Przychodnia. Siedzimy z Maksem w poczekalni i odliczamy minuty, by odczekać obowiązkowe 30 minut po szczepieniu. Pusto, jesteśmy tylko my i jakaś mama z maleństwem na rękach. Wózek prowadzi babcia Nie wiem, ile ma maleństwo. Tydzień, a może dwa? To ten wiek, o którym tak strasznie szybko zapominasz i nawet mając kilkumiesięcznego bobasa komentujesz z niedowierzaniem: „Ojej, już nie pamiętam, jak mój był taki mały!”. Maluszek popłakuje. Chyba wyszli z ważenia. Pielęgniarka przypomina, by zgłosili się na kontrolę wagi w poniedziałek. Szybko – myślę… przecież już piątkowe popołudnie. Z rozmowy wynika, że maluch źle przybiera. Znów popłakuje. Mama i babcia zastanawiają się, co robić i wtedy pada komentarz, który mnie dziwi i wyrywa na dłuższą chwilę z rozmowy z Maksem. „Przecież nie będziesz tu karmić!”. Aż mam ochotę powiedzieć: Jak to NIE TU? Czemu NIE TU? Jest kameralnie, cicho, wygodnie. Można usiąść bez obawy, że stanie nad Tobą kolejka pacjentów, można przewinąć malucha, bo jest też przewijak. Nikt nie będzie się dziwnie patrzył, bo przychodzą tu przede wszystkim inne matki, ewentualnie ojcowie. Czemu zatem NIE TU? Zwłaszcza, gdy masz na rękach popłakujące, malutkie dziecko. Dziwię się i nie rozumiem.
Tak jak nie rozumiałam moich koleżanek, które na czas karmienia wracały ze spaceru do domu, które wychodziły z restauracji, by schować się z dzieckiem w dusznym samochodzie, które szukały toalety, by tam zabrać malucha. Nie rozumiałam, gdy Maks był mały. Nie rozumiem nadal, gdy Jagoda powoli wyrasta z karmienia piersią w miejscu publicznym – jest już po prostu „duża” i nasze jedzenie w dzień jest dla niej bardziej fascynujące niż mleko.
A potem, kilka tygodni po wizycie w przychodni, czytam komentarz na profilu Tasteaway na Facebooku. Spontanicznie wrzucone zdjęcia, na którym karmię Jagodę. Kilkadziesiąt życzliwych, pozytywnych komentarzy i ten jeden. Z pretensją, z obrzydzeniem, czy już z hejtem? „Po co pokazywać takie wielkie cyce całej Polsce? Trochę intymności i klasy.” Trochę się śmieję, bo nie sądziłam, że Tasteaway czyta już cała Polska! Trochę się śmieję, bo… szczerze? Natura nie obdarzyła mnie szczególnie dużym biustem, więc wielkie cyce to chyba komplement… albo potwierdzenie, że na tym odartym z intymności i klasy zdjęciu wcale ich nie widać. Trochę się śmieje, że i u nas czasem pojawi się sławny hejt. Ale bardziej się martwię. Bardziej się smucę. Właśnie przez takie osoby wiele kobiet nie chce karmić w miejscu publicznym. Właśnie przez takie osoby stresują siebie i dziecko, gdy w kryzysowej sytuacji muszą najpierw się schować, a dopiero potem dać jeść płaczącemu maluchowi. Przez takie komentarze chowają się w śmierdzących toaletach, w których same raczej nie zjadłyby nawet małej przekąski, a dziecko zabierają tam na obiad. Komentarze absurdalne. Głupie. Krzywdzące. Przykre. Chyba jeszcze bardziej bolesne, gdy wypowiada je kobieta, po której chyba niesłusznie oczekujemy empatii, życzliwości i rzekomej solidarności jajników. Komentarze, po których co najmniej kilka dziewczyn zastanowi się kilka razy czy nakarmić malucha w galerii handlowej, restauracji czy w pociągu.
