Moje dzieci się brudzą. Latem mają buzie umazane lodami i lepkie palce. Czasem wycieram resztki czekoladowych lodów nawet z uszu i łokci. Mają brudne kolana i stopy, bo właśnie biegały po piasku albo grały w piłkę na trawie. Czasem mają plamy na koszulkach, podarte dresy i łaty na kolanach. Czasem zasypiają w samochodzie w ubraniu, bo za długo skakały na trampolinie, biegały po parku czy na placu zabaw, a ja tylko przekładam je do łóżka. W ubraniu. Bez mycia. Zwykle mówię sobie, że umyją się rano…. albo i nie.
Moje dzieci jedzą czekoladę. Jedzą lody. Czasem te najlepsze, rzemieślnicze, z wanilią z Madagaskaru i prawdziwą czekoladą. Czasem te zwykłe, sklepowe, na których skład nawet nie patrzę, bo wiem, że po przedszkolu czasem największe marzenie to iść na lody tam, gdzie idą wszyscy. Czasem jedzą frytki, czasem naleśniki z Nutellą. Kupuję im jajko z niespodzianką i Kinder Joy. Dlaczego miałabym odmawiać im czegoś, co mnie tak bardzo cieszyło jak byłam mała??? Może one również przekażą swoją kolekcję uroczych figurek tak jak ja im przekazałam swoje żółwiki i hipopotamy, na które polowałyśmy z przyjaciółkami, kupując jajka z niespodzianką 25 czy 28 lat temu? Chrupią chrupki kukurydziane, w kinie popcorn, a po przedszkolu czasem dostają w łapkę bułę. Tę zwykłą. Kajzerkę. Bez miliona ziaren, za to z dużą ilością glutenu. Czasem ta buła cieszy najbardziej. Moje dzieci jedzą płatki śniadaniowe, nie owsiankę. Ja w ich wieku też owsianki nie lubiłam. One też kiedyś przestaną lubić płatki i zaczną jeść owsianki, omlety i kanapki z awokado…. No dobra, Jagoda już teraz jest fanką awokado 😉
Moje dzieci bawią się tym, co im się podoba, a nie tym, co podoba się mi. Po jednym drewnianym super hiper parkingu z drewnianymi samochodzikami, którym Maks był średnio zainteresowany przestałam kupować zabawki, bo tak pięknie wyglądają. Kupuję zabawki, które uwielbiają oni. Kolorowe, plastikowe, czasem głośne. Wcale ich nie lubię i czasem narzekam. Bo znów cała podłoga jest w Lego albo Nerf strzela w lampę. Albo ciastolinę ktoś wtarł w dywan. Mówię: koniec z tym! Ale potem kupuję kolejne. Bo to przecież jego największe marzenie i tak bardzo chce to mieć. Nie mam salonu jak na pięknych zdjęciach z pinterest. Nasza kanapa ma ślady flamastrów, długopisu i wylanego kakao. Marzę o nowej, ale poczekam aż oboje trochę dorosną. Nie chciałam, by ich zabawki były wszędzie, chciałam, by siedziały grzecznie w swoim pokoju, ale przecież te kolorowe klocki, małe książeczki o piesku, pandzie i kotkach, ten pluszowy kot bardziej szary niż rudy nie będzie z nami zawsze. Tak jak ten patyk w samochodzie, którego nie lubię, ale jeździ z nami już kilka tygodni. Ich pokój nie wygląda tak pięknie jak te na zdjęciach na Instagramie. Trochę mi szkoda, bo marzyłam o uroczym pokoiku, ale wyglądał tak przez pierwsze 3 miesiące. Przy jednym dziecku.
Moje dzieci noszą koszulki z bohaterami z bajek i czapkę z Minionkiem. Jeśli Jagoda wpadnie w fazę różu, kupię jej różową spódniczkę, koszulkę i opaskę z brokatem. A co! Ja wiem, że podobno gust trzeba wyrabiać od małego, ale dziwnym trafem mało mam znajomych, którzy nadal noszą różowe opaski z brokatem. Mam mało kolegów, którzy codziennie chodzą w dresach albo w stroju piłkarskim. Kiedyś chciałam mojego synka ubierać w Zarze – w te urocze dziecięce dorosłe ubrania. W dżinsy, koszulę i fajne buty. Jego dżinsy drapią, koszula uwiera, a od fajnych butów woli przymałe korki. I co? I nic. Przestałam z tym walczyć. To minie zanim się obejrzę.
