Długo się zastanawiałam, czy w ogóle poruszać temat koronawirusa. Temat, o którym i tak mówią i piszą wszyscy! Przyznam, że nie lubimy w takie tematy wchodzić, tym bardziej, że nie jest to temat, w którym jesteśmy specjalistami. Zdecydowanie lepiej w takiej tematyce słuchać lekarzy niż blogerów 😉 Ale… ale Wy non stop pytacie: co myślimy, co wiemy, jak w Tajlandii, jak w Bangkoku, jak w Singapurze, jak w Tokio, jak Włochy. Nie raz już przekazywałam komuś z naszych czytelników kontakt do osób, które aktualnie są / mieszkają w Tajlandii, w Singapurze, we Włoszech. Dlatego postanowiłam zebrać dla Was informacje od osób, które w tych miejscach są lub niedawno były. Część z osób właśnie tam mieszka, część wybrała się tam na krótsze lub dłuższe wakacje… Poniżej znajdziecie informacje o krajach, o które często nas pytacie i które często wymienia się w kontekście wirusa..

 

Zabieram Was dziś do Singapuru, do Tajlandii, na Bali, do Włoch i na Florydę, którą my opuściliśmy tydzień temu. Oto informacje z pierwszej ręki, a raczej różnych rąk – osób, które były, podróżowały, są tam nadal, mieszkają tam.

 

SINGAPUR

 

W Singapurze dosłownie kilka dni temu (3-7 marzec 2020) byli nasi znajomi, Karola i Adam z Aktywnie przez Świat! Od kilku tygodni spędzają czas w Azji, najpierw w Tajlandii, potem na Bali. To właśnie z Bali wybrali się na kilka dni do Singapuru. Ich podróż możecie śledzić na ich profilu na Instagramie (@aktywnieprzezswiat) oraz na Facebooku – TU.

 

Karola pisze tak:

 

„Zaczęło się od tego, że po wylądowaniu na lotnisku mierzyli nam gorączkę 3 razy zanim wyszliśmy do miasta. Wszystko jednak przebiegało w atmosferze dużego spokoju. Przy kontroli paszportowej padło pytanie o wizyty w Chinach i w Korei w ostatnim czasie.

Najbardziej zaskoczyło nas jednak to, że przy meldowaniu się w hotelu założono nam takie jakby ‘karty pacjentów’ i wpisano nam tam temperaturę, a potem sprawdzali nas tak codziennie i zapisywali. Żartowaliśmy, że czujemy się tam jak w sanatorium. Pytaliśmy oczywiście co by było, gdybyśmy mieli stan podgorączkowy – otóż wtedy nie wpuszczono by nas do hotelu i od razu skierowani byśmy byli do odpowiedniej placówki medycznej.

Potem przez kolejne dni sprawdzano nam temperaturę wszędzie – w centrach handlowych i przy wejściu i przy wyjściu i w większości restauracji. Czasem musieliśmy też wpisywać się na specjalne listy z aktualną temperaturą 😊

Wszędzie w Singapurze są plakaty czy ekrany z pozytywnymi przekazami, że razem pokonamy wirusa, że wystarczy myć ręce, dbać o higienę i wszystko będzie dobrze. Zrobiło to na nas bardzo, bardzo pozytywne wrażenie. W sklepach też niczego nie brakuje – a tu aktualnie mają ponad sto przypadków choroby. Tak ‘jakby’ zupełnie inne podejście niż w Polsce 😉 Miejscowi widać, że żyją normalnie, knajpki tętnią życiem, rzadko można spotkać kogoś w maseczkach itd.

Jeśli chodzi o turystów: da się odczuć, że nie ma wielu turystów. I znów dla nas super, bo być na pokazie świateł w Gardens by the Bay w gronie może pięćdziesięciu osób, to super sprawa. „ Karola dodaje, że widzieli pojedyncze osoby w maseczkach, a oni sami cieszą się, że nie zrezygnowali z kilku dni w Singapurze, zwłaszcza, że mieli go dla siebie i uniknęli tłumów. Na zdjęciu Karola i Adam podczas zwiedzania Singapuru.

