Dobre chwile. Momenty do zapamiętania. Proste radości. Wiecznie niedocenione, wiecznie zapominane, bo przecież my ciągle na coś czekamy, na coś ogromnego, na wielkie wow, na to, co chociaż teoretycznie przyniesie nam największą radość i szczęście. Czekamy na oświadczyny i na ślub, na wymarzone dziecko, na przyjazd ukochanego i na zasłużony przecież awans w pracy. Czekamy na dwie kreski na teście ciążowym, na 300 złotych więcej co miesiąc, na super projekt dla najlepszego klienta i na wakacje w 4* hotelu egzotycznej plaży. Na narty w lutym i na morze w lipcu. Czekamy na długi weekend, na Gwiazdkę i Wielkanoc, na Nowy Rok i nowe rozdanie. Zawsze na COŚ. Kiedyś na imprezę roku, na Sylwestra, teraz na wesele, na wolny weekend, na nowy tydzień, na piątek, na czas z dziećmi i na czas bez dzieci. Na lepszą pracę, bardziej wyrozumiałego szefa i na nowe przedszkole. I w tym ciągłym czekaniu zapominamy…. O dobrych chwilach, o tych małych, prostych radościach, które pojawiają się codziennie, a my stale je ignorujemy, czekając na nasze osobiste wielkie WOW.

 

 

Tylko nasze wow mija szybciej niż się spodziewaliśmy… nowa praca z czasem staje się rutyną, związek po ślubie niewiele się zmienia (a może zmienia się na gorsze? to już nie do mnie pytanie), wakacje się kończą, święta przemijają… A dobre chwile i nasze małe radości zawsze są z nami. To ich dostrzeganie daje nam szczęście i radość na co dzień. Chociaż o tym nie pamiętamy, chociaż pamiętać nie chcemy. Gonimy stale za czymś, nie mamy czasu, zabijamy się w pogoni za lepszym, za szczęściem.

 

A dobre chwile i proste radości czekają spokojnie aż ktoś je zauważy, aż doceni i będzie rozkoszował się właśnie nimi. Dniem. Tym, który wydaje się nam taki zwyczajnym. Tym dzisiejszym, nawet jeśli niebo przygniata szarością, leje deszcz, właśnie dostałeś mandat, a dziecko kolejny raz drze się bez powodu. Z czego masz się cieszyć?  Przecież znów spóźniłeś się na spotkanie, masz dość szefa albo dość męża, podwyżki nie widać, samochód popsuty i wszystko na opak na czele z szaroburym niebem nad główą…  rozejrzyj się wokół i zrób coś, by było lepiej. Coś małego. Aaa, i by lepiej było TOBIE, a nie szefowi, mężowi, żonie, dziecku.  Zatrzymaj się i poszukaj obok siebie prostych radości. Nie czekaj na jutro, na weekend, na wakacje, na święta. Zatrzymaj się. TERAZ.

 

Ja też często czekam… na nowy projekt albo na koniec projektu, na wyjazd albo na powrót, na weekend albo na poniedziałek, na czas z Maksem i na czas bez Maksa. Czesto biegnę i ogarniam tysiąc spraw na minutę. Nie potrafię nic nie robić. Chcę więcej i więcej, ale z czasem wiem, że przesadziłam, że w biegu nie zauważam, jak zmieniają się pory roku, że znów zapomniałam.

 

Chcę pamiętać o zapachu ulubionego peelingu o poranku, o smaku ukochanej kawy, jedynej jaką piję, o uśmiechu Maksa, gdy siłą wyciągam go z łóżka i o „Kocham Cię Mamo” w najmniej spodziewanym momencie. O spojrzeniu Łukasza, gdy rozumiemy się bez słów, o naszych rozmowach po nocy i o jego minach, które zawsze potrafią mnie rozśmieszyć. O miłych słowach przeczytanych w mailu, o powiewie wiatru na twarzy w słoneczny dzień, o zapachu ziemi po deszczu, o gorącej herbacie z pomarańczą i imbirem, która rozgrzewa w pierwsze jesienne dni. O spotkaniu z przyjaciółką… co z tego, że przy pizzy z TelePizzy – czasem nawet ona smakuje najlepiej, jeśli towarzystwo na to pozwala! O dobrych słowach, które na długo zostają w pamięci. Chcę o tym pamiętać. Chcę się częściej zatrzymywać. Rano urządzać z Maksem wyścigi do samochodu, śpiewając “Rakieta w kosmos gna, to zabawa na 102”, wykrzykiwać ulubione piosenki, stojąc w korku, cieszyć się z ciekawej pracy, pić kawę, rozkoszując się jej smakiem, uciekać na weekend we dwoje, imprezować do rana, rozmawiać po nocy, nawet, jeśli potem śpisz 4 godziny, dzwonić po to, by pogadać, a nie by załatwić sprawy, uciekać od pracy na obiad z przyjaciółką. Pić czerwone wino, jeść kolacje ze znajomymi, nawet, jeśli jedzenie o 22.00 do zdrowych nie należy. Beztrosko spędzać niedzielę we dwoje – leżeć do 13.00, włóczyć się po mieście i jeść obiad w ulubionej knajpie. Wygłupiać się wieczorami i o poranku. Chcę zawsze tańczyć na bosaka i chłonąć życie! 

 

A gdy czasem się zapomnę, włączę “About Time” i przypomnę sobie, jak ważne jest, by przeżyć najlepiej ten zwykły-niezwykły dzień…. Wy też to zróbcie !:)