Spis treści
- 9 POWODÓW, DLACZEGO LEPIEJ WYNAJĄĆ DOM NIŻ ZDECYDOWAĆ SIĘ NA HOTELOWY POKÓJ!
- 1) WIĘCEJ SWOBODY!
- 2) WYGODA
- 3) WSZYSTKO POD RĘKĄ
- 4) DŁUGIE WIECZORY NA TARASIE
- 5) WIECZORY W MIŁYM TOWARZYSTWIE I INTEGRACJA
- 6) ZERO NIEZADOWOLONYCH, SKRZYWIONYCH WCZASOWICZÓW
- 7) WŁASNA KUCHNIA
- 8) WIĘCEJ INTYMNOŚCI
- 9) KONIEC Z LEŻAKOWYM WYŚCIGIEM SZCZURÓW! 🙂
- Podobne wpisy
Dla większość koniec wakacji, szkoła, obowiązki, chmury, deszcze i takie, takie, dla niektórych dopiero urlopu początek. Bo w “ciepłych krajach” upały już nieco mniejsze, bo ceny bardziej korzystne, bo październik i listopad w wersji polskiej nie zawsze jest przyjemny…
Wyjazdy jesienne to idealne rozwiązanie, zwłaszcza dla bezdzietnych, nie uczących się, nie studiujących lub… dla rodziców małych dzieci, których rytmu roku nie wyznacza szkoła, 1 września, ferie i przerwy świąteczne. My od kilku lat zawsze wyjeżdżamy zimą lub jesienią. Wcześniej na Sylwestra i Nowy Rok, bo nic nie sprawia takiej przyjemności jak rozpoczęcie nowego roku od śniadania 1 stycznia na skąpanym w słońcu tarasie 🙂 Ostatnio wyjeżdżamy w listopadzie, by uniknąć, moim zdaniem, najbardziej ponurego miesiąca w roku…
… bo listopad zwykle jest szary, mokry, zimny, nikt nie pamięta już ani o złotej, polskiej jesieni (jeśli była!), ani tym bardziej o wakacyjnych szaleństwach, a czas do świąt się dłuży. I tylko gorąca czekolada czasem ratuje… i ciepły koc… i filmowe wieczory… i książka. A najlepiej ratuje wyjazd gdzieś daleko, daleko… po słońce, piasek i błękitne niebo…
Takich jak my, którzy lubią sobie ubarwić szarość listopadową, wrześniową (wczoraj!!!), październikową, jest coraz więcej, więc głównie dla nich, ale też dla zapobiegliwych, planujących już lato 2014 dziś o tym, dlaczego dom lepszy niż hotel!
Nieee, nie przyznaję racji, że podróżowanie z dzieckiem jest beee i dom najlepszy! Nie zapowiadam też, że będziemy w zimie w domu siedzieć. Ale za to przekonuję, że wynajęty dom lepszy na wakacjach niż hotelowy pokój.
Polecamy to rozwiązanie wszystkim, a zwłaszcza tym podróżującym z dzieckiem… a jeszcze bardziej podróżującym ze znajomymi i dzieckiem / dziećmi.
Nie to, żebym była przeciwnikiem hoteli. Ja je nawet lubię. Uwielbiam małe hoteliki z duszą, magiczne, śliczne, takie, z których nie chce się wyjeżdżać, a pokój tak piękny i łóżko tak wygodne, że nie chce się z niego wychodzić. A restauracja przyprawia podniebienie o nieustanne rozkosze. Mam kilka swoich typów w tej kategorii jak chociażby Pensjonat Vincent w Kazimierzu Dolnym czy Gościniec Gaładuś w Dusznicy koło Sejn. Lubię takie miejsca za klimat, za pyszne jedzenie, za dopracowane w każdym szczególe pokoje.
Czasem nawet lubię hotele-molochy. Są wielkie i średnio urodziwe, ale mają 500 basenów i 1500 potraw na szwedzkim stole, 6 restauracji i aqua aerobic. Bo wszystko masz tam pod nosem i tylko leżysz na basenie z książeczką, popijając lodowe koktajle, kolorowe drinki lub orzeźwiającą sangrię. Bo na śniadanie mam gofry, naleśniki, 5 rodzajów bułeczek, 6 szynki i 15 sera. Bo pokój czeka na mnie zawsze wysprzątany, ręczniki puszyste, a łóżko pościelone. To niewątpliwie zalety hotelu, ale okazuje się, że wynajęcie domu ma zalet jeszcze więcej. I liczba tych zalet rośnie, gdy w ekipie wakacyjnej pojawia się mały podróżnik. Całkiem odwrotnie niż w przypadku hotelu….