 

Karola i Adam w Singapurze

 

Podobnie o Singapurze pisała mi również nasza znajoma, Karolina, która była tam niedawno rodzinnie – ze swoim Partnerem i kilkumiesięczną córeczką. W Singapurze byli w połowie lutego (14-18.02) oraz wracając z Tajlandii do Polski (ok. 28.02). W opinii Karoliny na pewno widać, że w mieście jest mniej ludzi, sporo jest też lokalnych obostrzeń – praca w domu, maseczki, w każdym centrum handlowym mierzenie temperatury. To wszystko sprawia, że w Singapurze masz wrażenie, że owszem, jest jakieś zagrożenie, ale władze nad tym świetnie panują. Wszędzie ustawione są płyny do dezynfekcji. Dodatkowo w samolocie nadawane są komunikaty, że osób przybywających z Chin Singapur na swoje terytorium nie wpuszcza. Podobnie jak ostatnio osób z Włoch czy Korei Południowej. To wszystko sprawia wrażenie, że Singapur ma świetną kontrolę nad sytuacją, a mieszkańcy stosują się do zaleceń.

 

TAJLANDIA

 

Bardzo często pytaliście nas, co sądzimy o wyjeździe do Tajlandii teraz. O relacje z Tajlandii poprosiłam osoby, które ostatnie tygodnie spędzały na wyspach lub w Bangkoku. Znajdziecie tu też wypowiedź Eli, która od ponad 2 lat mieszka w Bangkoku z rodziną.

 

WYSPY: KOH LIPE / KOH PHANGAN / KOH NGAI / PHUKET

 

Koh Ngai, koronawirus w Tajlandii, Tajlandia

 

 

Karolina (ta sama, co była w Singapurze) na Koh Lipe spędziła 10 dni – od 18 do 28.02. Na wyspie nic się nie zmieniło w porównaniu do jej wcześniejszych pobytów w ostatnich latach… jak zawsze na plażach i w knajpach jest spokojna, wakacyjna atmosfera i masz wrażenie, że ledwo co ktokolwiek słyszał tam o wirusie.

 

Podobne wrażenia mieli Marysia i Marcin, którzy spędzili ostatnie tygodnie w Tajlandii, odwiedzając różne wyspy – Koh Phangan, Koh Lipe i nasze ukochane tajskie Koh Ngai (to właśnie ich na Koh Ngai widzicie na zdjęciu powyżej). Według nich po koronawirusie na wyspach nie ma śladu. Tajowie noszą maseczki, ale nie częściej niż to miało miejsce we wcześniejszych latach. Jedyna nietypowa sytuacja, która rzuciła im się w oczy to mierzenie temperatury na lotnisku Don Mueang wszystkim wychodzącym z terminala.

Marysia mówi, że życie w Tajlandii toczy się raczej normalnie, w sklepach są dostępne maseczki i żele antybakteryjne, a Tajowie żyją raczej wyborami i obecną sytuacją polityczną, a nie koronawirusem.

Pomimo doniesień o koronawirusie, Marysia napisała mi, że turystów na wyspach jest sporo, a w tym baaaardzo dużo Polaków. Niektórzy turyści chodzą w maseczkach, ale nie jest to większość. Tajskie życie toczy się swoim rytmem. Na ulicach króluje street food, wózeczki na każdym rogu i nadal są tam kolejki.

Oboje jednak po powrocie do Polski mają kwarantannę – tak zdecydował ich pracodawca.

 

W Tajlandii niemal cały styczeń spędzili również Aktywnie przez Świat  – byli tam od 7 stycznia do 3 lutego. Gdy wylądowali w Bangkoku, nie odczuwali nic podejrzanego – wieści przyszły z Polski. Karola tak pisze o styczniu na Koh Phangan „Potem na wyspie – Koh Phangan – gdzie spędziliśmy prawie cały styczeń w tym temacie była cisza i spokój, sporo turystów, bo tam to szczyt sezonu. Wtedy temat dotyczył głównie Chin, więc miejscowi cieszyli się, że Chińczycy masowo nie dotarli na wyspę, by świętować Chiński Nowy Rok. Szczerze mówiąc, to gdyby nie wiadomości od zaniepokojonej rodziny z Polski – my na miejscu NIC byśmy nie odczuli.”

Wspomina jednak, że gdy lecieli na początku lutego na Bali, na lotnisku w Bangkoku założyli maseczki – „ Tam 95% osób miało maski i dało się odczuć atmosferę napięcia.”

