Siem Reap – miejsce, które totalnie nas zaskoczyło. Jeśli obawiacie się, że w Kambodży zbyt egzotycznie, nie ma odpowiedniej infrastruktury, gdzie jeść i gdzie spać, zajrzyjcie tutaj. Wiedzieliśmy, że miasto jest bardzo popularne wśród turystów z uwagi na ruiny starożytnego miasta Khmerów, na czele ze świątynią Angkor Wat, położone 7 km od Siem Reap. Tutaj zmierzają wycieczki objazdowe, niektórzy nawet decydują się na wypad do Kambodży z Bangkoku tylko po to, by zobaczyć sławne ruiny…

My dotarliśmy statkiem z Phnom Penh w piątek 8 listopada. Statek początkowo nie wzbudził mojego wielkiego zaufania i radości – płaska, zamknięta łódź, z niewielką ilością miejsca na zewnątrz, w środku raczej obskurne fotele i mało przyjemna łazienka, której Maks się bał (hałas + nieustannie wirująca w toalecie woda). Na szczęście chętnych na podróż nie było zbyt dużo, więc spokojnie z Maksem i naszymi podręcznymi bagażami mogliśmy zająć jakieś 6-8 miejsc. Gdyby był tłok, na pewno nie byłoby tak wesoło. Tymczasem teraz… trochę snu, trochę zabaw z Maksem (obowiązkowo iPad, samochody, zagadki CzuCzu i ciastolina, czyli zestaw pierwszej potrzeby w podróży), dużo przepięknych widoków, trochę integracji Maksa z chłopcem, który na statku sprzedawał napoje, troszkę opalania. 6,5 godziny minęło całkiem szybko!

Trasa z Phnom Penh prowadzi najpierw rzeką Tonle Sap, która łączy się z Mekongiem, a następnie przez jezioro Tonle Sap. Widoki są nieziemskie! Pocztówkowe krajobrazy, rybacy na malowniczych łodziach, rozklekotane, ale kolorowe domki na palach, w okolicy pływające wioski. Tonle Sap to największe jezioro na Półwyspie Indochińskim, którego powierzchnia i głębokość wahają się w zależności od pory roku. Głębokość to od 0,2 metra do 14 metrów, a powierzchnia od 2,5 tys. w porze suchej do 15 tys. km2 w porze deszczowej. Z ciekawostek Tonle Sap jest jednym z najbardziej zasobnych w ryby akwenów słodkowodnych na świecie – można się o tym przekonać odwiedzając restauracje w Phnom Penh czy w Siem Reap, gdzie często znajdziemy w karcie Tonle Sap fish. Bilet na statek Phnom Penh- Siem Reap kosztuje 35 dolarów za osobę. Nie jest mega tanio (autobus zawiezie nas za jakieś 10 dolarów!), ale wspaniała okolica, którą możemy obejrzeć ze statku jest tego warta.

Tonle Sap, Phnom Penh, Siem Reap, Kambodża

choćby dla takich widoków warto wybrać się do Kambodży i warto zapłacić 35 dolarów za rejs

Tonle Sap, Phnom Penh, Kambodża

malownicze domki na palach

Tonle Sap, Kambodża, Phnom Penh, Siem Reap

bajka…

Tonle Sap, rejs, Kambodża

obsługa rejsu – równie malownicza jak widoki; młodsza część ekipy umilała czas Maksowi

Kambodża, Tonle Sap, Phnom Penh

drewniane chatki na jeziorze

Kambodża, Tonle Spa, Phnom Penh

Maks wilk morski 🙂

Po przyjemnym rejsie (po więcej niesamowitych widoków zapraszam TU!) dotarliśmy w okolice Siem Reap. Do miasta od przystani jest kawałek (15 km), więc tuk tuk obowiązkowy. Na szczęście udało się naszą trójkę i cały nasz miesięczny dobytek (duża walizka, walizka podręczna, wózek, torba, torba z namiotem-łóżkiem Maksa) spakować do jednego tuk tuka. Ruszyliśmy! Okolica, którą mijamy w drodze do Siem Reap może nieco przerazić.. blaszane domki, brudno, prowizorycznie, dzieci-golaski taplające się w błocie, pijące wodę z wiadra, wyleniałe psy, latające wszędzie kury. Widać i czuć wyglądającą zewsząd biedę. Gdy patrzymy na takie warunki życia, już nie tak trudno zrozumieć, dlaczego MSZ straszy cholerą, amebozą czy durem brzusznym…
Pierwsze wrażenia zatem: aha, pewnie Siem Reap, biedniejsze, mniej rozwinięte..

