Dla większość koniec wakacji, szkoła, obowiązki, chmury, deszcze i takie, takie, dla niektórych dopiero urlopu początek. Bo w “ciepłych krajach” upały już nieco mniejsze, bo ceny bardziej korzystne, bo październik i listopad w wersji polskiej nie zawsze jest przyjemny…

 

Wyjazdy jesienne to idealne rozwiązanie, zwłaszcza dla bezdzietnych, nie uczących się, nie studiujących lub… dla rodziców małych dzieci, których rytmu roku nie wyznacza szkoła, 1 września, ferie i przerwy świąteczne. My od kilku lat zawsze wyjeżdżamy zimą lub jesienią. Wcześniej na Sylwestra i Nowy Rok, bo nic nie sprawia takiej przyjemności jak rozpoczęcie nowego roku od śniadania 1 stycznia na skąpanym w słońcu tarasie 🙂 Ostatnio wyjeżdżamy w listopadzie, by uniknąć, moim zdaniem, najbardziej ponurego miesiąca w roku…

 

… bo listopad zwykle jest szary, mokry, zimny, nikt nie pamięta już ani o złotej, polskiej jesieni (jeśli była!), ani tym bardziej o wakacyjnych szaleństwach, a czas do świąt się dłuży. I tylko gorąca czekolada czasem ratuje… i ciepły koc… i filmowe wieczory… i książka. A najlepiej ratuje wyjazd gdzieś daleko, daleko… po słońce, piasek i błękitne niebo…

 

Takich jak my, którzy lubią sobie ubarwić szarość listopadową, wrześniową (wczoraj!!!), październikową, jest coraz więcej, więc głównie dla nich, ale też dla zapobiegliwych, planujących już lato 2014  dziś o tym, dlaczego dom lepszy niż hotel!

 

Nieee, nie przyznaję racji, że podróżowanie z dzieckiem jest beee i dom najlepszy! Nie zapowiadam też, że będziemy w zimie w domu siedzieć. Ale za to przekonuję, że wynajęty dom lepszy na wakacjach niż hotelowy pokój.

Polecamy to rozwiązanie wszystkim, a zwłaszcza tym podróżującym z dzieckiem… a jeszcze bardziej podróżującym ze znajomymi i dzieckiem / dziećmi.

 

podróżowanie z dzieckiem

“dawno temu” w Cadaques, Hiszpania 2011

 

Nie to, żebym była przeciwnikiem hoteli. Ja je nawet lubię. Uwielbiam małe hoteliki z duszą, magiczne, śliczne, takie, z których nie chce się wyjeżdżać, a pokój tak piękny i łóżko tak wygodne, że nie chce się z niego wychodzić. A restauracja przyprawia podniebienie o nieustanne rozkosze. Mam kilka swoich typów w tej kategorii jak chociażby Pensjonat Vincent w Kazimierzu Dolnym czy Gościniec Gaładuś w Dusznicy koło Sejn. Lubię takie miejsca za klimat, za pyszne jedzenie, za dopracowane w każdym szczególe pokoje.

 

Czasem nawet lubię hotele-molochy. Są wielkie i średnio urodziwe, ale mają 500 basenów i 1500 potraw na szwedzkim stole, 6 restauracji i aqua aerobic. Bo wszystko masz tam pod nosem i tylko leżysz na basenie z książeczką, popijając lodowe koktajle, kolorowe drinki lub orzeźwiającą sangrię. Bo na śniadanie mam gofry, naleśniki, 5 rodzajów bułeczek, 6 szynki i 15 sera. Bo pokój czeka na mnie zawsze wysprzątany, ręczniki puszyste, a łóżko pościelone. To niewątpliwie zalety hotelu, ale okazuje się, że wynajęcie domu ma zalet jeszcze więcej. I liczba tych zalet rośnie, gdy w ekipie wakacyjnej pojawia się mały podróżnik. Całkiem odwrotnie niż w przypadku hotelu….

 

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu na wakacje

Łukasz w “naszym” domu w Nerja, podczas miesięcznej podróży po Europie w sierpniu 2011

 

9 POWODÓW, DLACZEGO LEPIEJ WYNAJĄĆ DOM NIŻ ZDECYDOWAĆ SIĘ NA HOTELOWY POKÓJ!

 

1) WIĘCEJ SWOBODY!

 

Wynajęcie domu to przede wszystkim wolność i swoboda. W końcu wolnoć Tomku w swoim domku… Znamy? Znamy!