 

W Tajlandii w ostatnich tygodniach byli też nasi czytelnicy – Małgosia i Kuba z dziećmi. Nie brali pod uwagę rezygnacji z podróży, pomimo, że już wtedy rodzina dopytywała co i jak i czy się nie boją. Gdy dotarli na Phuket, otrzymali formularz do wpisania krajów odwiedzanych w ostatnich 14 dniach, był też pomiar temperatury. Ani przez chwilę nie widzieli, ani nie czuli paniki. Wszędzie dostępne były żele antybakteryjne oraz informacje w 2-3 językach, by  myć ręce i wspólnie się chronić. Żele były dostępne w taksówkach, na lotnisku, nawet na nocnych marketach. Podobnie było w Malezji, w której spędzili kilka dni.

 

Kuba mówi, że zabrałby rodzinę ponownie na taki wyjazd. Plusem doniesień o koronawirusie były upgrade’y w hotelach, brak kolejek, niższe ceny usług na miejscu, głównie z uwagi na brak Chińczyków.

Małgosia i Kuba podróżowali z córkami w wieku 5 i 7 lat – oczywiście mówiąc im wielokrotnie, by nie zbliżały rąk do buzi i nie dotykały wszystkiego (skąd ja to znam;)). W Tajlandii mieli poczucie, że Tajowie panują nad sytuacją, robią coś, by pozbyć się wirusa. Osoby pracujące na miejscu w gastronomii przyznawały, że w ich biznesie brak turystów z Chin to katastrofa, ale wszyscy mieli świadomość, że dla dobra ogółu trzeba to przetrwać. Na zdjęciu Kuba i Małgosia z córkami w tuk tuku, oczywiście w Tajlandii.

 

Bangkok

 

Jedyny moment, w którym poczuli pewien niepokój to lot z Doha do Warszawy. Samolotem leciała grupa kaszlących Wietnamczyków – co ciekawe na lotnisku w Warszawie nikt nikogo o nic nie pytał.  I był to jedyny z 8 lotów, jakie odbyli w ciągu 2,5 tygodnia podróży, podczas którego nikt o nic nie pytał…

 

BANGKOK 

 

Bangkok_ELa z rodziną

 

O wieści z Bangkoku poprosiłam Elę, która mieszka tam od ponad 2 lat z Mężem i trójką dzieci. Na Instagramie opowiada o życiu w Bangkoku na profilu @me_in_bangkok.

Oto jak opisuje obecną sytuację:

Od kiedy już było jasne, że Koronawirus jest w Tajlandii, życie w Bangkoku się nie zmieniło w ogólnym ujęciu, jednak diabeł tkwi w szczegółach. Nie ma paniki, ale bardzo się stawia teraz na stosowanie środków ochrony, jak mycie rąk, noszenie masek (w określonych przypadkach: zatłoczone miejsca, objawy infekcji), dezynfekcję. Niemal wszędzie są ustawione płyny do dezynfekcji. W szkołach, często w biurowcach, mierzona jest temperatura.  Ostatnio przed wejściem do popularnego centrum handlowego ustawiono wielką śluzę do odkażania.
Doradza się unikania tłumów. Tajlandia wprowadziła niedawno szereg obostrzeń, nakładających ograniczenia zwłaszcza na mieszkańców podróżujących do krajów wysokiego ryzyka. Te obostrzenia to przykładowo kwarantanna całej rodziny.

Oficjalnych danych należy szukać na stronie
https://ddc.moph.go.th/viralpneumonia/eng/img/declaration/banner_declaration_e.jpg

W kwestii zaleceń dla turystów odsyłam do tej strony:
https://www.tourismthailand.org/

 
Ela pisze, że W Bangkoku jest teraz wyraźnie mniej turystów, widać to wszędzie, nawet w wielkim międzynarodowym szpitalu korytarze świeciły ostatnio pustkami. Odwoływane są niektóre masowe imprezy, nawet te związane z tajskim nowym rokiem, czyli Songkran, który jest tu bardzo hucznie obchodzony. Covid-19 miesza nie tylko w turystyce. Wiele firm musi wstrzymywać delegacje pracowników, spotkania i inne wydarzenia.  Wg oficjalnych danych liczba zarażonych w Tajlandii nie rośnie zbyt szybko. Wg Eli może pomagać fakt, że Tajowie nie są zbyt wylewni – przy powitaniach nie obściskują się, nie całują. Ela dodaje jednak, że nie jest w 100% przekonana, czy oficjalnym danym można ufać.