A ja wszystkim, którzy takie komentarze wygłaszają mówię: a FIGA i NIEDOCZEKANIE! Karmiłam piersią w miejscach publicznych w 2011 i w 2017. W restauracji, w samolocie, na lotnisku, w pociągu, w tuk tuku w Bangkoku, na łódce gdzieś w Tajlandii, w Rzymie, jedząc pizzę, we Francji na barce, w Dubaju, zajadając lokalne przysmaki i w Hiszpanii nad kalmarami. Na promie na Koh Samui podczas ulewy, na plaży na Koh Lipe, przy sushi w centrum Tokio, w Meksyku i w Moskwie. Wszędzie, gdy była taka potrzeba. Zawsze, gdy była taka potrzeba. Niezależnie od miejsca, kraju, miasta, towarzystwa, pogody. Karmiłam dziecka 2 tygodniowe, półroczne, ale karmiłam też 10 miesięczne. Latem i zimą. I nie, nie dlatego, że lubię „wywalać wielkie cyce” na widok gapiów, że chciałam epatować „gołym cycem” i „wielkim sutkiem”. Karmiłam z jednej, banalnie prostej przyczyny. Przyczyny, którą rozumieją chyba wszystkie ssaki, tylko człowiek ma z tym problem. Karmiłam, bo potrzebowało tego moje dziecko. Karmiłam, bo było głodne. Karmiłam, bo chciało się napić. Gdy ja jestem głodna, gdy chce mi się pić, nie czekam. Nie biegnę szybko do domu, nie chowam się do toalety, nie narzucam na głowę koca, by nikt nie widziałam, że SKANDAL! ONA WŁAŚNIE NAPIŁA SIĘ WODY! Kupuję kanapkę, bułkę, przekąskę i jem. Kupuję wodę, sok, herbatę i piję. Tak samo jest z dzieckiem, zwłaszcza tym małym, które żywi się tylko mlekiem mamy. Też chce jeść, też chce pić, tylko ma trochę mniejszą cierpliwość niż my J
Poza wspomnianym komentarzem z Facebooku NIGDY nie spotkały mnie z tego powodu nieprzyjemności. Ani w Polsce, ani w Hiszpanii, Francji, Tajlandii, Meksyku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Japonii, Belgi, we Włoszech, w Czechach czy w Portugalii. NIGDY nikt nie wyprosił nas z knajpy. Nie patrzył z obrzydzeniem. Nie wyśmiewał. Nie próbował wypatrzeć gołych piersi, bo raczej nie ma na co patrzeć – jak 90% matek karmiących w miejscach publicznych, robię to dyskretnie, bo wbrew temu, co mówią przeciwnicy karmienia piersią w przestrzeni publicznej, zdecydowana większość kobiet karmi, by nakarmić dziecko, a nie po to, by epatować golizną.
Niby to wszystko zostało już powiedziane, ale powiem i ja. Przestańmy uciekać, chować się i przepraszać, że żyjemy. Przestańmy przepraszać za to, że nasze dzieci też muszą jeść. Jak ja, Ty czy pani od mądrych komentarzy. Przestańmy chować niemowlaki pod kocem czy pieluchą, chyba, że naprawdę tego dnia mamy złe ubranie i inaczej się nie da. Przestańmy chować się w śmierdzących toaletach czy dusznych samochodach. Nie zmieniajmy swoich planów tylko dlatego, że teraz jest jego pora karmienia, a nie będę karmić w restauracji”. Przestań przepraszać, że żyjesz, że masz na stanie niemowlaka i nie chcesz być z nim zamknięta w domu. Pokazujmy innym, że karmienie piersią w miejscach publicznych jest normalne. Że nie trzeba się go wstydzić, ale też nie trzeba robić wokół niego szumu. Nie trzeba wywalać cyca. Nie trzeba świecić sutkami. Można nakarmić dziecko dyskretnie, ale bez konieczności ukrywania się niczym przestępca robiący coś zdrożnego. Można karmić z klasą. Można karmić, dbając o intymność swoją i dziecka. A jeśli komuś nie pasuje, proste – niech się nie patrzy. Bo czy Ty przyglądasz się, jak kroi i przeżuwa kotlet albo jak popija wino? Nie!
Im więcej będzie nas, matek z dzieckiem przy piersi w miejscach publicznych, tym mniej będzie tych maluszków zapłakanych, bo „przecież nie będziesz tu karmić!”. A może i mniej będzie tych złośliwych i przykrych komentarzy, gdy wreszcie karmienie piersią w restauracji, w pociągu czy w parku będzie czymś normalnym? OBY!




31 Comments
panidorcia
Ostatnio miałam swój pierwszy raz jeśli chodzi o karmienie publiczne. I nigdy tego nie zapomnę, bo to było w kaplicy na katachezie przed Chrztem Świętym 😀 Mała domagała się jedzenia, więc nie miałam serca jej odmówić, a wyjść nie za bardzo mogłam. Zasłoniłam się pieluszką i jakoś poszło 🙂
I ze trzy razy zdarzyło mi się karmić w aucie na parkingu, bo mąż idzie na szybkie zakupy, a my czekamy. Nie jest to fajne, duszno, gorąco, niezbyt wygodnie. Ale trudno, mus to mus 🙂
Pozdrawiam!