Nic bardziej mylnego! Gdy dojeżdżamy do miasta, widzimy główną ulicę z masą hoteli, restauracji, biur podróży, są małe sklepy spożywcze (uwaga, naszym zdaniem sprzedawcy lubią turystę okantować!), apteki, znajdzie się księgarnia.. Gdy zajrzymy na główną ulicę wieczorem, zobaczymy tłumy ludzi, zwłaszcza na bocznej z napisem Pub Street, gdzie wzywają nas liczne otwarte lokale i głośna, zachodnia muzyka. Powiem tyle: wow! Nie tego się spodziewaliśmy w Kambodży… Nie mówię, że to źle, bo możliwość zajrzenia do apteki, załatwienia wycieczki w małym biurze podróży i przebierania w świetnych restauracjach, gdzie wykwintne danie kosztuje tyle, co u nas spaghetti w Bordo, jest całkiem fajna 🙂 Zwłaszcza, że kuchnia khmerska jak na razie nie zdobyła naszych podniebień (poza amokiem i luk lakiem z wołowiną). Tymczasem w Siem Reap znajdziemy kilka kulinarnych perełek, ale o tym później… Włócząc się po ulicach centrum Siem Reap (najlepiej wieczorem, bo za dnia można się zagotować), warto zajrzeć również po suweniry na night market, chociaż moim zdaniem nie dorasta on do pięt temu w Tajlandii, w Chiang Mai, ale figurkę Buddy czy innego miejscowego stwora warto kupić.

Siem Reap, Kambodża, Angkor

przyjemne, spokojne Siem Reap za dnia

W Siem Reap nocujemy w hotelu Gloria Angkor Hotel, nieco oddalonym od centrum (transport tuk tukiem do centrum – 2 dolary), hotel ma sporo zalet. Za 100 zł za dobę mamy świetne warunki (u nas za taki poziom płacimy minimum 250-300 zł, w Europie Zachodnie około 100-120 euro), przyjemny basen, śniadanie (średnie, ale zawsze można coś przekąsić lub zabrać na drogę). Na miejscu jest też restauracja – szału nie robi, ale smażone sajgonki zjeść można i dzieciakowi Spaghetti Napolitana zakupić 🙂

Co robimy oraz co planujemy w Siem Reap?

Oczywiście zwiedzamy Angkor Wat i pozostałe zabytki dawnego khmerskiego miasta. Ruiny Angkoru oddalone są od miasta o jakieś 7 km (wycieczka tuk tukiem w obie strony to jakieś 10-15 dolarów). Wejście jednodniowe kosztuje 20 dolarów, ale warto zajrzeć tam kilka razy. Od razu ostrzegam tylko nie wybierajcie się tam w południe – jest tak gorąco, że można wyzionąć ducha! Przewodniki radzą, by obejrzeć Angkor Wat o wschodzie słońca, ale nie mieliśmy serca zrywać Maksa o 4-5 rano… Na dodatkowe zwiedzanie między innymi świątyni Bayon ruszyliśmy kolejnego dnia..

Świątynię Bayon znajdziecie w Angkor Thom, kawałek drogi od Angkor Wat. Robi wrażenie zwłaszcza licznymi twarzami wykutymi w kamieniu – podobno jest ich aż 216! Przedstawiają smutny wizerunek Buddy i prawdopodobnie są wyobrażeniem wizerunku króla, który świątynię zbudowała – Jayavarmana VII.

Największe wrażenie robi jednak na nas świątynia Ta Phrom – ukryta w dżungli, która została nieco zapomniana, gdy archeolodzy „dokopali” się do Angkor Wat. Tajemnicza, magiczna, jakby przytłoczona korzeniami drzew, trochę mniej zatłoczona niż pozostałe. Warto tam zajrzeć!

Kambodża, Angkor Wat, Siem Reap

między innymi dla tego widoku przybywają tu tłumy zwiedzających

Angkor Wat, Angkor, Siem Reap, Kambodża

droga do Angkor Wat

Angkor Wat, Kambodża, Siem Reap

popołudniową, trochę deszczową porą

Angkor Wat, Kambodża

popołudniową, trochę deszczową porą

Bayon, Angkor, Kambodża, Siem Reap

widok na świątynię Bayon

Kambodża, Siem Reap, Angkor Thom, Bayon

ruszamy!