 

BALI

 

Z Tajlandii wspomniani wyżej Aktywnie przez Świat ruszyli na Bali, gdzie spędzili cały luty (i teraz znów tam są). Temat koronawirusa jakby tam nie istniał. Na początku lutego zaskoczyło ich, że spotkali sporo Chińczyków – okazało się, że zawnioskowali oni o przedłużenie wiz w Indonezji i zostali na Bali na dłużej, by nie wracać do siebie.

„Na Bali jedyne co zaczęliśmy odczuwać to to, że nie było wielu turystów – nawet w turystycznym Ubud było cicho i spokojnie – dla nas tylko plus, dla miejscowych wiadomo, że to powód do narzekań. Przez cały nasz pobyt w  Indonezji nie było żadnego potwierdzonego przypadku wirusa, więc pod koniec (nawet gdy były już dwa oficjalne przypadki, ale i tak na innej wyspie) żartowaliśmy sobie, że tu na Bali jesteśmy bardziej bezpieczni niż w Polsce 😊”… chyba już wiem, gdzie w razie co będziemy uciekać ;))))

 

Bali Ubud

 

JAPONIA

 

JAPONIA

 

W Tokio od ponad 2 lat mieszkają nasi znajomi – Paulina i Maciek. O ich japońskich przygodach możecie poczytać na blogu Rodzinawswiat.pl i na ich Facebooku – o TU. Warto, bo Paulina jak nikt potrafi opisywać japońską rzeczywistość, jej smaczki i absurdy.

O koronawirusie mówi tak:

„W Tokio obecnie sporo atrakcji jest pozamykanych – jak chociażby TeamLAB, Disneyland, parki rozrywki. Do końca marca zamknięte są szkoły.  Widać, że turystów jest mniej, ale nadal są. Trochę na mniejsze zainteresowanie skarzą się restauratorzy i sklepikarze.”

Tak można opisać obecną sytuację w Tokio. W opinii Pauliny najwięcej zmieniło się pod koniec lutego, po wystąpieniu premiera Shinzō Abe. To wtedy zdecydowano, by na cały marzec zamknąć szkoły. Po wystąpieniu premiera zrobiło się też bardziej nerwowo w społeczeństwie  – Japończycy zaczęli wykupywać zupki instant i papier toaletowy, ciężko dostać maseczki czy żele antybakteryjne. Życie jednak toczy się podobnie jak dotychczas. Ludzie normalnie żyją, chodzą do pracy, restauracji. Jest ich mniej, ale na ulicach pusto nie jest. Dla osób, które teraz wybierają się do Japonii na pewno plusem będzie mniejsza liczba turystów w najbardziej znanych miejscach. Natomiast problemem mogą być zamknięte atrakcje turystyczne, jeśli ktoś chciałby je odwiedzić.

Paulina mówi też, że Japonia planuje wkrótce szeroko dostępny test na koronawirusa – na razie na obecność wirusa przebadano ok. 7 tysięcy osób, podczas, gdy Korea Południowa badaniom poddaje 10 tysięcy osób dziennie.

 

USA

MIAMI

 

 

 

Jak wiecie,  Stanach niemal cały luty spędziliśmy my (z przerwą na tygodniowy pobyt na Dominikanie). Wróciliśmy do Warszawy 3.03. Sporo jeździliśmy po małych miasteczkach i parkach narodowych i tam tematu nie było wcale, ale nie było go również w dużych miastach – w Los Angeles, Las Vegas czy Miami. Sytuacja jednak szybko się zmienia.

 

W Miami byliśmy pod koniec lutego / na początku marca i miałam wrażenie, że niektórzy na naszym stories doszukiwali się na siłę pustych ulic. Dementuję: ruch był normalny, tłumy w sklepach, galeriach, kawiarniach, kolejki do restauracji, pełne knajpy 🙂  Na lotnisku w Miami nie działo się nic specjalnego, nie było osób w maseczkach. Gdy przylecieliśmy do Warszawy, na lotnisku również nic nietypowego się nie działo.