Monika (Ekomatka)
Wow, super! 🙂 Moja znajoma też często karmi w kościele, idzie wtedy na zakrystię. Ostatnio w “obcym” kościele też poszła nakarmić córkę i nikt niczego złego nie powiedział. W końcu na obrazach też jest karmiąca Matka Boska 😛
Natalia
Jakby w kościele ktoś zwrócił uwagę, to bym chyba całkowicie straciła szacunek do tej instytucji:/
Rafał Sionkowski
u dominikanów na Służewcu jest nawet specjalny fotel i parawanik dla matki więc jest całkiem nieźle 🙂
panidorcia
No dokładnie i to Ona mi dodała odwagi 😀
Niedoskonała Mama
Dziwią mnie matki, które chodzą jak cień za swoimi córkami, żeby je krytykować w sprawie wychowywania dzieci. W opisanym przypadku stres młodej mamy i możliwy brak pokarmu nie dziwi. Kobieta nie czuje się pewna w tej roli, a wszystkowiedząca mama lub teściowa ją dołuje i zawstydza.
Natalia
to temat na kolejny artykuł 🙂 masz rację – to nie jest potrzebne 🙂
Toffi_kowa
A ja tez karmilam wszedzie gdzie tylko moje dziecko potrzebowalo: w parku, w supermarkecie na lawce, w kinie, w restauracji czy w kosciele. I drugie dziecko tez bede karmic bez ukrywania sie w toalecie. A gole cyce i tylki na reklamach na kazdym kroku to nikomu nie przeszkadzaja tylko jak zwykle…matki.
Gosia
Nie wyobrażam sobie by nie nakarmić dziecka. Karmię córkę w każdej sytuacji gdy tylko jest to konieczne. W restauracji, w parku a nawet w kościele może dlatego że chodzimy do Dominikanów a tam są nawet fotele do karmienia. Nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi. To chyba jest w głowach tych matek. Zazwyczaj widzę uśmiech i aprobatę. Ale mieszkam w Warszawie może inaczej jest w mniejszych miastach.
Natalia
Nie wiem skąd była pani, która wrzuciła komentarz na fcb.. 🙂 mnie też nigdy nie spotkało nic nieprzyjemnego, ale wiem, że sporo dziewczyn nie chce karmić publicznie własnie bojąc się reakcji. Fotele do karmienia w kościele? To są naprawdę kids-friendly 🙂
Kinga
Mieszkam w UK I karmie wszedzie. W parku, restauracji, aptece, jak dxiecko glodne to ma sie zaplakac? Na szczesvie turaj nikt nie patrzy na to z obrxydzeniem…
Natalia
Ja na szczęście bezpośrednio z taką sytuacją też się nie spotkałam.. ale dziewczyny pisały pod postem na FCB o różnych doświadczeniach:/
Majkel
Lubie Wasze wpisy i zarówno te dotyczace restauracji jak, i podróży. Dużo podróżuję po świecie, gdyż taką mam pracę, ale prywatnie też lubię, mieszkałem za granicą, jestem typem “open minded”, ateistą, lewicowy, totalnie tolerujacy obce kultury i wszelkie mniejszości czy to seksualne czy etniczne, ale jestem totalnym przeciwnikiem karmienia w miejscach publicznych, a jeżeli chodzi o robienie tego w restauracji to już totalnie budzi we mnie obrazę i uważam, iz ta osoba nie zna podstawowych zasad kultury.