Moje dzieci oglądają bajki. Nie lubię, gdy robią to zbyt często i za dużo, ale wiem, że ja też lubiłam bajki w ich wieku. Pamiętam Smerfy, kaczki z Kaczogrodu i Gumisie. Nie chciałam ich oglądać, jak byłam nastolatką. Chciałam je oglądać, mając kilka lat. Lubiłam to i wiem, że moje dzieci też lubią.
Moje dzieci szaleją na placu zabaw. Skaczą na trampolinie. Nie mówię im: przestań, bo się zmęczysz. Przestań, bo się spocisz. Usiądź. Nie rób tak. To właśnie ten czas, kiedy mogą z tych radości korzystać bez końca. Cieszyć się kawałkiem metalu, po którym zjeżdżasz i robisz „łiiii”. Babrać się w piasku. Bujać na huśtawce. Nie mówię: nie rób tak, bo się pobrudzisz. No i co z tego? Przecież mam pralkę i proszek do prania.
Moje dzieci to dzieci. Czasem mam wrażenie, że ostatnio zapominamy, jak to było, gdy byliśmy dziećmi. Biegaliśmy po podwórku, jedliśmy kolorowe lody, różowe gumy do żucia, piliśmy oranżadę albo jedliśmy ją w proszku. Cieszyliśmy się jajkiem z niespodzianką. Babraliśmy się w ziemi, szukając skarbów lub robiąc widoczki. Zbieraliśmy swoje małe „skarby”, które dla naszych rodziców też były niewiele wartymi śmieciami, które najlepiej wyrzucić do kosza. Oglądaliśmy bajki i nie zawsze jedliśmy zdrowe bio. Jedliśmy cukier. Mieliśmy brudne bluzki i dziurawe spodnie i tak, wyrośliśmy na ludzi. Nie mówcie mi, że kiedyś było inaczej. Owszem było! Ale to nie powód, by zmieniać wszystko. By wszystkiego zabraniać. Z Wszystkiego rezygnować. Rozsądek. Umiar. Równowaga. To jest to, co powinniśmy zapewnić naszych dzieciom. To nasz obowiązek jako rodziców. Zabranianie dzieciom wszystkiego, bo słodkie, szkodliwe, możesz się pobrudzić, możesz się zmęczyć, może nogę złamiesz, to żadne rozwiązanie. Dajmy dzieciom być dziećmi. Dajmy dzieciom być dziećmi takimi jak byliśmy my. Jak chcieliśmy być. Pamiętajmy o tym, co sprawiało, że skakaliśmy z radości. Pamiętajmy, co było naszym ukochanym daniem i ukochanym deserem. O czym marzyliśmy, idąc z mamą do sklepu. I dajmy to naszym dzieciom. To nie patologia, to nie wyrodni rodzice, to NORMALNE DZIECIŃSTWO.



20 Comments
Izabela Witorzeńć
Od kiedy Julek skończył mniej więcej dwa lata przestałam mu reglamentować czekolade i słodycze w ogóle w jakikolwiek sposób. I wiesz co? On nie rzuca sie na widok czekolady w gościach jak dzieci, które widzą ją raz na tydzień lub rzadziej. Nie widzi różnicy między “złą czekoladą” A “dobrą marchewką”. Czasem zje sobie jedno ciastko a potem jabłko i banana i popchnie kabanosem. A potem pop corn 🙂 póki co nie daję mu tylko picia gazowanego i chipsów (Ale chrupki juz tak). W żłobku nigdy nie miał żadnego problemu z jedzeniem, więc myślę że przy drugim dziecku podejścia nie zmienię.
