek
Manty czyli pierogi na parze sa popularne w krajach Azji Środkowej, jednak tam nadziewane sa farszem miesnym, wolowiną lub baraniną z dodatkiem cebuli. W warszawie organizowane są warsztaty z lepienia mant przez mowiaca po polsku Kazaszke. Wiecej informacji znajdziecie na jej profilu na fb – Dastarhan by Aigul Nadir 🙂 Polecam!
Natalia
Te warsztaty faktycznie brzmią ciekawie!:) zaraz sobie poczytamy co i jak!:)
Mariola
Dopiero co wróciliśmy z podróży po wschodzie Polski.Obowiązkowe po wszystkich programach w telewizji były Kruszyniany.Jak Kruszyniany , to i Tatarska Jurta oraz ich przysmaki.Próbowaliśmy babki ziemniaczanej, a ta zupełnie inna niż babka z Jeleniewa k/Suwałk.Pyszna, ale gdybym miała wybierać, to jeleniewska by wygrała.Następne było azu – zupa, potrawa podobna do naszego gulaszu, ale tu była dodatkowo fasola.Najpyszniejszy był deser, czyli manty na słodko z sosem malinowym oraz kawa po tatarsku.Deser przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.Jestem łasuchem, ale manty Pani Dżennety od teraz są na pierwszym miejscu wśród moich ulubionych słodkości.Do tego kawa z cynamonem/kardamonem pycha.
Natalia
oj tak, ja też kocham te manty na słodko 🙂 uwielbiamy wracać do Kruszynian.. z Tatarami już się po kilku pobytach zaprzyjaźniliśmy i bardzo przeżyliśmy pożar Jurty… mam nadzieję, ze wkrótce znów stanie na nogi…