Więcej przestrzeni dla siebie i dla dziecka. Mniej obaw, mniej stresów. Nie stresujemy się, gdy dziecko w nocy trochę popłacze (lub gdy po prostu nie owijając w bawełnę “drze mordę”) i inni wczasowicze nerwowo pukają w ściany. Nie śpieszymy się ze śniadaniem, bo nasz dwulatek biega wokół stołu i przeszkadza innym gościom. Nie ciśniemy się w małym pokoju, gdzie maluch nie ma gdzie się pobawić, a jak wstawimy łóżeczko dziecięce, ciężko się ruszyć. W domu mamy zwykle pokój, sypialnię, salon i taras / ogródek. Często mamy własny basen i inne atrakcje.

 

Gdy wychodzimy na basen, nie musimy zabierać wielkiej torby akcesoriów, bo jeśli zapomnimy pieluchy / przekąski / wody / kremu z filtrem, po prostu wejdziemy do pokoju, a nie będziemy jechać windą na 10 piętro i wędrować kilometrami korytarzy… jak to zwykle wygląda w hotelach popularnych w wakacyjnych kurortach.

Nie wstydzimy się też, gdy maluch krzyknie, rozpłacze się albo nawet zasika majtki. W końcu jesteśmy u siebie!

 

2) WYGODA

 

Lubimy na wakacje wynajmować domek, bo jest nam po prostu wygodnie. Po raz pierwszy przekonaliśmy się o tym, gdy Maks miał 3-miesiące i po 2 tygodniach wycieczki objazdowej po Europie, osiedliśmy w Nerja na Costa del Sol. Szukaliśmy wtedy domu na południu Portugalii – nie udało się. Dom w Nerja znaleźliśmy w ostatniej chwili – zarezerwowaliśmy w niedzielę rano, pakując bagaże jeszcze w hotelu w Sewilli, a po południu leżeliśmy już na leżakach na naszym tarasie.

I wtedy po raz pierwszy okazało się, że dom to strzał w dziesiątkę! Było nam wygodnie, bo nie musieliśmy nic nosić na basen. Było wygodnie, bo gdy Maks chciał jeść po prostu karmiłam w pokoju / w cieniu na tarasie, nie musiałam kombinować, biegać do pokoju, zasłaniać się pieluchą itd.

 

Było nam wygodnie, bo malutki Maks mógł siedzieć na swoim “bujaczku” w przyjemnym cieniu, a nawet w chłodnym domu, a my mogliśmy obok prażyć się na słońcu, co nadal lubimy! Było nam też wygodnie, bo gdy jedliśmy posiłki na tarasie, Maks mógł bujać się zadowolony w bujaczku i nigdy się nie niecierpliwił.

Teraz sytuacja trochę się zmieniła – inny wiek, inne potrzeby, ale wygodę nadal doceniamy. Przebieranie, sikanie, posiłki. Bez godzin, pośpiechu i nieustannego wędrowania hotelowymi korytarzami.

 

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu na Wakacje

Maks plażuje w leżaczku-bujaczku, Nerja 2011

 

3) WSZYSTKO POD RĘKĄ

 

Nie należymy raczej do specjalistów z zakresu “Zawsze mam dla dziecka wszystko  i jestem gotowa na każdą okazję”, raczej minimalizujemy liczbę potrzebnych przedmioty. Bierzemy to, co niezbędne – picie, przekąskę, kiedyś zestaw higieniczny (pieluchy, krem, chusteczki), dziś ewentualnie spodnie na zmianę (w razie czego!), coś ciepłego, małą zabawkę. Nie lubimy być wielbłądami i nosić ze sobą całego domu. Unikamy zbędnych gadżetów – pojemników odmierzających ilość mleka, termosów, 3 różnych butelek z różnymi napojami i 30 zabawek.

 

Jednak nawet, jeśli bierzemy mało, coś tam na ten basen zabrać trzeba. I dla siebie, i dla malucha. I  spójrzmy prawdzie w oczy: fajnie po książkę, chustkę na głowę czy krem wejść po prostu do domu niż znów za każdym małym roztargnieniem biegać po hotelu 🙂

 

4) DŁUGIE WIECZORY NA TARASIE

 

To chyba jeden z moich ulubionych plusów związanych z wynajmowaniem domu versus nocowaniem w pokoju hotelowym. Gdy jesteśmy sami, w pokoju hotelowym możemy tylko spać. Możemy chodzić do 2 w nocy po plaży, sączyć wino nad basenem lub do 5 rano szaleć na mieście.