O Florydę jednak podpytałam również Dagmarę z My Florida Life, która mieszka w Sarasocie na Florydzie. To właśnie w Sarasota pojawił się pierwszy przypadek koronawirusa na Florydzie. I to spowodowało, że w tamtej okolicy zrobiło się dość nerwowo, a mieszkańcy zaczęli wykupywać środki dezynfekujące. Pomimo to nie zrezygnowali ze swojej rezerwacji, którą mieli w Legolandzie na Florydzie – na pewno jednak można było zauważyć, że chętnych na takie atrakcje jest mniej.

Sytuację na Florydzie możecie śledzić na profilu _my_florida_life_ na Instagramie.

 

My Florida Life

 

I NA KONIEC LAST BUT NOT LEAST… TO, CO NAJBLIŻEJ NAS:

 

AUSTRIA

 

O Austrii piszą Monika i Klaudia, Mama i Córka, podróżujące czasem razem, a czasem osobno, a na stałe mieszkające właśnie w Wiedniu. Prowadzą bloga fromlovetotravel.com – znajdziecie Je również na Facebooku i na Instagramie.

 

fromlovetotravel

 

Tak piszą o sytuacji na dzień 11.03.2020:  „Liczba osób zakażonych koronawirusem w Austrii wzrasta z każdym dniem. Aktualne liczby przypadków można podejrzeć TU. Odwoływane są imprezy gromadzące powyżej 100 osób w pomieszczeniach zamkniętych oraz imprezy plenerowe powyżej 500 osób. Dotyczy to też lokali gastronomicznych. Poza tym wszystkie uniwersytety zostały zamknięte. Rozważane jest również zamknięcie szkół.

Wstrzymany został wjazd z Włoch do Austrii – granice są zamknięte. Tylko osoby posiadające orzeczenie lekarskie mogą do Austrii wjeżdżać. Tranzyt jest również możliwy, ale bez żadnych postoi w Austrii. Obecnie władze Austrii apelują, aby wszyscy Austriacy przebywający obecnie we Włoszech, wracali do domów. Po powrocie będą oni poddani dwutygodniowej kwarantannie. Na przejściach granicznych z Włochami w Karyntii i Tyrolu mierzona jest obecnie gorączka. Trasy pociągów pasażerskich do i z Włoch zostały 11 marca zawieszone – połączenia kończą się w Villachu i Innsbrucku.

W Wiedniu w miejscach mocno turystycznych, ale i w centrach handlowych, lokalach gastronomicznych czy też przychodniach lekarskich jest o wiele mniej ludzi. Słynna katedra św. Szczepana została zamknięta dla odwiedzających. Do końca marca zamknięte zostają teatr Burgtheater oraz opery Wiener Staatsoper oraz Volksoper. Grupa muzeów Museum Wien także zamyka wszystkie muzea, jak na razie do 4 kwietnia. Na kinowych seansach zaś może być nie więcej niż 99 osób. Wszystkie federalne muzea (Bundesmuseen) w Wiedniu, składające się z ośmiu muzeów, w tym Austriacka Biblioteka Narodowa zostały dziś (11 marca) zamknięte. Lotnisko w Wiedniu od początku marca odnotowało o 30% mniej pasażerów. W miejscach takich jak urzędy i w różnego rodzaju biurach stoją pojemniki z płynem do dezynfekcji. 

My osobiście obserwujemy sytuację bez paniki, choć u obu z nas w pracy robi się nieciekawie.”

Klaudia pracuje jako stewardessa w liniach Austrian Airlines – w związku z codziennie pojawiającymi się nowymi informacjami dochodzi do wielu zmian w grafikach, loty są anulowane z dnia na dzień i nie wiadomo, jak dalej sytuacja się potoczy.

Monika natomiast pracuje w biurze organizującym wizy dla turystów, biznesmenów oraz dyplomatów. W związku z koronawirusem obserwują duży spadek zleceń, przez co pracę straciły już 4 osoby.

 

WŁOCHY

O opis sytuacji na północy Włoch poprosiliśmy Anię, koleżankę Łukasza z liceum, która od 10 lat mieszka we Włoszech – na początku mieszkała w Mediolanie, teraz w połowie drogi między Mediolanem, a Jeziorem Como. Ania prowadzi bloga Pod słońcem Italii – znajdziecie ją również na Facebooku –  o TU.

