Nie spałam zbyt wiele. Wiem – przecież mam w domu noworodka! Tak już będzie, nic nowego. Witajcie częste pobudki, witaj śnie przerywany na milion kawałków. Za oknem szaro, mokro, buro i ponuro. Pada chyba cały dzień. Chciałyśmy iść na spacer, ale w taką pogodę??? Oj nie, ja dziękuję! I tak przez następne pół roku… Atmosfera w domu? Od rana trochę nerwowa… tu problemy, tam problemy, znane głównie tym, co swój biznes prowadzą i wiedzą, jak to jest walczyć każdego dnia, myśleć o pracy 24 h, walczyć z ludźmi, pilnować opóźnionych płatności i całej masy rzeczy, o których nawet nie myślisz, gdy pracujesz na etacie. Pośpiesznie jedzona owsianka, nerwowo przełykana jajecznica, „Maks, szybciej, wychodzimy!”, „Maks, ile można na Ciebie czekać!”… telefon, mail, lista rzeczy, które muszę zrobić, gdy mała zaśnie i nadal ta podła szarość za oknem…
Karmię malucha. Nadal trochę boli, ale z dnia na dzień jest lepiej… Trochę szew po cięciu rwie, gdy wstaję, trochę głowa pobolewa, bo snu za mało. Karmię, przeglądam Facebooka. Sama nie wiem, co sprawia, że czytam ten status… Pamiętam to nazwisko ode mnie z liceum. Nie mam go wśród znajomych, ale widzę komentarze wspólnych znajomych. Zawieszam wzrok. I czuję ten specyficzny ucisk w żołądku, gdy nagle wśród miliona zabawnych statusów, setek memów, dziesiątek pięknych bobasów i jeszcze piękniejszych podróży, wśród zdjęć jedzenia przyprawiających o ślinotok, wśród politycznych wywodów i zdjęć z maratonów, widzę status tak smutny i tak tragiczny, że zaczynam czytać dalej i dalej. Status, komentarze, zdjęcia. Status taki jak dziś… o ukochanej, świeżo poślubionej żonie, która ginie w wypadku samochodowym. Brzmi melodramatycznie? Jak z babskiej książki lub wyciskacza łez? Niestety. Samo życie… Najpiękniejsze, a zarazem najbardziej podłe w pisaniu swoich scenariuszy.
Pamiętam z liceum ich oboje. Oglądam zdjęcia z podróży, z której wrócili tydzień temu!!! Uśmiechnięci, szczęśliwi, pełni życia. Mokre oczy, mokre policzki. Ktoś był, zawsze obok, zawsze z Tobą i nagle ciach – nie ma już nic. Takie sytuacja dzieją się codziennie, non stop, ale zawsze gdy dotykają kogoś, kogo znałeś lub kojarzyłeś, nawet sprzed lat, nawet dość słabo, uderzają obuchem w głowę…
Bo przecież to mógł być każdy z nas. Ja, Ty, Twoja ukochana żona, mój ukochany chłopak. Przecież my też mogliśmy właśnie wrócić z podróży życia, pełni nowych wrażeń, planów, opowieści i wspomnień. Dopiero zaczęliśmy wracać do rzeczywistości.. albo może już planować kolejną wyprawę. Też mogliśmy jechać gdzieś samochodem, w trasie, po Polsce… brzydka pogoda, śliska jezdnia, ciężarówka. Nawet nie wiesz, co się stało. Kilka sekund i wszystko się zmienia. Nie myślisz o tym na co dzień, prawda? Przecież Ciebie to nie dotyczy – czemu Ciebie miałoby to spotkać??? Tak myślimy wszyscy.
