Zaraz minie tydzień, jak jesteśmy w Kambodży… Obejrzeliśmy Phnom Penh, obecnie jesteśmy w Siem Reap, 6 km oo khmerskich świątyń Angkoru. Jutro tam ponownie ruszamy i wkrótce zaprosimy Was na relację… ale dziś będzie troszkę bardziej na poważnie… Bez jedzenia, bez Maksa i bez pięknych widoczków… dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o Kambodży i jej niedalekiej przeszłości…

No właśnie… co wiecie o Kambodży? Pol Pot ? Czerwoni Khmerzy? Kolonia francuska? Ja swego czasu o Kambodży wiedziałam całkiem sporo, bo na studiach przez pół roku uczęszczałam na fakultet pod tytułem „Rewolucja Czerwonych Khmerów” – mega ciekawe wykłady z mega interesującym prowadzącym, wtedy jeszcze doktorem Adamem Jelonkiem, który notabene obecnie jest ambasadorem Polski w Malezji, Brunei i na Filipinach. Pamiętam do dziś nazwiska towarzyszy Pol Pota, jego hasła nawołujące lud do zbiorów „3 ton ryżu z hektara” oraz to, że reżim eliminował wszystkich ludzi noszących okulary – założeniem było stworzenie społeczeństwa równego, agrarnego, bez wykształconych i bogatych… Po powrocie do Polski chyba ponownie przeczytam książkę, z której uczyłam się podczas studiów, bo niestety 7-8 lat robi swoje i wiele faktów ulega zapomnieniu… 🙂

 

Wracając do Kambodży i czasów „przed Pol Potem” – w 1887 roku tereny dzisiejszej Kambodży zostały włączone do Indochin Francuskich. Wpływ Francji nadal widać, chociażby patrząc na niektóre aleje w Phnom Penh, jedząc na śniadanie malutkie crossainty i spotykając na każdym kroku Francuzów.  Kambodża uzyskała niepodległość w 1953 roku, a w 1975 roku  władzę przejął Pol Pot i Czerwoni Khmerzy. Przemoc, dyktatura, wyludnienie miast… Phnom Penh opustoszało wówczas w jeden dzień, a 2 miliony mieszkańców zmuszonych było szukać nowego miejsca do życia na wsi…  głód, terror.. tak wyglądała Kambodża do 1979 roku. A Czerwoni Khmerzy łatwo nie ustąpili i aż do 1999 roku prowadzili na zachodzie walkę partyzancką.

Dokładna liczba ofiar reżimu nie jest znana – część źródeł mówi o 1,2 mln, inne o 1,7 – 2,3 mln. To bardzo dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Kambodża liczyła sobie wówczas około 7 mln mieszkańców.

 

Tuol Sleng, Czerwoni Khmerzy, Kambodża

ofiary Czerwonych Khmerów – więźniowie Tuol Sleng, głównej katowni reżimu

Od 1993 roku Kambodża jest monarchią konstytucyjną.  Jeśli chodzi o ukaranie sprawców ludobójstwa dokonanego przez Czerwonych Khmerów, Kambodży nie idzie najlepiej – procesy niektórych przywódców nadal się toczą, część już zmarła, część cierpi na Alzheimera czy inne starcze choroby. Sam Pol Pot zmarł na atak serca, jeszcze w dżungli, gdzie ukrywały się jego oddziały. Co ciekawe, mówi się, że obecny premier Kambodży jest przeciwny osądzeniu Czerwonych Khmerów. Sam niegdyś do ich ugrupowania, ale w 1978 roku uciekł do Wietnamu i razem z wojskami wietnamskimi obalił rządy Pol Pota. Teraz jednak chroni byłych towarzyszy…

By poczuć makabryczny klimat tamtych lat trzeba wybrać się do Tuol Sleng i na Pola Śmierci…

Muzeum Ludobójstwa w Tuol Sleng to na pewno jedno z najbardziej makabrycznych miejsc, jakie zwiedzaliśmy. W latach 70. za rządów Pol Pota w budynkach, które niegdyś należały do szkoły średniej, stworzono więzienie S-21 – tu przetrzymywano osoby, które z różnych względów nie pasowały reżimowi, poddawano je torturom, zabijano…

 

Kambodża, Phnom Penh, Tuol Sleng, Czerwoni Khmerzy

cela wraz z toaletą-skrzynką

 

Do więzienia trafiali ludzie z różnych klas społecznych, ze szczególnym naciskiem na intelektualistów, lekarzy, prawników. W Tuol Sleng przebywały całe rodziny, również kobiety i małe dzieci, uwięziono też obcokrajowców (również dziennikarzy) przebywających w Phnom Penh w dniach zwycięstwa rewolucji.

