Przychodnia. Siedzimy z Maksem w poczekalni i odliczamy minuty, by odczekać obowiązkowe 30 minut po szczepieniu. Pusto, jesteśmy tylko my i jakaś mama z maleństwem na rękach. Wózek prowadzi babcia Nie wiem, ile ma maleństwo. Tydzień, a może dwa? To ten wiek, o którym tak strasznie szybko zapominasz i nawet mając kilkumiesięcznego bobasa komentujesz z niedowierzaniem: „Ojej, już nie pamiętam, jak mój był taki mały!”. Maluszek popłakuje. Chyba wyszli z ważenia. Pielęgniarka przypomina, by zgłosili się na kontrolę wagi w poniedziałek. Szybko – myślę… przecież już piątkowe popołudnie. Z rozmowy wynika, że maluch źle przybiera. Znów popłakuje. Mama i babcia zastanawiają się, co robić i wtedy pada komentarz, który mnie dziwi i wyrywa na dłuższą chwilę z  rozmowy z Maksem. „Przecież nie będziesz tu karmić!”. Aż mam ochotę powiedzieć: Jak to NIE TU? Czemu NIE TU? Jest kameralnie, cicho, wygodnie. Można usiąść bez obawy, że stanie nad Tobą kolejka pacjentów, można przewinąć malucha, bo jest też przewijak. Nikt nie będzie się dziwnie patrzył, bo przychodzą tu przede wszystkim inne matki, ewentualnie ojcowie. Czemu zatem NIE TU? Zwłaszcza, gdy masz na rękach popłakujące, malutkie dziecko. Dziwię się i nie rozumiem.

Tak jak nie rozumiałam moich koleżanek, które na czas karmienia wracały ze spaceru do domu, które wychodziły z restauracji, by schować się z dzieckiem w dusznym samochodzie, które szukały toalety, by tam zabrać malucha. Nie rozumiałam, gdy Maks był mały. Nie rozumiem nadal, gdy Jagoda powoli wyrasta z karmienia piersią w miejscu publicznym – jest już po prostu „duża” i nasze jedzenie w dzień jest dla niej bardziej fascynujące niż mleko.

 

A potem, kilka tygodni po wizycie w przychodni, czytam komentarz na profilu Tasteaway na Facebooku. Spontanicznie wrzucone zdjęcia, na którym karmię Jagodę. Kilkadziesiąt życzliwych, pozytywnych komentarzy i ten jeden. Z pretensją, z obrzydzeniem, czy już z hejtem? „Po co pokazywać takie wielkie cyce całej Polsce? Trochę intymności i klasy.” Trochę się śmieję, bo nie sądziłam, że Tasteaway czyta już cała Polska! Trochę się śmieję, bo… szczerze? Natura nie obdarzyła mnie szczególnie dużym biustem, więc wielkie cyce to chyba komplement… albo potwierdzenie, że na tym odartym z intymności i klasy zdjęciu wcale ich nie widać. Trochę się śmieje, że i u nas czasem pojawi się sławny hejt. Ale bardziej się martwię. Bardziej się smucę. Właśnie przez takie osoby wiele kobiet nie chce karmić w miejscu publicznym. Właśnie przez takie osoby stresują siebie i dziecko, gdy w kryzysowej sytuacji muszą najpierw się schować, a dopiero potem dać jeść płaczącemu maluchowi. Przez takie komentarze chowają się w śmierdzących toaletach, w których same raczej nie zjadłyby nawet małej przekąski, a dziecko zabierają tam na obiad. Komentarze absurdalne. Głupie. Krzywdzące. Przykre. Chyba jeszcze bardziej bolesne, gdy wypowiada je kobieta, po której chyba niesłusznie oczekujemy empatii, życzliwości i rzekomej solidarności jajników. Komentarze, po których co najmniej kilka dziewczyn zastanowi się kilka razy czy nakarmić malucha w galerii handlowej, restauracji czy w pociągu.