Irytujesz się zatem głupotami. Mówisz: „Ja już nie mogę! Mam dość, nie wytrzymam tego!”. Nie wytrzymam, że dziecko płacze po nocach, że starszak non stop choruje, że w pracy nie układa się tak jak powinno, że robota chociaż wymarzona wykańcza ilością zadań i wyzwań, że szef idiota, że z pracownikami nie można się dogadać, że brzuch masz za duży, że mieszkanie za małe, głowa boli 3 razy w tygodniu, a samochód się psuje. Mówisz: „Nie daję już rady”. Martwisz się błahostkami… Naprawdę nie dajesz rady? To postaw się w sytuacji tego chłopaka… Ma tyle lat co Ty. Albo trochę mniej albo 3 lata więcej. To On może powiedzieć „Nie wytrzymam tego”, nie Ty… Albo pomyśl, że jesteś nią. Promieniejesz na zdjęciach sprzed kilku dni i nagle: koniec, nie ma już nic. Nie zadręczaj się głupotami, nie przejmuj się pogodą za oknem, deszczem, problemami w pracy, niegrzecznym dzieckiem. Jeśli masz przy sobie ukochanych ludzi, masz przecież to, co najważniejsze. A reszta??? Jakoś się ułoży. Może nie w tej pracy, może nie w tym biznesie, może bez nowego mieszkania i w starym samochodzie. Może będziesz się czuć zmęczony, wykończony i nie wyspany milion razy, może będziesz za dużo pracował i miał za mało czasu dla siebie, ale wiesz co? Póki śmierć i choroba omija Ciebie i Twoich bliskich tak naprawdę masz wszystko. Doceń to nim będzie za późno…
To niestety nie pierwsza taka sytuacja w ostatnich miesiącach, gdy z różnych powodów umiera ktoś, kogo choć trochę znaliśmy, kojarzyliśmy sprzed lat, przyjaźnił się z naszymi znajomymi. Ktoś, kto miał tyle lat co my… 30, 32, 35… całe życie przed sobą. Planował ślub lub kilka miesięcy temu urodził dziecko. Takie sytuacje zawsze sprawiają, że dostajesz obuchem w głowę, że lecą Ci łzy na klawiaturę i obiecujesz sobie: zmienię to i tamto, nie będę małostkowy, nie będę się zadręczać głupotami… a potem zapominamy… w codziennym biegu.. aż do następnej takiej historii… tym razem zapamiętajcie to proszę na dłużej…Niech takie historie nie będą nam potrzebne, by przypomnieć, co jest najważniejsze.




14 Comments
Aleksandra Ryfa
Zakładamy, ze to co mamy jest nam dane na zawsze i to duży błąd, ale jak to zrobić, żeby w codziennym biegu nie zapominać o tym….? Tydzień temu w niemozliwie głupim wypadku straciłam ukochanego psa. Członka naszej rodziny, przyjaciela mojej córki. Nagła strata, której “niezakładałam” w naszym życiu. Od tej pory myślę i myślę, zaczynam doceniać to co mamy dziś, teraz, bo nie wiem co będzie jutro. Oby to bolesne doswiadczenie na stałe zmieniło nasze podejście do niektórych rzeczy.
Natalia
Masz rację, bierzemy to za niezmiennie, przejmujemy się głupotami, a warto czasem cieszyć się tym totalnie zwykłym dniem,choćby dlatego, że jesteśmy razem 😉
pooderniczka blog
Bardzo mądre słowa! Niestety, zbyt często bierzemy to, co najważniejsze – zdrowie, miłość, rodzinę – za pewnik, i przez to nie szanujemy i nie celebrujemy tak, jak należy… Docenianie ich, gdy ich zabraknie, to już zdecydowanie za późno. Dziękuję za ten post 🙂
Agnieszka R.
“Póki śmierć i choroba omija Ciebie i Twoich bliskich tak naprawdę masz wszystko. Doceń to nim będzie za późno” tego się trzymam od śmierci Mamy, szkoda że człowiek zaczyna rozumieć co jest tak na prawdę ważne gdy coś na prawde ważnego straci.
Natalia
Myślę, że wszyscy, którzy straciliśmy kogoś tak bliskiego jak Mama czy Tata, mamy to podejście mocno zapisane gdzieś głęboko w sobie.. jak tam u Was? Jak tam hiszpańska rzeczywistość? 🙂
Agnieszka R.
Oj tak, wszystko ma wpływ na nasze nastawienie. U nas jakoś leci, głównie z nieba deszcz:P Jesień zawitała niestety, mam nadzieje ze na krotko. A tak jak co roku już odliczam czas do wyjazdu na święta do Polski. A Wy jak tam rodzinka już w komplecie to najważniejsze Oby zdrowie Wam wszystkim dopisywało, a reszta jakoś pójdzie, chociaż czasem się wydaje ze ni chu chu 🙂
Agata S
Dobrze napisane… Tylko sama wiesz Natalka, że taka już zazwyczaj natura ludzka, że dopóki nie doświadczymy czegoś na własnej skórze to ciężko to wcielić w życie 🙁 Oby tym razem się udało! I mimo gorszych dni będzie udawało się przypomnieć, że zawsze może być gorzej i trzeba się cieszyć tym co się ma 🙂 Uściski dla Was i buziaki Dzieciakom :*
Natalia
Wiem, wiem, zapominamy bardzo szybko… ale warto się postarać, by pamiętać bardziej 🙂 całusy dla Was 🙂
Kasia ZapytajPoloznaPL
Natalia piszesz niezwykle poruszające teksty. Niestety podobnie jak Ty nie raz dowiedziałam się o śmierci równolatka… Bywa, że zobaczyłam na zdjęciu wśród osób zaginionych znajomą twarz. Są to te momenty kiedy wszystkie problemy nagle stają się błahe. Przecież prędzej czy później miną. Nie warto dawać im aż takiej wagi.