9 POWODÓW, DLACZEGO LEPIEJ WYNAJĄĆ DOM NIŻ ZDECYDOWAĆ SIĘ NA HOTELOWY POKÓJ!
1) WIĘCEJ SWOBODY!
Wynajęcie domu to przede wszystkim wolność i swoboda. W końcu wolnoć Tomku w swoim domku… Znamy? Znamy!
Więcej przestrzeni dla siebie i dla dziecka. Mniej obaw, mniej stresów. Nie stresujemy się, gdy dziecko w nocy trochę popłacze (lub gdy po prostu nie owijając w bawełnę “drze mordę”) i inni wczasowicze nerwowo pukają w ściany. Nie śpieszymy się ze śniadaniem, bo nasz dwulatek biega wokół stołu i przeszkadza innym gościom. Nie ciśniemy się w małym pokoju, gdzie maluch nie ma gdzie się pobawić, a jak wstawimy łóżeczko dziecięce, ciężko się ruszyć. W domu mamy zwykle pokój, sypialnię, salon i taras / ogródek. Często mamy własny basen i inne atrakcje.
Gdy wychodzimy na basen, nie musimy zabierać wielkiej torby akcesoriów, bo jeśli zapomnimy pieluchy / przekąski / wody / kremu z filtrem, po prostu wejdziemy do pokoju, a nie będziemy jechać windą na 10 piętro i wędrować kilometrami korytarzy… jak to zwykle wygląda w hotelach popularnych w wakacyjnych kurortach.
Nie wstydzimy się też, gdy maluch krzyknie, rozpłacze się albo nawet zasika majtki. W końcu jesteśmy u siebie!
2) WYGODA
Lubimy na wakacje wynajmować domek, bo jest nam po prostu wygodnie. Po raz pierwszy przekonaliśmy się o tym, gdy Maks miał 3-miesiące i po 2 tygodniach wycieczki objazdowej po Europie, osiedliśmy w Nerja na Costa del Sol. Szukaliśmy wtedy domu na południu Portugalii – nie udało się. Dom w Nerja znaleźliśmy w ostatniej chwili – zarezerwowaliśmy w niedzielę rano, pakując bagaże jeszcze w hotelu w Sewilli, a po południu leżeliśmy już na leżakach na naszym tarasie.
I wtedy po raz pierwszy okazało się, że dom to strzał w dziesiątkę! Było nam wygodnie, bo nie musieliśmy nic nosić na basen. Było wygodnie, bo gdy Maks chciał jeść po prostu karmiłam w pokoju / w cieniu na tarasie, nie musiałam kombinować, biegać do pokoju, zasłaniać się pieluchą itd.
Było nam wygodnie, bo malutki Maks mógł siedzieć na swoim “bujaczku” w przyjemnym cieniu, a nawet w chłodnym domu, a my mogliśmy obok prażyć się na słońcu, co nadal lubimy! Było nam też wygodnie, bo gdy jedliśmy posiłki na tarasie, Maks mógł bujać się zadowolony w bujaczku i nigdy się nie niecierpliwił.
Teraz sytuacja trochę się zmieniła – inny wiek, inne potrzeby, ale wygodę nadal doceniamy. Przebieranie, sikanie, posiłki. Bez godzin, pośpiechu i nieustannego wędrowania hotelowymi korytarzami.
3) WSZYSTKO POD RĘKĄ
Nie należymy raczej do specjalistów z zakresu “Zawsze mam dla dziecka wszystko i jestem gotowa na każdą okazję”, raczej minimalizujemy liczbę potrzebnych przedmioty. Bierzemy to, co niezbędne – picie, przekąskę, kiedyś zestaw higieniczny (pieluchy, krem, chusteczki), dziś ewentualnie spodnie na zmianę (w razie czego!), coś ciepłego, małą zabawkę. Nie lubimy być wielbłądami i nosić ze sobą całego domu. Unikamy zbędnych gadżetów – pojemników odmierzających ilość mleka, termosów, 3 różnych butelek z różnymi napojami i 30 zabawek.
Jednak nawet, jeśli bierzemy mało, coś tam na ten basen zabrać trzeba. I dla siebie, i dla malucha. I spójrzmy prawdzie w oczy: fajnie po książkę, chustkę na głowę czy krem wejść po prostu do domu niż znów za każdym małym roztargnieniem biegać po hotelu 🙂
4) DŁUGIE WIECZORY NA TARASIE
To chyba jeden z moich ulubionych plusów związanych z wynajmowaniem domu versus nocowaniem w pokoju hotelowym. Gdy jesteśmy sami, w pokoju hotelowym możemy tylko spać. Możemy chodzić do 2 w nocy po plaży, sączyć wino nad basenem lub do 5 rano szaleć na mieście.