Bayon, Kambodża, Siem Reap

najbardziej zachwycający element Bayon

Ta Phrom, Kambodża, Siem Reap, Angkor

wejście do Ta Phrom

Z informacji praktycznych: bilet do całego kompleksu Angkor na jeden dzień kosztuje 20 dolarów. Za 40 dolarów mamy wejście przez trzy dni w jednym tygodniu, za 60 dolarów możliwość zaglądania do Angkoru przez 7 dni w danym miesiącu. My kupiliśmy 2 bilety jednodniowe, a pierwszego dnia byliśmy w Angkorze dwa razy. Jeśli wyruszycie odpowiednio wcześnie i nie macie na stanie malucha, da się obejrzeć najciekawsze miejsca w jeden dzień, chociaż 2 dni to jak dla nas opcja optymalna. Pomiędzy świątyniami odległości są spore, więc najlepiej pokonywać je tuk tukiem lub na rowerze. Transport tuk tuk na trasie hotel-Angkor (jeżdżenie pomiędzy świątyniami, tuk tuk na nas czeka)-centrum miasta (obiad)-hotel wyniósł nas 11 dolarów. Całkiem przyjemna kwota jak na to, że kierowca spędził z nami jakieś 5 godzin. A gdy traficie na takiego „agenta” jak nasz to dodatkowo, poza dowozem, zaproponuje Wam… kupno jointów!  Jak widać, trzeba działać w różnych branżach 😉

Kambodża, Angkor Wat, Siem Reap, tuk tuk, transport w Kambodży

tłumy tuk tuków w oczekiwaniu pod Angkor Wat – chwila relaksu dla kierowców, którzy zwykle przysypiają na kanapie lub rozwieszają w tuk tuku hamak

Kambodża, tuk tuk, Siem Reap

w tuk tuku jest fajnie – czyli Maksa ulubiony środek transportu

Z przestróg: nie dajcie się jednak namówić na obiad w żadnej z restauracji w pobliżu Angkoru. Standard marny (jadłodajnia dla turystów, mało przyjemna), a ceny jak na Kambodżę bardzo wysokie. Amok, który w jednej z najlepszych restauracji w Phnom Penh kosztował 5 dolarów, tutaj kosztuje 7 dolarów, a warunki nieporównywalne. Uciekliśmy czym prędzej stamtąd do naszej  ulubionej Aha Restaurant, w pobliżu Night Market. Moi drodzy, takich cudowności dawno nie jedliśmy! 🙂 Aha zasługuje na osobny wpis, zwłaszcza, że wybieramy się porozmawiać trochę z szefem kuchni…

Siem Reap, Kambodża, kompleks Angkor, Aha Restaurant

jedno z ulubionych dań w Aha

Będąc w Siem Reap, warto zajrzeć również do tzw. pływających wiosek na Tonle Sap jak Chang Kneas. Chociaż niektóre elementy wycieczki trącą lekko popisówką dla turystów, wybierzcie się! Dlaczego warto, pokażemy i napiszemy już wkrótce!:)

PS. Pamiętacie, że planowaliśmy odwiedzić tym razem Kambodżę, Laos i Wietnam? Nasze plany trochę się zmieniły… i cały czas są elastyczne z uwagi na tajfun na Filipinach, które również zagrażał stabilnej sytuacji pogodowej w Wietnamie. Dlatego zamiast 2 nocy w Siem Reap, spędzimy tu 4 lub 6 nocy, eksplorując okoliczne atrakcje. Zwiedzamy wolniej niż zazwyczaj, ale wcale nam to nie przeszkadza! 🙂 Rezygnujemy również z Laosu, bo przejrzenie informacji na temat Lao Airlines skutecznie nas zniechęciło, by tymi liniami lecieć do Wientian czy Luang Prabang…

A podróż 12 godzin z Siem Reap do Pakse na południu Laosu i następne 12 godzin do stolicy, Wientian, dla Maksa byłaby nieco za bardzo męcząca.. Więc zmiany, zmiany! Ale czy nie te spontaniczne zmiany są najfajniejsze, gdy podróżuje się bez biura ?:)