A co do TV i bajek – tu niestety popełniliśmy gdzieś błąd. Jeśli jesteśmy w domu TV jest często włączony na bajkach przez cały dzień – Julek bawi się autami, układa puzzle i w ogole ma mnóstwo pomysłów, ale w tle gdzieś musi jeszcze lecieć bajka. Chcialabym to zmienić ale póki co nie umiem. 🙁
Natalia
Powiem Ci, że u nas wiele pomogło pozbycie się całkiem TV 😉 jak Maks był mały też jakoś często włączałam te bajki, no bo TV stoi.. kiedyś sobie coś włączaliśmy by grało.. potem włączałam mu, bo np. musiałam się wykąpać i wyszykować rano, więc wolałam by oglądał, a nie coś kombinował jak nie mam nad nim kontroli ;)) ale jakoś potem zrezygnowaliśmy z TV (stał telewizor do filmów) i szybciutko się przestawił 😉 myślę, że dzieciaki najpierw pojęczą, ale szybko zapominają 😉
Joanna Musialak
Ten wpis przypomniał mi nasze pieczenie tortu na roczek. Mały nie jest alergikiem, ale mimo to chcałam zrobić Legal-Bobo-Ciasto – takie bez glutenu, bez cukru, bez tłuszczu, a zarazem smaczne i atrakcyjne dla Tymka. Wypróbowałam co najmniej 5 przepisów- na jaglance, na bananach, na jabłkach, słodzonych daktylami, morelami… Niestety Tymek krzywił się na sam widok, natomiast prostym biszkoptem z owocami zajadał się z uśmiechem :). Bałam się, że jak spróbuje cukru to owoce pójdą w odstawkę, ale nadal wciąga je w ogromnych ilościach, nie gardząc nawet kwaśnymi porzeczkami.
Natalia
🙂 Podziwiam!!! 🙂 Ambitnie!!! 🙂 na pewno od takiego ciacha nie zmieni zwyczajów 🙂 chociaż powiem tak – u wielu dzieci obserwuję, że czasem małe jedzą więcej, a potem jakoś gusta im się zmieniają… niekoniecznie przez cukier 🙂 w końcu my też nie lubimy wszystkiego i mamy swoich faworytów 🙂 Naszego syna najbardziej na 7 urodziny ucieszył tort… z sushi!!! 🙂 potem dojadł prawdziwym, z naszej cukierni 🙂 słodkim, ale przynajmniej z najlepszych składników:)
Mag Juk
Ojej, miała identycznie z tortem na roczek 😀 Trzy zdrowe mi nie wyszły, po czwarty – ten właściwy – poszłam do cukierni ;p
Agata S
Nie zapominaj o parówkach! I jedzeniu rzeczy, które upadły na ziemię i nie zdążyłaś policzyć do 3:):):) A tak poważnie to jak patrzę na te wszystkie mody “zero glutenu/cukru/czekolady/słodyczy itd.” to stwierdzam, że ciężko być dzieckiem… Bo kiedy jeść to wszystko jak nie właśnie będąc dzieckiem? I rzeczywiście jest coś w tym, że dzieci, którym zabrania się wszystkiego spuszczone na chwilę z oczu rodziców pochłaniają niedozwolone produkty w strasznych ilościach. Znam takich 4-latków, którzy sami z siebie proponują, że zjedzą czekoladę a potem szybko umyją zęby, żeby mama nie wyczuła…smutne i nie o taki efekt chyba tym rodzicom chodzi?
Natalia
Spryciarze 🙂 Takim przypadkiem była moja mama jak była dzieckiem… Babcia, dentystka, zawsze im wydzielała maleńkie porcje czekolady, obowiązkowo ze szklanką mleka. Gdy moja mama miała już swoje fundusze, szła po całą tabliczkę. Myślę, że nie ma znaczenie czy to lata 60 czy obecnie, ale taki schemat jest nadal możliwy… ja tabliczki nigdy nie zjadłam (no dobra, może w ciąży;))), ale też nie miałam jakoś szczególnie wydzielane jako dziecko 🙂 Mam wrażenie, że dziś tak poszaleliśmy, że niektórzy nawet ten post zrozumieli źle 😉 Jako nawoływanie, by dawać dzieciom słodycze 😉 A mi chodzi tylko o zdrowy rozsądek i też mówię, że na dziś wystarczy 😉 Nie jedz, zostaw, za dużo słodyczy 😉
mariposa linda
Dobrze, że o tym piszesz, bo trzeba nas, matki, uświadamiać 😉 Ale myślę, że i tak każdy musi dojść do tego sam… Ja na początku też miałam różne dziwne “zasady”, których starałam się bez sensu trzymać, głównie ze szkodą dla siebie. Dopiero po jakimś czasie zaczełąm luzować, a naprawdę jest to trudne, kiedy niemal z każdej strony zalewają Cię właśnie takie opinie, zasady itd., których “należy” “bezwzględnie” przestrzegać.