Z dzieckiem jest nieco trudniej. Chociaż my nadal często wypuszczamy się z Maksem wieczorową porą, popijamy winko, jemy kolacje, a Maks słodko śpi w wózeczku, to wielu rodziców woli, gdy ich dziecko zasypia w swoim łóżku. Woli lub to dziecko tak woli i innej opcji nie przyjmuje.
Co wtedy? Przez dwa tygodnie od godziny 21.00 czy nawet 19.00 siedzimy z książką w pokoju hotelowym? Nawet odezwać się głośniej nie można, bo dziecko na hałasy wrażliwe.. Nie wspomnę o innych, nocnych rozrywkach. Można. Oczywiście – można i od 17.00 siedzieć z książką w pokoju. My jednak z tych, co nadal chcą trochę z życia skorzystać, a nie tylko TiVi, książka i bambosze…
I tu znów przydaje się dom. Bo przecież dziecka samego w pokoju hotelowym nie zostawimy i nie pójdziemy 10 pięter niżej na drinka czy kawę. A mieszkając w domu, na tarasie lub w salonie możemy rozmawiać, pić wino, jeść pyszne kolacje, grać w karty… możemy pływać nocą w basenie lub siedzieć w jacuzzi .. i co tylko jeszcze wpadnie nam do głowy!
5) WIECZORY W MIŁYM TOWARZYSTWIE I INTEGRACJA
Gdy jedziemy ze znajomymi, plus pod tytułem “wieczór na tarasie” rozszerza się na zalety związane ze wspólnym spędzaniem wieczorów. Bo jak spędzać wieczory razem, gdy każdy w innym pokoju, być może na innych piętrach lub w innych końcach korytarza, a w każdym pokoju śpi dziecko?
Ja zwykle nie czuję się zbyt komfortowo zostawiając dziecko z nianią elektroniczną – pewnie dlatego takiej niani kupionej w pierwszych dniach życia Maksa, nigdy ze sobą nawet nie wozimy. Zostawiam śpiącego Maksa samego, tylko gdy jesteśmy bardzo blisko i bardzo kameralnym miejscu. I wówczas również korzystam z “niani”… w wersji aplikacji na telefon 🙂 Polecam, bardzo wygodne!
Gdy dysponujemy domem, wieczory ze znajomymi są idealne. Dzieci śpią. Dom jest spory, więc nie trzeba mówić szeptem. I jest wino, basen nocą, jacuzzi, karty, nocne rozmowy, gry planszowe i co kto lubi. Wiem, bo niedawno byłam i tę opcję testowałam! 🙂
Możliwości “integracyjne” zatem bez porównania z tymi, jakie mamy w hotelu, gdzie na wieczór każdy znika w swoim pokoju. Lub siedzi razem ze znajomymi, ale stresuje się czy dziecko w pokoju nie płacze, czy się nie przestraszyło czegoś i czy w ogóle jest bezpieczne…
6) ZERO NIEZADOWOLONYCH, SKRZYWIONYCH WCZASOWICZÓW
Mówię wprost: nie cierpię skrzywionych ludzi, a tych skrzywionych, pomimo, że właśnie są na wczasach nie cierpię jeszcze bardziej. A w hotelu na niezadowolonych i skwaszonych się narażamy. Bo dziecko biega, bo dziecko za głośno się śmieje, bo dziecko zapłakało, bo zapiszczało, bo dziecko chlapnęło na książkę, bo zabrało innemu zabawkę. Bo JEST dziecko, a ja właśnie od dzieci chciałem odpocząć.
Nie utrafisz. Zawsze znajdzie się ktoś, komu pasować nie będzie. Albo znajdzie się grupa rodaków lub nie-rodaków, którzy na wakacje przyjechali zwiedzać hotelowy, alkoholowy all inclusive i zaraz się okażę, że do grupy skrzywionych dołączysz właśnie TY! Rodzic, który chce spędzić spokojne wakacje z dzieckiem, odpocząć, pobawić się, a nie słuchać pijackich okrzyków. A w hotelach niestety takie opcje się zdarzają, zwłaszcza na tzw. all inclusive.
Zatem żeby nie oglądać skrzywionych min i samemu nie krzywić się ze złości i oburzenia, pamiętajcie: lepiej wynająć dom!