Wszystkiego dobrego dla Was.
Natalia
Dzięki Kasia! Dokładnie.. gdy widzimy kogoś znajomego w takiej sytuacji, nagle dociera do nas z całą siłą, że to mogliśmy przecież być my… że te wszystkie małe rzeczy nie mają znaczenia, że nie ma sensu się o nie zabijać, kłócić, psuć sobie humoru.. Wszystkiego dobrego dla Ciebie, pozdrowienia!:)
Julia
Natalia uwielbiam Twoje teksty <3 jesteś bardzo mądra osoba! Chciałam zapytać o cos zupełnie innego, nie wiedziałam pod którym tekstem, pomyslałam, ze moze tutaj, nie wiedziałam o czym bedzie… i teraz mi juz głupio. Ale moze zapytam jednak mimo wszystko. Czy planujecie juz jakaś dalsza podróż z dzieciaczkami? Dalsza mam na myśli poza Polskę, nie koniecznie drugi koniec świata 😉 ja mam córkę 2 lata i 8 miesięcy i synka 3.5 miesiąca. Miesiąc temu bylismy z nimi w Chorwacji samochodem. Było swietnie ale mieliśmy apartamenty w ośrodku przy samym morzu, z basenami, restauracjami. Wszystko na miejscu, troche pójście na łatwiznę;) zastanawiam sie czy z dwójka dzieci da sie ogarnąć wyjazd typu Rzym, Paryż, Barcelona… Tęsknie za wyjazdami gdzie duzo sie dzieję. Z córeczka bylismy w wielu miejscach, ale nie wiem czy z dwójka takich maluchów to możliwe czy bardziej sie umeczymy i bedziemy żałować. Jak myślisz? Jakie u Was plany? Ty masz starszego synka juz to moze tez łatwiej bo wiecej rozumie 🙂 pozdrawiam Was serdecznie i życzę samych pozytywnych myśli :*
Natalia
Hey Julia 🙂 dzięki 🙂 czy taka mądra to nie wiem, ale w pewnych sprawach mam dość sprecyzowane podejście do życia i uważam, że warto się nim dzielić 🙂
Jak najbardziej planujemy podróże z dwójką 🙂 i tak masz rację – nasz już jest duży i sporo pomaga:) nawet teraz wyjechaliśmy na pierwszy wyjazd do zakopanego ;)) planujemy może jakąś Andaluzję na Sylwestra i pewnie luty coś w Azji 😉 myślę, że wiele zależy od tego jakie macie dzieciaki, ale jeśli córka już przyzwyczajona do podróży to chyba nie powinno być dramatu?? 🙂 Zwłaszcza, że pierwsze kroki już macie za sobą:)
Kobieta w e-biznesie.pl
To moja koleżanka z klasy z liceum. Po tej informacji niemal przerwałam terapię, bo uznałam, że moje problemy są tyci. A potem zrozumiałam, że każdy z nas ma prawo zmagać się z małymi dramatami, bo tak to jest, na co dzień nie doceniamy, co nie znaczy, że ta szarość za oknem nie ma prawa dobijać. Dla każdego co innego jest tym kalibrem, mamy prawo do problemów, gdy inni przeżywają takie dramaty. Mamy prawo troszczyć się o siebie i ma prawo boleć nas głowa. Mamy prawo pokonywać codzienne trudności, które czasem nas przerastają, gdy innym wali się świat.
Natalia
Oczywiście masz rację, że mamy prawo do swoich problemów, ale myślę, że po takiej informacji czasem warto spojrzeć na swoje problemy z odpowiedniej perspektywy.. oczywiście są takie, które nadal będą i nadal warto się nimi przejmować, ale są też takie błahe, które nie powinny zajmować nam czasu i życiowej energii ..