Nadszedł ten moment. Szkoła. Chyba powinnam napisać JUŻ, a nie WRESZCIE. 7 lat z Maksem minęło nam bardzo szybko. Aż mi się nie chce wierzyć, że mam przy sobie już dużego chłopca. Samodzielnego, z własnymi zainteresowaniami, własnym zdaniem, chłopca, którego nie trzeba karmić, ubierać, a wszystko zrobi sam. O szkołę pytaliście nas bardzo często. Jak to będzie? Jak będziemy podróżować, gdy Maks pójdzie do szkoły? Tych pytań pojawiło się też sporo, gdy ostatnio wrzuciłam opcję zadawania pytań na Instagramie (znajdziecie nasz profil jako „blogtasteaway” – swoją drogą fajna opcja – korzystaliście? 🙂 To trochę zbyt długi temat, by odpisać w dwóch zdaniach, więc napiszę tu… to na razie nasze plany i oczekiwania 🙂 Dam Wam znać, jak to wyjdzie w praktyce – Maks 3 września zaczyna pierwszą klasę!

 

Ostatnie lata to dla nas czas, gdy o podróżach decydowaliśmy dość spontanicznie, chociaż i tak mieliśmy pewne ograniczenia. Dla Was może niewidoczne, ale jak wielu z Was wie podróżowanie i blog to nie nasze jedyne zajęcie. Od 2012 roku ja razem z wspólnikiem prowadzimy firmę zajmującą się badaniami rynku – to branża, która często narzuca konieczność bycia w Polsce jesienią i wczesną zimą. W 2012 i 2013 jeszcze wyjeżdżaliśmy w listopadzie, bo to świetny czas na Tajlandię czy Kambodżę, ale od 2013 już nie – zwykle wtedy jest tyle pracy, że muszę być na miejscu. Nasze kolejne ograniczenie to DESEO – tu również najwięcej dzieje się jesienią i zimą z kulminacją przed świętami Bożego Narodzenia. Szkoła zatem nie będzie naszym jedynym ograniczeniem 🙂

 

Warto też dodać, że nigdy nie podróżowaliśmy non stop, na długie wyjazdy (3-5 tygodniowe) jeździmy raz w roku – nawet, jeśli obserwując ten wycinek naszego życia na blogu, może się wydawać inaczej. Prawdą jest jednak, że od 26.12.2017 nie byliśmy w domu ciurkiem dwóch tygodni. Zawsze pobyty w domu przeplatały dłuższe lub krótsze wyjazdy, weekendy poza Warszawą, itd.

 

Jak zamierzamy sobie radzić z podróżami, gdy Maks pójdzie do szkoły?

 

1) wybraliśmy szkołę (prywatną), która w opinii znajomych tolerancyjnie podchodzi do podróżowania swoich uczniów i ich rodzin, a co więcej – czasem wręcz po podróży, organizowane są pokazy zdjęć i opowieści z wyprawy. O takim podejściu mówiła również na spotkaniu Pani Dyrektor – wspólnie rozmawiałyśmy o tym, że podróże uczą i mają na dzieci dobry wpływ. Na takim miejscu mi zależało i mam nadzieję, że takie będzie. Mamy jednak świadomość, że obowiązki szkolne trzeba szanować i tolerancyjnego podejścia nie zamierzamy nadmierni wykorzystywać. Przyznam jednak, że gdy kiedyś usłyszałam od znajomych, że nauczycielka w szkole (innej niż nasza wybrana) ma pretensje o wyjazd w piątek i krytykuje dziecko przy całej klasie, mocno się przeraziłam… naprawdę nie chciałabym takiego miejsca ani dla moich dzieci, ani nigdy dla mnie. Wierzę jednak, że u nas pod tym względem będzie zupełnie inaczej:)

 

2) zamierzamy bardziej planowo podchodzić do naszych wyjazdów 🙂 Wykorzystywać długie weekendy, wolne dni, ferie, święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc, wakacje. Trochę nas przerażają wyjazdy w wakacje – zwłaszcza po ostatnim doświadczeniu z Hiszpanią. Pomimo wybrania regionu mało turystycznego, hotele i tak były mocno zajęte, a ceny wysokie. Myślę jednak, że dojdziemy do wprawy i na sierpień też znajdziemy sposób 🙂 Na pewno zamierzamy wykorzystać wolne wokół świąt i ferie. Być może dorzucimy tydzień do ferii, a 3 tygodnie z dwójką dzieci to już całkiem sporo 😉 Mamy kilka pomysłów na zimę – zobaczymy, które z nich się zadzieją 🙂

 

3) nie zawsze będziemy podróżować z Maksem. Mamy to szczęście, że mamy na miejscu Łukasza rodziców i moją mamę. Gdy musimy jechać gdzieś sami, wielokrotnie zostawialiśmy Maksa pod ich opiekę. Zostawialiśmy też Maksa, gdy jechaliśmy z Jagodą, bo była jeszcze na piersi. Ba! Czasem to on wybierał zostanie w Warszawie, bo miał urodziny kolegi czy piłkę. Tak było, gdy w październiku rok temu lecieliśmy do Tajlandii z ramach współpracy z House of Asia. Byliśmy tam 8 dni. Z Jagódką, Maks chciał zostać. Bez dzieci byliśmy też w Australii – 10 dni. Bardzo dużo z nimi podróżujemy i przyznaję, że wyjazdy bez dzieci czasem nam się marzą. W tym roku zdecydowaną większość podróży robiliśmy we czwórkę. Poza Australią w marcu, bez dzieci byliśmy chyba tylko na weekend w Lublinie. A zawsze Wam mówiłam, że bez dzieci też lubimy wyjeżdżać i wszystkich do tego namawiam 🙂 Poczytajcie o TU.

 

4) będziemy korzystać z weekendów – w weekend też można sporo zrobić 🙂 Czasem można doczepić do niego piątek i poniedziałek 🙂 Tak naprawdę rok temu z uwagi na zobowiązania zawodowe właśnie takich wyjazdów mieliśmy najwięcej jesienią. Bieszczady, Mazury ze znajomymi, Hamburg, Rzeszów i okolice. To były przede wszystkim wyjazdy weekendowe, a dłuższy wyjazd czekał nas w styczniu. Teraz też tak planujemy 🙂

 

5) mamy duże szczęście, że Maks to dziecko, które niemal nie choruje. Wiemy zatem, że nie będzie zbyt wiele opuszczał szkoły z tego powodu – to, co inni przechorują, on może spędzić w podróży 🙂 Zwłaszcza, że wczoraj jedna z Was na Instagramie napisała mi, że teoretycznie do zaliczenia przedmiotu wystarczy 50% obecności. Zbadam to 🙂

 

Wnioski zatem są dwa:

1) jesteśmy dobrej myśli 🙂

2) podróżujcie z małymi dziećmi!!! 🙂 Nie czekajcie aż będą mieć 5 lat i zaraz trzeba będzie się ograniczać do ferii i wakacji. My te 7 lat wykorzystaliśmy bosko i baaaaardzo się z tego cieszę! 🙂 A było tak – zobaczcie 7 lat w podróży z Maksem –  TU!