 

Ania

 

Oto, co pisze Ania:

„Nigdy wcześniej Włochy nie znalazły się w sytuacji, kiedy zostałyby zamknięte szkoły, uniwersytety, muzea, kina i teatry, a imprezy masowe wszelkiego typu zostały odwołane. Nie oznacza to wcale, że kraj szykuje się na wojnę. Wprowadzony 8 marca dekret rządowy nie odciął od świata Lombardii i 14 innych prowincji leżących na terenie regionów Emilii Romanii, Marche, Piemontu i Wenecji Euganejskiej. Okoliczności nie są dramatyczne, ale do sprawy należy podchodzić z powagą.

W obliczu zagrożenia spowodowanego pojawieniem się koronowirusa zabrakło Włochom zdrowego rozsądku i poczucia społecznej odpowiedzialności. Zamiast słuchać oficjalnych komunikatów i wprowadzać w życie zalecane dyrektywy, ludzie woleli karmić się plotką i ulec kolektywnej psychozie.

Od dzisiaj do przynajmniej 3 kwietnia obowiązuje specjalny dekret rządowy. Zaleca się nam nieopuszczanie Lombardii i 14 innych prowincji, jeśli nie jest to podyktowane ważnymi powodami zawodowymi lub zdrowotnymi albo wyjątkowymi sytuacjami życiowymi. Wszystkie osoby mające gorączkę (od 37,5°C wzwyż) powinny zostać w domu, natomiast osoby poddane kwarantannie mają absolutny zakaz opuszczania miejsca zamieszkania. W całym kraju zamknięte są szkoły, uniwersytety, kina, teatry, muzea, siłownie, baseny, termy i wyciągi narciarskie. Bary i restauracje działają tylko do godziny 18:00 i podobnie jak miejsca kultu muszą się dostosować do nowych zasad bezpieczeństwa. Centra handlowe dostępne są jedynie w tygodniu. Sklepy z jedzeniem pozostają otwarte przez cały czas i będą regularnie zaopatrywane. Odwołano masowe imprezy sportowe. Dekret został określony jako „pakt zawarty między władzami a obywatelami, mający na celu unikanie niepotrzebnych zarażeń wirusem COVID-19”.

A jak wygląda życie codzienne w Lombardii? Całkiem normalnie, spokojnie. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu dostosujemy się do obowiązujących zasad i sprawy zaczną zmierzać w odpowiednim kierunku. Trzymajcie za nas mocno kciuki!”  Dzisiaj rano Ania napisała, że od razu ruszyła na zakupy, by przygotować swoją rodziną do niewychodzenia z domu przez najbliższe dni bez potrzeby. Wierzy, że wreszcie Włosi potraktują sprawę poważnie, chociaż jak mówi „dyscyplina nie jest ich mocną stroną”.

 

W Wenecji i w jej okolicach jest też Agnieszka z Taste and Travel, która na stałe mieszka obecnie we Włoszech (jeśli akurat nie podróżuje:)). Agnieszka wspomina, że w Wenecji turystów nie ma, ale lokalne restauracje czy bary w ostatnich tygodniach nadal były pełne, a Włosi, niezależnie od wieku, spotykali się tak jak dotychczas. Zamknięcie szkół spowodowało wręcz, że ludzie zaczęli się gromadzić w centrach handlowych. Najnowszy dekret zamyka centra handlowe na soboty i niedziele i jest nadzieja, że Włosi podejdą do tematu poważniej i ograniczą przebywanie w grupach. Aga mieszka we Włoszech razem z mężem i 4 letnim synkiem. Na bieżąco wrzuca informacje na swój profil na Instagramie (@tasteandtravel_pl). Jeśli interesuje Was sytuacja we Włoszech, koniecznie oglądajcie jej stories. Wrzuca tam nie tylko swoje obserwacje, ale również tłumaczy ważne artykuły z włoskiej prasy. A to jedno z jej ostatnich zdjęć, właśnie z opustoszałej Wenecji…

 

Taste and travel WENECJA

 

PS. Pamiętajcie, że nasz post ma na celu przekazanie Wam informacji o sytuacji w danych krajach od osób, które ostatnio rzeczywiście tam były / tam mieszkają – o to nas wielokrotnie prosiliście. Nie ma być on ani zachętą do podróżowania właśnie w te rejony, ani też przestrogą. Każdą taką decyzję każdy z nas powinien podejmować indywidualnie.