ola
Majkel, czy wiesz, że noworodki i niemowlaki jedzą często co 2-3h? Że nie piją wody, bo mleko mamy to nie tylko jedzenie, ale i napój? Kobieta niekarmiąca w miejscu publicznym, nie byłaby w stanie iść na dłuższy spacer, wybrać się do restauracji czy podróżować (a to takie przyjemne, sam to lubisz). Uważasz zatem, że matki nie mają do tego prawa, bo karmiąc w miejscach publicznych psują twoje poczucie estetyki? Twoje subiektywne odczucia wpływają na to, że klasyfikujesz karmienie w miejscach publicznych jako brak dobrych manier. Jakim żałosnym megalomanem jest człowiek, który przy takim komentarzu podkreśla, że mieszkał “zagranico” i ma otwarty umysł… Trzymam kciuki, żebyś w kolejnym życiu został kobietą-matką. 🙂
Majkel
To, ze wspomniałem że mieszkałem za granicą oraz wspomniane inne kwestie miało tylko określić ogólny profil mojej osoby jako tolerancyjnej, w dzisiejszych czasach pewnie 50% 30latkow na takie doświadczenia za sobą. Natomiast jak obrażenia mnie sprawiło Ci satysfakcję to mam nadzieję, ze nie jest to jedyna miła rzecz, która Cię dziś spotkała w innym razie smutne masz życie i przykre są czasy kiedy nie można wyrazić swojej opinii odmiennej od innych. Co do karmienia co 2-3h to: a)jezeli mieszkasz w dużym mieście to na każdym rogu znajdziesz toaletę (restauracje, instytucje, centra handlowe) b)możesz to zrobić w samochodzie jeżeli nim się gdzieś z dzieckiem wybierasz c)jest w stanie przewidzieć, ze dziecko będzie chciało pokarm i możesz to odciągnąć przed wyjściem i nakarmić z butelki d) w ostateczności możesz skorzystać z substytut pokarmu. Masz więc wachlarz możliwości. Karmienie w miejscach publicznych traktuje jako taką manifestację na siłę Matki Polki, a w restauracjach masz toalety. Zresztą jesteś zaslepiona swoim zdaniem, więc i tak Cię nie przekonam, ale może kogoś sklonie do refleksji zanim wyleja się na mnie pomyje….
Zebra
Majkel-> co do twoich genialnych punktów:
A.) Chciałbyś jeść w toalecie? Serio?
B.) Jeśli jade samochodem. A jeśli nie?
C.) Nie zawsze jesteś w stanie przewidzieć, w szczególności przy mniejszych szkrabach, bo nawet gdy dziecko je co 2h to nigdy nie wiesz czy akurat i dziś tak bedzie. No i bywaja niespodziewane sytuacje: korek, wypadek itp. A po za tym nigdy nie wiesz czy nie zechce się pić. Tego nie przewidzisz.
D.) Nie jestem przeciwniczką mleka modyfikowanego. Rozumiem ze są przypadki, że dziecko ma być tak karmione i ok. Ale poważnie? Serio Majkel? Dla Twojego komfortu mam karmić dziecko mieszanką mimo że w piersiach mam mleko specjalnie dostosowane do potrzeb mojego dziecka? To tak jak miałbyś zjeść fast fooda mimo że w torbie niesiesz najlepsze kanapki na świecie… masakra. Twoje podejście jest straszne.
Majkel
Zebra -> A) Wątpię żebyście chodziły do miejsc, gdzie są obskurne toalety. W dobrych (nie znaczy koniecznie drogich) lokalach poziom higieny toalet jest bardzo dobry i noworodek nie odczuje dyskomfortu. B) Samochód jest jedną z opcji, a nie jedyna. C) Jeżeli dziecko danego dnia zje że 4h to jak odciagniesz pokarm wcześniej i przelejesz do odpowiedniego pojemnika/butelki to nic się z nim nie stanie.D) nic nie wspominałem o mleku modyfikowanym oraz nie tylko dla mojego komfortu, ale sporej części społeczeństwa jak nie większości. Moje podejście jest inne niż Twoje dlatego jest dla Ciebie straszne. Podaję rozwiązania, które nikomu nie zaszkodza a dlatego, ze są inne spotykają się z falą krytyki co jest niestety typowe dla naszego społeczeństwa. Dobrze, ze nikt się na Boga nie powołuje jeszcze.
Minimi
Majkel uważam, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mając małe dziecko zmienia się perspektywa. Mój mąż zanim pojawiło się dziecko, nie był zwolennikiem karmienia, do momentu gdy sam został ojcem. Co do Twoich sugestii:
A) w toalecie raczej nie ma krzeseł, więc matka powinna karmić na stojąco z dzieckiem na rękach czy usiąść na wc?
B) jakie inne propozycje, jeśli wykluczymy samochód, toaletę i miejsce publiczne?
C) dziecko karmione piersią na początku nie powinno dostawać butelki, aby nie zaburzać procesu ssania i laktacji
D) przez pierwsze 6 miesięcy maluch spożywa wyłącznie mleko – takie są zalecenia Światowej organizacji zdrowia. Nie zaleca substytutów, tylko i wyłącznie mleko.
ola
Majkel, poki co żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, nawet obraźliwej, vide: sejm. Ty obraziłeś mnie pierwszy, więc nie oczekuj oklasków. Codziennie spotyka mnie mnóstwo fajnych rzeczy, więc tu możesz być spokojny. Jestem osobą aktywną, żyjącą w dużym mieście, która czesto wychodzi.