Z dzieckiem jest nieco trudniej. Chociaż my nadal często wypuszczamy się z Maksem wieczorową porą, popijamy winko, jemy kolacje, a Maks słodko śpi w wózeczku, to wielu rodziców woli, gdy ich dziecko zasypia w swoim łóżku. Woli lub to dziecko tak woli i innej opcji nie przyjmuje.

 

Co wtedy? Przez dwa tygodnie od godziny 21.00 czy nawet 19.00 siedzimy z książką w pokoju hotelowym? Nawet odezwać się głośniej nie można, bo dziecko na hałasy wrażliwe.. Nie wspomnę o innych, nocnych rozrywkach. Można. Oczywiście – można i od 17.00 siedzieć z książką w pokoju. My jednak z tych, co nadal chcą trochę z życia skorzystać, a nie tylko TiVi, książka i bambosze…

 

I tu znów przydaje się dom.  Bo przecież dziecka samego w pokoju hotelowym nie zostawimy i nie pójdziemy 10 pięter niżej na drinka czy kawę.  A mieszkając w domu, na tarasie lub w salonie możemy rozmawiać, pić wino, jeść pyszne kolacje, grać w karty… możemy pływać nocą w basenie lub siedzieć w jacuzzi .. i co tylko jeszcze wpadnie nam do głowy!

 

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu na wakacje

na naszym meksykańskim “tarasie”, Akumal, Jukatan 2012

 

5) WIECZORY W MIŁYM TOWARZYSTWIE I INTEGRACJA

 

Gdy jedziemy ze znajomymi, plus pod tytułem “wieczór na tarasie” rozszerza się na zalety związane ze wspólnym spędzaniem wieczorów. Bo jak spędzać wieczory razem, gdy każdy w innym pokoju, być może na innych piętrach lub w innych końcach korytarza, a w każdym pokoju śpi dziecko?

 

Ja zwykle nie czuję się zbyt komfortowo zostawiając dziecko z nianią elektroniczną – pewnie dlatego takiej niani kupionej w pierwszych dniach życia Maksa, nigdy ze sobą nawet nie wozimy. Zostawiam śpiącego Maksa samego, tylko gdy jesteśmy bardzo blisko i bardzo kameralnym miejscu. I wówczas również korzystam z “niani”…  w wersji aplikacji na telefon 🙂 Polecam, bardzo wygodne!

 

Gdy dysponujemy domem, wieczory ze znajomymi są idealne. Dzieci śpią. Dom jest spory, więc nie trzeba mówić szeptem. I jest wino, basen nocą, jacuzzi, karty, nocne rozmowy, gry planszowe i co kto lubi. Wiem, bo niedawno byłam i tę opcję testowałam! 🙂

Możliwości “integracyjne” zatem bez porównania z tymi, jakie mamy w hotelu, gdzie na wieczór każdy znika w swoim pokoju. Lub siedzi razem ze znajomymi, ale stresuje się czy dziecko w pokoju nie płacze, czy się nie przestraszyło czegoś i czy w ogóle jest bezpieczne…

 

6) ZERO NIEZADOWOLONYCH, SKRZYWIONYCH WCZASOWICZÓW

 

Mówię wprost: nie cierpię skrzywionych ludzi, a tych skrzywionych, pomimo, że właśnie są na wczasach nie cierpię jeszcze bardziej. A w hotelu na  niezadowolonych i skwaszonych się narażamy. Bo dziecko biega, bo dziecko za głośno się śmieje, bo dziecko zapłakało, bo zapiszczało, bo dziecko chlapnęło na książkę, bo zabrało innemu zabawkę. Bo JEST dziecko, a ja właśnie od dzieci chciałem odpocząć.

 

Nie utrafisz. Zawsze znajdzie się ktoś, komu pasować nie będzie. Albo znajdzie się grupa rodaków lub nie-rodaków, którzy na wakacje przyjechali zwiedzać hotelowy, alkoholowy all inclusive i zaraz się okażę, że do grupy skrzywionych dołączysz właśnie TY! Rodzic, który chce spędzić spokojne wakacje z dzieckiem, odpocząć, pobawić się, a nie słuchać pijackich okrzyków. A w hotelach niestety takie opcje się zdarzają, zwłaszcza na tzw. all inclusive.

Zatem żeby nie oglądać skrzywionych min i samemu nie krzywić się ze złości i oburzenia, pamiętajcie: lepiej wynająć dom!