7) WŁASNA KUCHNIA
Dom ma dla mnie jedna kluczową wadę: brak śniadania. Nie mówię o innych posiłkach, bo te wolimy jeść na mieście. Ale śniadanie w hotelu to wygoda. Lubię wstać i wiedzieć, że coś pysznego już na mnie czeka, nic robić nie muszę, tylko full relaks. W wynajętym domu tego nie mam.
Ale mam coś innego, bardziej ważnego: kuchnię. Istotną zwłaszcza przy podróżowaniu z dzieckiem. Bo i wodę na mleko zawsze można zagrzać, i coś maluchowi ugotować, gdy akurat miejscowa kuchnia mu nie smakuje. Można przygotować śniadanie (niech już będzie, że sami je zrobimy!:)) i zjeść je na tarasie, a wieczorem przyrządzić przekąski do wina, zamiast ponownie siedzieć w hotelowym pokoju..
8) WIĘCEJ INTYMNOŚCI
Dom to również więcej intymności. Opalanie się topless, jedzenie posiłków w kostiumie, schodzenie na śniadanie w piżamie. To lenistwo wakacyjne, na które w hotelu nie zawsze możemy sobie pozwolić. W hotelu przed śniadaniem o określonej godzinie, wypada wziąć prysznic, ubrać się i ogarnąć malucha. W domu tylko my decydujemy, co wypada 🙂
9) KONIEC Z LEŻAKOWYM WYŚCIGIEM SZCZURÓW! 🙂
Znacie ręcznikowe wyścigi? 🙂 Najlepsze leżaki zajęte już o 8.00 rano? Albo lepiej: WSZYSTKIE leżaki zajęte o 8.00 rano! Cwaniaki, którzy zostawiają ręczniki na noc i ci, którzy rozkładają je o 6.00… Tak wygląda hotelowa rzeczywistość: wyścig szczurów nawet w wakacje!
A WADY?
Z wad domu widzę głównie dwie podstawowe:
– nie ma tego fajnego śniadanka, które uwielbiam
– nie ma wysprzątanego pokoju, co spójrzmy prawdzie w oczy dla pracującej matki polki jest czasem miłym wytchnieniem i miłą różnicą w porównaniu do dnia codziennego.
Ale zalet jak widać jest znacznie więcej niż wad!
A TERAZ KILKA KONKRETÓW….
Wiele osób myśli pewnie: no dom, fajnie, ale to na pewno drożej… no dom, fajnie, ale gdzie go znaleźć???
Zatem polecamy do szukania wakacyjnych domów takie strony jak:
http://www.holidaylettings.co.uk/
Nasze “upolowane” w ostatniej chwili super domy znaleźliśmy właśnie tam! Nie było żadnej wpadki. Wszystkie domy były godne polecenia, ładne, zgodne z opisem. Właściciele często zostawiali powitalny poczęstunek oraz ZAWSZE kontakt do osoby opiekującej się domem.
Domy wynajmowaliśmy w Hiszpanii, w Meksyku i na Gozo – wszędzie polecamy! W Meksyku argument pro hotel, czyli sprzątanie również nie miał racji bytu, bo codziennie mieliśmy również sprzątanie.
A ceny? Ostatnie doświadczenie (z sierpnia 2013) to tydzień w dwupiętrowym domu na Gozo (Malta), z wielkim salonem, dwoma sypialniami, dwoma łazienkami, basenem, tarasem i jacuzzi za 950 euro. Dom spokojnie na 2 rodziny z dziećmi – nas była szóstka w wersji 4 + 2. A jeśli się uprzeć, pewnie jeszcze jedna para również by się zmieściła i miała całkiem wygodnie. Zatem mamy 300 – 500 euro za tydzień za rodzinę, czyli 2000 zł. Oczywiście nie ma w tym jedzenia, ale nawet jeśli w hotelu jedzenie jest to i tak zwykle, a tu lody, a tu frytki, a tu sangria i różnie to bywa. Do domu dokładamy zwykle jakiś tani lot i mamy całkiem sprytne rozwiązanie na wakacje. Cenowo podobnie, a zalet znacznie więcej. Policzcie, rozważcie wady i zalety i następnym razem życzę domowej swobody na wakacjach 🙂
Polecamy!!