Kiedyś sama, teraz z dzieckiem (spacery, kawiarnie, restauracje, galerie sztuki i galerie handlowe, muzea, podróżuję komunikacją miejską). Nieraz cały dzień jestem poza domem i absolutnie nie ma opcji, żeby odciągnąć pokarm na tyle godzin. Jakaś kobieca siła matek czy tym podobne pierdolety – w życiu by mi to nie przyszło do głowy. Karmisz, bo musisz nakarmić swoje dziecko -tyle. Nie chodzi o wyrzucanie “cyca na stół”, większość kobiet, w tym ja, stara się to robić dyskretnie, zaslania się bluzką/chustą/pieluchą. Nie, żeby nie siać zgorszenia, ale przede wszysykim dla własnego komfortu. Karmienie mojego syna trwa ok. 30-40 minut (choć wiele maluchów najada się szybciej) i nie wyobrażam sobie siedzenia przez 40 minut, za przeproszeniem, zamkniętej w kiblu. Myślę, że restaurator też nie był by zadowolony z okupowania toalety. Udając się w miejsce publiczne np. do restauracji godzimy się na akceptowanie innych osób i ich zachowań. Przykład: jeżeli pan obok mnie pali cygaro, a mnie to drażni, nadal nie uważam, że jest to brak kultury z jego strony. Ja tego nie lubię, ale nie wygłaszam opinii, że brak mu manier. Czytasz analogię? 😉 Wiem, że pewnych kwestii nie rozumiesz i rozumieć nie możesz, bo nie masz określonych doświadczeń za sobą, ale twoja postawa jest nietolerancyjna. Dla mnie i (zakładam) dla większości matek, karmienie w toalecie jest obrzydliwe.
S.
Czytam i widzę, że dla niektórych dciągnięte mleczko to takie przyjemne estetyczne rozwiązanie, które można zaproponować mamusi przed wyjściem z domu. Tymczasem moje dziecko z piersi ssie od 5 do 15 minut. Laktatorem męczę się czesto koło 20 żeby pokarm w ogóle zaczął lecieć, a samo ściąganie trwa od 40 do 60 min. Jest to godzina wyrwana z życiorysu – sedzisz nad dojarką – szczerze mam wiele innych rzeczy do ogarnięcia przed wyjściem na miasto. Do tego takie ściągnięte mleko musi być szybko skonsumowane, bo się zepsuje chyba że je schłodzę, ale wtedy oprócz butelki muszę zabrać pojemnik trzymający niską temperaturę, a przed podaniem – odpowiednio podgrzać. Po powrocie do domu wszystko umyć, a jeszcze karmiąc w ten sposób i tak nie mam pewności,czy mleko jest jak należy. Trochę absurd prawda, mając przy sobie po prostu własną pierś z odpowiednio ciepłym i idealnie przygotowanym mleczkiem. Ściągam mleko kiedy naprawdę jest to niezbędne, np gdy muszę iść do lekarza i zostawić dziecko z mężem, przed wyjściem na miasto na pewno nie męczyłabym się tak tylko po to, żeby nie zgorszyć ewentualnej osoby postronnej. Zawsze karmię bardzo dyskretnie, bo to też dla mnie i dziecka ma być komfortowe i uważam że rzeczywiście łatwiej komuś odwrócić głowę jak naprawdę mu to przeszkadza, niż mi komplikować sobie tak bardzo funkcjonowanie, a jeszcze narażać dziecko na konsumpcję zepsutego mleka.