W muzeum zobaczymy cele, narzędzia tortur, sale zbiorowe, w których przebywali stłoczeni skazańcy. Przerażające wrażenie robią zdjęcia uwięzionych, które robiono im od razu po przybyciu do Tuol Sleng, sadzając na specjalnym krześle… Gdy chodzimy po muzeum, patrzy na nas masa przerażonych oczu. Co tu dużo mówić: przyjemnie nie jest, ale z uwagi na świadomość historyczną warto zaplanować wizytę w Tuol Sleng. Jeśli podróżujecie z maluchem, najlepiej zwiedzać poszczególne budynki na raty, bo nawet jeśli nic z tego nie rozumie, zdjęcia mogłyby go przerazić.

 

Maks zajrzał z Łukaszem do jednego z budynków (pani przewodnik nas nieco poganiała). Jego całkiem nieświadomy komentarz idealnie oddaje złe warunki, w których przebywali więźniowie. Gdy zobaczył maleńkie cele o rozmiarach 0,8 x 2 metry, przedzielone ceglanymi ściankami, z typowym dla dziecka zainteresowaniem zapytał Łukasza: „Tata, tu mieszkały kiedyś krówki??” – przedziały oddzielone murem przypomniały mu zagrodę…

O szczegółach, co działo się w Tuol Sleng pisać nie będziemy – możecie sobie to wyobrazić, myśląc o każdym innym totalitarnym więzieniu. Mnie chyba najbardziej przerażało to, że miejsce, które kiedyś było pełne radości, śmiechu, młodości (szkoła średnia), przez kilka lat było największą katownią reżimu Czerwonych Khmerów, miejscem, gdzie torturowano, zabijano. Gdy przechodzi się przez plac pomiędzy budynkami, ciężko się oprzeć tych dwóm kontrastowym wyobrażeniom, zwłaszcza, gdy patrzymy jak Czerwoni Khmerzy „świetnie” przystosowali do swoich makabrycznych tortur urządzenia, na których w lepszych czasach uczniowie ćwiczyli sprawność fizyczną (zdjęcie poniżej). Zamiast do trenowania bicepsów, Czerwoni Khmerzy korzystali z nich do przywiązywania więźniów oraz podnoszenia ich w górę i w dół aż do utraty przytomności. Następnie dla otrzeźwienia wsadzali ich głowy do wielkich donic z brudną wodą. Tak wyglądały przesłuchania „winnych”…

 

Tuol Sleng, Czerowni Khmerzy

jeden z budynków i narzędzie tortur

Kambodża, Toul Slang, Phnom Penh

budynki przykryte były drucianą siatką pod napięciem, by uniemożliwić więźniom popełnianie samobójstw przez skakanie z okna

Większość skazanych spędzała w więzieniu od miesiąca do 6 miesięcy, a z około 17 tysięcy więźniów, przeżyło tylko 7 osób.  Jeśli nie umierali na miejscu, byli wywożeni na tzw. Pola Śmierci, 15 km od Phnom Penh i tam zabijani. Tam również grzebano pozostałe ofiary reżimu.

 

Tuol Sleng, Kambodża, Phnom Penh

więziono i katowano nie tylko dorosłych, ale również dzieci

Po bajkowym Pałacu Królewskim, muzeum ludobójstwa to na pewno spory szok. Warto jednak tam zajrzeć, zwłaszcza, że wiele elementów zachowało się w niezmienionym stanie od 1979 roku. Warto również pokusić się o przewodnika za 2-3 dolary, który opowie nam wszystko o więzieniu i ówczesnych tragicznych latach…

Po Tuol Sleng następny punkt makabrycznej wycieczki to Pola Śmierci (m.in. Choeung Ek), gdzie masowo zabijano i grzebano ofiary – m.in. te przywożone z Tuol Sleng. Obecnie w Choeung Ek stoi wysoka, przeszklona stupa wypełniona czaszkami ofiar. My już tam nie dojechaliśmy, bo ostatniego dnia w Phnom Penh dopadły nas ulewne deszcze, ale taka wyprawa daje szersze wyobrażenie..

 

No to co? Popsułam Wam weekendowy nastrój? Przepraszam, ale chciałam, byście wiedzieli albo byście przypomnieli sobie, że Kambodża to nie tylko tuk tuki, przyjaźni ludzie, bajkowe widoki podczas rejsu na Mekongu, upał i zabytkowe świątynie, ale również tragiczna historia… Nawet, jeśli przeze mnie opowiedziana w małej pigułce, warto o tym pamiętać, jeśli kiedyś tu dotrzecie…

PS. Jutro / pojutrze wracam z pięknymi widokami, smakołykami i innymi azjatyckimi cudownościami, a tymczasem czeka na nas Angkor Wat! 🙂