Mówią, że Borys Szyc restaurację w Warszawie na Mokotowie otworzył. Podobno było huczne otwarcie i sesja w jednym z magazynów kobiecych. Tabloidy i inne “plotki” zaprzeczają: to nie Szyc, to tylko chwyt marketingowy, powołują się na KRSy i weszą podstęp jak to zwykle tabloidy mają w zwyczaju… I w zasadzie nie wiadomo, jak z tą Akademią jest, ale czy to najbardziej istotne? Oczywiście, że nie! Kluczowe jest co i jak można tam zjeść…

Do Akademii wybraliśmy się w piątkowy wieczór na kolację ze znajomymi. Pomysłodawczyni miejsce już testowała, więc i my zdecydowaliśmy się zobaczyć co i jak. Efekty? Kolacja na bardzo dobrym poziomie, potrawy smaczne, bez przerostu formy nad treścią, wystrój odpowiadający naszym gustom, atmosfera miła, tylko ceny dość wysokie… To streszczenie dla opornych, teraz rozwinięcie dla spragnionych szczegółów 🙂

 

chleb, oliwa, Akademia Borysa Szyca

chleb z oliwą – niezbędny początek

 

Restauracja mieści się na rogu Różanej i Puławskiej, gdzie kiedyś znajdował się bodajże sklep metalowy, czego nie omieszkał nam przypomnieć taksówkarz, a co ja z pamięci małej dziewczynki chodzącej w okolicy z babcią na spacery jakimś cudem wydobyłam. Po sklepie metalowym nie zostało już nic, wnętrze jest lekkie, ciepłe, przyjemne, utrzymane w bieli, delikatne i nawet trochę… kobiece? Nie pogardziłabym takim wystrojem we własnym mieszkaniu i może dlatego już od wejścia poczułam się w Akademii całkiem dobrze. Górne piętro daje szansę na odrobinę intymności i kolację w kameralnym gronie, a pan grający na pianinie tworzy przyjemny klimat. Chociaż ceny stosunkowo wysokie, w piątkowy wieczór w restauracji jest pełno.

 

Karta krótka i bardzo prosta. Nazwy dań zamiast wyszukanych opisów i niezrozumiałych, obco brzmiących słów mają jasne wskazania: Kurczak / Jagnięcina / Dorsz / Halibut / Dziczyzna… bardziej wylewnie opisane są przystawki. W karcie znajdziemy również dodatki (część dań komponujemy sami) oraz 2 rodzaje makaronu. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Zaczęliśmy od przystawek…

 

grillowana ośmiornica, granat, Akademia Borysa Szyca

na początek ośmiornica z granatem

 

Grillowana ośmiornica z salsą z granatu i curry – ciekawa i smaczna, chociaż ja zawsze pozostanę miłośniczką sławnej pulpo a la gallega – prostej, wręcz przaśnej ośmiornicy z ziemniakami, doprawianej papryką. Dalej testujemy przegrzebki z pieczonym boczkiem oraz kawiorem jabłkowym

 

przegrzebki, małże św. Jakuba, Akademia Borysa Szyca

przegrzebki z pieczonym boczkiem i kawiorem jabłkowym

tatar, jajka przepiórcze

jest i tatar!

 

Na dania główne wszyscy zgodnie wybraliśmy ryby i wszystkie smakowały świetnie. Z karty halibut, podawany z tapenadą z czarnych oliwek i pomidorkami koktajlowymi oraz dorsz z migdałami. Osobno dobieramy dodatki (10 zł za dany dodatek): grillowane warzywa, domowe frytki, karmelizowane marchewki, szpinak, puree … Zarówno frytki, jak i grillowane warzywa spisały się świetnie.  Zdecydowaliśmy się również na danie spoza karty: piotrosza z puree ze szczypiorkiem oraz jajkami przepiórczymi.

 

halibut, Akademia Borysa Szyca

halibut, pomidorki i tapenada z oliwek

dorsz, Akademia Borysa Szyca

kolejna bardzo dobra pozycja rybna: dorsz

 

Na koniec przyszedł czas na desery. Niestety w naszych 4 brzuchach miejsca starczyło nam tylko na dwa: delikatny, puszysty sernik, wręcz mus, pięknie podany z kulką sorbetowych lodów na górze oraz brownie z bitą śmietaną i owocami. Uwagi? Trochę za dużo bitej śmietany, a za mało brownie. Poza tym desery w pełni zaakceptowane!

 

sernik, sorbet, Akademia Borysa Szyca

chyba z tych dwóch deserów, to właśnie sernik zasłużył na miejsce 1

brownie, deser, Akademia Borysa Szyca

dla osób, które nie wyobrażają sobie deseru bez czekolady

 

Usatysfakcjonowani smakowo, najedzeni, uśmiechnięci i w świetnych humorach jak na piątkowy wieczór przystało, opuściliśmy Akademię. Dobre miejsce na piątek – nastraja pozytywnie. Mniej pozytywnie poczuły się może nasze portfele – na osobę koszt kolacji to około 150 – 200 zł. Z małym zastrzeżeniem: górna granica to koszt kolacji z winem, systematycznie dolewanym przez kelnera. Więc może to wino winne było gorszym humorom naszych portfeli??? Na nasze humory wpłynęło tylko pozytywnie 🙂 Dziękujemy towarzyszom wieczoru – na pewno do powtórki! 🙂