Natalia
Ja się przyznam, że przy Jagodzie ani razu nie użyłam laktatora – wolalam dzieciaka targać ze sobą niż siedzieć nad tym urządzeniem…też źle wspominam z czasów Maksa, gdy 2 czy 3 razy zostawiłam go z babcią i z moim mlekiem w butli…
Ewelina
albo niemowlakiem, którego matka będzie ciągać do kibla na jedzonko 😛 smacznego 😀
Majkel
Jestem za tym aby w każdej instytucji były miejsca do przewijania i karmienia, również w restauracjach, ale karmienie w miejscu publicznym A już szczególnie w miejscu, gdzie inni spożywają jedzenie jest w złym guście i nieestetyczne, nawet jeżeli masz piękne piersi. Pewne czynności fizjologiczne powszechnie uznawane są za intymne i intymnymi zostać powinny, bo bo gdzieś trzeba ustalić granicę. Ostatnio byłem nad Zegrzem, na terenie zamkniętego ośrodka i pewna mama zdjęła dziecku pieluche po czy dziecko zrobiło kupę 10m ode mnie, totalnie na widoku mimo toalety 100m dalej i już od budy krzaków. Szanuję “dar maciezynstwa” i uwazam, ze matki powinny mieć ułatwienia, ale również jestem zwolennikiem jasnych reguł i zasadkooegzystencji społecznej. Pozdrawiam. Majkel
Misia
Skoro Ty możesz jeść w restauracji, dlaczego nie pozwalasz na to niemowlakowi? Dyskusja nie dotyczy przecież przewijania maluszka w miejscu publicznym, tylko KARMIENIA…
Majkel
Ponadto restauracje z założenia nie są miejscami dla niemowląt, tak jak plac zabaw nie jest dla dorosłych. Wyjątek stanowią restauracje z założenia kids friendly i tam nie mam problemu z publicznym karmieniem, znaczy nadal uważam, że jest to nie na miejscu, ale idąc do takiej restauracji dokonuje świadomego wyboru, że taka sytuacja może mieć miejsce. Jeżeli natomiast miejsce z założenia takie nie jest to powinno się uszanować powszechnie panujące zwyczaje. Reasumując – chcecie karmić w restauracji przy stoliku – ok, jeżeli jest to miejsce jasno i powszechnie ogłaszające taką możliwość, w innym przypadku znajdźcie alternatywne rozwiązanie. P.S. Wyrażenie swojej opinii w sposób nie obrażający innych nie jest hejtem. W żaden sposób nie krytykuję autorki wpisu, tylko wyrażam swoją opinię. Proszę o posilenie się definicją “hejtu”.
Ewelina
dokładnie! restauracja to miejsce do spożywania jedzenia, więc jak dziecko chce spożywać jedzenie, to niech się wynosi do kibla tam gdzie inni robią kupę…oh wait… 😉
Majkel
Jeżeli uważasz, ze można karmić w restauracji ponieważ to miejsce do jedzenia to ja użyję równie “inteligentnego” argumentu – jedzenia zakupionego na miejscu, a nie przyniesionego z zewnątrz 😛
Bodych Travellers
Uważam, że ani krytykowanie matek karmiących ani obnoszenie sie z karmieniem nie powinno mieć miejsca. Przepraszam za porównanie, ale jak ktoś idzie do toalety to nie trąbi o tym całemu światu, a inni go za to nie krytykują. Karmienia dziecka to taka sama ludzka sprawa. W obecnych czasach, w których istnieją specjalne ubrania dla matek karmiących, dzięki którym nie trzeba wywalać biustu na wierzch, to nie powinno to nikomu przeszkadzać. Ba, wystarczy nakryć się pieluszką. Jeżeli sam widok dziecka na wysokości piersi kogoś krępuje, to już jego problem. Zdarzyło mi się na początku mojej kariery w roli matki karmić w toaletach czy w samochodzie, ale był to mój własny wybór, bo było to czasem lepsze warunki niż siedzenie przy wąskim stoliku ze znajomymi, którzy nie wiedzieli, gdzie podziać wzrok. Nigdy nie biegłabym do domu z tego powodu albo zrezygnowała z wyjść. Nigdy nie zapomnę, jak mojej koleżance z Afganistanu (która była w drodze do lekarza) inna pani zwróciła uwagę, że ona karmi dziecko w miejscu publicznym. Moja znajoma odpowiedziała jej na to: “Łatwiej Pani odwrócić wzrok, jeżeli się to Pani nie podoba czy mi pozwolić na to, aby moje dziecko było głodne i krzyczało z tego powodu, co przeszkadza znowu innym osobom”. PS. Pamiętaj każdy dobry bloger ma “swojego” człowieka od komentarzy pełnych hejtu:D.
Natalia
Bardzo mądre zdanie wypowiedziała koleżanka z Afganistanu 🙂 Ja też uważam, że obnoszenie się jest średnie.. zdecydowanie wolałabym, by było po prostu normalnie i bez wielkiego halo, i bez krytyki 🙂
Pau - 5razones
Ja zawsze powtarzam że moja strefa karmienia jest tam gdzie ja i moje dziecjo
Natalia
Bardzo mi się to podoba – sprytne! 🙂