 

A ja wszystkim, którzy takie komentarze wygłaszają mówię: a FIGA i NIEDOCZEKANIE! Karmiłam piersią w miejscach publicznych w 2011 i w 2017. W restauracji, w samolocie, na lotnisku, w pociągu, w tuk tuku w Bangkoku, na łódce gdzieś w Tajlandii, w Rzymie, jedząc pizzę, we Francji na barce, w Dubaju, zajadając lokalne przysmaki i w Hiszpanii nad kalmarami. Na promie na Koh Samui podczas ulewy, na plaży na Koh Lipe, przy sushi w centrum Tokio, w Meksyku i w Moskwie. Wszędzie, gdy była taka potrzeba. Zawsze, gdy była taka potrzeba. Niezależnie od miejsca, kraju, miasta, towarzystwa, pogody. Karmiłam dziecka 2 tygodniowe, półroczne, ale karmiłam też 10 miesięczne. Latem i zimą. I nie, nie dlatego, że lubię „wywalać wielkie cyce” na widok gapiów, że chciałam epatować „gołym cycem” i „wielkim sutkiem”. Karmiłam z jednej, banalnie prostej przyczyny. Przyczyny, którą rozumieją chyba wszystkie ssaki, tylko człowiek ma z tym problem. Karmiłam, bo potrzebowało tego moje dziecko. Karmiłam, bo było głodne. Karmiłam, bo chciało się napić. Gdy ja jestem głodna, gdy chce mi się pić, nie czekam. Nie biegnę szybko do domu, nie chowam się do toalety, nie narzucam na głowę koca, by nikt nie widziałam, że SKANDAL! ONA WŁAŚNIE NAPIŁA SIĘ WODY! Kupuję kanapkę, bułkę, przekąskę i jem. Kupuję wodę, sok, herbatę i piję. Tak samo jest z dzieckiem, zwłaszcza tym małym, które żywi się tylko mlekiem mamy. Też chce jeść, też chce pić, tylko ma trochę mniejszą cierpliwość niż my J

 

Poza wspomnianym komentarzem z Facebooku NIGDY nie spotkały mnie z tego powodu nieprzyjemności. Ani w Polsce, ani w Hiszpanii, Francji, Tajlandii, Meksyku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Japonii, Belgi, we Włoszech, w Czechach czy w Portugalii.  NIGDY nikt nie wyprosił nas z knajpy. Nie patrzył z obrzydzeniem. Nie wyśmiewał. Nie próbował wypatrzeć gołych piersi, bo raczej nie ma na co patrzeć – jak 90% matek karmiących w miejscach publicznych, robię to dyskretnie, bo wbrew temu, co mówią przeciwnicy karmienia piersią w przestrzeni publicznej, zdecydowana większość kobiet karmi, by nakarmić dziecko, a nie po to, by epatować golizną.  

 

Niby to wszystko zostało już powiedziane, ale powiem i ja. Przestańmy uciekać, chować się i przepraszać, że żyjemy. Przestańmy przepraszać za to, że nasze dzieci też muszą jeść. Jak ja, Ty czy pani od mądrych komentarzy. Przestańmy chować niemowlaki pod kocem czy pieluchą, chyba, że naprawdę tego dnia mamy złe ubranie i inaczej się nie da. Przestańmy chować się w śmierdzących toaletach czy dusznych samochodach. Nie zmieniajmy swoich planów tylko dlatego, że teraz jest jego pora karmienia, a nie będę karmić w restauracji”. Przestań przepraszać, że żyjesz, że masz na stanie niemowlaka i nie chcesz być z nim zamknięta w domu. Pokazujmy innym, że karmienie piersią w miejscach publicznych jest normalne. Że nie trzeba się go wstydzić, ale też nie trzeba robić wokół niego szumu. Nie trzeba wywalać cyca. Nie trzeba świecić sutkami. Można nakarmić dziecko dyskretnie, ale bez konieczności ukrywania się niczym przestępca robiący coś zdrożnego.  Można karmić z klasą. Można karmić, dbając o intymność swoją i dziecka. A jeśli komuś nie pasuje, proste – niech się nie patrzy. Bo czy Ty przyglądasz się, jak kroi i przeżuwa kotlet albo jak popija wino? Nie!

 

Im więcej będzie nas, matek z dzieckiem przy piersi w miejscach publicznych, tym mniej będzie tych maluszków zapłakanych, bo „przecież nie będziesz tu karmić!”. A może i mniej będzie tych złośliwych i przykrych komentarzy, gdy wreszcie karmienie piersią w restauracji, w pociągu czy w parku będzie czymś normalnym? OBY!