Natalia
Oj tak, w obecnych czasach.. ciągle coś trzeba, ciągle coś powinnaś, szczególnie jak jesteś matką 🙂 Ojciec to zwykle mistrz jak da parówki, bułę i ogarnie rzeczywistość z dziećmi o poranku, a u nas powinna być owsianka, zdrowe smoothie, lektura o poranku, itd 😉 Luz nas tylko może uratować:)
Chica Mala
Jestem dokładnie tego samego zdania. Nie mniej w kwestii jedzenia to i tak najpierw proponuję to, co jest zdrowe i chwilowo moja córka woli kaszkę manną na mleku czy owsiankę niż jakieś słodkości. Nawet lodów nie chce jeść zbyt dużo. Natomiast uwielbia sushi ? I Kinder niespodziankę ?
Natalia
Wiadomo – pewnie nikt z nas nie podtyka najpierw czekolady 🙂 ale myślę, że tak jak my lubimy odrobinę luzu na nasze pyszności tak i dzieci to lubią 🙂
Muffin Case
Cudowny wpis!
Natalia
Dzięki 🙂
KlaudiaB.
Ja własnie też nigdy nie patrzę na moje malutkie diabełki przez pryzmat “ja matka z 30 na karku” tylko “ja malutka, która uwielbiała oglądać w kółko jeden i ten sam odcinek Gumisiów” i wtedy jakoś mniej się denerwuję jak starsza chce znowu oglądać Binga o huśtawce… (niektóre kwestie znam już na pamięć :D)
Natalia
🙂 ooo oglądacie tez Binga?? 🙂 To ulubiona bajeczka Jagody 🙂 W zasadzie jedyna, którą chce oglądać 🙂 właśnie teraz z Maksem oglądają po śniadaniu ;))
KlaudiaB.
U nas też Bing rządzi 🙂 chociaż ostatnio czasem jak na youtube w podpowiedziach zobaczy Teletubisie to mówi Lalala żeby jej puścić ?
paulina
Cudny wpis 😀 Wyobraziłam sobie ulicę pełną trzydziestolatków w brokatowych opaskach i strojach piłkarskich 😀
Mam 10 lat młodszego brata, jak miał gdzieś 5-6 to marzył o takich butach , które świecą przy każdym kroku . Ja zbuntowana nastolatka słuchająca grunge tłumaczyłam mu cierpliwie , że to obciach… a to było chyba jedyne życzenie, które jako dziecko tak sprecyzowanie wyraził… minęło 20 lat , on tego nawet nie pamięta za to ja nie mogę odżałować 🙁 i chociaż nie lubię różu to córka , o ile wyrazi tylko zainteresowanie, będzie nosiła różowe ! W sierpniu skończyła roczek i tort był z DESEO, przejechał pół Polski, bo uznałam, że te urodziny to bardziej i tak są dla nas a cukrowe świnki pepy to będą za rok i co ? wrąbała pół mojego kawałka AZII , chociaż nigdy wcześniej nie jadła cukru 😀
Natalia
wow, super :))) gdzie ten tort wieźliście??? 🙂 to prawda czasem dzieciaki mają absurdalne życzenia… absurdalne dla nas dorosłych :))) a jednak czasem warto im na to pozwolić 🙂 zaraz się okaże, że dziewczyny będą mieć 13 lat i będą chciały być na diecie ;))) Moja siostra cioteczna miała chyba 11 lat jak się postanowiła zdrowo odżywiać!! a to był rok 1993!!!! 😉 nie wiem skąd to wtedy wzięła.. czy od mamy czy gdzieś ze szkoły (od 1991 mieszkają w Stanach)… Co do Azii, to nawet podziwiam – dzieciaki nie zawsze lubią, bo jednak czuć nieco imbir 😉 mój Maks najbardziej kocha za to kawowe Latte – też mało dzieciowy smak 😉
Mag Juk
No to ja bym teraz bratu znalazła takie dorosłe na święta. Takie katharsis 😉
Mag Juk
Kurczę, zawstydził mnie ten tekst. Bo rzeczywiście trochę odmawiam dziecku słodyczy albo mocno kontroluję bajki. Patrząc z perspektywy nie rodzica a mnie – małej dziewczynki, nie jestem z siebie zbyt dumna…