 

7) WŁASNA KUCHNIA 

 

Dom ma dla mnie jedna kluczową wadę: brak śniadania. Nie mówię o innych posiłkach, bo te wolimy jeść na mieście. Ale śniadanie w hotelu to wygoda.  Lubię wstać i wiedzieć, że coś pysznego już na mnie czeka, nic robić nie muszę, tylko full relaks. W wynajętym domu tego nie mam.

Ale mam coś innego, bardziej ważnego: kuchnię. Istotną zwłaszcza przy podróżowaniu z dzieckiem. Bo i wodę na mleko zawsze można zagrzać, i coś maluchowi ugotować, gdy akurat miejscowa kuchnia mu nie smakuje. Można przygotować śniadanie (niech już będzie, że sami je zrobimy!:)) i zjeść je na tarasie, a wieczorem przyrządzić przekąski do wina, zamiast ponownie siedzieć w hotelowym pokoju..

 

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu w wakacje

zerwane w przydomowym “ogródku”

 

8) WIĘCEJ INTYMNOŚCI

 

Dom to również więcej intymności. Opalanie się topless, jedzenie posiłków w kostiumie, schodzenie na śniadanie w piżamie. To lenistwo wakacyjne, na które w hotelu nie zawsze możemy sobie pozwolić. W hotelu przed śniadaniem o określonej godzinie, wypada wziąć prysznic, ubrać się i ogarnąć malucha. W domu tylko my decydujemy, co wypada 🙂

 

9) KONIEC Z LEŻAKOWYM WYŚCIGIEM SZCZURÓW! 🙂

 

Znacie ręcznikowe wyścigi? 🙂 Najlepsze leżaki zajęte już o 8.00 rano? Albo lepiej: WSZYSTKIE leżaki zajęte o 8.00 rano! Cwaniaki, którzy zostawiają ręczniki na noc i ci, którzy rozkładają je o 6.00… Tak wygląda hotelowa rzeczywistość: wyścig szczurów nawet w wakacje!

 

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu na wakacje

leżaki tylko nasze!

 

A WADY?

Z wad domu widzę głównie dwie podstawowe:

– nie ma tego fajnego śniadanka, które uwielbiam

– nie ma wysprzątanego pokoju, co spójrzmy prawdzie w oczy dla pracującej matki polki jest czasem miłym wytchnieniem i miłą różnicą w porównaniu do dnia codziennego.

Ale zalet jak widać jest znacznie więcej niż wad!

 

A TERAZ KILKA KONKRETÓW….

 

Wiele osób myśli pewnie: no dom, fajnie, ale to na pewno drożej… no dom, fajnie, ale gdzie go znaleźć???

Zatem polecamy do szukania wakacyjnych domów takie strony jak:

http://www.homeaway.com/

http://www.homeaway.co.uk/

http://www.holidaylettings.co.uk/

Nasze “upolowane” w ostatniej chwili super domy znaleźliśmy właśnie tam! Nie było żadnej wpadki. Wszystkie domy były godne polecenia, ładne, zgodne z opisem. Właściciele często zostawiali powitalny poczęstunek oraz ZAWSZE kontakt do osoby opiekującej się domem.

Domy wynajmowaliśmy w Hiszpanii, w Meksyku i na Gozo – wszędzie polecamy! W Meksyku argument pro hotel, czyli sprzątanie również nie miał racji bytu, bo codziennie mieliśmy również sprzątanie.

A ceny? Ostatnie doświadczenie (z sierpnia 2013)  to tydzień w dwupiętrowym domu na Gozo (Malta), z wielkim salonem, dwoma sypialniami, dwoma łazienkami, basenem, tarasem i jacuzzi za 950 euro. Dom spokojnie na 2 rodziny z dziećmi – nas była szóstka w wersji 4 + 2. A jeśli się uprzeć, pewnie jeszcze jedna para również by się zmieściła i miała całkiem wygodnie. Zatem mamy 300 – 500 euro za tydzień za rodzinę, czyli 2000 zł. Oczywiście nie ma w tym jedzenia, ale nawet jeśli w hotelu jedzenie jest to i tak zwykle, a tu lody, a tu frytki, a tu sangria i różnie to bywa. Do domu dokładamy zwykle jakiś tani lot i mamy całkiem sprytne rozwiązanie na wakacje. Cenowo podobnie, a zalet znacznie więcej. Policzcie, rozważcie wady i zalety i następnym razem życzę domowej swobody na wakacjach 🙂

Polecamy!!

podróżowanie z dzieckiem, wynajem domu na wakacje

można też samemu zerwać “obiad” w swoim ogrodzie 😉