11 Comments
Sanchez
Zgadzam sie w stu procentach i popieram. Na wakacje tylko i wylacznie dom. Przepraszam za brak polskich znakow ale pisze z za granicy i nie swojego komputera 🙁 Podrozujac z naszymi trzema corkami zawsze wybieramy opcje domu. Podane strony internetowe sa naprawde godne polecenia i ceny sa rewelacyjne w porownaniu do komfortu jaki oferuje dom. Nie wyobrazam sobie gniezdzenia sie w pokoju hotelowym z nasza rodzina. Sa oczywiscie wyjatki gdzie pokoje sa przestronne badz laczone ale rzadko sie to zdaza a za cene wypasionego domu nie znajdziemy odpowiedniego hotelu, niestety. Jedyny minus to tak jak pisze autorka to brak sniadan. Tutaj jednak widze plus dla siebie gdyz uwielbiam rozpiescic moje dziewczyny i przygotowac sniadanie, ktorym mozna sie rozkoszowac na tarasie 🙂 Pozdrawiam serdecznie.
Natalia - tasteaway.pl
Cześć Sanchez!! 🙂 Domyślam się, że z trójką dzieciaczków to rzeczywiście najlepsze rozwiązanie! W niektórych pokojach hotelowych to i z jednym dzieckiem jest ciężko się pomieścić, a co dopiero z trójką! I do basenu czy ogrodu nie trzeba pakować całego dobytku, bo wszystko jest pod ręką 😉
PS. trzy córki – super! My mamy dwie znajome rodziny po 3 synków 😉 a sami byśmy chcieli córeczkę 🙂
Sanchez
Najlepsze i nie ma co dyskutowac nad wyzszoscia domu nad hotelem bo to jest po prostu fakt. W dzisiejszych czasach gdzie doslownie sprzed kominka mozna zarezerwowac super dom czy apartament nie ma zadnej dyskusji 🙂 Bardzo mi sie podobaja Wasze wpisy i spsob prowadzenia bloga. Podroze polaczone z degustacja 🙂 Rewelacja. Jezeli chcecie coreczke to probowac , probowac !!! Sama przyjemnosc. Potem podroze w licznej gromadce sa jeszcze lepsze 🙂 Pozdrawiam serdecznie.
Natalia - tasteaway.pl
Dzięki za miłe słowa o blogu! 🙂 Najlepsza motywacja, by pisać 🙂 Co do córeczki, jest plan, by za jakiś czas zabrać się za próbowanie 😉 zobaczymy czy wyjdzie 😉 pozdrowienia!! 🙂
Darek Kozłowski
Ekstra opis.Ja wybieram jednak hotel jesli dobrze poszukamy to na bank bedziemy zadowoleni.
Pozdrawiam
Natalia - tasteaway.pl
Jasne – hotele też potrafią być super wyborem 🙂 wszystko zależy od znalezienia tego, co szukamy i od etapu życia 🙂 my właśnie z dzieckiem małym doceniliśmy wynajmowanie domu, zwłaszcza, gdy podróżujemy ze znajomymi 🙂 pozdrowienia! 🙂
Justyna
My zawsze wybieraliśmy apartamenty: kuchnia, balkon bądź taras, sypialnia, salon. W zeszłym roku w Portugalii udało nam się za bezcen wynająć apartament 80m2 (2x większe niż nasze mieszkanie:)) z olbrzymim balkonem za 400zl/tydzień!:) na bookingu, co prawda w kwietniu ale zawsze staramy się wyjeżdżam poza sezonem:) teraz szykujemy się z do wyjazdu już w trójkę:) ( z czteromiesięcznym bobasem) więc opcja domu z własnym basenem jak najbardziej pożądana! przejrzę podane linki. Dzięki!
Natalia - tasteaway.pl
Wow, ten apartament w Portugalii brzmi super!!!:) dokładnie – poza sezonem jeszcze lepiej! A przecież w kwietniu w Portugalii pewnie już ładna pogoda była:) Z bobasem to dom idealnie!!!:) dokładnie tak jak napisałam we wpisie – u nas jak Maks miał niecałe 3 miesiące, a potem 7 miesięcy w Meksyku sprawdzał się super 🙂 i przynajmniej wieczorem można posiedzieć na tarasie, a nie w pokoju bo maluch śpi i strach zostawiać 😉 powodzenia!:)
Justyna
to prawda pogoda była super, a za to mało ludzi, ceny niskie i brak upałów co dla mojego męża jest wybawieniem kiedy musi ze mną na plaży leżeć:)
Natalia - tasteaway.pl
Hahaha, czyli wszyscy zadowoleni 🙂 My trochę tak mieliśmy w Indonezji – niby czasem popołudniu popadało (bo pora deszczowa), ale i tak wylegiwaliśmy się na słońcu, opaliliśmy się, a ceny zwłaszcza hoteli niskie i pusto 😉 życzę Wam w takim razie super podróży z bobaskiem 🙂