Był wrzesień 2006 roku, a ja właśnie wyruszyłam w swoją pierwszą, prawdziwą podróż. Sama, z wielką walizką w jednej ręce i wypchaną do granic możliwości walizką podręczną w drugiej. Samolot. Przesiadka. Aż wreszcie autobus z lotniska i metro w Bilbao. Wokół mnie inny język. Znam go, ale jeszcze nie miałam okazji używać go na co dzień. Hiszpański Kraj Basków. Erasmus. Wszystko nowe, nieznane. Wynajęty pokój, kampus za miastem i codzienne dojazdy autobusem na uczelnię, podczas których zachwycam się baskijskimi krajobrazami. Weekendy w San Sebastian. Nowi ludzie, inne jedzenie, inne zapachy, smaki, inny język, nowe WSZYSTKO. Gdy pamiętam siebie z czasów „przed Erasmusem” aż dziwię się, że na taki krok się zdecydowałam! Dziś wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji! Otwierająca oczy, dająca siłę i wiarę we własne możliwości, rozbudzająca zainteresowania. Bo gdy sobotni wieczór spędzasz spacerując wzdłuż jednej z najpiękniejszych miejskich plaż w Europie, gdy wracając od znajomych podziwiasz zachwycającą bryłę Muzeum Guggenheima, a na weekend wyskakujesz do Walencji, Madrytu czy do Lizbony już wiesz, że podróże to najlepsze, co może się zdarzyć!

oczywiście San Sebastian! 🙂
Od tej chwili wiedziałam. Chciałam coraz więcej – jeździć, poznawać, być. Niecałe 3 lata później pojawił się Łukasz. Gdzie? W podróży 🙂 Wrocław, a potem dłuuuugi powrót do domu i długie rozmowy w pociągu. Już wtedy wiedziałam, że on też marzy o tym, co ja. Brzmi jak początek łzawego romansu, ale co ja Wam poradzę jak tak właśnie było ?:)
Szybko zaczęliśmy wspólne wyjazdy. Weekendowe wypady w Polsce, Praga, południowe Włochy, Sycylia, Barcelona, San Sebastian aż wreszcie totalnie zwalające z nóg, egzotyczne w każdym calu Indie. Setki zdjęć, tysiące przemierzonych kilometrów, dziesiątki zjedzonych wspólnie potraw. Podróże stały się istotnym elementem naszego życia, a kupowanie biletów lotniczych w korzystnej cenie jednym z hobby Łukasza.

pierwsza długa podróż – Włochy! 🙂
Gdy okazało się, że jestem w ciąży, nie zamierzaliśmy przestać. Podróżowałam w ciąży (pisałam o tym TU) i wiedzieliśmy, że chcemy podróżować z Maksem, chcemy zarażać go naszą pasją.
Czy już wtedy wiedzieliśmy, że pasja stanie się naszym sposobem na życie? Nie miałam o tym pojęcia! Gdy teraz cofam się myślami do swoich marzeń sprzed 10 czy 15 lat, nie mogę się nadziwić, że spełniły się w takiej formie. Cieszy mnie to za każdym razem, gdy wsiadam do samolotu, za każdym razem, gdy chłonę nowe miejsce, próbuję nowej potrawy. O tym, że pasja stanie się sposobem na życie nie wiedzieliśmy też, gdy zakładaliśmy bloga w jego pierwszej odsłonie. Późne lato 2011, podróż po Europie z niemowlakiem u boku i narodziny Widelcem przez świat. Gdy 1,5 roku później Widelec zmienialiśmy na Tasteaway, wprowadzaliśmy nowy layout, dbaliśmy o systematyczność wpisów i zaczęliśmy działać na Facebooku, już wiedzieliśmy – chcemy, by podróże były nie tylko sposobem na urlop i spędzenie weekendu, ale częścią życia. W bloga zainwestowaliśmy większość wolnego czasu, masę energii i sporo pieniędzy – nagroda przyszła całkiem szybka –już od jakiegoś czasu nasza pasja jest również naszym sposobem na życie. Nie jedynym, bo my tak nie umiemy 😉 Bo nadal mamy swoje firmy, bo nadal tworzymy nowe rzeczy, ale blog sprawił, że pracujemy i zarabiamy również robiąc to, co najbardziej kochamy – podróżując i poznając nowe smaki. Kochaj swoją prace, a nie przepracujesz ani jednego dnia – tak mówią. Wiem to za każdym razem, gdy robimy zdjęcia, gdy je wybieram, gdy piszę i dodaję nowy wpis na bloga.
Pasji, które mogą stać się sposobem na życie jest wiele. Czasem to podróże, czasem gotowanie, pieczenie ciast, szycie, sukienki, ubrania dla dzieci, moda, ukochany język, ukochany kraj, ulubiony sport. Znam całkiem sporo osób, które uznały, że to ich pasja będzie ich sposobem na życie. Sporo takich osób obserwujemy w blogosferze i niezmiennie patrzenie na nich budzi uśmiech. A jak jest u Was? Macie swoje pasje? Myśleliście kiedyś, by z pasji zrobić coś więcej niż hobby i sposób na spędzanie czasu wolnego? Próbowaliście? Powiem Wam jedno – spróbować zawsze warto! J A nuż się okaże, że właśnie spełniacie swoje marzenia?
Teraz macie dodatkowy impuls i motywację, by to zrobić 🙂 Weźcie udział w konkursie organizowanym przez markę SIEMENS i podzielcie się swoją pasją na stronie kocham-to.pl. Do wygrania m.in. bilety lotnicze (dla tych, co kochają podróże), sprzęty Siemens (dla miłośników gotowania i nie tylko), weekend we dwoje czy warsztaty motywacyjne wg autorskiej metody Biegun Marka Kamińskiego. Podzielcie się tym, co kochacie i wygrywajcie! 🙂
*post powstał we współpracy z marką SIEMENS



5 Comments
Aina liquiddreams.pl
U mnie też Erasmus zmienił wszystko o 180 stopni. Gdyby nie to po moich studiach pewnie pracowałabym dzisiaj w banku;)
Natalia
Oj tak, Ty na pewno coś o tym wiesz 🙂 zresztą ja zawsze wspominam to, co powiedział mi kiedyś Tomek o Erasmusie (ten Twój Tomek ma się rozumieć ;))… to już było po, on mieszkał w San Sebastian, a my byłyśmy z Ewą (którą też znasz z tego co wiem) na obozie surfingowym po francuskiej stronie. Przyjechaliśmy do Sanse, spotkałam się z Tomkiem, a on powiedział, że go na tego Eramusa ktoś namówił i strasznie się cieszy, bo czuje jakby dopiero teraz otworzył oczy, a wcześniej żył z zamkniętymi 😉 myślę, że to świetne podsumowanie;))) pasja i marzenia – tego się trzymajmy 🙂
Aina liquiddreams.pl
dokładnie:)
Ashika pl
Ja miałam kilka koncepcji na przemianę pasji w pracę, żadna na razie do końca nie wypaliła, ale nadziei nie tracę 🙂
Natalia
Nigdy nie mów nigdy, może właśnie wkrótce uda się spróbować? jaki miałaś plan? 🙂